czwartek, 12 marca 2009

Z półki z 'rzeczami przeczytanymi'...

Nazbierało się tego... W takim razie będzie wyliczanka w skrócie telegraficznym. A na koniec znaki jakości Gonza!

"Przybysz" - w moim mniemaniu numero uno dotychczasowych, tegorocznych premier. Subtelna opowieść o tułaczu, który opuszcza rodzinę i ojczyznę, by szukać dla żony i córki nowego, bezpiecznego domu. Ten album to kapitalna grafika, subtelna i czytelna niema narracja, oraz niesamowicie pojemne drugie dno, mówiące o koszmarach minionego wieku. Holokaust, wojny, wyzysk - wszystko to, przez co ludzie zostają emigrantami. Jednocześnie jest to historia zadziwiająco lekka, ukazująca exodus w sposób bajkowy. Dodatkowy plus - świetne wydanie, paroma drobiazgami przewyższające i tak świetną klasę wydania oryginału. Ten komiks to mus i kropka.

"Trzy cienie" - również jedna z najlepszych (obok "Przybysza" oraz "Trupa i Sofy") premier ostatniego czasu. Według mnie, oczywiście. Rodzina żyjąca w sielance traci spokój i poczucie bezpieczeństwa przez trzy tajemnicze cienie, które pokazują się niedalego jej domu. Nie wiadomo kto to, ani czego chcą, ale rodzina podejrzewa że chodzi o synka. Ojciec pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i razem z malcem rozpoczyna wyprawę hen, byle dalej od dziwnych postaci. W komiksie mało jest tak naprawdę tradycyjnie pojmowanej fabuły czy akcji (to 'komiks drogi', którego większość wypełnia wędrówka), nie brakuje natomiast emocji - grozy, niepewności, smutku, ale co najważniejsze - miłości. Metaforyczna podróż ojca z synem, mająca być ucieczką przed... (no nie powiem przed czym, bo bym zaspoilował), została dodatkowo świetnie narysowana. Pedrosa rysował dla Disneya, i to fidać, jego postaci są żywe, dynamiczne, niemal w każdym kadrze bohaterowie wydają się uwiecznieni w chwili ruchu, to nie malunki statycznych pomników znane z twórczości Rossa. To świat który płynie, rusza się i zmienia. Uczta dla oczu.

"Oskar Ed" - kwasowa historia, o facecie z łbem w krztałcie gruszki do lewatyw z przyśrubowanym do twarzy kagańcem. Trudno opowiedzieć o czym jest ten komiks. Prawdopodobnie o zagubieniu, odmienności, potrzebie akceptacji. Chyba. Nie wiem. Jest dziwaczny, operuje klimatem znanym z komiksów Andersona czy filmów Lyncha ("Głowa do wycierania" mi się jakoś tak coś...), i jest całkiem fajnie narysowany, cienką, precyzyjną kreską. Momentami coś Jelinek rysunkowo niedomagał (np rozstawienie nóg przez postać, sugerujące wyłamanie się kości ze stawu biodrowego), ale nie mialo to większego znaczenia. Minusem jest dla mnie jednak bełkotliwy finał, który zamiast wyjaśnić tą zakwaszoną historię, jeszcze bardziej ją miesza. Nie wiem o co chodzi. Może dowiemy się tego na WSK.

"Pierwsza wiosna" - olaboga. Dzieło o końcówce 2-giej Wojny Światowej z perspektywy Niemców i Berlina. Nudne, narracyjnie słabowite (komiksologizacja powieści) topornie momentami rysowane... Nie trafił do mnie Timof tym dziełem. Z drugiej strony nie jestem kompetentny do oceniania - nie zdzierżyłem i wymiękłem jakoś tak w połowie.

"Spirit. Najlepsze opowieści" - no i jeśli bym napisał to co napiszę na forum Gildii, to pewnie by mnie ukamienowali. Ja wiem że Eisner. Ja wiem że klasyk. Mnie się nawet podobał rysunek, który pomimo niemal 7 dekad na karku przebija atrakcje z pierwszych Sandmanów. Doceniam zabawę formą i konwencją, eksperymenty narracyjne, dzięki którym każdy szort zebrany w tym tomiku jest inny. A to Spirit prowadzi śledztwo, a to obserwujemy z perspektywy szarego człowieka jak pogrąża się w szaleństwie a Spirit pojawia się tylko na chwilę, a to wprowadzone zostają kadry w konwencji FPP. Tylko że to ramotka. Oldskul do kwadratu. Fajnie opowiedziane historie są same w sobie prościutkie, i dla mnie nieciekawe. Komiks ten okazał się idealnym dziełem na posiedzenia w toalecie. 7-stronicowe szorty okazywały się wręcz idealne na sesje klozetowej. Cóż, od komiksów za niemal stówę można wymagać nieco więcej. Jeśli to jest best of, to ja bym całej serii nie zdzierżył. Ciekawostka - dzięki temu komiksowi w końcu wiem dlaczego na początku filmowego "Spirita" Saref nurkowała za jakimś pudłem w nieokreślonym akwenie wodnym. Otóż to było nabrzeże, na dnie była łódź podwodna faszystów, a w pudle zabójczy wirus. Wywnioskowaliście to z filmu? Bo ja nie.

"Lucyfer #3: Potępieńcze związki" - nie no... Pierwsze dwa tomy nawet mnie zaciekawiły, ciekaw byłem co będzie dalej, oczywiście sporo dobrego tej serii robi charyzmatyczny główny bohater, jedna z niewielu postaci z "Sandmana" z jajami, choć bez narządów rodnych. Z tomu na tom Carey dorzuca kolejne wątki, kolejne motywy, Lucek prowadzi swą tajemniczą grę i szatański plan, tylko że nie wiadomo do czego ma to prowadzić, a mnie przestało to już interesować. Przy lekturze tego tomika wynudziłem się zresztą okropnie. Rysunkowo nie było na czym oka zawiesić. Czy ktoś chce po okazyjnej cenie kupić "Lucyfera", tomy 1-3? Jak myślę o tym, że ma mnie czekać jeszcze 8 kolejnych tomów, to mówię pas. Acz one shota malowanego przez Mutha bym chętnie wymiędlił (ale bez czytania).

"Boże, zachowaj Królową" - czyli Mike Carey znowu okrutnie rżnie z Gaimana, przed czym Boże, zachowaj mnie! Tym razem w stylu znanym z "Nigdziebądź" Mike miesza brytyjską smutną rzeczywistość z równoległym światem znanym ze "Snu nocy letiej", którego to świata postaci Gaiman swego czasu włączył do świata "Sandmana". Magia, narkotyki i malunki Boltona. Do przeczytania, ale nie za cenę, jaką życzy sobie Egmont. To ja już wolę przygody Felixa Castora, ciekawe jak tam ich drugi tom.

"Skasowałem Adolfa Hitlera" - miły komiks znanego już u nas Jasona, o płatnych zabójcach, zabawach z czasem, ratowaniem świata przed hitleryzmem, oraz problemach z miłością. Rysunkowo wiadomo już czego się spodziewać (acz tym razem w kolorze), może i mnie nie powaliło, ale warto wiedzieć jaki nieamerykański komiks dostał w zeszłym roku Eisnera.

"Gang Hemingwaya" - warto też wiedzieć jaki komiks dostał analogicznego Eisnera dwa lata temu. Ta pozycja (nie zaskakująca już ani graficznie, ani kolorem) ubawiła mnie dużo bardziej. Światowej sławy pisarze (m.in. Hemingway, Joyce, Fitzgerald) obdarzeni zostali przez autora znajomymi zwierzęcymi pyskami, siedzą w Paryżu, rysują komiksy i klepią biede. Jest jednak plan - można zrobić napad. Historyjka co jakiś czas błyszczy humorem, a totalnie powalający jest zagmatwany finał, opowiedziany z perspektywy każdej z postaci. Jason zagrał tu sobie patentami znanymi z filmów bandycko-napadalskich, czyli "Wściekłe psy" z rodziną. I wyszło bardzo fajnie. I znowu jest o problemach z miłością. Polecam. Poprzednią pozycję też, ale tę goręcej.

Na koniec: znaki jakości Gonza. Subiektywnie, arogancko i zupełnie bez poklasku mas nagrodzę dziś "Przybysza", "Trzy cienie" oraz "Gang Hemingwaya". Gratulacje.





Znak antyjakości i gromkie 'buuuuu' przyznaję "Pierwszej wiośnie" oraz trzeciemu tomowi "Lucyfera", jednocześnie nagradzając go elitarnym tytułem suchara miesiąca.






Na jeden przysiad starczy chyba, nie? W następnej odsłonie odkurzania odkrytych odniesień w obrazkowych opowieściach pogrzebię w paru importach ("Elektra Asasyn" się kłania), wyszperam

13 komentarzy:

slay pisze...

W pełni się z Tobą zgadzam odnośnie Przybysza, ale równocześnie mnie zainteresowałeś. Czym polskie wydanie przewyższa oryginalne?

Gonzo pisze...

jak pisałem - drobiazgi. złota zakładeczka, o ile pamiętam lekko większy format (acz nie estem pewien, sam mam wydanie z US).

pawelk pisze...

Spirit jest wart swojej ceny...

amerykańskiej - $10. ;)

Nawet po obecnym kursie dolca.

Anonimowy pisze...

No wlasnie tez sie zdziwilem czym polskie wydanie przewyzsza to oryginalne(ktore mam).Chocby dlatego ze w oryginale jest wkomponowany polski dokument na ktorejsc ze stron okladki i juz zaczalem sie bac ze w polskim wydaniu go zcenzurowali;)A komiks piekny:)

Marceli pisze...

89 zet za Spirita to trochę dużo, zwłaszcza, że idzie na Wdowy Egmontu, ale kurde - fajny tomik, ja się dobrze wkręciłem, zwłaszcza, że kupiłem tak raczej z przypadku, szukając czegoś do pociągu. Oldskul oldskulem, ale same historie mają swój urok całkiem spory i praktycznie się nie zestarzały - jakoś mi się tak pokojarzyły z opowiadania Ruynona i równie dobrze bawiły. Story z latającym gościem i narracja prowadzona przez karabinek - sam mjut, choćby dla nich dwóch warto.

sorenito pisze...

totalnie nie zgadzam się co do Lucyfera, historia mnie wciągneła - wręcz nie mogłem się oderwać, rysunki dobre, klimat miodny.
no.

sorenito pisze...

totalnie nie zgadzam się co do Lucyfera, historia mnie wciągneła - wręcz nie mogłem się oderwać, rysunki dobre, klimat miodny.
no.

pawelk pisze...

Też się nie zgadzam. To jest nas co najmniej dwóch. ;)

Gonzo pisze...

że najlepsza wychodząca u nas seria? kmooon, autorów tego typu wypowiedzi nie można brać poważnie :D

pawelk pisze...

Seria najlepsza to nieee. Ale odcinek trzeci trzyma poziom.

ars-emet pisze...

Że się dołączę... "Spirit" tyle co przegladałem w empiku i mnie nie porwał... cena na pewno za wartość historyczną. Zażyczyłem sobie więc albumik na urodziny...fajnie się wydaje nie swoje pieniądze;))) "Przybysz" dołączam się REwelacja, ale jedyne co, to historia trochę dla mnie za krótka... "Oskar Ed" mam wrażenie, że dość szybko momentami pracował Jelinek, za szybko... i te emocje w (serce "pęk")dymakach?! Trochę też na siłę tworzenie "zakręconej" fabuły i chyba sam się zakręcił;)) Ale i tak oceniam na całkiem ciekawy. Choć z zakrętów wolę Jima Woodringa i jego Franka;)) Się rozpisałem;))))

Marcin "Dr.Agon" Górski pisze...

Damn you, Gonzo! Zapomnieliśmy przybić sobie łapy, w ramach Klubu Graczy Nintendo DS. Poznałem cię dopiero jak byłeś na scenie, prowadząc Bitwy Komiksowe.
Ale na MFK sobie odbijemy, right?

ejm2000 pisze...

jakoś zmęczyłam "Boże, zachowaj Królową" ....ale to nie dla mnie.... grafika jest ok ...ale fabuła to straszne nudy ........rzeczywiście nie za tę cenę....max 25 zł w miękkiej okładce, na papierze, na jakim był wydawany Sandman....."nie papier i okładka" zdobią komiks ....przerost formy nad treścią ....