niedziela, 15 marca 2009

Walec z Baszyrem

Krótko mówiąc - wyjątkowy film, który powinien obejrzeć każdy, a fan komiksu (ze względu na oprawę) w szczególności.

Główny bohater/reżyser tego filmu dochodzi do wniosku że ma konkretne luki w pamięci. Nie dotyczą one tego co się działo po studniówce czy innej bibie. Luki nie dotyczą też mało istotnych czy bardzo odległych fragmentów życia. Nie pamięta on nic z inwazji Izraela na Liban z początku lat 80-tych, w której brał udział. Takie coś trudno zapomnieć. Jegomość postanawia zająć się realizacją filmu o własnych wspomnieniach, co będzie dla niego swoistą terapią. Efekt terapii jest właśnie tym filmem.

Ari Folman poszedł na całość. Fabularnie i formalnie. Jego dzieło to animowany paradokument. To odtworzenie sytuacji z przed ćwierćwiecza z perspektywy wielu osób, wspomnienia każdej kolejnej dokładają cegiełkę do jego własnych zaburzonych wspomnień. To biografia. To niby animowany dokument, rejestrujący niedawne rozmowy Ariego z dawnymi towarzyszami broni, mimo wszystko jednak trudno za dokumentalne uznać sceny wojenne - indywidualne, czysto subiektywne, często też z pogranicza jawy i snu. Czuć w nich adrenalinę i hormony, zniekształcające rzeczywistość. W końcu - dyskusyjna pozostaje kwestia, czy kreskówka może się nadawać do opowiadania tak drastycznych historii. Ktoś, kto czytał "Mausa", raczej nie ma wątpliwości.

Folman wsadza kij w mrowisko, odnosząc się do rzezi Palestyńczyków z przed ponad 20-lat. Temat chyba nigdy nie przestał być aktualny. Zadaje poważne pytania moralne dotyczące odpowiedzialności, głównie sobie, ale nie daje odpowiedzi. Pozostawia je widzowi. To cenny punkt widzenia, w momencie gdy dla międzynarodowych nie-ekspertów sytuacja na Bliskim Wschodzie wydaje się być wyraźnie spolaryzowana, i dla samych zainteresowanych pozbawiona dwuznaczności. Folman ma więcej niż wątpliwości, i nie boi się o nich mówić.

A jak sama oprawa? Muzyka i udźwiękowienie nadają filmowi niesamowitej dynamiki od sceny otwierającej film, ale są onr tylko dodatkiem dla kapitalnej animacji. Fani komiksu będą mieli tu na czym zawiesić oko, zwłaszcza fani rysowników naduzywających cieniowania i czerni, takich jak Mignola czy Risso. Momentami miałem też skojarzenia z naszą dumą narodową, Gawronem. Pojęcia nie mam na czym polega technika, którą zrobiono Bashira, ale to jakieś piekielne połączenie 2D z 3D, gdzie cienie są płynne, ruchome, realistyczne i gęste. Szkoda że postaci poruszają się jak pacynki, ale nie można mieć wszystkiego.

Podsumowanie. "Walc z Baszirem" to film nietypowy, zarówno jeśli chodzi o spojrzenie na poruszany temat, jak i kwestię oprawy. To nie dokument z gadającymi głowami, to film łechcący poczucie estetyki. To nie agitka na rzecz którejś ze stron, to wsadzenie palców w niezagojoną ranę. Film porusza. Fakt, że w sposób dość cyniczny i wyrachowany. W momencie gdy uśpił on moją uwagę, i traktowałem go po prostu jako fachowy film pacyfistyczny o koszmarze wojny i jej wpływie na człowieka, w najmniej spodziewanym momencie ogłuszył mnie on i emocjonalnie sparaliżował. Nie napiszę kiedy, ani jak. Ani dlaczego. Sami się zorientujecie. Pamiętajcie jednak, że to nie kolejny film o wojnie, Żydach czy Arabach. To wyjątkowe dzieło i prawdopodobnie instant classic, który kiedyś będzie sprzedawany w wojennych kolekcjach razem z "Czasem Apokalipsy", "Plutonem" czy "Łowcą jeleni". Zachęcam.

Pod skryptem: nie czytajcie recenzji z Wyborczej. Zepsuje Wam efekt, który subtelnie zaplanował dla Was reżyser. Wystarczy świadomość, że Mossakowski dał Baszirowi ******.

9 komentarzy:

.C.Z. pisze...

A wygląda to tak

No trzeba iść, trzeba.

Maro Oleksicki pisze...

bardzo fajny film!

artmac pisze...

Trailer wygląda dobrze, zasysam to.

Sebastian Frąckiewicz: pisze...

stary, po cholerę ci ta wymienianka rysowników komiksowych. Przecież przy tym filmie pracowali bracia Hanukowie, którzy od lat rządzą w świecie ilustracji i alternatywnego komiksu.
pozdro

Gonzo pisze...

O braciach Hanuka nic nie wiem, a wymienianka bo miałem momentami wyjątkowo plastyczne skojarzenia. W sumie ja miałem z Risso, my girl po projekcji podpytywała o to kto Hellboya rysował, bo miała takie właśnie skojarzenia.

Poza tym to:
http://joanesapaolaza.files.wordpress.com/2009/02/waltz-with-bashir-011.jpg

uparcie kojarzyło mi się z tym:
http://img1.gildia.pl/_n_/komiks/komiksy/otto_bohater/1/okladka-640.jpg

turucorp pisze...

No wlasnie Gonzo, Ty nic nie wiesz o braciach Hanuka, Aleja Komiksu nic nie wie, nawet jak sie im zwroci uwage to maja to w powazaniu (chociaz ma niby patronat nad filmem)itd. itp.
Wez czekij chociazby:
http://www.tropicaltoxic.blogspot.com/
bo naprawde nie trzeba tej calej wyliczanki komiksiarzy, wystarczy zobaczyc orginal (szczegolnie, ze goscie naprawde niezle zamiataja w komiksie i to od kilku lat).

Gonzo pisze...

nie wiem coście się doczepili do tej 'wyliczanki'. miałem takie skojarzenia, to się nimi dzielę. a bracia hanuka zaiste zacni.

adler pisze...

film mi sie trochę kojarzy z "Wieserem"

Marcin "Dr.Agon" Górski pisze...

Nie powiem, srogi kawał animacji. Jeden z lepszych filmów tego gatunku, jaki przyszło mi obejrzeć w ciągu ostatnich kilku miesięcy.