poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Wielka Kolekcja Komiksów Marvela

Kolekcja przeskoczyła już 10 tomów, na stronie wydawnictwa są zapowiedzi na kolejne pozycje, no to spokojnie mogę uznać że jest pretekst by coś skrobnąć, i że to ważniejsze niż rzeczy którymi muszę się teraz właśnie zająć. Przez chwilę.

Jak światek komiksowy i niekomiksowy też wie, Hachette co 2 tygodnie do kiosków dostarcza kolejny tom przygód herosów Marvela, w grubej szytej oprawie, porządny papier, w środku zwykle około 6 zeszytów. Cena 40 zeta. Lasery z dupy included. Gdzie haczyk? Ano tu, że cykl w dużej mierze ma wymiar promocyjny, co zwłaszcza w USA czy Anglii zaowocuje tym, że ktoś sięgnie po kolejne tomy tego czy tamtego, bo w serii jest skakanie po łebkach. Refleksje typu 'to źle czy to bardzo źle' zostawię sobie na koniec, na razie krótki przegląd tego co wyszło.

1. The Amazing Spider-Man: Powrót do domu - ponoć już u nas wydane, w dodatku ze dwa razy, nie śledze bo nie jestem fanem Parkera. Wchłonąłem, pamiętam że z obojętnością, już nie pamiętam absolutnie o czym było. Kosztowało jako zajawka serii 15 zeta, więc OK. I dali plakat (!!!).

2. Astonishing X-Men: Obdarowani - czyli początek runu Whedona. Czytałem już w wydaniu Muchy, i wiem że to porządna seria, z czego początek najlepszy, a potem lecą w kosmos, kosmici, cuda na kiju... Dla mnie zagęszczenie superherosów to maksymalne wyzwanie dla percepcji, jak dochodzą ufoludy do tego zestawu to zwykle wymiękam. Ale to dopiero w późniejszych tomach, ten mi wszedł gładko i za pierwszym muchowym razem i teraz. Miałem, ale zamówiłem prenumerate co by nie szukać po kioskach co 2 tygodnie, więc mam dubla. No i dali kubek (!!!).

3. Iron Man: Extremis - fajne. Elegancki, choć plastikiem trącający rysunek, wartko się czyta. Ponoć inspiracja do pierwszego filmu jeśli chodzi o design zbroi (zresztą film industry przejął rysownika jako concept designera, i słusznie). Zadowalający wyższy-poziom-średni.

4. Wolverine - pierwsza miniseria o Rosomaku, 'ta japońska'. Ja bardzo lubię, nawet te oldskulowe wewnętrzne monologi w ramkach łykam. Rysunkowo OK jak na tamte czasy, wczesny Miller, zanim mu lejc nie popuścili. Zdaje sie że jest na tą pozycję jakiś hejt komiksowych nieogarów co przeczytali poprzednie trzy tomy Kolekcji więc wiedzą wszystko o komiksie amerykańskim. Niesłusznie. To fajna historia. Rosomak dorabia się tu jakiejś psychologicznej głębi, nawet można stwierdzić że adamantytowe żebra kryją serduszko ze złota. Smutna historia. Lubię. Też dubel. Ale dostałem torbę z napisem 'WHAM' (!!!).

5. The Amazing Spider-Man: Narodziny Venoma - czytałem, znałem, chciałem mieć na półce bo mam minimalną ilość zeszytów semickich. I mam. Klasyk, zmagania Pajęczaka z Venomem to IMO najlepsze co się temu bohaterowi przytrafiło (poza śmiercią Gwen Stacy).

6. Uncanny X-Men: Mroczna Phoenix - klasyk, jeden z tych co nie tylko chciałem mieć na półce, ale też w końcu przeczytać, bo minimalna ilość zeszytów semickich i wogóle. Zestarzało się toto okrutnie, przegadane bardziej niż Wolverine (też przecież Claremonta), nagięte przy finale jak epickość narasta i narasta że mało nie pęknie albo się nie zesra. No i finał, który na zawsze zmienił świat Marvela, z obecnej perspektywy patrząc chyba tylko w ten sposób, że jak ginie ktoś ważny to wiadomo że i tak wróci, więc no drama, nie ma się co przejmować. Ale wtedy się przejmowali. Zabytek.

7. Hulk: Niemy krzyk - generalnie mi to majtało w trakcie lektury i ciągnęło gluta, bo nie lubię Sałaty, ale z perspektywy stwierdzam że było OK. Miniseria, która porywa się na psychologiczne rozkminienie tej zielonej (tudzież szarej) góry mięśni, i wychodzi to całkiem zgrabnie. Bonusowo dostałem film o Hulku na DVD, ten lepszy (!!!).

8. Thor: Odrodzenie - Straczynski sie rewanżuje w moich oczach za to średnie otwarcie serii swoim scenarem o Spider-Manie. Ten Thor jest bardzo OK. Bóg powraca na ziemię z niebytu (bo go ktoś uśmiercił jak to co jakiś czas bywa, czy coś), by odkryć inną rzeczywistość, post-Civilwarową zdaje się. Gładko narysowane, nieprzegadana narracja, aż na koniec tomu miałem ochotę sięgnąć po resztę cyklu, choć Thora nigdy nie lubiłem. Może kiedyś to zrobię, wchłonął bym jakiegoś omnibusa, ale to jak powchłaniam bardziej intrygujące zaległości, to jest komiksowy odpowiednik kina popkornowego, zresztą fabuła była podstawką do kinowej adaptacji przygód boga piorunów.

9. Avengers: Upadek Avengers - o jezu, ale kupa, na poziomie i fabularnym i wizualnym, jedynym plusem tomu są gościnne występy (np. Oeminga czy Powella), oraz parę oryginalnych plansz Kirby'ego.
Generalnie geneza tego tomu musiała wyglądać tak:
-Cześć Brian.
-Cześć Joe. Skoro rozmawiamy osobiście, to pewnie szykuje się coś grubszego?
-Dokładnie, wytypowałem Cię do przejęcia Avengersów od 500-tnego numeru. Półokrągła rocznica. Naprawdę gruba sprawa.
-Zajebiście! Miałem nawet parę pomysłów co z nimi można zrobić...
-Bardzo się cieszę, Brian, ale one będą musiały poczekać. Gruba sprawa wymaga grubych działań. Musi być pierdolnięcie.
-Pierdolnięcie?
-Nie inaczej. Epickie. Trzeba to przearanżować. Odświeżyć. A wiadomo że nie robi się omletu bez rozbicia kilku jajek.
-Czyli co sugerujesz...?
-No zajebiesz paru kolesi, musi być drama! Ale wiesz, tych 2-go, 3-ciorzędnych, wiadomo że każego da się wskrzesić, ale to za dużo kombinowania by było z własnymi seriami Iron Mana czy Kapitana Ameryki jak byś narozrabiał, więc wiesz...
-OK. Czyli mam zrobić porządki, ale z pierdolnięciem...
-Dokładnie tak, dam ci potem listę którzy bohaterowie nie rokują zbytniej popularności z własną serią, a zabicie ich pozwoli zbadać rynkowo za kim fani tęsknią.
-Dobra, wiem, mam obraz, robie w tym interesie nie od dziś. O, nawet mam już pomysły na niezły dialog przy okazji...
-To też poczeka. Znamy twoje dialogi, szanujemy je, ale ma być epicki rozpiździel, na tym się skup. Najpierw będą się napierdalać między sobą! Potem przylecą kosmici!!! A potem... potem... POTEM BĘDĄ GIGANTYCZNE PAJĄKI I ROBO-MAŁPY!!!
-Spokojnie Joe, chyba nieco popłynąłeś... Spokojnie, dam radę. Czyli pół tomu nakurwiania i redukcji zbędnych ryjów, a potem mogę się pobawić?
-Nie słuchasz. Dopiero drugim tomie się możesz bawić do woli, i tak aż ci sie znudzi. Druga połowa pierwszej miniserii ma wytłumaczyć co się stało, i skąd te pająki. Coś wymyślisz. No i na koniec żałoba po nieistotnych poległych i wszyscy się będą rozchodzić żeby było smutno. Będzie więcej dramy jak na trzy-cztery wszyscy będą upuszczać szeregi Avengersów. Normalnie tym pryszczatym 12-latkom rozjebie banię!!! Widziałeś taki film "Powrót Króla"???
-Tak...
-No to masz ogląd tego, jak wyobrażamy sobie zamknięcie tej miniserii. Oczywiście poza moimi drobnymi sugestiami masz wolną rękę. Wierzymy w Ciebie, Brian, wiemy że dasz radę!
-Dzięki, Joe...
-Tak, jasne jasne, a teraz odmaszerować.

I tak powstała ta kupa. Tytuł bardzo dobrze oddaje poziom tego tomu.

10. The Amazing Spider-Man: Ostatnie łowy Kravena - ojeeeju, kolejny zabytek z czasów semicowskich co miałem w plery. Czyta się spoko, ale nie kumię skali spustu nad tym tomiszczem. Może w latach 80-tych to było COŚ, bo psychologicznie zakreślono w jakikolwiek sposób villaina, ale dziś nie kumam zachwytów. DeMatteisa uważam za scenarzyste pretensjonalnego z tendencją do bełkotu, i nie inaczej jest tutaj, a okazji do takowego aż nadto, bo pierwszoosobowych narracji jest w opór, czasem idących też dwutorowo (DAFUQ?). Nie wiem czy to scenarzysta nie ogarnia jak bredzi, czy chciał osiągnąć efekt że Kraven pogrąża się w obłędzie. Może obie opcje na raz. Spider-Man zostaje na dwa tygodnie pogrzebion. Jak przeżywa? Czy podano mu specyfik spowalniający metabolizm? Czy to mutacja pajęcza go ratuje? A cholera wie. Ważne że przeżywa by zmierzyć się z antagonistą o aparycji Serja Tankjana (tudzież Punishera z wąsem) oraz Gollumem na wczasach w Nowym Jorku. Warto poznać to arcydzieło dekad minionych raczej z historycznych pobudek, niż potrzeby uniesień.

11. Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz #1 - czytałem, rysowane i opowiadane sprawnie, ale mi majtało, bo nie lubie Kapitana. Ubolewam że dostaliśmy pierwszy tom tego cyklu, a pewnie wypada nam z listy Kapitan Brytania do scenariusza Alana Moore'a. Ale cóż, gawiedź pewnie się cieszy.

Tyle mam na półeczce, ale dalej idą zapowiedzi (fajnie, bo wczoraj jeszce były cokolwiek nieaktualne).

12. Avengers: Impas - pozycja która ma nam zastąpić niekoreślone coś z kolekcji amerykańskiej. Konflikt Avengersów z Thorem, dodatkowo doktor Doom. Nie wiem co z tego będzie, bo w zajawce padają słowa o zapobieganiu III wojnie światowej, oby lepiej wyszło niż w Upadku.

13. Marvels - absolutnie wybitna jak na Marvel rzecz, którą już mam (więcej tukej).

14. Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz #2 - gdzie mój Kapitan Brytania, szachraje???

15. Punisher: Witaj ponownie, Frank #1 - czyli miniseria Ennisa, którą już na rynku mamy od Mandragory, i była niezła. Castle kontra makaroniarska mafia. Ktoś chce kupić moje zeszyty?

16. New X-Men: Z jak Zagłada - kolejna chyba rzecz, która pojawiła się na rynku dwa razy, najpierw jeszcze w semikach (dobrze gadam?), potem jako Dobry Komiks, który zdech i nie dokończył. Wchłaniałem cały cykl Morrisona i miałem z nim tak jak z Whedonem. Świetny początek, fajnie się rozkręca, a potem przylatują kosmici, i chuj. A potem jest wogóle Weapon-ileśtam z żyjącym poza nim układem nerwowym czy czymś (SRSLY???), a na końcu to już wogóle pojebane jest. Mimo wszsytko początek serii fajny. Przeczytam w sumie po raz trzeci, a co!

17. Tajna Wojna - przegapiłem polskie wydanie wcześniejsze, chętnie przeczytam bo lubię marvelowskie crossowery. Zwłaszcza za 40 zeta, a nie 60 czy 80.


Tyle z zapowiedzi.

Co z tego wynika dla polskiego czytelnika? Dostajemy 60 tomów w relatywnie niewysokiej cenie. Część niestety się u fanów będzie dublować, jeśli ktoś porwie się na całość. Jak ja. Nie wiem czy nie popełniłem błędu, bo sie zasugerowałem listą anglojęzycznych publikacji z cyklu. Część mi się też pokrywa z komiksami co znam, czytałem, ale bym normalnie nie kupił. Wynika z tego żę raptem 60% chyba będzie dla mnie czymś nowym, a i tak pewnie nie wszystkie mi sie spodobają. Zawsze mogę zrezygnować z prenumeraty i łykać wyrywkowo. Kubek i torbę z napisem 'WHAM' już mam.

Ktoś gdzieś napisał że ta seria robi więcej złego niż dobrego, bo zajawia cykle, serie, bohaterów, ale urywa ich przygody, i czytelnik zostaje w dupie. No to ja mam inne zdanie. Część czytelników może sobie za porównywalne pieniądze ściągnąć kolejne tomy z zagranicy. Część nie zna lengłydżu, no tu jest problem. Fakt. W obu przypadkach jednak może się uda zainteresować komiksem kogoś spoza komiksowa, co lubi marvelowskie filmy, ale po komiksy nie sięgał. Może teraz sięgnie. Zobaczy co ma Mucha w ofercie (i nie padnie na zawał). Może przetrwa też konfrontację z ofertą Egmontu. Zajrzy na portale, sklepy komiksowe online lub stacjonarne. Dowie się że istnieje też komiks artystyczny, niemy, europejski, japoński, reportażowy, poemiksy sryksy. Na koniec rozpierdoli taką osobę informacja że Polacy nie gęsi i też mamy się czym pochwalić. Kolekcja Haczeta to sianie ziarnem w kioskach na oślep, nie do hardkorowych fanów komiksu przecież, których przecież jest tylu ile osób da się zmieścić w kinowej sali ŁDK oraz bufecie obok. To sianie szerzej, w masy. I niech ułamek tego nie tylko trafi, ale też zakiełkuje. Może pojawią się nowe gęby na festach. Może pojawią sie nowi klienci sklepów, czytelnicy, nowi rysownicy (niestety pewnie w większości z zacięciem na trykoty, ale trudno), jakakolwiek świeża krew. Innym sposobem to wszystko chuj trafi i środowisko po stagnacji zwyczajnie wymrze. A że tomy rwą wątki? Nie mam złudzeń, kolekcja, tak jak wspomniałem na początku, ma promować świat poza środowiskiem komiksowych fanbojów właśnie. Pokazywać że są komiksy o bohaterach z filmów, kreskówek i gier. Są też komiksy o gościach których się mniej zna, generlanie chodzi o przekrojowe pokazanie co świat ma do zaoferowania i zachęcenie do sięgnięcia po kolejne tomy. A że u nas większości nie ma? Szkoda, ale może przynajmniej do samych komiksów się generację niepamiętającą TM-Semic uda przekonać. Że na papierze się czyta lepiej niż skany z monitora.

Gdybam, fantazjuję. Ale w ostateczności, nawet jak nic z tego nie wyjdzie, to mam sporo komiksów które i tak chciałem kiedyś kupić za reletywnie, biorąc pod uwagę nasz rynek, niewysoką cenę. I to już mnie satysfakcjonuje. Fajnie jakby wynikło z tego coś więcej. Bo czemu nie?

Swoją drogą fajnie jakby DC zrobiło coś konkurencyjnego...

14 komentarzy:

Dziadu z Lasu pisze...

O przezajbiaszczo by było jakby DC zrobili! Z tego zgodnie z zapowiedziami mam 60% a DC za to w ogóle nie kojarzę co i jak.

kapcza: 'Fenn Nerlyab' - i mam już imię dla kolejnego ludka :D

Maciejewsky pisze...

"Z jak Zagłada" to Dobry Komiks. Pojebało Ci się z teemsemikowską historią jak Logan i reszta szmaciarzy poprzytkuje się z Cameronem Hodge w Genoshy. Rzecz miażdżyła, bo był to debiut Jima Lee w X - Menach. I to taki z przytupem, nie jak w Punisherze, gdzie Jim nie ciskał jeszcze tak cudnie.

Gonzo pisze...

@Maciejewsky - Że Dobry Komiks to wiem, i nic mi się nie pojebało, tego czegoś Jima Lee w ręku nawet nie miałem. świta mi że za czasów DK jeszcze na jakimś forum ktoś coś wspomniał że coś z tego cyklu już wyszło kiedyś. Może jemu się pojebało. może dokładnie nie pamiętam. Ale bynamniej nie plączę tytułów.

Kuba Oleksak pisze...

Kurwa, Gąz. Wszystkie pięknie, nie podobał Ci się Kraven i Fenix, spoko, dla mnie miszcze.

Ale.

Ale!

Na boga, nie doktor Doom, tylko Doktor Doom. DOKTOR! Duże D. Szacunek dla największego villaina ever (obok Kanga, oczywiście.

Anonimowy pisze...

no wiesz? dla mnie to chłystek...

a Kraven nie do końca 'sie niepodobał', co nie dźwiga overhajpu który go otacza. Fenix natomiast... no to okaz muzealny. na totalce. wiem że oba klasyka, ale czas, czas, czas... poza tym Ty lubisz cokolwiek, jak spandeks na cyce czy cokolwiek naciągnąć.

tymczasem kapcza oszczega: tyisoes behind. odwracam się za się pełen lęku...

GNZ

Kuba Oleksak pisze...

Akurat ostatnio w tym temacie zrobiłem się strasznie wybredny. Z nowych rzeczy od majorsów nic mnie prawie już nie rusza, a kocham się w klasyce, z ta, jak to mówisz grafomańską narracją i muzealnym stęchem. Wracam sobie do moich millerów, do "Born Again" i "Elektry", do "X-Menów" Claremonta i byrne`owskiego Supera.

Paweł pisze...

Kurde, w końcu ktoś powiedział prawdę o Kravenie, bez sikania jaki ten komiks jest epicki.

Anonimowy pisze...

Tak! Absolutna prawda! Też prenumeruję zeszyty, z pierwszych 9 wydanych powtórzyło mi się 5, ale nie przeszkadza mi to. Zresztą, uważam, że bez względu na to, ile tych zeszytów mi się spodoba, ile powtórzy - warto. Ładne wydanie, super okładki, przyzwoita cena - czegóż więcej oczekiwać?
A że jeszcze komixy Marvela! Tak! Tak! po trzykroć TAK!
ps. Kubek i torba są genialne i strasznie mi się podobają. :)
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Captain Britain już się pojawił, czy raczej pojawiła, jako Kelsey Leigh w Upadku, więc obiecanki dotyczące listy bohaterów ze strony Hachette były spełnione. Co innego wypisanie Moora jako autora na stronie...

Anonimowy pisze...

Niby tak, acz mi jednoznacznie chodzi o samidzieony tytul z anglojezycznej listy. Sama postac mi totalnie majta. W sumie nie. Totalnie to mi majta hawkeye. Brytania mi majta po prostu. Ale moore:a szkoda.

Gnz

KamilCzytaKomiksy pisze...

Nice one!
Z większością nawet się zgadzam. Oprócz Wolverine i Feniksa - akurat mam odwrotnie oraz Powrotu do domu - nie czytałem.
A co do Upadku Avengers to miło wreszcie przeczytać opinię zgodną z moją (poza rysunkami - te mi nie przeszkadzają), bo już myślałem, że jakiś dziwny jestem i tylko ja uważam, że to g....

Gonzo pisze...

upadek avengers - to wygląda tak długo ładnie, jak są gośćinne wrzuty. jak sie przypatrzeć jednak to rysunki rysownika prowadzącego to jest poziom zdecydowanie poniżej średniej :/

omnesetnihilo pisze...

Tylko nie bić. Proszę.

Ja się wkręciłem w komiksy właśnie dzięki tej serii, potrzebowałem takiego impulsu, jakim był „Powrót do domu” za piętnaście złotych w moim prowincjonalnym sklepie, gdzie kupuję bułki i oranżadę.

W sumie jest tak, jak piszesz, na razie kupuję samych trykociarzy, ale od czegoś trzeba zacząć. ;)

Jaskier

Przemek pisze...

no właśnie dla mnie to jest duży plus serii jako takiej. można narzekać na dobór czy poziom tytułów, ale to jest komiks pod strzechy za całkiem przyzwoite pieniądze, a jak ktoś złapie bakcyla to już będzie dla niego za późno!