czwartek, 12 listopada 2009

Powtórka z rozrywki (uwaga - żart słowny, rozrywkę traktować dosłownie)

[REC] był filmem, który miał wnieść świeżość w konwencję horrorów o zombie. First-personowa perspektywa reporterskiej kamery niczym z "Blair Witch Project" i demoniczna geneza żywych trupów nieco namieszały, mnie jednak ten film zwyczajnie znudził. Horrory z perspektywy ręcznej kamery to jednak rzadkie odkrycie, a jako konserwatysta nie potrafię z zombie łączyć innego metafizycznego motywu niż voodoo. Są fani, którym część pierwsza skopała tyłki, ja się wynudziłem, choć ostatnie 10 minut na stryszku miało naprawdę gęsty klimat, za który autorom należy się szacunek. Biorąc pod uwagę moją niechęć, mam za swoje, że polazłem do kina na dwójkę.

[REC] 2 zaczyna się tam, gdzie jedynka się zakończyła. Zainfekowana przez zombie kamenica została odizolowana od reszty świata, bohaterowie jedynki zaginęli w akcji, na miejsce jedzie portugalski odpowiednik SWATu, by zrobić porządek. Uzbrojeni po zęby spec-opsi z kamerkami przytwierdzonymi do hełmów? Obcy 2, gdzie współcześni space-marines łoją do zombiaków??? MOJA CHCIEĆ!!!

Wyobraźnia oczywiście spłatała mi figla, bo spodziewałem się akcji, a nie biegania góra-dół po piętrach, jak to było poprzednio, ostrej jatki i częstych zgonów SWATowców. Pierwsze minuty pozbawiły mnie złudzeń - jeśli kolesi jest 4-ech (plus 'człowiek z rządu'), to nie może być zbyt dużo jatki, gdzie kolesie po kolei giną, bo ich za mało. Znowu będzie zabawa w chowanego. Kolesie sprawdzają broń, kamery, biorą Taktyczny Taran, wchodzą. I zaczyna się gonitwa piramidalnych bzdur.

Po pierwsze - skoro jest kamienica, gdzie wiadomo że dzieje się coś dziwnego (a wspomniany 'człowiek z rządu' wie więcej niż mówi, a więc spodziewają się najgorszego), to dlaczego spec-team ma liczebność pojemności pasażerskiej Fiata 126P? Skoro wiadomo że będzie trudno, ostra amunicja, śrutówki, hełmy, maski gazowe, niespenetrowana lokacja, nieokreślone źródła niebezpieczeństwa, to po kiego kolesie targają ze sobą Taktyczny Taran na piąte piętro, by zrobić Taktyczny Wjazd Na Chatę, jakby odbijali zakładników? Nie mogą rzucić tego w cholerę, i rozwalić zamka z shotguna? A może wiedzą, że scenarzysta założył, że aż do piątego piętra nic nie zaatakuje, i mogą to nieporęczne cholerstwo targać po schodach? Ok. Taktyczny Wjazd Na Chatę, dziwna muzyka z mieszkania z dołu. Jeden ze SWATowców wchodzi na rekonesans. Dlaczego jego koledzy czekają aż go coś zje piętro wyżej? Bo miała być pierwsza ofiara, by wzbudzić dramatyczne napięcie, wynikające z poczucia zagrożenia? Bo portugalscy gliniarze z jednostek specjalnych nie mają procedur bezpieczeństwa na takie sytuacje, że jeden wchodzi, drugi ubezpiecza, a ktoś zostaje przy wejściu, żeby ubezpieczać tyły? No najwyraźniej ich procedury zakładają na takie sytuacje czajenie się na innym piętrze, żeby na wypadek niebezpieczeństwa zminimalizować ilość ofiar. Podobnie scenka jak typek włazi do kanału wentylacyjnego. Sam - wiadomo - ciasno. Ale jak coś wychodzi z ciemności, to koleś nawet pistoletu nie ma w pogotowiu, a broń zostawił na dole. No bo przecież byśmy się tak nie spietrali, jak by rozwalił oponenta head-shotem na wstępie.
Bzdury to nie tylko wykorzystanie bohaterów, ale i miejsca. Początkowo jest dobrze - znajoma klatka schodowa, znajome plamy krwi itd. Potem jest już gorzej. Okazuje się że siły nieczyste, czekając na policję, mają w zwyczaju zamykać za sobą nie tylko drzwi, ale także i wejście na stryszek, w dodatku zamykają zamek zewnętrzny, będąc w środku. Niby siły nieczyste mogą, tak? Ale to nie film o nawiedzonym domu, gdzie lewitują filiżanki, a portrety rodowe z hukiem wypadają z ram. Tu demon nawiedza ludzi, którzy - o ile mi wiadomo - nawet nawiedzeni nie potrafią dokonać takiej sztuki.

W efekcie największy plus (twardziele z bronią) okazał się być wtopą, bo kolesie okazują się być harcerzami obwieszonymi bronią palną, błąkającymi się po kamienicy niczym przysłowiowe dzieci we mgle. Dzieci zresztą też są. I też się błąkają, ale nie walą seriami w żywe trupy, chociaż w efekcie umieralność w obu ekipach i tak jest podobna.

I tu przejdę do plusów, bo ich parę jest. Fabuła okazuje się być podana z dwóch różnych perspektyw, i to jest dobre, bo się zazębia. Dzieciaki okazują się być ciekawszym teamem - numer z petardą zaskoczył, acz całościowo za mało takich numerów. Kulka w niewłaściwy cel natomiast wcale nie zaskakuje. To typ filmu, gdzie spodziewamy się najgorszego i nigdy się nie mylimy - a to powoduje brak napięcia i zerową dramaturgię, i tak wiadomo że wszystkich szlag trafi. Na czym kończę wymienianie plusów, wracam do minusów.

Pierwszoosobowa konwencja też miała w sobie pewną fajną obietnicę w dwójce - te kamery na hełmach. Po co one są? Nie ma centrum dowodzenia przecież (ke???). Kamerzysta robi więc za montażystę czasami, przełączając nagle widok z własnego nagrywadła, na którąś z osobistych kamerek. Split-screen? Ekran podzielony na cztery części? Zapomnijcie. Czasami w rogu mały ekranik się tylko pojawia z innym widokiem, i tyle.

Oczywiście ja mędzę, bo jestem ponoć zblazowany, i nie wiadomo czego mi się zachciewa. Wiem czego mi się zachciewa. Nieco autodystansu i fajnego wykorzystania potencjału, który był tu wyższy niż poprzednio. 7 kamer w akcji (bo okazuje się że tyle obiektywów rejestruje akcję w różnych momentach i z różnych perspektyw), testosteronowcy z bronią, dzieciaki z fantazją - dało się polecieć. Zamiast rangersów dostajemy jednak skautów, ilość kamer zostaje wykorzystana w stopniu znikomym, ale za to całość przystrojona zostaje dosłownymi wręcz (i licznymi) nawiązaniami do kultowego "Egzorcysty".

No i niestety. Znowu się nie ubawiłem.

Pod skryptem: obczajcie ten trailer. To-nie-może-być-złe. Wizualnie daje radę, sceny akcji kopią dupę. Filmowa wersja Ninja Gaiden? Bomba. To, co miało być najlepsze w filmowej Elektrze, ale zapodziało się w durnocie scenariusza? Świetnie. Bastard Samurai, tylko jako film i z nindżami? Kozak. Zresztą film o tytule Ninja Assassin musi kopać dupę. Niestety. Tak mnie już ukształtowały lata 80-te.

I na deser drugi trailer. Fachowa obsada. Wampiry po matrixowemu. Koniec chowania się po kontach, to ludzie są zwierzyną, nie wampiry. Do czasu. Zmierzch może w końcu zapaść, upaść, i nie wstawać. A na to dzieło czekam.

4 komentarze:

Marcin "Dr.Agon" Górski pisze...

No cóż, w sumie czego można było się spodziewać po kontynuacji. Najwyraźniej robienie schematów jest fajniejsze niż nowatorstwo...

adler pisze...

ja nie za bardzo rozumiem, dlaczego twórcy scenariuszy nie potrafią wygrzebać się z gówna pod hasłem "rozdzielmy się pod byle pretekstem". ja mogę dużo wybaczyć, ale to? bzdeta rodem ze Scooby Doo? to jest nawet w skadinąd niezłym "Hurt locker", i zarzyna film akurat pod koniec.

oto więc apel do scenarzystów: następnym razem gdy Grupa Bohaterów będzie stać naprzeciw Nieznanego Niebezpieczeństwa i któryś zaproponuje "rozdzielmy się" inny mas go wytrzaskać po ryju.

Przemek pisze...

to zostało już pięknie obśmiane w Krzyku. I co z tego?

adler pisze...

to że scenarzyści nadal są debilami?