piątek, 10 lipca 2009

Kultura Gniewu czerwiec 2009

/na uchach Pendulum - "Hold Your Color"/
/a także Primitive Super Natural - "Alice"/

Jakoś tak ostatnio komiksy przestałem czytać (za co winię brubakerowy run Kapitana Ameryki, któren to mnie zniechęcił do obrazków), ograniczając się tylko do wessania "Miecza Nieśmiertelnego" i kolejnych zeszytów "Gwiezdnych Wojen". No i nowego tomu "Edenu", niezły jest, sporo się dzieje. W każdym razie poza tymi pozycjami ostatnio w ogóle nic komiksowego nie czytam.

Zawiało mię jednakowoż na Chłodną 25 na spotkanie z Guy (chyba się jednak jego imienia nie odmienia, skoro wymawia się Giii?) Delislem, i oczywiście wróciłem dodom z pakietem wspomnianym w tytule. Spotkanie było miłe, pakiet jest zacny, pospotkaniowe piwo też było arcyprzyjemne, ba, nawet reporter Alei Wiecie-Czego chodził za mną krok w krok, by uwiecznić chwilę gdy wspomniany pakiet nabywam!

Tyle tytułem zamulającego wstępu, który każdy pewnie opuścił (z testu z fejsbuka wynika że jestem jak Umberto Eco - mało kto czyta wszystko co napiszę, choć ja i tak nie mam czasu na pisanie wszystkiego co bym chciał). No to do rzeczy. W kolejności według podobalnościowego widzimisię.

Bez Komentarza, Ivan Brun - Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to kapitalna, precyzyjna grafika, i świetny kolorek. Druga rzecz, to płynność i przejrzystość niemej (a może raczej bezsłownej, bo to chyba nie to samo) narracji, jaką posługuje się autor. Trzecia rzecz, to ilość przemocy, którą zadają sobie te dziecinnie wyglądające ludki. I nie przypadkiem, bo to komiks z morałem, komiks o naszym smutnym świecie. Hola. Komiks o smutnym świecie, ale bez morału, bo komentarza nie ma. Dzięki temu komiksowi dowiedziałem się natomiast, że bieda popycha ludzi do przemocy, media na tym żerują, system więzi jednostki, a człowiek to takie bydlę, co jest w stanie zrobić, albo zgodzić się na potworne rzeczy w imię pieniędzy.

No to czuję się oświecony.

Wielu osobom się ten przekaz podoba, dla mnie jest jednak płytki i banalny, na poziomie lewackich ulotek rozdawanych na wiecach przeciwko inwazji USA na Irak. Tak, wiem że leczenie kompleksów władzą czyni z ludzi monstra. Tak, przeszkadza mi znieczulenie władnych na bolączki maluczkich. Mam to i bez tego komiksu, wystarczą mi wiadomości czy spacer po ulicach Wawy. Jak zmienić tą sytuację? Nie wiem, autor też nie wie. Więc po co wyjazd z czymś, co już wiemy? Może chodzi o uwrażliwienie jednostek? Uda się, o ile komiks trafi do tych znieczulonych, acz wątpię czy wyrwie on ich z letargu, jeśli zachce się im po niego sięgnąć.

Jakiś taki lekki niesmak miałem, jako osoba z alergią na lewackość. Nie lubię wytykania oczywistych problemów bez propozycji co robić. Niekonstruktywne to. Dla mnie. Bo mam alergię. Bo co, mam wyemigrować na Kubę, czy na Białoruś, gdzie kona jeszcze socjalizm? Wzniecić antyrządową rewoltę, domagającą się ustąpienia rządu i zniesienia środków płatniczych, w których drzemie szatan? Zaszyć się w jakimś zapomnianym zakątku afryki i żyć z uprawy tego co wyhoduję, antysystemowo nie odprowadzając podatków? Przekaz, zamiast mnie uwrażliwić, rozdrażnił mnie. Ale ja to ja, a znajomym się poleca, w warstwie wizualnej i narracyjnej jest to dzieło naprawdę porządne, więc też polecam. No chyba że ma ktoś większą niż ja alergię na antysytemowe potrząsanie pięściami w oznace niezadowolenia


Klezmerzy #1 - Podbój Wschodu, Joann Sfar - jak w posłowiu stwierdza autor, jest to druga strona monety, której awersem jest "Kot Rabina". O ile tam osnowę fabuły stanowili algierscy Żydzi, w "Klezmerach" mamy do czynienia z tymi 'polarnymi Żydami', jak to nazwano ich w Kocie. Są to więc okolice przedwojennej Polski, Rosji i Ukrainy, czyli okolice Żydom nie zawsze przyjazne, co bardziej niż aura odróżnia fabułę od Kota. Humoru też jakby nieco mniej. Tytułowi Klezmerzy zbierają się przez cały komiks, by na koniec się zziomować w trakcie koncertu. I co? Niby mnie ten komiks nie ruszył tak jak "Kot Rabina", ale po przeczytaniu ciekawi mnie co będzie dalej, i - co najważniejsze - zachciało mi się posłuchać muzyki klezmerskiej, o której mam blade pojęcie, choć lubię. I o to chyba autorowi chodziło, po to zresztą podrzucił na koniec parę zespołów i tytułów. A rysunkowo? Jaki Sfar jest każdy widzi.

Luis na plaży, Guy Delisle - czerwcowy debeściak, i nie ważne że najbardziej banalny w treści. Autor znany u nas z komiksów zaangażowanych społecznie (i w przeciwieństwie do "Bez komentarza" informujących o czymś czego powszechnie nie wiadomo, a także robiących na mnie akurat wrażenie) tym razem dzięki Kulturze popisuje się jako obserwator nie totalitarnego reżimu, a własnego synka. Te 48 plansz to jeden dzień z życia obu panów spędzony nad morzem. I jest wesoło, i fajnie, i aż mi się przypomniały scenki jak sam byłem jako dzieciak nad Bałtykiem z tatą, choćby scenka z życia jak stałem nad wodą, pogoda sztormowa, a tu nagle fala większa niż inne, zawinęła mnie, zabrała, ale ojciec mnie w ostatniej chwili chwycił jak mnie porywała w pieniący się przestwór oceanu. Więc wesoło, fajnie, i nostalgię włącza. Komiks ten, bardziej niż te, które już znamy, pokazuje Delisle'a jako animatora - kolejne kadry tego niemego komiksu tworzą konsekwentną sekwencyjność (SIC! lol) na zasadzie storyboardu. Jeśli dla kogoś to za mało, to na rogach stron umieszczono krótkie animacyjki, które można obejrzeć szybko kartkując album. Świetna krecha, fajne kolory. Prawda o dniu na plaży - razem z jego negatywnymi konsekwencjami - zebrana na 48 stronach. Must-have. Gonzo poleca. Znak jakości.


No to teraz czekam aż Kultura, zachęcona pozytywną reakcją, zdecyduje się na wydanie u nas "Luisa na nartach" i poświęconego Chinom "Shenzhen". Oby szybko.

12 komentarzy:

kmh pisze...

Do "Bez Komentarza":

No ale w takim razie, czego oczekujesz po artystach, że będą Ci przedstawiać w swoich utworach plany, które mają wypracować ekonomiści i politycy? Jakiego rodzaju konstruktywności się spodziewasz?

Gonzo pisze...

od artystów oczekuję oryginalności. w treści. bez względu na to, czy będą to pytania, czy odpowiedzi. tu nie ma ani tego, ani tego.

każdy może powiedzieć że system jest zły. jak powie to w końcu 666,666 osoba, to punk w końcu umrze na amen.

Gonzo pisze...

'czekujesz po artystach, że będą Ci przedstawiać w swoich utworach plany, które mają wypracować ekonomiści i politycy?'

ja wiem że to ironia. ale hm... moon, oczekujesz że ekonomiści i politycy przeczytają ten komiks i sami zmienią świat? czy jak?

kmh pisze...

To ile widziałeś takich komiksów jak "Bez komentarza", że ten wydaje Ci się mało oryginalny? Czy może raczej chodzi o to, żeby temat był czymś nowym? Np, skoro naśmiewanie się z neokonserwatystów jest już takie sooo 2004, to co teraz, Darfur, Węgry, Australia?

Skoro pewne problemy pozostają nadal aktualne, to nie widzę problemu, aby o nich nie mówić.

To raczej kwestia tego, że po prostu niektórzy nie mają ochoty o tym słuchać/czytać/oglądać.

Gonzo pisze...

'To raczej kwestia tego, że po prostu niektórzy nie mają ochoty o tym słuchać/czytać/oglądać.'

poniekąd true. to jak z bajką o chłopczyku co krzyczał pasterzom 'wiiilk!'. z drugiej strony to kwestia powiedzenia czegoś świeżego o problemie. tak samo nie mam siły słuchać niekończących się marudzeń na PKP czy pocztę polską, bo ile można?

'Skoro pewne problemy pozostają nadal aktualne, to nie widzę problemu, aby o nich nie mówić.'

jasne, ale ile można słuchać w kółko tego samego? nie czytałem takiego komiksu może, ale jeśli przeczytam na ten temat kolejny w podobnym tonie artykuł, książkę, komiks, wpis na blogu, whateva, to dalej to będzie powtarzanie do porzygu 'system to złooo'. równie dobrze można to napisać na znaczku, albo i kremem czekoladowym na torcie. też jak to zobaczę to zrobię 'plask'.

kmh pisze...

No ale skoro jest zły, to co innego można powiedzieć? Olać i zrobić komiks humorystyczny o jelonkach?

kmh pisze...

Ktoś to musi mówić, musi powtarzać, aby wiadomość szła dalej po prostu. Wiadomo, że z dzisiejszego punktu widzenia "Fahrenheit 911" to już ramotka ilustrująca w jakimś sensie zeszłą epokę, "No Logo" też się baaaardzo zestarzało, "Bez komentarza" to z kolei zbiór komiksów, które również ukazały się na przestrzeni jakiegoś tam czasu.

Ale dojrzewają kolejne roczniki, to muszą mieć kolejne rzeczy dla siebie, bez zwracania uwagi na zgredów, którzy już wszystko widzieli, słyszeli i przeczytali i już tylko są targani kolejnymi etapami ostrej blazozy.

Gonzo pisze...

w jednym masz rację - ja na pewno nie jestem targetem. bez względu na to, czy targa mnie blazoza czy nie. a czy młodych to przekona? gimnazjalista z Che Guevarą na tiszercie na bank się podjara. Jego kolega z Cobainem też (o ile obaj sięgną). ale czy siedzący ławkę dalej typ z Iron Maiden na klacie się przy tym wzruszy? wątpię.

to chyba komiks dla tych co lubią jak im się powtarza że system jest be, i im się to nigdy nie znudzi, bo wtedy czują że są do niego w opozycji. whatever.

Piotrek M. pisze...

"gimnazjalista z Che Guevarą na tiszercie na bank się podjara. Jego kolega z Cobainem też (o ile obaj sięgną)."

I anarchistka z wisiorkiem z pacyfką ;]
Sęk w tym, że temat jest już wyczerpany. Co z tego, że miliard razy powiem, że świat jest do dupy i w ogóle ssie? Zmienie go tym? Czy to że powie to oprócz mnie tych dwóch gimnazjalistów i anarchistka coś zmieni? Nie.
Nie lubię wałkowania tematu dla samego wałkowania. Co autor chce przekazać tym komiksem? Że świat jest be, że człowiek krzywdzi drugiego człowieka i generalnie jest mu wilkiem? Banał, kochani, banał. Tak jak pisze Gonzo, wystarczy wyjść na ulicę, nie trzeba czytać komiksu żeby to zobaczyć. Więc powtarzam pytanie - co autor chciał osiągnąć tworząc "Bez komentarza"? Bo rozumiem, gdyby coś przekazał, "zróbcie tak i tak, a będzie lepiej". Ale wygląda na to, że Brun mówi: "cholera, chujnia sie dzieje i ja wam to pokażę. Ale co z tym zrobić, wymyślcie sami, bo ja nie mam pomysłu".

kmh pisze...

Jeżeli wydaje Ci się, że temat jest wyczerpany, to musisz być naprawdę z siebie zadowolony.

Przemek pisze...

może i temat wyczerpany nie jest. ale powtórzenie kolejny tysiąc razy zdania 'system śmierdzi' w różnych formach na pewno go nie wyczerpie. ani nie ruszy ani trochę do przodu.

pisałgonz

Piotrek M. pisze...

"Jeżeli wydaje Ci się, że temat jest wyczerpany, to musisz być naprawdę z siebie zadowolony."

Nie chodzi mi o to, że jestem zadowolony z ogólnej chujni dziejącej się na świecie. To w ogóle nie o to chodzi. Mi chodzi o to, że taki komiks, jak napisał Gonzo, nie ruszy tematu ani trochę do przodu.
Peace i no offence ;]
Orion