No i się z lekka zawiodłem.
O ile T3 to był w sumie komediowy film akcji, to T4 to raczej taki Mad Max z robotami.
Jasno oświetlone, piaszczyste przestrzenie, czasem jakiś malowniczy grzybek atomowy z którego nic nie wynika, wojownicy szos, pierdoły.
To może inaczej - najpierw akapit o filmie jako filmie, a potem dlaczego mnie zawiódł jako Terminator (bo jako nudnawa postapokalipsa nawet się broni).

Fanboje uśmieją się z faktu, że postać silnej babeczki nazywa się Blair, że Connor mówi 'I'll be back", czy z lustrzanego odbicia pościgu motor/ciężarówka z 2-ki. Czy z paru innych patentów.
Tylko że poza tym, mnie - jako fana dwóch pierwszych części - to nie zadowala.
Miała być ponura wizja przyszłości opanowanej przez maszyny, a to raczej przypomina walkę podjazdową w Afganistanie. Jedni kitrają się tu, drudzy tam. Góry, pustynia. Blada kolorystyka. No i to jest zwyczajnie głupie - ludzie niby mają ruch oporu, ale z filmu wynika, że ogranicza się on do łodzi podwodnej ze sztabem dowodzenia, i teamu Connora. Jeśli to jest wojna, to ludzie już przegrali, i jakieś garstki niedobitków tu i tam w niczym nie pomogą. Oni mają doprowadzić kiedyś do wysłania człowieka w przeszłość? A nawet cyborga? Litości. To raz.
Dwa - przeżyły tylko resztki ludzkości. Jak udało im się sformować wojsko, z helikopterami, transporterami i całą resztą? Nawet tą drobną jednostkę, co widać? No niby mogli przejąć bazę wojskową, ale nie sądzę żeby Skynet atak na ludzkośc przeprowadzał inaczej niż z precyzją szachisty, pamiętając o takich punktach. No nie ważne, to jest takie abstrakcyjne dopowiadanie sobie.
Trzy - gdzie niby siedzą ludzie? Zawsze mnie intrygowało, jak ludzie chowają się przed maszynami. Bo chodzi o przyczajenie się, nie o jakieś wymądrzone pole min magnetycznych - przylatuje H-K, i jest w po herbacie. Jak oni się chowają, gdzie, jak Skynet ich nie widzi (który pewnie kontroluje satelity)? Skąd biorą sprzęt, energię, rekrutują członków? Autorzy w ogóle nie dają odpowiedzi, po prostu pokazując taką wizję, bez podparcia, podobnie jak Wood w DMZ, gdzie trzeba przyjąć że realia są efektem nowej wojny secesyjnej, ale nie powinno wnikać się w jej podłoże.
Cztery - cholera, dlaczego roboty ich nie atakują???
Pięć - genialny sztab planuje zaatakowanie maszyn. Jak wiadomo z początku filmu - bronią palną to im gówno można zrobić. Jak niby ludzkość wygrywa starcia z maszynami? Parę przykładowych starć z filmu pokazuje że mają raczej marne szanse, a że ludzie rozmnażają się wolniej niż maszyny produkują, to są na straconej pozycji.
Sześć - i najważniejsze - klimat starć w przyszłości. Jak wspomniałem wcześniej - oczekiwałem beznadziei, walki na straconej pozycji, ale z ludzką wiarą w przetrwanie. Doczekałem się niby czegoś takiego, tylko że podanego bez jakiegokolwiek napięcia. Bez mroku tej beznadziejnej przyszłości.
Bez Camerona seria poszła w dupę. Przerosły ją efekty specjalne. Klimat szlag trafił. Zaburzyła się wstępna koncepcja serii. A szkoda. Niby jest obowiązkowa finałowa walka w industrialnym otoczeniu, czy inne stałe elementy, ale klimat nie ten. Bo go brak. Bo nudzi. Wizualnie to się broni, ale fabularnie jakoś tak miałko. I już zupełnie mnie nie ciekawi co oni wyczeszą w T5.
Chyba w kwestii kontynuacji jestem po prostu konserwatystą. Ale skoro dzieło ma odbiegać od pierwowzoru, to po cholerę robić je jako kontynuację, a nie jako samodzielny film? A, zapomniałem, marketing i magia kultowego tytułu. I tu fakt, jedyne co we mnie wywołał nowy Terminator, to ochotę na powtórkę klasycznych części. I zapodanie co zabawniejszych scenek z T3 na jutubie.
Kończąc ten nudny i wypunktowany wywód, wspomnę o jeszcze jednej rzeczy, starając się mało spoilować. Acz kto widział trailer to pewnie się spodziewa tego. Film teoretyzuje o kwestii człowieczeństwa, o granicy między człowiekiem i maszyną, o tym, czy samoświadomość wystarczy by móc powiedzieć że jest się człowiekiem. Ambitnie. I naiwnie. "Blade Runner" i "Ghost in the Shell" dawno temu uporały się z tematem dogłębniej i ciekawiej. Więc po co? Nie wiem. Ale ktoś miał ambicje.
No więc, iść czy nie iść? No nie wiem, ale ej, w końcu to Terminator. No i efekty niezgorsze. Ale na więcej nie liczcie.
Pod skryptem: tak mi się skojarzyło - muzyka Elfmana. Miło, ale po cholerę? Zamiast ciężkich industrialnych sampli jest dęty pompatyzm. Hurra, w końcu ludzkość walczy o przetrwanie. I takie tam. I to jest kwintesencja różnicy pomiędzy starymi a nowym T - to nie kameralne, ale znaczące starcia kształtujące rzeczywistość i przyszłośc, to epickie rozbuchanie, z którego tak naprawdę dużo nie wynika.
16 komentarzy:
chciałbym miec 300mln dolcow zeby moc zrobic T4 takim jaki mial byc :)
łe, to 200 co mieli by stykło :]
Oj, Gonzo. Mogę się tylko podpisać pod tym, coś tu wypłodził. Tak, czwarty "Terminator" przede wszystkim nuży, mimo że akcja goni akcję i niby cały czas się dzieje. Worthington zjada Bale'a na śniadanie w każdej scenie, wątek z sercem jest kompletnie ni pri czom, a sceny z cyklu "Jak mały Jasio wyobraża sobie wielką wojnę" po prostu przyprawiają o śmiech pusty. A już najpiękniejszy z całego mnóstwa idiotycznych scen jest moment, gdy Marcus i pani pilotka biwakują sobie w nocy przy ognisku pod gołym niebem. WTF? O.O Żal, żenada i zmarnowane pieniądze.
no i dupa, chcialem isc do kina na to i mi sie odechcialo przez was :(
a serial ktos ogladal? ja lubilem, szkoda ze skancelowali po drugiej serii :(
co za czuby
Are you fucking professional?
http://www.youtube.com/watch?v=7oFjz6JfACk
http://www.youtube.com/watch?v=YTihsJQHt48
No właśnie, jak zagrał Bale? Faktycznie tak profesjonalnie?
Sałndtrekiem do Terminatora powinna być ostatnia płyta Portishead. Tam nawet mają taki terminatorowy motyw w Machine gun.
Co do Bale'a, to zaczynam się powoli zastanawiać, czy on potrafi zagrać cokolwiek poza analnoretentywnymi bucami z permanentnym szczękościskiem. W "Terminatorze" jest po prostu żaden. Rola zagrana w całości na jednej nucie, bez cienia subtelności (i jeszcze mu w pewnym momencie takie pompatyczne przemówienie napisali, bueee). Żeby było śmieszniej, Bale jest tak naprawdę w "Terminatorze" postacią drugoplanową. Główny bohater tego filmu to facet, którego gra Sam Worthington. I jak wspominałem, zjada Bale'a w kaszy. Z pewnością nie jest to ten sam kaliber, co Heath Ledger w "Mrocznym Rycerzu", ale w obydwu filmach koledzy ukradli show Bale'owi, który okazał się zwyczajnie nijaki.
wg mnie to nie problem Bejla, a postaci, która jest po prostu zajebiście płaska i papierowa. Oczekiwałem świra o powichrowanej psychice i z galopującą paranoją, a dostałem uciemiężonego krzyżowca, gotowego umierać za milijony. W końcu to postać z głębią i historią, której po tym filmie w ogóle nie widać. Nie tylko ze względu na kreację, głównie ze względu na to co o postaci chciał powiedzieć reżyser. A nie chciał widać zbyt dużo, bo postać Worthingtona, którą wykorzystuje do sprzedania paru banałów, wydała mu się ciekawsza.
pisał ja-gonz.
Z Johnem Connorem jest taki problem, że to postać cholernie niespójna, popękana. W T2 pojawia się mały, wnerwiający cwaniak z głupią grzywką. W T3 mamy rozlazłego gamonia bez ikry. A tu nagle w T4 wyłazi na ekran oberkomandos twardszy od zatwardzenia. Brakuje mi poczucia ciągłości, mam wrażenie, że to trzej różni bohaterowie, a nie ten sam facet na różnych etapach życia.
Cześć Gonzo! Słyszałeś, że Terminator 4 to dopiero 1sza częśc nowej trylogii?
omamo. no że będzie T5 to wiem, ale o 6tce to jak dotąd nie słyszałem.
Kurde, obejrzałem sobie w nocy po raz fafnasty pierwszego "Terminatora". Film nakręcony ćwierć wieku temu, niektóre efekty zalatują naftaliną na kilometr, a mimo to NADAL wizja przyszłości robi lepsze wrażenie, niż wypasiona, wybajerzona postapokalipsa w "czwórce". Tu akurat niski budżet cholernie Cameronowi pomógł: w kryjówkach rebeliantów jest brud, syf, prowizorka, wszystko sklecone byle jak, z tego, co się miało pod ręką (jak Kyle Reese ucieka przed Hunter-Killerem, to nie wypasionym śmigłowcem, tylko odrapanym wozem bez szyb). Wizja z T4 po prostu się nie broni. Nie ma czym.
heh. też dziś terminatora nocą powtarzaliśmy. wrażenia identyczne. chcieliśmy z rozpędu 2kę jeszcze, ale pora nie ta, jeszcze na dniach nadrobimy.
@KLC
"Co do Bale'a, to zaczynam się powoli zastanawiać, czy on potrafi zagrać cokolwiek poza analnoretentywnymi bucami z permanentnym szczękościskiem."
Koleś ma po po prostu taki tik nerwowy z zaciskaniem szczeny.
Tak jak zamyślona minka Cage'a lub arogancka maska tego co gra w kodzie Leonarda.
zarzynam teraz to w kółko:
http://www.youtube.com/watch?v=P7nq-r7QWW0&feature=related
na odtrucie.
ten nowy film- obsysa. obsysa jak sam chuj.
co z tego, ze wizualnie bez zarzutu. jestem juz dość stary, żeby domagać się scenariusza nawet w filmie akcji. tu nie było scenariusza tylko jakieś piardy.
znowu przerwa w pisaniu ? :>
Prześlij komentarz