czwartek, 10 lutego 2011

Szerlok (ten z BBC)

Akcję facebookową ziomkostwa pod tytułem 'Gonzo, nie widziałeś Sherlocka z BBC? To weź zlukaj' można chyba uznać za udaną. Serial obejrzany i mogę stwierdzić dwie rzeczy.

Po pierwsze - jest zajebisty.

Po drugie - nie, nie jest lepszy od kinowego. Inny jest. Zacznę może rozwijać myśli - jak to ja - od końca.

Kinowy SH to Kino Nowej Przygody z całym dobrodziejstwem inwentarza. Tu zagadka, tam mordobicie, w międzyczasie niezły oneliner, wybuch, podróż, spektakularny finał. Kinówka to też Downey Jr, który po prostu dominuje show swoją osobą. Nie dziwię się, że Ritchie w 2-ce odpuścił nieco szarady kryminalne, rozkminy i zagadki, na rzecz dynamiki. Wszystko to daje Downeyowi większeego kopa i większy rozpęd do błaznowania. Bo to Sherlock błazeński, z psychofizycznym ADHD, mieszanka Indiany Jonesa i Bonda, awanturnik potrzebujący stymulacji. Jakiejkolwiek. Byle cały czas. Adrenaliny. Intelektualnych potykaczy. Używek. Badania właściwości nieznanych substancji. Sprawdzający się w psychicznym siłowaniu na rękę z jemu podobnymi osobami szukającymi wyzwań. Poza tym, oczywiście, obdarzony przerostem ego, napuchniętym niczym... No nie wiem jak co, ale napuchniętym ponad miarę. W końcu, w wykonaniu tego, a nie innego aktora, to może nie karykatura, co przynajmniej pastisz brytyjskiego dandysa.

Co inego Sherlock telewizyjny. Nieśpieszne tempo, podkręcające się w miarę podążania po nitce do kłębka. Analiza, badania, wypatrywanie podejrzanych szczegółów na miejscach zbrodni, dedukowanie, eliminowanie zbędnych podejrzeń i tak dalej. Czysta detektywistyczna robota. Może tego samego typu, którą odwala Sherlock Ricziego, ale w odwrotnej proporcji w stosunku do mordobić, pościgów i strzelanin. Sherlock made by BBC to chłodny, pozbawiony impulsywności - czy wręcz uczuć - chodzący komputer analityczny. Mieszanka Spocka (łącznie z wpadaniem w transy analityczne, zdaje sie że w startrekach było coś takiego), z doktorem Housem, też zresztą zarysowanym przecież jako detektywem, ale z trzema doktorami Watsonami. Z postacią Lauriego wiąże go sporo. Jest arogancki i wyniośle przekonany o swojej wyższości, nie szczędząc z tego powodu innym złośliwości. To podobny wariat, socjopatyczny gość olewający bolączki reszty społeczeństwa któremu mógłby pomóc, ale mu się nie chce, bo czeka na zagadkę która go zainteresuje, będzie wyzwaniem. Jego rozmowy z potencjalnymi zleceniodawcami często przypominają spotkania House'a z 'normalnymi' pacjentami jego kliniki, tymi z biegunką czy chorobą weneryczną. Nuda.Banalne. Nie ciekawi mnie. Następny.

W efekcie dostajemy empatycznie niedorozwiniętego i wrednego wariata. Jak tu gościa nie lubić???

Różnica w podejściu autorów do bohatera jest oczywiście nierozerwalnie związana z inną koncepcją serialu, tu nie ma się co dalej rozwodzić. Zanim wkręcę się w totalną komiksową nerdozę (be warned!!!) jeszcze parę słów porównania villaina z obu wersji.


Moriarty kinowy - zimna ryba, stuprocentowy psychopata, typ kalkulatywny, chłodna analiza, potrzeba udowodnienia swojej wyższości, bycia 'supreme mind', gość poza moralnością, realizujący po prostu swoje cele. Generalnie - jak Sherlock z BBC, tylko że po 'tej złej' stronie of the law.

Moriarty BBC - niestabilny, choć niesamowicie bystry wariat z ADHD. Nieobliczalny, impulsywny, można by powiedzieć o nim prawie że huncwot, gdyby tak często w jego towarzystwie nie ginęli ludzie. Jak nie ma nic co by zagłuszało wewnętrzne poczucie nudy, to sam sobie znajduje rozrywkę. Jak Sherlock kinowy. Tylko w przeciwieństwie do niego nie poprzestaje na usypianiu psów. Grotestkowy, ale za to postać w sumie lubię, bo najbarwniejsza chyba w obu seriach. Numer dwa to mistress in distress Adler (Sherlock dopiero trzeci). Wracając do M - mieszanina infantylizmu i złowrogości, upiorne połączenie. Uwielbiam typa.

Generalnie - śmiesznie że panowie są na krzyż swoimi lustrzanymi, wynaturzonymi odbiciami. Śmieszniejsze jest że pewnie wcale tak nie jest, nie myśli tak nikt poza mną, i wyjdzie zaraz że pierdolę, ale to nie ważne. Popisałem sobie, ego dopieszczone. Mogę na dziś poprzestać.

Przegięty geekowski wkręt w temat zostawiam sobie na kolejny wpis.

Jou.

Pod skryptem: a, no i nie wspomniałem - jazda z czapą Szerloka kapitalna :D

A, i przypomniałem sobie. Nie wspomniałem dlaczego serial zajebisty. W skrócie więc: kapitalne przełożenie klasycznych kryminałów na współczesność, nawet Pies Bakervillów przerobiony na X-Files się broni. Komórki, blogi, taksówki, to wszystko ma sens. W pierwowzorach, których w większości nie znam, musieli śmigać sporo dorożką. Do tego kapitalnie skręcone, sporo smacznych ujęć z żabiej perspektywy, kręconych fajnym obiektywem i z ciekawym filtrem, cięty, choć nienahalny... nienachalny (dobrze?) humorek (to też??? nie no żartuję, wiem), kapitalna ścieżka dźwiękowa, brak słabo zagranych tudzież nieciekawych postaci. Dobry serial. Me wanna kolejne serie, chłopaki, kończcie tego Hobbita, CZEKAM!!!

3 komentarze:

r. sienicki pisze...

Nie myślałem tak o tym, ale masz racje. To są nieco lustrzane odbicia.

A serial owszem świetny. I też nie twierdze, że lepszy. Po prostu inny. Ciężko porównywać. Zupełnie inne podejścia do tematu sprawiają, że to dwie zupełnie inne rzeczy.

Obie robią mi dobrze.

wonder pisze...

Serial jest zdecydowanie lepszy. I tak, mogę porównywać go z filmem, tak samo jak mogę powiedzieć, że "Lista Schindlera" jest lepsza od "Szybkich i wściekłych" (ojejku, ale to przecież zupełnie inny rodzaj filmu!). Jest lepszy chociażby dlatego, że Sherlock serialowy jest detektywem, a Sherlock filmowy nim nie jest. To jakiś zupełnie inny facet o tym samym nazwisku - awanturnik, badacz, naukowiec, bokser. Ale nie detektyw.
To trochę jak zrobić film o najsłynniejszym na świecie, dajmy na to, gitarzyście i nie pokazać jak gra na gitarze. Widz nadal się może dobrze bawić, ale ginie esencja.

Gonzo pisze...

pierdolisz. Star Wars ma w nazwie Star i Wars, a jest o kosmicznych czarodziejach w szlafrokach, więc to zły film, a na pewno gorszy od odysei komicznej 2001, która ma mniej wybuchów, a zrobił ją kubrick, i jest naprawdę pokazany space. więc WOW. poza tym odnoszenie sie do szybkich i wściekłych to słaby troll - na ich tle nawet kowboje i kosmici urastają do kamienia milowego kinematografii. inny szerlok, inne ujęcie tematu.