wtorek, 4 maja 2010

Niezłymi zinami sypnęło. 5REAL.

Powaga. Sięgnąłem do torby z jelonkiem, wyszperałem zinowe zakupy żeby zabrać je na wycieczkę do miasta gdzie nawet psom bieganie szkodzi, i miło się sam zaskoczyłem. Tak bardzo, że aż byłem zdziwiony. No dobra, przesadzam, ale nie do końca. Było wiadomo że będzie porządnie.

Czasy rozłażących się kserówek to odległa przeszłość. Ba - nawet wyłażące na schludnie zadrukowanych stronicach pixele są już tylko echem dnia wczorajszego, pozostając domeną tylko i wyłącznie Egmontu (jak się zdarzy). Gdzieś po drodze zapodziały się artystowskie mazy i undergroundowy bełkot, znajdując dla siebie inne azyle - w internecie i na stronach Ziniola (cześć Dominik!). Zamiast DIY samizdatów z rysuneczkami o mocy wywrotowej kinderpunka, dostajemy po prostu komiksowe magazyny typu 'konwentownik'. I dobrze.

PIRAT #2 - czyli projekt Mikołaja Spionka. Pierwszy numer zaskoczył mnie te 2 lata temu (rany, jak ten czas leci...) poziomem rysunków, zagraniczną ekipą i klasą wydania. Kolorowa, folią jakąś lepiona okładka z przykuwającym oko rysunek, porządnie polepione, równo pocięte. No nic wspólnego z komiksowym podziemiem sprzed lat, którego to i tak w sumie nie znam, więc lepiej się przestanę mądrzyć o tym, jak to trawa była kiedyś zieleńsza, a komiksy z xero fajniej klepały tonerem. A więc okładka znowu ładna (acz poprzednia ładniejszą była mi), no i w środku pokręcone, acz ładne różności. Część rzeczy mnie jakoś nie ruszyła, np. doceniam dynamikę epickiej rozpierduchy z "Nepenthes", ale rysunek mnie nie paca. Co innego zalatujący(a?) mi mangą podszym Moebiusem "Chicagua". "Preying the hunter" miło oko me łechce tłustą czernią, wyuzdaną przemocą, oraz oryginalnymi bohaterami o ksywkach Sade i Masoch. Na poważnie dama z tego komiksu łechtała bardziej niż oni, ale orginalności braku nie dam się typom zarzucić. Potem Clarence, klasa sama dla się. Dwa szort-szorty, za mało. Chcę nowy full metraż tego pana. Ktoś wie jak jego stan pracy nad tym, nad czym rzekomo dłubie? Dalej. "Absorber" - pojebane, skojarzenia z Anderssonem, tudzież Burnsem są jak najbardziej na miejscu. Bardziej mnie ruszyło jednak kolejne "Madadh: Daughter of Nothing" - w skrócie postapokaliptyczne urban fantasy, kapitalnie rozrysowane, bym chciał jakiś full metraż pana Mateo Scalery, koniecznie w kolorze i na A4. "Ten, który nosił piękne mokasyny" - pierwszy tytuł polski, w dodatku znajomo pretensjonalny, aż dziw że się nie zorientowałem że czytam komiks do scenara Sztyba. Fachowa robota, fajne rastry, może oklepana wolta, ale dobre. Wolę jak chłopak takie fikołki strzela, zamiast eksperymentów formalnych czy zabaw formą niemą. No i rysunki porządnie historię niosą. Potem "Mokosz" - Spionek, też jakoś tak coś z tyłu głowy historia mi świta znajomo jakby, rysunek oczywiście bez zarzutu. Lubię. Potem "Angel" jakoś mi tak mocno jadące Blainem, co jest tyle zaletą co wadą. Wolę jak Blain rysuje jak Blain, i starczy. Finał - "Zebra" - to pokłon dla "100 kulek", zarówno w formie narracji i fabuły, jak i rysunku. I jest dobrze. Czekam na trzeci wjazd zamorskich korsarzy na nasz ryneczek, a ich drugi występ wszystkim polecam. Na koniec dodatkowy punkt dla zbiorku za fotki autorów z ostatniej strony, a precyzyjnie rzecz biorąc za Murzynkę ubabraną nieokreśloną bielistą substancją dokoła rozdziawionych ust. Sherlock w mojej głowie podpowiada mi że to pewnikiem pani Busami od współfabułowania "Absorbera". Nice. Dodatkowe pół punktu za Sztybora z glutem.

KOLEKTYW #6 - oprosz, netkomiksowe podwórko dorasta. Na bok poszły rewolucyjne hasła kolektywnej równości i braterstwa, po prostu powstał tomik składający się prawie w całości z rzeczy przynajmniej niezłych, zwykle też dobrze narysowanych. Wysoki poziom zrzucam na karb braku Dema na pokładzie przy okazji tej części zina. Bo się nie wyrobił rysownik. Trudno. Przy okazji kumpelskie badziewne pierdy nie przeszły widać testu jakości, i w końcu jest dobrze. Po kolei. "Najwydestyluchniejszy" Pałki i Sztyba - od kilku lat nie kumam tej serii, z wnikaniem poczekam na jakieś zbiorcze wydanie. "Drużyna A.K." - żarcik niewymuszony, kreska Wolskiego niebywale lekka, ja chcę jego jakiś fulmetro, bardziej dopracowanego niż "Rycerz Janek". No coś jak to. "Sarkis Karchazjan" - mistyków i okultystów nigdy dość, acz ten mógłby wyróżniać się czymś jeszcze poza byciem bucem. Constantina już znamy. Fakt że gość jest domatorem i nie wiadomo czy ma jakieś nałogi to za mała różnica. Trejnis jak to Trejnis. Daje radę na luzie. "Recours" - czyli mieszanki "Lupusa" z "Firefly" ciąg dalszy, acz nie jest nowiną że Bele nie ma jaj jak Whedon. Całość się lekko ciągnie i brak nieco iskierki w tym wszystkim. Potem lecą szorciaki - liderem w tym numerze jest zdecydowanie Spellcaster, który i pacnął zdrowo, i zabawnie. Ubawił mnie tradycyjnie Łazowski, ale tłumaczę to faktem że to kolega, więc zaśmiałem się z obowiązku. Dobra, okej, naprawdę jest śmieszny. Choć ponoć ma krewnych w Belgii. Wielki plusik dla Sztyba tym razem z Jaszczem, ubawiłem się. Kajetan też fajnie poleciał, plus i dla niego. Plus i dla połączonych sił Mazura i KRLa. Minus dla połączonych sił Mazura i Jędrzejczak - rozumiem przeciąganie pointy, ale to niedostateczny powód by przez 3 strony lecieć ilustrowanym w kadrach opowiadaniem pociętym na ścinki i wrzuconym w ramki. Dopiero na ostatniej stronie robi się z tego nagle komiks (co jest być może większym zaskoczeniem niż docelowy gwóźdź programu). Ogólnie brawo, młodzież daje radę i za parę lat będzie zagrożeniem dla wyjadaczy, przynajmniej do momentu jak założy rodziny i nie będzie miała czasu na zabawę w komiks. Czekam na 7-kę.

KARTON #3- znowu te same nazwiska, znowu poziom, ale dopiero teraz wykminiłem co mi nie do końca w formule kartonu gra. Rusza mnie tradycyjnie Lachowicz, KRL oraz duet kreatywny Helhotelu. Bo robią odcinkowe jednorazówki. Reszta leci dla odmiany cyklem w kawałkach. Sztyb z Jaszczem prezentują tym razem przysłowiowe jebanie kotka za pomocą młotka. Tylko że ja już nie pamiętam skąd się ten kot w komiksie wziął, i dlaczego przeszkadza reszcie. Tradycyjnie nie kumam ostatniej strony okładki autorstwa Surpiko. Podobnie mam problem z komiksem Marcina Surmy, nie czaję. Nie pamiętam drugiego "Kartonu", ale po numeracji stron wnoszę że ta dziwna rzecz z poprzedniej części która nawet mi się podobała była tylko początkiem (środkiem? niepamiętam O_o ) historii, a ja się nie zorientowałem. Teraz mam ciąg dalszy i mam za swoje, bo już nie pamiętam co się działo. Podobnie jestem zagubiony w cyklu Asu. Może jednak Tomek puszcza pojedyncze historyjki, ale ja się w tym magazynie i tak gubię. Fajnie rysowane. Fajni autorzy. Jednak poza zwartymi, samodzielnymi historyjkami, takie cięcie dłuższych fabuł na 4-8planszowe części nie ma dla mnie sensu, bo nie pamiętam co było na poprzednich 4 planszach pół roku temu. Wolał bym te historyjki w pełnym metrażu, ale wiem że to dłużej wtedy powstaje, ciężej dociągnąć do końca, no i mniej osób kupi niż zbiorek gdzie to i KRL, i Patricio Didlo, i nawet kobieta jakaś do grona się załapała. A tu pyk, skład porządny, sensowna cena. No okej. Ale ja zmieniam metodę czytania. Kupuję "Kartony" w ciemno, bo to dobrzy autorzy (no i koledzy...), ale zacznę czytać dopiero jak się poszczególne serie będą kończyć - wtedy wszystko od początku na kolanka, i wsysam tą serię za jednym posiedzeniem. I wtedy w sumie będę wiedział czy warto było kupować. Bo inaczej to dla mnie nie ma sensu. A, jeszcze jedno - dodatkowy punkt znowu za ostatnią stronę, znowu za twarz, tym razem za interpretację fizjonomii arczyRedaktora Mazura, by Asu. Rozczulił mnie. Nie wiem już czy Asu czy Redaktor. Ale wymiękłem.

9 komentarzy:

Kaj-Man pisze...

Ohoho! Kajetan ma plusika. Ohoho! :)

jaszczu pisze...

Gonz, w imieniu Kartonowej ekipy dziękuję za zaufanie:)

Zobowiązuję się, że dam Ci znać kiedy się poszczególne serie skończą, żebyś mógł przeczytać.

I proszę mnie tu nie półrokować, bo poprzedni numer ukazał się w lutym a następny będzie pod koniec czerwca.

A za arcza wystawiam pierś do orderu, bo ołówek by Asu a tusze moje:)

jaszczu pisze...

Sobie jeszcze pozwolę kilka słów na temat Kartonu, nie agresywnie i nie zaczepnie broń Boże. Pobronić trochę formuły spróbuję, bo komiksy to wiadomo, jedne podchodzą inne nie, gust i tak dalej blablabla.

Karton w moim odczuciu to jest klasyczny mag komiksowy. Są serie z zamkniętymi odcinkami i są tasiemce z CDN na końcu. Jest strip i jest dział z gościnną graficzką. Jest gość numeru i są okładeczki robione przez zdolnego chłopaka, któremu nie można odmowić oryginalnego stylu i pomysłu na to co chce robić. Każdy centymetr kwadratowy Kartonu jest wykorzystany. Nawet reklama dzięki, której mag kosztuje tylko piątaka, jest serią komiksową.

W moim odczuciu Karton ukazuje się na tyle często, że można sobie pozwolić na odcinkowe tasiemce. Ja też czytając Fotostory w Ziniolu nie do końca pamiętałem co było w poprzednich odcinkach. Podobnie z odcinkowymi komiksami w Produkcie. Zawsze biorę w takim przypadku poprzednie numery danego magazynu i albo czytam sobie odcinki od nowa albo je chociaż kartkuję, żeby po prostu odświeżyć sobie w pamięci co tam było. Myślałem, że tak robi większość czytelników odcinkowych komiksów ukazujących się w magazynach. Pewnie, że fajnie byłoby gdyby odcinki były dłuższe, albo Karton wychodziłby co miesiąc. Są jednak pewne czynniki, jak chociażby zachowanie płynności finansowej (system gdzie jeden numer zarabia na wydanie następnego), które na razie na to nie pozwalają. Przy odrobinie dobrej woli można czytać komiks w odcinkach w magazynie, który ukazuje się co dwa lata (patrz Pirat). A co dopiero w kwartalniku:)

I na koniec na marginesie zupełnie. To dlaczego kot przeszkadza reszcie, wyjaśnia się w pierwszym kadrze trzeciego odcinka BDPT. Akurat tu nie trzeba było znać poprzednich epizodów:)

Przemek pisze...

ale skąd się wziął? to nie.

co do maga, odcinkowości - git. ale niech kolejne odcinki mają początek, rozwinięcie i zakończenie. wiem że to na 4-8 planszach trudno, ale wtedy to ma sens. inaczej to nie odcinki, a wycinki jakiejś fabuły, i to mój jedyny zarzut. tak robią o ile pamiętam od pierwszego numeru Maciek z Bartkiem, reszta załogi tak nie kombinuje.

jaszczu pisze...

Oj Gonz, ja Ci cały wywód napisałem dlaczego są takie odcinkowce z CDN na końcu, a Ty dalej swoje:)

Sypnę kilkoma przykładami z Produktu (ale nie dlatego, że porównuję K do P, tylko dlatego, że to też był klasyczny mag i tam było sporo serii odcinkowych).

Gangsta
Dren
Mondo i Dab
Gudrun
8mm

W magazynach, dziennikach, tygodnikach, miesięcznikach, od kiedy istnieje komiks, ukazywały się i ukazują komiksy w odcinkach, które to odcinki są wycinkami większej fabuły. Możesz nie lubić takiej formy publikacji, ale mam wrażenie, że Ty w swoim tekście dziwujesz się, że coś takiego w ogóle istnieje.

A zauważyłeś, że "Chicagua" w Piracie jest też wycinkiem fabuły, a pierwszy odcinek ukazał się dwa lata temu w pierwszym numerze Mikołajowego magazynu? Bo w swoim tekście się na to w ogóle nie boczysz:)

Przemek pisze...

1) w Piracie to jest akurat margines, poza tym szczerze powiedziawszy to jego głównym atutem jest krecha, na którą to odcinkowość ma średni wpływ.

2) klasyczne magazyny na historię odcinkową poświęcają zwykle więcej niż to ma miejsce w Kartonie. ja rozumiem - względy objętości, ale efekt jest jaki jest

3) rozłożenie akcentów, punktów zwrotnych czy coś. nie znam się na tym, to Sztybor uczył się scenopisarstwa nie ja, ale jako odbiorca tego w tak pigułowej formie jednak nie kupuję. po prostu. Ty jako wydawca/autor możesz bronić magazynu (poniekąd słuszeni) i pomysłu nań, ale ja jako odbiorca reaguję na to właśnie tak. jeśli 32 strony, to niech to będą 3 porządnie podane serie, ze swoim własnym dramatyzmem dopasowanym do rytmu objętości która jakaś już w tym momencie by była, a nie - wybacz - sieczka, gdzie zanim wczytam się w odcinek to on już się kończy, a zaczyna coś innego.

Ja dalej swoje, bo mój odbiór jako czytelnika nie całkiem pokrywa się wyraźnie z Twoimi(Waszymi) oczekiwaniami. daję sygnał jak to widzę, w miarę obiektywnie i koleżeńsko. nie jestem haterem. nie sądzę że na cokolwiek sygnał wpłynie, bo na formułę (IMO lekko spudłowaną) i tak już za późno. róbcie swoje. a ja będę czytał co parę numerów.

jaszczu pisze...

Przemek, nawet mi przez głowę nie przeszło, że Ty tu hejtujesz czy coś. Bardzo sobie cenię Ciebie jako czytelnika, i to jeszcze jednego z nielicznych, który daje nam informację zwrotną, co jest super i za to wielkie dzięki. Żeby było jasne występuję tu tylko i wyłącznie jako jeden z pomysłodawców magazynu i próbuję Ciebie niejako przekonać, że mieliśmy dobry pomysł:) Wiem, że w swoim zdaniu nie jesteś odosobniony, bo podobne uwagi przekazał mi na KW Konrad Hildebrand. A jest was na pewno więcej.

Na razie faktycznie trudno nam się będzie nagle wycofać z tej formuły, bo serie się zaczęły i musimy je zakończyć. Później być może zmobilizujemy wszystkich, żeby poszli w kierunku zamkniętych epizodów.

A żeby jednak zachęcić Ciebie do czytania choćby części magazynu od razu po zakupie, to wypiszę Ci co zawsze ma zamknięte fabuły:

"Wyjście" - paski KRLa
"Rubino" - Patricio Didlo
"Człowiek Paroovka przedstawia" - czyli uniwersum Marka Lachowicza
"Cyberdetektywi z kosmosu" - Łazowski, Szymkiewicz

No i komiks gościa numeru + graficzka ze szczypty realizmu.

Tak więc połowa magazynu jest do łyknięcia od razu:)

No i ostatni numer miał 40 stron.

Jeszcze raz dzięki za uwagi - będziemy kombinować, żeby było coraz lepiej i żeby wszyscy byli zadowoleni (albo przynajmniej prawie wszyscy).

Przemek pisze...

Jaszczu - spis treści zbędny, bo wypunktowane pozycje mi wchodzą lajtowo, przy reszcie przez sklerozę mam 'WTF?'.

aaa, no i oczywiście reklama zwykle jest dobra :D

czekam na rozwój sytuacji, nie wymiękam. o.

r. sienicki pisze...

Ja mam problem z ostatnią stroną zawsze i z komiksem Surmy. Jakoś nie ogarniam. Cała reszta bez problemu mi wchodzi, ale to co mówisz o zapominaniu to juz problem na który się nie poradzi.
"Lucyfer" Egmont wydaje przecież w albumach a i tak mam problem z ogarnięciem co sie działo w tomie wczesniej i albo musze ponownie przeczytać, albo przekartkować.

Ale co jak co - Ćmy to bym pochłonął w wersji albumowej. Super rzecz.