środa, 12 sierpnia 2009

G.I.Joe


No i wykrakałem. Kolejny letni chicior, czyli ekranizacja... zestawu zabawek, okazał się niewypałem. Ba, wpadką sezonu tak naprawdę. Co nie zmienia faktu, że bawiłem się na nim świetnie.

Zasługa pewnie leży po stronie ekipy z którą poszedłem (Łukasz&Konrad, czyli Motyw Reprazent, i połowa załogi 2guys1blog, czyli Makowiec). Bez celnych uwag pokroju 'a więc on jednak to przeżył' ten film nie byłby taki zabawny.

Może po kolei. Szał na zabawki G.I.Joe dotarł do Polski pod koniec mojej podstawówki. Miałem dwóch kolesi z Tiger Force, paru z G.I., najwięcej jednak z Cobry, ba, nawet pojazd Cobry miałem. Zresztą Cobra jako bardziej wykręcona (czasem w niebezpieczną jak na fantazję dziecka stronę) ciekawiła mnie zawsze dużo bardziej. Były komiksy, albumy z nalepkami (te dotarły do nas dzięki kolegom z rodziną w USA jeszcze w latach 80-tych), serial animowany dość kwaśny animowany pełen metraż. Po prostu szał jak transformersy.

No i skoro zmieniające krztałty roboty doczekały się własnej produkcji, która okazała się być sukcesem, to dlaczego nie zerkanizować i opowiesci o dzielnych amerykańskich wojakach, walczących z popaprańcami mówiącymi z dziwnym akcentem? Wykorzystując podobną formułę dla małych u duzych chłopców?

Jak pomyślano, tak zrobiono, reżyserią zajął się facet od Mumii, zakładając że ta produkcja będzie dla niego przepustką do wymażonego Bonda. Naiwniak.

Więc jest źle. Zamiast zróżnicowanego teamu przekoloryzowanych indywidualności, mamy tak naprawdę przekrój przez szereg płaskich postaci. Jest dzielny amerykański Heros Z Przeszłością, jest Twarda Laska, jest Wielki Szef, jest Śmieszny Murzyn. Tyle po stronie Dobrych. Źli to Druga Twarda Laska, Szalony Naukowiec, Geniusz Zbrodni, i Armia Anonimowych Kolesi Z Durszlakami Na Ryjach. A, zapomniałem, obie strony mają po nindży, dla niepoznaki dobry jest na czarno, zły na biało. Koniec.

Fabuła jest hardkorowo głupia, od spisku, aż po poszczególne rozwiązania (amerykańska baza szkockiego producenta broni w Kirgistanie? heloooooł? tonący lód???). Dialogi są marne, one-linery i żarciki czasem bawią, ale to głównie nieporadnością. Facepalm gwarantowany. Łukasz się kulił z wrażenia na fotelu. Akcja nie za często, i nie za ładna, fajne bywają wybuchy i dwie scenki w sumie (naparzanka dzieci-ninja i coś jeszcze). Efekty żenują, takiej taniości dawno nie widziałem. Piewsi X-meni byli lepiej zrobieni.

Zasadniczo jest bieda, ale rechotaliśmy zdrowo, podobnie jak i reszta sali. Inaczej się nie dało. Przypuszczam że to dzieło nabiera uroku w miarę picia, i okaże się kamerlanoimprezowym killerem na następny rok.

Co dziwne, ten radosny gniot okazał się hitem tygodnia w Stanach, i będzie dwójka (a może i trylogia). Dennis Quaid się wkopał. A wszystko z miłości do własnego dziecka, fana G.I.Joe. To chyba koniec jego kariery.

Ten film jest denny. Jest gorszy od nowego Terminatora i Transformerów. Dzieli je przepaść jeżeli chodzi o wykonanie. Co nie zmienia faktu, że - jak pisałem - bawiłem się przednio. Ale nie o taki odbiór chyba chodziło autorom. Pamiętajcie że ostrzegałem. To film na wyjątkowo niskim poziomie, który jednak daje niezły fun.

13 komentarzy:

arcz pisze...

Łe, jak gorszy od transormersów to nie idę, mimo że ochota była całkiem spora.

A zabawki te były dla mnie ważniejsze niż wszystkie Batmany z Pewexu, Lego i Żółwie Ninja razem wzięte.

Więc dzięki za zdjęcie jednej z nich!

Gonzo pisze...

wiesz, ale są filmy tak złe że aż dobre, śmiem twierdzić że to jeden z nich. zlukać warto, acz nie upieram sie że w kinie.

kmh pisze...

Ten film da się też oglądać na trzeźwo i mieć z niego radochę! Ale tylko w towarzystwie.

Auristel pisze...

Rzeczywiście "chicior". Czekamy na "Ekszyn Mena"...
Ostatnio poziom produkcji filmów z US of A to równia pochyła w dół.

Przemek pisze...

stereotyp sprzeczny z jeszcze innym stereotypem - skoro coś jest na dnie, to fizycznie nie jest możliwe żeby niżej upaść, ale zawsze się znajdzie ktoś kto bedzie twierdził inaczej.

ja nie widzę różnicy dużej w stosunku do minionej dekady. są filmy gorsze i lepsze. a na Kac Vegas sie uhahałem zdrowo.

Anonimowy pisze...

Taa, "Action Man" w realu... już czuję akcję! Akcja Chłop będzie bronił świata przed Doktorem X, handlującym narkotykami z terrorystami ze Wschodniego Kaukazu... Będą krew, flaki, bullet time i ponętne ciksy :P

Kaj-Man pisze...

No nie zgodzę się, że twórcom chodziło o coś innego niż śmianie się właśnie. Myślę, że reżyser jest całkowicie świadom tandeciarstwa filmu i potrafi świetnie się tym bawić. Podobnie było z jego "Van Helsingiem".

Przemek pisze...

a to czytał: 'A post-credits scene was planned where the famously mute ninja Snake-Eyes tells a joke to the G.I. Joe team, but Larry Hama advised against it since its humour would detract from the seriousness of the film.' ?

Hama to dizajner postaci, ale jak oni go z takimi uwagami traktowali poważnie, to sory.

Kaj-Man pisze...

No nie wątpię, że designer traktował swoją postać poważnie. Ja oglądając film ewidentnie wyczułem "oko puszczane do widza".

Gonzo pisze...

tak. nieustannie Śmieszny Murzyn je puszczał. z wdziękiem osoby co to ma tik, a Ty myślisz że do Ciebie mryga. czerstwe to było, no weź :D

kmh pisze...

Puszczanie oka to może było w Transformersach. GI Joe jest jak najbardziej serio i to jest najstraszniejsze w tym filmie :)

Kaj-Man pisze...

Murzyn jako element humorystyczny był skrajnie beznadziejny i o to właśnie chodzi. Przecież to film o plastikowych figurkach gad demyt. Jak może być na poważnie? Na poważnie to był np ostatni Hulk z Northonem i to było dopiero smutne
:)

kmh pisze...

To, że film jest o zabawkach, nie oznacza, że można mu wybaczać bycie drętwym sucharem. To jest po prostu bardzo kiepski film. Jakby chcieli robić coś o zabawkach, toby postacie były bardziej przerysowane i zabawkowe a nie nudni komandosi z przyszłości.