niedziela, 18 stycznia 2009

Makulatura z za wielkiej wody

No to jedziemy z importami.

Zombie Cop - zagraniczny debiut Szymona Kudrańskiego. Wróć. Poprawka. Wcale nie debiut. Piwo dla Macieja. Wracam do tematu. W sumie samograj - gnijący glina nie poddaje się po śmierci, i chce doprowadzić do końca pewną sprawę. Dobry pretekst do radosnego gore, niestety panu Jeffowi Mariotte zamarzyła się fabuła kryminalna. Trudno taki temat traktować z powagą, ale Mariotte dał radę. Jak nie ma akcji to jest nudnawo, dialogi smęcą, rozwiązanie jest banalne. Boli brak poczucia humoru, groteskowy pomysł to za mało na pociągnięcie historii. Przynajmniej jak bohaterowie wygadują takie smęty. Jeśli warto ten komiks przeczytać, to raczej dla grafiki. Da się czepnąć co prawda (i to mocno) do rysunku, ale za to obsługa Photoshopa idzie Kurdańskiemu gładko. Fajne kolory, dość kwasiarskie, może dla niektórych zbyt pstrokate, ale do gliniarza zombie zjadającego przestępców pasują dobrze. Fajne zabawy warstwami przy pozbawionych koloru retrospekcjach, wtedy jednak na pierwszy plan wychodzi wspomniany rysunek. Który mnie nie przekonał. Ale kwasiarskie kolory jak najbardziej. Czy warto jednak kupować? Dla mnie raczej to ciekawostka pod tytułem 'nasi wydają na Zachodzie', trzymam jednak za Kudrańskiego kciuki. Może w jego kolejnym komiksie bohaterom nie będą odrastały wcześniej urwane palce. Powodzenia.

Nail - znowu Zombie, ale tym razem niejaki Rob - jako współautor. Prosta historia w duchu starych slaszerów, podstarzały wrestler robiący sobie z rodziną zapaśnicze tournee wewnątrz kampingobusa trafia na harlejowców z piekła rodem. I to by było na tyle. Rob Zombie i Steven Niles nie wznieśli się ponad poziom ostatniego filmu Roba, czyli rimejku "Helloween" - ani to graficznie olśniewa, ani fabularnie, było takich historii na pęczki. Szkoda, Zombiego stać na dużo więcej. Nawet okładki Biza nie pomogły...

Civil War - jeśli Marvel ma dalej jechać eventami, to ja poproszę właśnie takie, ale też konsekwentnie kontynuowane. Jeśli ktoś nie wie - społeczeństwo ma dość zamaskowanych, nietykalnych dla prawa superherosów. Jak któryś coś spieprzy to powinien być pociągnięty do odpowiedzialności. W efekcie wprowadzony zostaje dokument, zmuszający herosów do zaprzestania działalności, lub oficjalnej rejestracji danych osobowych i współpracy z rządem. Kapitan Ameryka (co mnie zaskoczyło) staje w obronie wolności jednostki, która w ten sposób zostaje ograniczona, po stronie rządu staje Iron Man. Niby pomysł nie jest świeży (puk puk, czy są tu jacyś Strażnicy???), ale za to został reanimowany w odpowiednim czasie. Echa zezwalającego w stanach na inwigilację Patriot Act, Guantanamo i obozów internowania (bo niby gdzie trafiają złapani niepokorni?), zmęczenie bushowskim polowaniem na terrorystów, wszystko to jest właśnie w tym komiksie. I to fajne, że fobie świata rzeczywistego przenikają na strony komiksu, który nie jest odrealnioną, abstrakcyjną rozrywką, tylko zadaje trudne pytanie o granicę wolności. Fajnie że jest główna seria, która nie ogranicza się do 7 zeszytów czy trejda - Wojna Domowa ma wpływ na wszystkie równoległe serie, i tenże wpływ nie skończył się z końcem tej miniserii. Szkoda natomiast że zamiast rozwijać wspomniane kwestie żeby pokazać nową rzeczywistość, z którą trzeba się zmierzyć, okazało się że ziemię najeżdżają kosmici. Czyli znowu totalny eskapizm, któremu ja mówię NIE. Ale Civil War to kawał dobrej i porządnie rysowanej pulpy.

Earth X - no to już gruby kaliber jest. Alex Ross na użytek Wizarda robił rysunki superherosów ze świata Marvela w wariancie '20 lat później' - duże brzuchy, piwo w łapie, rodzina, łysinka, te sprawy. Pomysł wyewolułował właśnie w Ziemię X - alternatywną przyszłość universum. 12 zeszytów + prolog i epilog pokazują kapitalną wizję tego kreowanego wcześniej wszechświata, pochodzenie supermocy, skąd się biorą na Ziemi bogowie, co obserwują Obserwatorzy, czy kim(czym?) są Celestialsi. I to wszystko się trzyma kupy. W kategoriach superbohaterskich oczywiście. Wnosi epickość superhirołzów na nowy poziom. I wciąga. Kapitan Ameryka to zmęczony wojownik, który nie chce się poddać, choć wie że jego wojna dawno się skończyła. Ale walczy. Nie ma dla kogo, bo nie ma już jego Ameryki i jego wartości, ale walczy dalej, niczym antyczny heros w todze z amerykańskiej flagi. Spiderman ma problemy z samym sobą, kryzys wieku średniego i zatracił poczucie własnej wartości. Reed Richards przechadza się w stroju Doktora Dooma po jego mrocznym zamczysku, dokonująć psychicznego samobiczowania za to co dzieje się na ziemi. Daredevil nie żyje. Podobnie Human Torch. Sporo bohaterów zginęło, zaginęło, albo zupełnie się zmieniło. Tymczasem Ziemia staje przed największym wyzwaniem, odkąd została uformowana. Intryga kapitalnie się zagęszcza, każdy kolejny rozdział zaczyna się od streszczenia przejść kolejnego z bohaterów dramatu, by do swojego końca ukazywać historię głównie z jego perspektywy. Efekt to komiks ciężkawy, gęsty od nawiązań, skierowany raczej do smakoszy zabawy konwencją superkolesi, jak sobie go sprawię to pewnie będzie stał gdzieś pomiędzy Marvelsami a Kingdom Come. Jedna wada - Ross tylko współpisał scenariusz, projektował bohaterów i malował okładki. Mroczna warstwa graficzna daleka jest od jego finezji. Ale i tak warto. Nie wiem jak się mają kolejne tomy cyklu - Universe X i Paradise X, ale nie odmówię sobie sprawdzenia tego.
A w następnym poście chyba zszargam pewne świętości. HA!

9 komentarzy:

Christof pisze...

Wow, posting frenzy Cię dopadło ;)

Maciej pisze...

Zombie cop to wcale nie jest albumowy zagraniczny debiut Kudrańskiego. Wejdź sobie na jego stronę i poszukaj.

Gonzo pisze...

punkt, dałem sobie wodę z mózgu zrobić.

adler pisze...

w temacie Civil War tu:
http://comicfacts.blogspot.com/2006/12/civil-war.html
jest ciekawy tekst z kategorii "oczami prawnika".

Gonzo pisze...

dajże spokój. zakładać że działania strony przeciw aktowi są nieprzemyślane itd, to jakby wieszać się na Gwiezdnych Wojnach że rebelia to anarchistyczne wredne chujki, co chcą rozwalić galaktyczny spokój i porządek. i tu i tu chodzi o symbole pewne i odniesienia do rzeczywistości, mające pokazać co do kogo mają autorzy.
Co do rzekomej idiotyczności więzienia kogoś bo nie chce się zarejestrować, dopóki nie poda danych, bo skoro go pakują za kraty to już dane mają - to jest dopiero idiotyczne. Nie pamiętam czegoś takiego jak uwalnianie kogoś jak zdejmie maskę w głównym civil war, może w pobocznym ktoś taką bzdurę spłodził. Paka była po prostu karą za niepodporządkowanie się. Brak procesu? że w stanach się tak nie da? a obozy tymczasowe dla podejrzanych o terroryzm? no nieee, to już pan zaszalał...

poza tym kmaaan, to jes KOMIKS SUPREBOHATERSKI for fuck's sake!

adler pisze...

ale że ke? stary, tu chodzi o to, że na zdrowy rozum to Registration Act ma sens. i autorzy musieli go przekręcić tak, zeby Cap miał powód się postawić, bo bez tego by akcji nie było. chcieli porobić odniesienia do rzeczywistości, ale nie za bardzo to przemysleli, bo nie każdy jest Moore'm.

Christof pisze...

No i namówiłeś mnie na Earth X. Przeczytawszy już i jest zajebiste :)

Gonzo pisze...

to co, teraz universe X? :]

Christof pisze...

no ba :D