piątek, 29 listopada 2013

Listopad należy u mnie do Batmana

Powrót z niebytu. Bo mam chwilę czasu, a w domu są internety (w końcu!!!) więc czas reaktywować bloga.

Więc tak.

Najpierw na warsztat wpadł Trybunał Sów i Miasto Sów od Egmontu. Po przeczytaniu Supermana i Detective Comics zwątpiłem w nowe rozdanie DC, a tu niespodzianka. Że Snyder to zdolny opowiadacz wiedziałem już po Amerykańskim Wampirze. Niby nic, ale jednak motyw Tajnego Stowarzyszenia Działającego W Gotham całkiem nieźle zagrał, i dał detektywowi wszech czasów (lol) pretekst do śledztwa, a nie tylko mordobijki. Klimat fajny, dobra psychodela na sam koniec. Druga połowa przegięta nagle, ale heloł, to komiks o typie co przebiera się za nietoperza, bo mu rodziców zastrzelili. Niech będzie. Dobra rzecz, choć zwieńczenie nie trzyma poziomu otwarcia.

Potem odpaliłem sobie giereczkę Batmam: Arkham Origins, jebaną tu i tam za wtórność, bugi i wogóle że lipa. Nie wiem. Może druga połowa jest jakaś tragiczna, bo dopiero jestem po półmetku, ale bawię się zacnie. Słyszałem że do połowy fajne. Słyszałem też że ostatnia 1/3 dobra dopiero. Sam lepiej się bawię niż przy Arkham City. Tam mnie bolała wtórność. Tam mnie bolało Gotham, fajne i otwarte, ale nie mające w sobie tego magnetyzmu i psychodeli co Azyl. Tu i wtórność jest w pełni spodziewana (bo wiedziałem jak przy dwójeczce określili patent na rozwój, czy też brak rozwoju serii), więc zero zawodu, no i miasto mnie ujęło. Zima. Śnieg. Carol of the Bells, przewijający się już w motywie otwierającym grę. Gdzieś tam choinki i wigilia, prezenty, ciepło domów, ale Batman cierpi za miliony i w mrozie czai się na gargulcach, by siać lęk wśród złoczyńców. Nie wiem co dalej, jedynka finałem wysoko ustawiła poprzeczkę w kwestii czułego miziania gracza, a potem załamania go ostatnią spapraną walką. Ale za sam quest z Kapelusznikiem warto. Burtonowsko tam jest. No i nad całością muzyki unosi się duch Elfmana, widać w co autorzy celowali. I wyszło fajnie jak dla mnie, żal tylko że Marka Hamilla zabrakło. Trzeba jednak oddać skubańcowi że jest chociaż słowny.

Powrót Batmana - powtórka po latach, która przypieczętowała u mnie chyba przekonanie, że to najlepszy film o Gacku. Bardziej batmanowy niż ten pierwszy Burton, bardziej burtonowy niż ten pierwszy filmowy Batman, no a to wszystko o pare razy bardziej w klimacie niż radosna twórczość Nolana, czy krapy które wysrał z siebie Schumacher. Smakowite nawiązania do ekspresjonizmu niemieckiego (od nazwiska jednej z postaci poczynając), fajna estetyka, no i kapitalna galeria postaci, stanowczo bogatsza niż w jedynce. Niedosyt. Polecę pewnie dziś z częścią pierwszą i zapodam dodatki. Animkę. Cokolwiek.

Na warsztacie jeszcze obecnie Batman: Noir, czyli zbiorek nietopyrzy od Azzarello i Risso, fajna deluxowa edycja którą zgarnąłem w Łodzi z wyprzedaży u Multiversum, wogóle variant cover, więc cieszy. Zwłaszcza że to lepszy cover niż normalny cover. Powiększony nieco rozmiar, zero kolorów. Czerń i biel. To co tygrysy lubią najbardziej. Po porównaniu z polskim, kolorowym wydaniem stwierdzam że te kolorki jednak zubażają krechę Risso, bo odwracają od niej uwagę, zwłaszcza na gradacjach. Broken City w czerni i bieli bardziej bliskie jest do millerowskiego Sin City, co mi bardziej odpowiada, i w efekcie też paca mnie stanowczo bardziej.Reszta tomu to jakiś short, jakieś jednoplanszówki, i naprawdę fajne 3-zeszytowe Flashpoint: Batman Knight of Vengeance, czyli 'co by było jakby to Bruce, a nie rodzice, zarobił kulkę'.

Kończę te jednoplanszówki z powyższego deluxe'a, i biorę się za drugi tom Detective Comics, a potem jakieś elseworldy, co to powoli do mnie człapią. Potem pewnie te kupy Schumachera, bo od dekady ponad ich nie widziałem. Perwersja to, ale warto sobie przypomnieć. Może nagle polubię wizję Nolana. Potem nie wiem co, ale na półeczce czeka przecież jeszcze Batwoman: Elegy z rysunkami J.H. Williamsa, a także Justice, z mazami Alexa Rossa. I chyba w końcu będzie ich kolej na czytando.

No i fajo. A całą falę zajawki wywołała mi gra flekowana tu i tam za wtórność, żadność, i bugi, przez które zasłużyła np na Gamezilli na ocenę minimalną. BTW - mnie się nic nie krzaczyło.

Do poczytania. Wrócę tu szybciej niż za pół roku. Bo och-ach gra ze świata fejbli, i kolejne tomy WKKM, i wogóle. No i mam internety. Mogę blogować sobie.

Brak komentarzy: