No to uwaga. Będzie kobyła.
Do Polski dotarło niewiele. Wszystkie dotychczasowo wydane tomy serii, pocięte na kawałki i puszczone w nietypowych konfiguracjach zawartości (ktoś mi powie, czy Egmont w tych kolejnych dziwacznych zbitkach puścił u nas wszystko co szło w oryginałach?), początek serii B.P.R.D., a także słabiutka gra komputerowa, wydana ileś tam po premierze. No i film, w kinach i na DVD (i nawet na tych dziwacznych dyskach do PSPka). Porównując to z całą przebogatą ofertą dla halbojofili, jaką proponuje USA, to naprawdę ubogo. Niedługo wyjdzie komiks inspirowany seryjką animowaną, ale to kurde komiks, na podstawie animiki, na podstawie filmu, na podstawie komiksu. Olaboga. A, maniacy może i mają soundtrack filmowy, też u nas wyszedł. Nie powalał, nie wiem kto to kupił...W Stanach natomiast jest tego wszystkiego jak nasrał, byłem fanbojem Czerwonego parę lat temu i jeszcze to ogarniałem, ale teraz już się gubię.
Poza filmem wyszły animki - dwa hm... średniometrażowe filmy - "Hellboy Animated: Sword of Storms" i "Hellboy Animated: Blood and Iron", w drodze jest "Hellboy Animated: The Phantom Claw". Może ktoś pójdzie po rozum do głowy i to u nas przy okazji premiery wyda. Ta. Na pewno. Poza tym wyszedł 3-minutowy szorciak ""Hellboy Animated: Iron Shoes", acz nie wiem czy to jakoś wyszło, no - może jako bonus DVD. Animated ma też swoją serię komiksową, która - jak wspomniałem - wyjdzie u nas w kole premiery filmu.
Prawdziwy fan kreski łysawego okularnika nie obejdzie się bez artbooków. Najpierw wyszedł mignolowy "The Art of Hellboy", a przy okazji filmu książka z konceptami - "Hellboy: Art of the Movie". Fan ma to od lat. Ja mam. Ale nie mam "Hellboy II: Art of the Movie" i "The Monsters of Hellboy II" - wyszło toto niedawno, chyba już tak zajarany Hellbojastym nie jestem. Dla osób o bezdennych portfelach jednak jest to okazja nabyć dużo kolorowego papieru dobrej jakości z fajnymi grafikami. Fanboje dla których nie liczy się aż tak bardzo krecha pewnie rzucą się też na "Hellboy: the Companion". Ale to tylko fanboje, prawdziwy fan nie potrzebuje kompendium.
Pikuśem są jednak albumy z artworkami i szkicami i innymi cudami przy komiksach, jakie Mignola firmuje. Zaczęło się od serii głównej, Hellboy, Prawa Ręka Zniszczenia i takie tam. Potem Hellboy odszedł z Biura, polazł w cholerę, Biuro doczekało się własnej serii. U nas w dziwny sposób (jak zwykle) wydane zostały 2 tomy. W stanach to już zbliża się do dychy. Dodatkowo "Hellboy: Weird Tales", wariacje na wiadomy temat różnych autorów. 2 tomy. Niedawno wyszedł pierwszy tom cyklu o Homarze Johnsonie (jak dla mnie najlepsza postać 2-goplanowa z Hellboya, przynajmniej z 'tych dobrych'), a w październiku będzie trejd z Abrahamem Sapienem. Zwłaszcza intrygująco zapowiada się "Abe Sapien: The Drowning", rysowane przez Jasona Shawna Alexandra (plansza gdzieś poniżej). O ile "Abe Sapien i Bębny Umarłych" był po prostu brzydkim komiksem, o tyle tym razem zanosi się na nietuzinkową, nie zapatrzoną w Mignolę krechę. A właściwie malunek. Kolejną ciekawostką jest "Hellboy: In the Chapel of Moloch" - one-shot reklamowany jako 'pierwszy Hellboy rysowany przez Mignolę od 2005 roku', wyjdzie dopiero w październiku. Pytanie co Mignola robił przez tyle czasu? An,o jak się przyjrzeć, to wynika że sporo. Duża część spinoffów jest pisana albo współpisana przez tego pana. A niemało tego, nie? Im bardziej się przygląda człowiek, tym więcej ciekawostek, nawet B.P.R.D., które mnie swego czasu kusi najnowszym tomem. Tytuł tomu numer 9, który się pojawi w listopadzie (totalna, kurde, ofensywa), brzmi "1946". Będzie Trevor Bruttenholm, faszyści i sowieci. Mniam. Mnóstwo tego, naprawdę, aż trudno w to uwierzyć. Czyli jednak Dark Horse wydaje jeszcze coś poza komiksami ze świata Gwiezdnych Wojen, wbrew temu co usiłuje nam wmówić Gildia Komiksu, bezmyślnie kopiując niusy za Gildią Star Łorsów. Jedną z nich są nowe zeszyty Hellboya do rysunków Corbena (3-zeszytówka "The Crooked Man"), bo zeszyty to jeszcze inna baja, i nawet się w toto nie będę zagłębiał. Zeszyty w serii, w wydaniach specjalnych antologii Dark Horse'a, litości.
Ej, ale ja zapomniałem o "Hellboyu juniorze"! Nie ważne. Lecę dalej.
Kolejna rzecz - wydania specjalne. Najbardziej wypasionym tomem jest hardkowerowe "Nasienie zniszczenia", w stylowym pudełeczku/teczce oprawionej w skóropodobne tworzywo z wyciśniętą na okładce żabą. 1000 egzemplarzy, 100 dolców sztuka. Wynalazkiem bardziej na kieszeń statystycznego fanboja jest nowy pomysł Dark Horse'a - Hellboy Library Edition. Większy format, gruba oprawa, w środku dwa albumy (pierwsze wydanie z cyklu to "Nasienie zniszczenia" i "Obudzić Diabła") a także bonusy jakieś, cacko kosztuje 50 baksów. Właśnie do mnie człapie pocztą, więc niedługo wklepię jak czyta się Hellboya w innym formacie niż tradycyjny, i czy warto czekać na planowany na koniec roku drugi tom w tym wydziwnionym cyklu, kompilujący w środku dwa tomy z helbojowymi szorciakami.Merczendajzing. Masakrycznie dużo zabawek. Dzikie mnóstwo. Są figurki, są figurki w stylu superdeformed, są miniaturki, action figures i takie większe do postawienia, zdaje się że pluszaki nawet. Licencję kupiło w pip firm, więc wybór niemały. Postumenciki z popiersiem Hellboya chyba też gdzieś widziałem. Oczywiście tiszerty, czapki, naszywki z logiem B.P.R.D., pudła śniadaniowe, ale też bardziej odjechane gadżety, takie jak kielonki do wódy z logiem hellboyowym, czy wypasiona zapalniczka Zippo, z wygrawerowanym logiem Biura. Moja taką pragnąć. Razem z zapaliniczką z logiem Cowboya Bebopa (ale ta jest malowana, mniej bajerancka). A może kogoś kusi limitowana seria Adidasów?

Powiedzmy sobie że to co opisałem dotąd, to towar dla fana komiksu, dla nader rozrzutnego fana komiksu, oraz towar dla fana komiksu - maniaka i fana komiksu - gadżeciarza. Spokojnie, totalne świry cierpiące na nadmiar kasy też znajdą coś, dzięki czemu poczują się usatysfakcjonowane.
Kostiumy. Wyobraźcie sobie - włazicie do ulubionego sklepu komiksowego w odzieniu Hellboya. Rabat gwarantowany. Jest szansa że po jakimś czasie koszt zakupu kostiumu się zwróci. Wejdźcie do tego samego sklepu w kostiumie i masce - sprzedawca uklęknie, gwarantuję. Dlaczego by nie? Kistiumy są w różnych wariantach, każdy znajdzie coś na siebie. Maska Hellboya? CZEK! Kostium Hellboya, taki helołinowy, dla pętaków? CZEK! Płaszcz Hellboya? CZEK! Pełne umundurowanie (pas, prochowiec, czerwona rękawica na lewą łapę i Prawa Ręka Zniszczenia na drugą, koszulka i inne cuda)? CZEK! Nie widziałem nigdzie tylko ogona. Za jakieś 50-60 dolców (maska chyba nie jest w cenie) można wślizgnąć się w strój najznamienitszego agenta Biura, i brylować na konwentach, pod trzepakiem, na zjazdach fanów anime, erpegowców, blekmetalowców, fantastowców, w Bolkowie, no wszędzie tam, gdzie za taki strój nie dostanie się kamieniem. Bomba.A u nas wydano tylko komplet albumów o Hellbou. I film. I dwa tomy B.P.R.D. I gównianą grę. Ale nie smućmy się, większość tego towaru to pewnie i tak badziew (myślę zarówno o komiksach, jak i zabawkach itd). Z drugiej strony - film będzie we wrześniu w kinach, może ktoś się ocknie z letargu i pierdyknie na rynek animkę chociaż. Na spinoffy komiksowe bym nie liczył. Może coś drgnie. Ale i tak wątpię.
Pod skryptem: kolega oglądający nielegale (prawdziwy fan chodzi na takie filmy tylko do kina i wogóle blebleble) donosi, że niestety hellboyowy klimat szlag trafił. Nie dziwne, w końcu to ekranizacja książki (HA, o tych nie wspomniałem), ale tak to bywa, panie Del Toro, jak się w jednym filmie po łebkach upycha prawie całą serię komiksową. Się potem trzeba byle czym podpierać. Ja tam liczę na fantastową przygodówkę z udziwnionymi bohaterami. No to do września.
Uff. I to chyba na tyle. Ktoś przeczytał to za jednym posiedzeniem? Ktoś to wogóle dokończył? :D





















