<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959</id><updated>2012-01-30T19:52:05.813+01:00</updated><category term='serwisy komiksowe'/><category term='znak antyjakości'/><category term='gry'/><category term='muzyka'/><category term='Złote Myśli'/><category term='komiks'/><category term='książka'/><category term='rekreacja'/><category term='Odmieniec'/><category term='anime'/><category term='importy'/><category term='wywiad'/><category term='Film'/><category term='znak jakości'/><category term='RROD'/><category term='teatr'/><category term='obciach'/><title type='text'>Nas tu nie chce być!</title><subtitle type='html'>Dobre komiksy, złe filmy, dobre gry, zła muzyka, dobre filmy, złe komiksy, dobra muzyka, złe gry, kumoterstwo i chwalenie znajomych, samochwalstwo a na dodatek spora ilość skisłej żółci.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>273</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-3574825879419246703</id><published>2012-01-20T13:44:00.009+01:00</published><updated>2012-01-20T14:46:36.843+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znak jakości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='importy'/><title type='text'>The Fixer: A Story from Sarajevo</title><content type='html'>&lt;div&gt;Mam za sobą ciężkiego timofowego &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Robota&lt;/span&gt;, i nieudane jak na mój gust (niestety) &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Złote pszczoły&lt;/span&gt;. Szkoda mi na nie klawiatury, skoro mogę się podzielić polecajką innego fajnego, choć niemłodego już dzieła. Do dzieła. O tym dziele. Więc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;&lt;a href="http://i43.tower.com/images/mm107671520/fixer-sacco-joe-paperback-cover-art.jpg"&gt;&lt;/a&gt;The Fixer: A Story from Sarajevo&lt;/span&gt; - wytłumaczenie o czym, czy też o kim jest ten komiks, jest równie proste, co bezpośrednie przetłumaczenie jego tytułu. W końcu profesja 'fixera' jest dla nas równie abstrakcyjna, co samo słowo, nie istniejące w słowniku, nie posiadające odpowiednika.&lt;br /&gt;Strona ling.pl podaje mi następujące odpowiedniki w języku polskim:&lt;br /&gt;-utrwalacz&lt;br /&gt;-monter&lt;br /&gt;-ustalacz (?)&lt;br /&gt;-reper (???)&lt;br /&gt;-a także parę synonimów prawnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lepiej jest już ze znaczeniem słowa 'fix', gdzie w wielu wielu wielu odpowiednikach da się znaleźć 'załatwić' czy 'naprawić'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słownik Cambridge podaje następującą formułkę: 'ktoś wykwalifikowany w załatwianiu określonych rzeczy, zwłaszcza niezgodnych/niezgodnie z prawem'. Można więc powiedzieć że 'fixer', to 'załatwiacz'. Stwierdzicie jednak wtedy że dokonałem gwałtu analnego na polszczyźnie. I będziecie mieli rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjmijmy więc że 'fixer' to fikser, w końcu każdy kto grał w Cyberpunk 2020 wie o co chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://i43.tower.com/images/mm107671520/fixer-sacco-joe-paperback-cover-art.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://i43.tower.com/images/mm107671520/fixer-sacco-joe-paperback-cover-art.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 297px" alt="" src="http://i43.tower.com/images/mm107671520/fixer-sacco-joe-paperback-cover-art.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Sacco narysował komiks o fikserze. Z Sarajewa. Tytuł w pełni opisuje zawartość tego komiksowego reportażu o niebanalnej postaci operującej w bardzo nietypowych warunkach. Sacco na dalszy plan bierze kwestię wojny, frontu, działań zwaśnionych stron, te tematy są tak naprawdę tłem historii tytułowego fixera, Nivena. Gościa, który trafił na swój moment by wykorzystać swoje umiejętności i wiedzę, nie dając się przemielić machinie wojennej. Sacco opisuje swoje obserwacje z Sarajewa, przeplatane momentami licznych spotkań z Nivenem, opisami ich wzajemnej, dziwnej dość relacji, a te momenty zawierają w sobie historię życia fiksera, postaci tak samo niejednoznacznej, jak trudna do czarno-białego potraktowania jest wojna na Bałkanach. Sacco udało się nie tyle wykreować, co przedstawić postać pełną sprzeczności, jednocześnie daleką od groteski, z krwi i kości. Niven jest Serbem, walczącym w trakcie wojny po stronie bośniackiej. Jest sprawia wrażenie zimnokrwistego mordercy, którym zresztą pewnie jest, jednocześnie roztaczając misiowatą atmosferę bezpieczeństwa. Jego znajomość z Sacco (jako fiksera - przewodnika/pomagiera, po prostu gościa który zna lokalne warunki) ma podłoże zawodowo-finansowe, ale jest w tym też nuta przyjaźni, gość wydaje się zresztą autora komiksu równie fascynować, co przerażać. Niven deklaruje się jako patriota, ale ma ochotę ze swojego kraju spieprzać, uważa że wojna go zniszczyła, i chociaż mówi o wielkiej otwartości cechującej lokalsów, to szczerze gardzi najeżdżającymi Sarajewo uchodźcami, winiąc ich o gnicie miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fikser to postać niebanalna, którą mogły zresztą ukształtować tylko równie nietypowe warunki. Ciekawie zaprezentowana, z subiektywnym spojrzeniem na historię tamtej wojny, na jej uczestników, dla jednych będących zwyrodniałymi mordercami, dla innych bohaterami. Niven sam nie daje się jednoznacznie ocenić - czy to mitoman-gawędziarz, zamęczający wszystkich wojennymi historyjkami wyssanymi z palca, czy dzielny wojownik, który narażał życie w imię nieswojego narodu? A może po prostu psychopata? Gość emocjonalnie niedorozwinięty? Nie da się określić. Sacco wybitnie oddał tą niejednoznaczność, podbijając ją kontrastem ze swoją osobą - mało asertywnej pierdoły, rzucającej stwierdzenia typu 'nigdy nie miałem ulubionej broni ręcznej', po tym jak Niven informuje czym najłatwiej rozłupać czaszkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wspomniałem nic o stronie graficznej. Nie wiem czy jest po co. Świetnie oddaje klimat zniszczonego, ponurego miasta, choć mogą drażnić pewne manieryzmy dotyczące twarzy. Kałasznikowy jednak i architekturę zniszczonego miasta oddano wyjątkowo pieczołowicie, pamiętam tylko jeden kadr, na którym Niven wygląda jakby stojąc skręcił sobie kręgosłup, i w pasie cały odwrócił się w bok. Czepialstwo. Reszta jest OK, włącznie z obsesją precyzyjnego kreskowania by oddać cienie czy fakturę. Jest OK. &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Fixer&lt;/span&gt; to jednak głównie historia człowieka, którą grafika tu świetnie oddaje, a której nie stara się zdominować, często zresztą ustępując miejsca reportażowemu tekstowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam sympatykom komiksów dokumentalnych, reportażowych, czy po prostu szeroko rozumianego komiksowego dziennikarstwa. Moze kto to u nas wyda. Ja tymczasem muszę zmolestować sąsiada, co by mi &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Palestynę&lt;/span&gt; pożyczył, no i czekam aż Timof wyda &lt;span class="st"&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Strefę bezpieczeństwa Goražde&lt;/span&gt;. Łykam w ciemno. Przez te lata czytania komiksów zawsze było coś ciekawego do kupienia i przeczytania, ale odkładanie Sacco zawsze na potem uważam teraz za lekkie niedopatrzenie z mojej strony...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec - wiadomo. Gonzo poleca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/Sbj-vUxYMbI/AAAAAAAAALg/B2ws7_YYfok/s1600/Dobre_kolor.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 202px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/Sbj-vUxYMbI/AAAAAAAAALg/B2ws7_YYfok/s1600/Dobre_kolor.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-3574825879419246703?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/3574825879419246703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=3574825879419246703' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3574825879419246703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3574825879419246703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2012/01/fixer-story-from-sarajevo.html' title='The Fixer: A Story from Sarajevo'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/Sbj-vUxYMbI/AAAAAAAAALg/B2ws7_YYfok/s72-c/Dobre_kolor.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-3891126240951249328</id><published>2012-01-12T13:32:00.002+01:00</published><updated>2012-01-12T13:36:11.752+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znak jakości'/><title type='text'>Moje komiksy roku 2011</title><content type='html'>Zerkam od jakiegoś czasu na wyniki &lt;a href="http://www.komiksyroku.pl/main/wyniki2011"&gt;głosowania na komiks roku &lt;/a&gt;i przyznam  że nie ogarniam,. Refleksje na ten temat, jak również czy podawanie  wyników głosowania w trakcie głosowania ma sens, i co może z tego  wyniknąć, zostawię sobie raczej na później. Temczasem - cholera, long  time no blogin', więc może podsumuję na tyle lapidarnie na ile mnie stać  minione 12 miesięcy na naszym ryneczku. Co sądzę o polskim komiksie  jako-takim &lt;a href="http://kolorowezeszyty.blogspot.com/2012/01/937-rok-2011-zdaniem-krytykow-czesc.html"&gt;można przeczytać na Kolorowych&lt;/a&gt;, a u siebie po prostu wymienię  albumy co mi w trakcie roku najbardziej podeszły. W chronologii według  wyników głosowania na moment obecny. Oczywiście - nie dałem rady wessać  wszystkiego co się u nas wydaje, przez co moja subiektywność jest  podwójna. No i wybaczcie mi brak okładek, bo za dużo tego, a ja jestem  leniwe dość bydlę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czasem&lt;/span&gt; - jedno z zaskoczeń, bo od pierwszych informacji do premiery  stosunkowo mało czasu minęło. Fajna historia Grześka Janusza, może nie  najlepsza jaką napisał, ale na typowym dla niego wysokim poziomie  poniżej którego nie schodzi. Fajne drugie dno, które można sobie  interpretować po swojemu - o czym to w ogóle niby jest. Rewelacyjna  krecha Kolca, który rozwija się jak szalony. Oby nie przestawał, a palma  mu nie odbiła, to za 5 lat wygryzie Trusta z intratnych zleceń, i  rzeczony może weźmie się znowu za komiksy inne niż zamawiane. Albo i  nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pinokio&lt;/span&gt; - może mnie nie powalił całościowo pierwotnie, ale wizualnie to  jest majstersztyk, gry konwencjami (i narracyjnymi, i plastycznymi) to  rewelacja, a zabawa z pierwowzorem przednia. Wydane też świetnie, więc  mus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pluto&lt;/span&gt; - moja osobista ulubiona seria która wychodzi w normalnym trybie w  naszym pięknym kraju. Wizualnie - manga bez przegiętych oczu.  Dynamiczna dynamika, mimiczna mimika. Fabularnie - kapitalna historia z  wykorzystaniem robotów by mówić o istocie człowieczeństwa i ludzkiej  dehumanizacji. Wszystko w konwencji kryminału. Każdy, kto zlewa ten  komiks, bo nie lubi mangi, czyni głupio - i tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Szkicownik KRLa&lt;/span&gt; - no może to nie komiks, ale robota komiksiarza, było  nie było. Jak by to powiedzieć... to nietuzinkowe wydawnictwo pozwala  zajrzeć do głowy jednego z ciekawszych i chyba też bardziej pokręconych  autorów pokolenia... hmmm... średniego? Szkice, projekty, generalnie  najlepszy komiksowy odpowiednik dodatków z DVD pozbawionych filmu, ale  że my te filmy raczej dobrze znamy, to nie ma żalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Amerykański Wampir&lt;/span&gt; - Vertigo takie, jakie lubię. Rysunkowo może bez  urywania dupy ale na poziomie, ważne że rysunkiem po oczach nie kole.  Fabularnie wampirzy western, czyli miks niemal idealny, bonusowo main  hero to interesujący skurwiel i łach jakich mało. Dodatkowo fajne  zestawienie ducha przemian tamtych czasów - wampir amerykański jest nową  rasą krwiopijcy, jeszcze bardziej wyzbytego zasad niż jego poprzednicy  ze Starego Lądu. Ergo - patrzaj Europo, jakiego przebydlaka sama  stworzyłaś i poszczułaś na świat, z sobą włącznie. Dobre, czekam na ciąg  dalszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Diefenbach&lt;/span&gt; - wizualnie mistrzostwo, Dürer pełną gębą. Całość ascetyczna w  fabule i narracji jakby, ale wszystko buduje kapitalny, skandynawski  taki klimat. A że ponoć to komiks w klimatach blackmetalowych, to coś  jest na rzeczy. Ale jak się ma to do poprzedniego tomu? Czyżby to  prequel? Mnie tak wynika, a że mało kto ośmielił się zestawić w recenzji  fabułę z tomem poprzednim, to nie mam przesłanek, może jestem w  podejściu osamotniony. Muszę kiedyś spytać Benka. Może będzie litościwy,  zachowa powagę i odpowie szczerze. Tak czy siak - czekam na  kontynuację, oby wyszła szybciej niż później.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mglisty Billy&lt;/span&gt; - no to też trudno nazwać komiksem, a przynajmniej całość  wydawnictwa. Dziwna rzecz, taka niby infantylna ale kripi, trochę  klimatu E.A. Poe, nieco wrażliwości Burtona, duchy, upiory, nieco  obleśności w wersji dziecięcej, jakieś pijawki i robale. Przyjemna choć  niejednoznaczna lektura, tu jakieś pamiętniki, historyjka komiksowa,  potem dziwaczne ogłoszenia. Tak czy siak - wspominam bardzo przyjemnie,  za te burtonowo-poowe klimaciki które uwielbiam, nawet jak  zinfantylizowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Wybryki Xinophixeroxa&lt;/span&gt; - może fabularnie mniej mi robiło toto niż  poprzednie rzeczy Sandovala, ale wizualnie robi jak zawsze ten pan, nie  widzę sensu rozwijać myśli. Jak się lubi jego krechę i sposób operowania  farbkami to się nie potrzebuje więcej słów zachęty, tylko się to łyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wiedźmin: Racja Stanu&lt;/span&gt; - bo to komiks środka jakiego w Polsce brakuje, w  dodatku naprawdę na poziomie. Nie jest to Sztuka przez duże S, nie  zmieni nikomu życia przesłaniem, Klimek może nieco za bardzo stara się  ciągnąć krechę po frankofońsku (ja tam lubię jak ktoś stawia bardziej na  mazy w autorskim stylu), ale spokojnie mógł by się ten komiks wydać na  rynku zachodnioeuropejskim, i raczej nie wyróżniał by się w sposób  negatywny, prędzej pozytywny (z drugiej strony - ja przecież nic kurwa  nie wiem o komiksie frankofońskim, więc co ja pierdolę???). Dobre ujęcie  Wiedźmina, fachowa oprawa, chciał bym takich rzeczy naszej produkcji  więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Corto Maltese: Złoty dom w Samarkandzie&lt;/span&gt; - bo Pratt to Pratt i już za ten  fakt należy się owacja że Post w końcu wydał kolejny tom tego  znakomitego cyklu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rewolucje. Na morzu&lt;/span&gt; - bombeczka, chyba moja ulubiona pozycja polskiej  produkcji tego roku. Skutnikowa krecha i malunek jak to zwykle, choć  dupogęby mniej dupowate, a akwarelek jakby więcej i subtelniej i w  ogóle. Fabuła jest po prostu nośnikiem zupełnie służebnym tutaj wobec  narracji, która jest pierwszorzędna, na co nigdzie w recenzjach uwagi  nie zwróciłem, żeby ktoś to zaakcentował. Bo nie chodzi jak dla mnie  tutaj o to co jest opowiedziane, a jak. Proste historyjki bohaterów nie  ruszają zanadto, bawi operowanie napięciem, ciekawością odbiorcy (czyli  moją, nie wiem jak u innych), konsekwencja i konstrukcj całości  precyzyjna niczym szwajcarski zegarek. A najlepsze jest łączenie wątków,  będące jakby komiksowym odpowiednikiem jednego długiego ujęcia na cały  film. Zero przeskoków scen. Zero nagłych zmian miejsca akcji. Wszystko w  ten czy inny sposób się lepi, od początku, aż do samego końca. Mojego,  albo jej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sorry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ten film.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Bler 2: Zapomnij o przeszłości &lt;/span&gt;- inny kierunek niż tom pierwszy, z  dekonstrukcji superbohatera zrobił się nagle Philip K. Dick. Ciekawi  mnie jak z tego Rafał wybrnie, czy nie będzie jak z Matrixami, które w  połowie sprawiały jeszcze wrażenie że autorzy wiedzą o co im chodzi, ale  nie mówią wszystkiego, a na koniec okazało się że nie, jednak nie, po  prostu przeciągali gluta. Zakładam że Rafał wie co robi, ma u mnie  kredyt, nie przeszkadza mi że to na poważnie (postironia, lol [i SIC! na  raz]).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;La Masakra &lt;/span&gt;- tytuł mówi wszystko. Prosta krecha w stylu jakby-prasowym,  poczucie humoru które specyfiką i brakiem tabu oscyluje między  Raczkowskim i Pythonami, tylko że bardziej dosadne. Kupy, kopulacja,  urywanie łbów. Byłem wniebowzięty. Czarna Koperta na BFK moim polskim  komiksem roku? Chyba jednak tak. Sorry Mateusz. Jerzego Szyłaka nie  przepraszam, zdaje się że wie że i tak jestem (byłem?) jego hejterem,  więc mu raczej wszystko jedno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Torpedo&lt;/span&gt; - nie ważne który tom, była to moja ulubiona wychodząca u nas  normalnie seria, dopóki się nie skończyła (pałeczkę przejął Pluto).  Bezbłędna kreska, świetny klimat, słowne wygibańce i megaskurwiel w roli  głównej. Miller by tak chciał, ale nie umi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyszło mi 14 pozycji. Nie. 15. Chyba. Część się nie załapała w  głosowaniu, bo limit do 10 pozycji jest, musiałem więc eliminować na  niejasnych nawet dla mnie samego zasadach. Parę pozycji z listy na bank  doczytam, ale parę innych pozycji się nie załapało do zestawienia, i w  sumie nie wiem dlaczego ich tam nie ma, gdyż powinny. No to jazda:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;LXG: Stulecie - 1969&lt;/span&gt; - Moore jest Moore, znaczy wariat erudyta o  niesamowitej wręcz fantazji. Czarne Dosje mnie zniszczyło swego czasu,  pierwszy tom Stulecia już niekoniecznie, a tu znowu pięknie jest i  cudownie jest. Era wodnika, wolna miłość, narkotyki. Tona nawiązań które  tym razem jestem w stanie wyłapać - the Ruttles, odpowiednik Jaggera  śpiewający odpowiednik "Sympathy for the Devil", o odpowiedniku Crowleya  nie wspominając. Intrygujące zakończenie, czekam na zamknięcie tomu  trzeciego niezmiernie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Fistaszki&lt;/span&gt; - WTF??? Wyszły w zeszłym roku aż dwa tomy, oba znakomite, bo i  bohaterowie są lepiej rozwinięci, i Snoopy bardziej ukrztałtowany, jest  więcej emo-głębi filozoficznej, słowem mus totalny. Czyżby każdy z  jurorów myślał 'e, pewnie kto inny to już zarekomendował'???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Logikomiks&lt;/span&gt; - strzał z końca roku, ale celny stanowczo. I mocny. Czysta,  precyzyjna kreska, dobrze oddająca mimikę postaci, do której w  większości komiksu się sprowadza. Miłe kolorki. Ciekawa biografia  głównego bohatera (fakt, że fabularyzowana), równie ciekawa jak losy  nowożytnej matematyki, logiki i filozofii. Wszystko ładnie wytłumaczone,  niebanalna konstrukcja fabuły: historia Russela, logika, będąca  historią jego i zmian w logice, tak naprawdę prowadzi do pewnych  sugestii co do ludzkiego myślenia w kontekście wojny, a to wszystko  spina epilog ze sceną z "Oresteji" Ajschylosa. Jak dla mnie to jest  kolejne wzięcie wszystkiego w cudzysłów, i zwrot autorów poprzez  antycznych bohaterów do reszty UE, by nie zostawiać Grecji w dupie,  zdanej na samą siebie, bo tak Europejczykom nakazuje rachunek zysków i  strat, które mogą wyniknąć z wysupłania na nią kasy. Mogę być w błędzie i  to srogim, bo komiks miał premierę pierwotnie ponad 2 lata temu, i  temat europejskiej pomocy dla Aten nie był bieżącym zmartwieniem  unijnych polityków, ale mogę też nie być. W końcu Grecja nie upadła  ekonomicznie z dnia na dzień. Ale to tak na marginesie, bo wzmianki o  tym w komiksie nie ma, a to i tak świetna rzecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym podobała mi się też &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Biblia&lt;/span&gt; Bisleya, ale czy to komiks? No nie.  Ale Szkicownik KRLa to szkicownik a nie komiks, więc co tam, niektórzy  strasznie skopali ten album, ale ja tam ołówkowe mazy Simona lubię, więc  dołączam do swojego zesawu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym zniszczył mnie z totalnej zaskoczki tomik &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;FOR: Komiksy o  tematyce ekonomicznej&lt;/span&gt;, czyli antologia trzeciej edycji konkursu Fundacji  For. Zaskakująco wysoki poziom, fabuły niby ekonomiczne, ale z  pogranicza fantastyki i nowej przygody, aco najlepsze - komiks zupełnie  darmowy. Po prostu trzeba-to-mieć&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobra. Kłamię szpetnie. Po koszmarnej lekturze dwóch tomów  poprzednich i nerwowym wbijaniu sobie przy tym paznokci w udo, widząc co  zebrało nagrody tudzież wyróżnienia speców od ekonomii, zdecydowałem że  nie chcę tego więcej oglądać. Ani czytać. Ale może ktoś się na to  zdobył i potwierdzi że poziom rodzimego komiksu ekonomicznego rośnie.  Mnie nic na ten temat jednak nie wiadomo. Wszystko pewnie przez to ,że  miałem pomysł na dobry krótki komiks o bodajże podatkach, KRL o ile  pamiętam wyraził zainteresowanie pomysłem którego jeszcze nie poznał,  niestety nie nastąpił nigdy etap przekazania scenariusza (bo i etap  spisania go też nie nastąpił), przez co cały krajowy gatunek na tym  cierpi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej grzechów nie pamiętam, żałuję tylko że nie zmieściłem się w dziesięciu pozycjach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie to nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak szczerze to wcale nie żałuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie plebiscyt organizowany przez organizację nieokreślonej  proweniencji, ani prestiżowy magazyn, tylko mój blog, którego nie  aktualizowałem przez półtora roku. Mogę na nim sobie pozwolić na łamanie  zasad z taką samą konsekwencją, jak na totalny brak zasad, łamany czasem  dla urozmaicenia zasadami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tak!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do następnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod skryptem - dla wymienionych znak jakości Gonza, ale nie mam go pod ręką, więc go sobie teraz weźcie i wyobraźcie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-3891126240951249328?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/3891126240951249328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=3891126240951249328' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3891126240951249328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3891126240951249328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2012/01/moje-komiksy-roku-2011.html' title='Moje komiksy roku 2011'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2484749109450752955</id><published>2012-01-09T22:09:00.004+01:00</published><updated>2012-01-09T22:38:52.365+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Gears of War: Pola Aspho</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po wrzuceniu ostatniego postu (posta? navamaind) obudziła się we mnie zakonserwowana atenszyn hor, więc dopóki mi nie przeszło klepnę sobię coś znowu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrzuciłem sobie na wartsztat niedawno knigę, której tytuł widnieje w tytule powyżej. Generalnie mam tak że kibicuję wszystkim tytułom które fajnym dysponowaniem licencją rozbudowują jakiś świat. Świetnie udało się to Dieslowi z "Kronikami Riddicka", gdzie wszystko powoli rozbudowuje historię bohatera i świat. Lubię jak Batman doczekuje się fajnych animek i gier, a nie lubię jak Star Warsy dorabiają się pizdyliarda książek i komiksów które nie nadają się poza znikomym (acz chwalebnym) procentem do lektury. To co dzieje się z Riddickiem lubię za to, jak to już kiedyś pisałem, że to produkty fachowo zrobione, urozmaicone, i za każdym razem dodające coś do historii, a nie tylko wyciągające kasę z portfela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 263px; height: 410px;" src="http://merlin.pl/Gears-of-War-Pola-Aspho_Karen-Travis,images_big,23,978-83-7574-532-0.jpg" border="0" alt="" /&gt; &lt;span style="font-family:arial;"&gt;No więc "Gears of War", mój ulubiony cykl gier z X360, doczekał się pierwszego polskiego wydania knigi opartej na serii. Więc krótko na początek - to książka głównie dla fanów cyklu, pozostali nie do końca mogą ogarnąć o co chodzi, bo nie ma żadnego wprowadzenia w setting. Z drugiej strony, to nie do końca książka o świecie Gears of War...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;WHAT?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to jeszcze raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od końca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za co lubię GoW? Za fajny postapokaliptyczny świat, na którym rozgrywa się właśnie ultimate war ludzkości z jakimś ścierwem o przetrwanie. Za bohaterów, którzy są rasowymi, testosteronowymi karkami rodem z kina akcji lat 80-tych. Za przysłowiowe pierdolnięcie, przetykane dosrywaniem sobie wykonujących kolejną najważniejszą dla ludzkości misję bohaterów. I jeszcze raz za bohaterów - może zarysowanych komiksową grubą krechą, przegiętych jeśli chodzi o np. rozstaw ramion i parę innych detali, ale różniących się do siebie i dających się lubić. I co najważniejsze - za grywalność i latające ochłapy mięsa. Ale to już nie ma nic do fabuły i świata, więc nie ważne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czego oczekiwałem od książki? Tego że ciekawy świat Sery, na którym rozgrywa się akcja gier, zostanie szerzej pokazany. Gry pokazują w sumie głównie albo jaskinie albo ciasne uliczki rozpierniczonych miast o ciekawej architekturze (zwłaszcza jedynka mnie potrafiła level-designem zniszczyć, trójkę przyznam że tylko napocząłem). Że będzie tu-i-teraz świata, że będzie coś o jego historii. O tym jak rozpętano wojnę z Szarańczą, jak wyglądał Dzień Wyjścia, który rozpieprzył pół planety w drobny mak, jak Marcus Fenix (main hero baj de łej) trafił do paki za dezercję (1-ka zaczyna sie od ewakuacji z kicia) i paru innych detali. Gry z tej serii mają to do siebie że pokazują mały fragment większej historii, nie bawiąc się intrem wprowadzającym w setting. Coś jakby Star Warsy wykastrowano z początkowych napisów na tle gwiazd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co dostałem? Książkę dobrą, ciekawą, na bank bez aspiracji by trafić do anonu literatury, ale i daleką od bycia żenującym skokiem na kasę. Autorka, w swoim czasie korespondentka wojenna, pogadała sobie z autentycznymi żołnierzami, wzięła na warsztat prawdopodobnie własne wspomnienia, i zrobiła książkę o prawdziwych ludziach na prawdziwej wojnie. Nie mam pojęcia jaka jest prawdziwa wojna, i jacy na niej są ci prawdziwi ludzie, ale przypuszczam że coś bliskiego do treści "Pól Aspho". Fantastyczna planeta i batalia hiumankajndu z uzbrojonymi w broń palną mieszkańcami Mordoru to tylko pretekst by pokazać syf i bezsens wszelakich działań zbrojnych. Bezsens ofiar z ludzi i całego cierpienia. Pokazać że wyzwaniem jest pozostać człowiekiem w tak dehumanizujących warunkach. W dodatku udało się uniknąć taniego emo. Ta książka mogła by się równie dobrze rozgrywać w Iraku czy Afganistanie. To nie ważne. Chodzi o to, że My stoimy po słusznej stronie, Wróg jest potworem, ale cele dla których wszyscy robimy to co robimy, i My i Oni, są zupełnie z dupy.  Znajomość Fenixa i spółki do odebrania intencji autorki jest zupełnie zbędna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koneserzy literatury z wyższej półki nie znajdą tu raczej dużo dla siebie. Fani GoW dla odmiany i owszem. Jest tło popieprzonej relacji Marcusa z ojcem, historia rodziny Santiago oraz smutne losy brata Dominica, nieco litościwego spojrzenia na Bairda, czy bardziej wrażliwa strona Cole'a. Znani bohaterowie są tu mniej komiksowy, mniej hm... papierowi. Bardziej wielowymiarowi. Żal mi tylko że autorka totalnie nie wyczuła Cole'a, postaci którą uwielbiam za ogólną odpałową ekspresyjność. Może w książce to ciężej oddać, a może spłaszczono go do bycia dobrotliwym wielkoludem. Jak nie słyszę głosu aktora który podkłada pod niego głos, to nie czuję tej postaci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc - literaccy onaniści, olejcie to. Fanatycy GoW od strony multi - też to olejcie. Jak kto lubi tych bohaterów i chce się o nich więcej dowiedzieć w konwencji opowieści o ważnej misji specoddziałów (nie ważne czy CoG, czy Navy Seals), to będzie to dla niego sensowne pół tysiąca stron. Jak wyjdą u nas kolejne książki ze świata (o ile...) to pewnie też sięgnę, podobnie jak po komiksy, bo tu potencjał licencji na pewno nie został zmarnowany.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-2484749109450752955?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/2484749109450752955/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=2484749109450752955' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2484749109450752955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2484749109450752955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2012/01/gears-of-war-pola-aspho.html' title='Gears of War: Pola Aspho'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2190154926778661662</id><published>2012-01-07T00:55:00.036+01:00</published><updated>2012-01-07T01:49:53.588+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Szerlok: Reaktywacja</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nie, to nie jest reaktywacja bloga. Jak coś zdechnie, to lepiej pochować, niech nie śmierdzi. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po prostu w dobry sposób spędziłem dziś 2 godziny życia, i chcę się podzielić dobrem. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt; &lt;span style="font-family:arial;"&gt;No dobra, to RACZEJ nie jest reaktywacja.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family:arial;"&gt;Chyba przypomnialem sobie jak fajnie sobie coś od czapy popisać, moze mi wróci...&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;No doooobra, asekuruję się, co by kolega Godai nie ścignął mnie że miałem robić podcasty, starczyło mi ikry na bodajże 2, a teraz sobie jakby nigdy nic bloguję... &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Poza tym narzeczona poszła się kompać, więc mam 5 minut na wklepanie 6ciu akapitsów. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;end-of-offtopic. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 277px;" src="http://esensja.pl/obrazki/artysci/65897_robert-downey-jr-200.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;strong&gt;Sherlock Holmes: Gra Cieni&lt;/strong&gt; - nie pamiętam kiedy ostatnio tak czekałem na jakiś film, i kiedy jednocześnie moje oczekiwania i nadzieje zostały spełnione. Dlatego nie czytam zapowiedzi, nie oglądam trailerów, nie śledze przymiarek do kontynuacji. Nie lubię sobie dawać wkręcić hajpa, bo potem idę do kina, i zaliczam zwykle zawód. Bez ustawiania poprzeczki dla odmiany zawsze wygrywam. Bo jak jest poprzeczka, to trzeba ją przeskoczyć, co zwykle nie wychodzi, i potem jest smuteczek. No więc - nie tą razą. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Guy Ritchie zrobił film zgodnie ze znaną maksymą 'jak coś działa, to przy tym nie gmeraj, bo to spierdolisz'. A więc są znane elementy, ale jest parę bonusów, które nie psując zanadto szablonu jedynki dodają nieco zabawy. Ale po kolei. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Co powraca? Powraca galopada, przygody, mordobicia, zwroty akcji, znani bohaterowie i zagadki. Efekty są dobre, walki mają fajne choreografie, a gra toczy się znowu o wysoką stawkę, nawet wyższą. Powraca też Bond. Wróć. Powraca też Holmes. Jak zwykle arogancki, erudycyjny i sprawny fizycznie. Cholera, dlaczego ja wcześniej nie zauważyłem że Downey, markując brytyjski akcent, brzmi jak William Shatner? W każym razie - jest to co było, więc jak ktoś lubi jedynkę, to nie będzie zawodu. No ale wiadomo - powtórka z rozrywki to za mało, by spełnić oczekiwania. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Więc co nowego? Sporo rzeczy, nad niektórymi nieco ubolewam. W końcu pojawia się Moriarty, godny przeciwnik Sherlocka. Pojawia sie też brat Holmesa, grany przez jak zwykle świetnego w byciu sobią Stephena Frya. Podziwiam gościa za lubą konsekwencję, jaką okazuje w graniu gejów. Fabuła wychodzi też poza opłotki Londynu, rozpełzając się po różnych kawałkach zachodniej Europy. Akurat tego mi nieco szkoda, Londek był równoprawnym z Bondem... eee z Holmesem bohaterem jedynki. Tu go troszkę brak, ale za to z podróżami film nabrał spektakularności. I tu drugi minus. Więcej pościgów, galopady, jeszcze mniej analizy i dedukcji, na które brak czasu, i które są nieco zbędne, skoro od początku znamy antagonistę i część jego niecnych knowań, potem do końca filmu akcja, a w kulminacji związanie nitek (CZERWONEJ, de facto!!!) pajęczyny. W efekcie to nie film o największym (po Batmanie, oczywiście) dedektywie wszefczasuf, a taki retro Indiana Jones. I bawi, i szkoda. Ale to takie pierniczenie dziada, bo bawiłem się świetnie. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Co jeszcze bawi? Omylność Holmesa, któremu zdaża się tym razem w swoim przeroście ego niedocenić to możliwości sprzymierzeńców, to intelektu wroga. Wprowadza to pewnym scenom więcej nieprzewidywalności. Crossdressersko-kryptogejska scena w pociągu. Może przaśna, ale zabawna. Fachowy finał. Jeden z fajniejszych z blokbasterów ostatnich latach. Trucie psa. To się chyba nigdy nie zestarzeje. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;No i jeszcze jedno. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Scena w lesie. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Prawdopodobnie najlepsza scena 3D, jaką widziałem. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Dlaczego, pytam się, kurwa: DLACZEGO W NASZYM ZAPYZIAŁYM KRAJU TEN FILM POKAZUJE SIĘ W 2D??? Różnej maści gówna, pierdoły dla dzieciarni, popularne superbohaterskie papki, to tak, i do obrzygu, a jak w końcu trafia się film który fajnie eksponuje przestrzenność (poza lasem np. scena z wodospadem, ze spadającymi drobinkami wody, parę innych), to się go daje bez trójwymiaru? A jak najdzie mnie ochota obejrzeć szitowatą i durną Zieloną Latarnię to muszę się męczyć z niewygodnymi (a dla okularnika którym jestem do kwadratu) brylami do 3D??? &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt; &lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://memegenerator.net/cache/instances/400x/12/12646/12949883.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Co nie zmienia faktu, że pomimo ograniczenia roli Londynu, przerostu akcji nad kryminalnością fabuły czy oszczędzenia nam trzeciego wymiaru (którym normalnie rzygam, ale tu mi szczerze szkoda), jest to świetne kino rozrywkowe, ze świetną obsadą, fajnym humorkiem, dobrymi sekwencjami akcji i kapitalnie (po riczowemu) zmontowanymi rozkminkami Bonda. Szerloka. Szerbonda. Łareeeeeeeeewa. Kto zamierza poczekać na dobry rip w torentach, zamiast pójść na toto do kina, temu jestem gotów sypnąć solą w oczy. Małą ilością. Ale jednak.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;No, to starczy blogowania na ten rok. BTW, czy ja pisałem już o "Przygodach młodego Sherlocka Holmesa"..?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pod skryptem: ej, Downey naprawdę mówi jak William Shatner...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-2190154926778661662?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/2190154926778661662/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=2190154926778661662' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2190154926778661662'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2190154926778661662'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2012/01/szerlok-reaktywacja.html' title='Szerlok: Reaktywacja'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2821134503854266099</id><published>2010-08-31T13:00:00.002+02:00</published><updated>2010-08-31T13:13:36.654+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>SALT</title><content type='html'>Na początek czerstwy żarcik.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Jaka jest różnica pomiędzy pomidorem a polką?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Pomidora się soli.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;A polkę się tańczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.film.gildia.pl/_n_/film/filmy/salt/poster-200.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 288px" alt="" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/film/filmy/salt/poster-200.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Koniec żarcików, wracam do tematu. "Salt" to spieprzony film i basta. Miał być Bourne w spódnicy, i niby jest. Akcja jednak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;ślamazarniejsza&lt;/span&gt;, brak tej dynamiki, brak tak sprawie zrealizowanych scen akcji. Brak fabularnej konsekwencji i spójności. Miał być realizm, jak w Bournie albo nowych Bondach. No i niby na początku jest, ale potem gdzieś ginie po drodze, pod natłokiem bzdur i mało racjonalnego działania szpiegów i agentów (motywacje ruskich, cel ruskich, sposób osiągnięcia celu - przecież to się kupy nie trzyma!!!). Przegięte sceny akcji idące w stronę "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Matrixa&lt;/span&gt;" czy "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Wanted&lt;/span&gt;" też w utrzymaniu realizmu nie pomagają (szyb windy made my &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;day&lt;/span&gt;). Miała być &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;postzimnowojenna&lt;/span&gt; paranoja, no i niby jest. Naiwność fabułki , o ile jest rodem z Bondów z Connerym, nie została jednak okraszona ani trochę &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;przymróżeniem&lt;/span&gt; oka. Głupotę i naiwność mogę wybaczyć. Nie mogę wybaczyć jednak że to wszystko, przy całej swojej głupocie, jest tak zupełnie na poważnie i udaje że jest &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;realistyczne&lt;/span&gt;. Nie jest. Pomysły z zabójstwem prezydenta są passe, ponownie jak intrygi mające wywołać III wojnę światową, a &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;przynajmniej&lt;/span&gt; te na takim poziomie. Litości.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;Paradoksalnie&lt;/span&gt; nie zaczyna się źle. Przekazanie jeńców od razu przypomniało mi "Die &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;Another&lt;/span&gt; Day", monolog w trakcie przesłuchania - ze swoimi wszystkimi wstawkami &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;dokumentalnymi&lt;/span&gt;, spiskowymi odwołaniami do historii i koncepcją super-szpiegów - jest zrobiony w konwencji &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;cut&lt;/span&gt;-scenek z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;MGSów&lt;/span&gt;, scenka w windzie to mrugnięcie okiem do fanów starych Bondów, a sama podkładka pod fabułę - rosyjscy szpiedzy 'uśpieni' w amerykańskim &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;społeczeństwie&lt;/span&gt; - kapitalnie zgrywa się z aferą szpiegowską z przed dwóch miesięcy. Tylko że to potem się zupełnie rozłazi. Brak racjonalizmu. Brak logiki. Kulejąca psychologia i totalnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;abstrakcyjne&lt;/span&gt; metody (i motywy) działań służb specjalnych. Niezaskakujące twisty. No i głupi finał. Na tle całości Olbrychski, którego nie cierpię, wypada naprawdę świetnie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Przy całej mojej niechęci do nowych &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Bondó&lt;/span&gt; wolę jednak "Cassino &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;Royale&lt;/span&gt;". Może to nie Bond, ale bo &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;przynajmniej&lt;/span&gt; dobry film. W &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;przeciwieństwie&lt;/span&gt; do głupiutkiego "Salt".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-2821134503854266099?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/2821134503854266099/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=2821134503854266099' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2821134503854266099'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2821134503854266099'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/08/salt.html' title='SALT'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-4681604181840717541</id><published>2010-08-21T21:46:00.002+02:00</published><updated>2010-08-21T22:14:16.609+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Najtestoror... Najtaster... Najmęskszy film roku!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.film.gildia.pl/_n_/film/filmy/the_expendables/posters/03-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 306px;" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/film/filmy/the_expendables/posters/03-200.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Cieszy mnie, że w dobie "Monologów waginy", Dni Cipki, komiksu kobiecego i ekspansji metroseksualnych osobników którzy to nie mieszczą się już w taryfach, i zaludniają metro i autobusy, nie zapomina się do końca o facetach. Mało tego. Robi coś specjalnie dla schlebienia im patriarchalnie wypaczonym gustom. Może chodzi o to, że "Niezniszczalni" mocno osadzeni są korzeniami w latach 80-tych, kiedy to faceci nie byli bardziej wystylizowani niż ich laski, a kobiety mogły lubić gotować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stallone nie musiał odrabiać pracy domowej. On wie jak się robi kino akcji, przerabiał to tyle razy, aż mu swego czasu żyłka pękła, i o mało nie wykitował. Nie ma ambicji politycznych. Nie bluzga przy policji na Naród Mojżeszowy (najlepszy patent na hollywoodzkie samobójstwo). Nie ma też ochoty osiąść na laurach, grywać epizody to tu to tam, czy rozkręcić własnego serialu. Tak jak w nowym Rockym - nie poddaje się, przypomina za co go lubiliśmy, i pokazuje że można się starzeć nie tylko z godnością, ale i z młodzieńczą energią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomysł na film jest prosty, ale tak genialny, że walnął mnie w czoło już na etapie przymiarek do produkcji. Zebrać best action heroes of the 80's, dodać paru młodziaków, wziąć na warsztat fabułę dającą sporo pretekstów do czegokolwiek, i zabawić się jak za dawnych lat. Więc jest Stallone, Rourke, Lundgren, w epizodzikach Willis i Szfarceneger. Z młodziaków fikają Statham i Jet Li, we swoim pierwszym wspólnym filmie który nie daje dupy. Jako evil mastermind najlepszy z najlepszych w byciu złymi po tym jak mu się kariera wykopyrtnęła i musi grać w ciekawostkach pokroju "Dead or Alive", czyli Eric Roberts. Do kompletu dwóch wrestlingowców, którzy oczywiście będą musieli stoczyć ze sobą figta. I jakiś Murzyn. Bo tak widać było trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła - jakaś jest. Bananowa republika ameryki łacińskiej, brodaty dyktator przewodzący klasycznej wojskowej juncie, coś z narkotykami i rewolucją, a w to wszystko są wplątani tytułowi najemnicy. Więcej nie trzeba. Kolejne 100 minut to zapchane testosteronem kino akcji w starym stylu. Dzieje się dużo. Biją. Strzelają. Tną. Pościgi są, i parę fajnych wybuchów, z czego jeden naprawdę piękny. Poza tym chodzi o zasady, honor, i piękne kobiety. Mięśniaki walczące naiwnie w imię wartości to coś co już wyszło z mody, ale może wróci jeszcze na to moda. To naprawdę przyjemnie się ogląda. Akcja prawie cały czas, jest brutalnie (pierwszy korpus strącony z nóg w bodajże trzeciej minucie), dialogi są cheesy, ale bywają naprawdę zabawne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytanie - czy warto? Osobom których w latach 80-tych nie ruszało kino akcji (albo się nie załapały) chyba odradzam. To nie dla nich. Stallone ładnie i z autodystanem kłania się swoim fanom, którzy pamiętają go z czasów jak jeszcze nie wstydził się obnażać umięśnioną klatę. Latka minęły. Kino poszło w stronę 3D i niebieskich stworków z komputera. Polityczna poprawność to norma. Nadmierna brutalność to gwarancja umiarkowanych zysków. Natomiast Stallone po świetnych nowych odsłonach Rocky'ego i Rambo zrobił konsekwentnie to, na czym się zna najlepiej. I ja się ubawiłem, bijąc w kinie brawo, krzycząc 'yeah' i wymachując zwiniętą pięścią jak małolat. Bo tu chodzi o nostalgię. I jak kogoś to ma prawo ruszyć, to niech idzie koniecznie do kina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod skryptem: Co Jest Grane dało dwie gwiazdki. Ktoś potrzebuje większej rekomendacji?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod skryptem 2: miałem zamiast normalnego wpisu machnąć wpis najlepszych wg mnie scen, ale sobie daruję, co by nie psuć Wam zabawy. Zwróćcie jednak uwagę na wejście Murzyna do korytarza w czasie finałowej napieprzanki. Właśnie dla TAKICH scen kręcono ten film. Czekam na kontynuację, oby Van Damme, Seagal i Snipes się tym razem załapali.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-4681604181840717541?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/4681604181840717541/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=4681604181840717541' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/4681604181840717541'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/4681604181840717541'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/08/najtestoror-najtaster-najmeskszy-film.html' title='Najtestoror... Najtaster... Najmęskszy film roku!'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2603836616630539856</id><published>2010-08-10T01:40:00.014+02:00</published><updated>2010-08-10T12:37:09.982+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Komiksy to nie tylko komiksy</title><content type='html'>Tytuł wpisu dzisiejszego ma być jednocześnie tyle prowokacją do intelektualnej rozkminy, co czystą głupotą. Drwiną taką. Faktem jednak jest że ma związek z treścią wpisu, a ja po prostu w tani sposób domagam się atencji. Bo rzadko piszę. Ale po kolei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejszego wpisu prowokatorem jest formacja&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Fear Factory&lt;/span&gt;, na której koncert trafiłem byłem właśnie z kolegą. Osoby co kapeli nie znają albo nie lubią - zapraszam dwa akapity dalej, gdzie rozwinę dlaczego komiks to nie tylko komiks. Dla reszty - parę zdań o występie. Po pierwsze - Prorgesja, tak jak była, tak samo jest i będzie dennym klubem. Nie dość że w miejscu gdzie psy dupami szczekają, to w dodatku małe toto, duszne, nieprzewiewne, i jakoś tak umiarkowanie przyjacielskie dla akustyków. Support był. Jakiś tam. Piwo też. Średnie. Po czym dym, i wyszły gwiazdy. Śmieszne losy są tej kapeli. "Demanufacture" to jeden z moich (obok "Roots" &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sepy&lt;/span&gt;, "Ill communication" &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;BBoysów&lt;/span&gt;, czy drugich &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Deftonsów&lt;/span&gt;) ulubionych albumów ogólniaka, i dalej go lubię. Wokal Bella, na przemian warczącego jak dzika świnia i wchodzącego na rzadko uczęszczane przez współczesnych metalowców rejestry, chirurgicznie masakrujące riffy Cazaresa i miażdżąca cyce sekcja rytmiczna. Moc. Potem FF grało jakoś tak mniej dla mnie, potem sie im pojebało i wyjebali Cazaresa, potem się pomieszało lepiej - Cazares wrócił, ale poleciała sekcja rytmiczna. I nagrali coś nowego, i przyjechali na warszawskie zadupie. Czekam na reunion w lepszym lokalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ale OK, koncert. Defowo-blekowa niemal rzeźnia, na przemian z kawałkami które przypomniały mi o co Cazares miał beefa z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kornem&lt;/span&gt;. Beef był o brzmienie. Coś było na rzeczy, acz nie wiem kto komu je zajumał. Ogólnie zabawnie - basista miał na gitarze 6 strun, Cazares natomiast z 8 albo i 10 (z Dżimim Pejdżem i tak nie wygrał), dopiero potem wrócił do swojego 7-strunowego Jebaneza. Nachrzanianie, mosz pod sceną, pot na plecach, ryki z paszcz, wilgoć w powietrzu i na ścianach. Polecieli głównie starszymi płytami, tylko 2 kawałki z ostatniej. Pół koncertu, problemy techniczne, kombek, przejazd po hitach z "Demanufacture". Track tytułowy, Self Bias Resistor, Zero Signal, Replica na dobicie. Chyba nawet w kolejności jak na albumie popłynęli. Była moc mocarna, acz mi Hunter-Killera zabrakło, a to IMO ich najlepszy utwór. Trudno. I tak mocno pieprznęli. Godzina-10 i poszli w dupę, a ja zostałem z pomysłem na wpis na blog(a).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A więc dlaczego komiksy to nie tylko komiksy, i co to ma do gwiazdy metalu sprzed 15 lat? Otóż chodzi o album "Demanufacture", jak wspomniałem jedną z moich ulubionych płytek z elo, a także IMO najlepsze co nagrali (po koncercie wnosząc - chyba mają podobne zdanie). A co konkretnie z płyty? Okładkę, autorstwa niejakiego Dave'a McKeana. Oprosz, wklejam:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGErO6uUWDI/AAAAAAAAAPU/_gBExgRexXI/s1600/feardem.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 319px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGErO6uUWDI/AAAAAAAAAPU/_gBExgRexXI/s320/feardem.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5503727754905147442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Okładkę tą lubię jeszcze z czasów, zanim wiedziałem co to "Arkham Asylum" i co McKean ma do "Sandmana". Aż sobie z wrażenia (co by poczuć się ogólniakowo i wogl) kupiłem tiszerta. Motyw graficzny kapitalnie koresponduje z cyberpunkową, Terminatorem nasyconą tematyką tekstów grupy. Acz to nie jedyna kooperacja. McKean stworzył też okładkę i wkładeczkę do "Obsolete", kolejnej płytki grupy, oprosz:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGErMCZVpbI/AAAAAAAAAPM/YnXxAbV-94M/s1600/fearobs.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 313px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGErMCZVpbI/AAAAAAAAAPM/YnXxAbV-94M/s320/fearobs.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5503727705425028530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak poszperać (i jak ktoś nie wi), to okazuje się że McKean w ogóle dużo okładek dla albumów projektował, nie tylko dla &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;FF&lt;/span&gt; (jakieś single, coś), ale w ogóle dla moich ulubionych kapel, czy też raczej do ulubionych niegdyś płyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kolei. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Machine Head&lt;/span&gt;, "Burn My Eyes", Dave w pełnej krasie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGEq5xRPEcI/AAAAAAAAAPE/vXM5HGl74sg/s1600/mhburn.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 319px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGEq5xRPEcI/AAAAAAAAAPE/vXM5HGl74sg/s320/mhburn.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5503727391589994946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Life Of Agony&lt;/span&gt;, "Soul Searching Sun", fajnie zestawione słońce z jajem sadzonym i okiem, czy co to w ogóle jest, zażynałem taśmę z tym albumem solidnie, nawet wpoiłem ją swojej przyszłej (tudzież obecnej, zależy od perspektywy) kobiecie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGEq20APulI/AAAAAAAAAO8/wgAxPb8U4a4/s1600/lifesou.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 318px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGEq20APulI/AAAAAAAAAO8/wgAxPb8U4a4/s320/lifesou.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5503727340784433746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No tak, mietalowce, a coś może subtelniejszego? Niech będzie album z miksami &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tori Amos&lt;/span&gt;:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGEqMDSHWpI/AAAAAAAAAOc/QONDwq5zXx0/s1600/amosgod.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 318px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGEqMDSHWpI/AAAAAAAAAOc/QONDwq5zXx0/s320/amosgod.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5503726606151539346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A może wykonawca w którego wkręciłem się już po ogólniaku? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Buckethead&lt;/span&gt;, "Monsters and Robots":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGEqvVqSgFI/AAAAAAAAAO0/C0H3fLRVzlA/s1600/bucketmon.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 317px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGEqvVqSgFI/AAAAAAAAAO0/C0H3fLRVzlA/s320/bucketmon.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5503727212380192850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie jest tego w pip. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Skinny Puppy&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Front Line Assembly&lt;/span&gt; (ze 20 okładek???), czy też rzeczy bardziej lajtowe i wkręcone w kulturę masową, jak na przykład OST z "Fortepianu", prosz:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGEqZhhGldI/AAAAAAAAAOk/fGPPFhvyWQc/s1600/piano.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 318px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGEqZhhGldI/AAAAAAAAAOk/fGPPFhvyWQc/s320/piano.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5503726837605766610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;OMG, znalazła się nawet okładka do albumu niejakiego Neila Gaimana. Ktoś wie co to za typ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGEqoeo1MFI/AAAAAAAAAOs/7EtiYCQx_pA/s1600/gaimanwar.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 289px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGEqoeo1MFI/AAAAAAAAAOs/7EtiYCQx_pA/s320/gaimanwar.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5503727094530912338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jest tego naprawdę dużo - the Misfits, Alice Cooper, Kreator i inni. Komiksowym zajawkowiczom polecam przejrzenie galerii makkinowych okładek samodzielnie i po kolei. Podobnie osoby po prostu zainteresowane przenikaniem się mediów, czy też współczesnymi ludźmi renesansu zachęcam do poszperania po stronie McKeana w dziale 'CD Covers', szukać &lt;a href="http://www.mckean-art.co.uk/"&gt;O TU&lt;/a&gt;! Mógłbym coś dodać od siebie, podsumowawczo, ale obraz wart jest tysiąc słów, mnie się tego tysiąca słów nie chce pisać, a grafiki McKeana bronią się same. Smacznego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-2603836616630539856?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/2603836616630539856/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=2603836616630539856' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2603836616630539856'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2603836616630539856'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/08/komiksy-to-nie-tylko-komiksy.html' title='Komiksy to nie tylko komiksy'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TGErO6uUWDI/AAAAAAAAAPU/_gBExgRexXI/s72-c/feardem.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-5093217572247146935</id><published>2010-07-31T16:35:00.015+02:00</published><updated>2010-07-31T16:48:51.128+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znak jakości'/><title type='text'>OMG. Znowu piszę o komiksach.</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.film.gildia.pl/_n_/komiks/komiksy/torpedo/2/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px" alt="" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/komiks/komiksy/torpedo/2/okladka-200.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Znowu piszę o komiksach, czego raczej nie praktykuję ostatnio. Tak jak i pisania na blogu wogóle. Powód będzie prozaiczny - wchłonąłem 2-gi tom Torpedo, i chcę wszystkim jeszcze raz tą serię polecić. Może ktoś przegapił, zawsze jest szansa nadrobić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cykl Abuli i Berneta to topowy noir, jednak zamiast wygadanego detektywa który zachowuje się jak degenerat ale ma złote serduszko, mamy gościa z drugiej strony barykady. Tytułowy Torpedo to mściwy gangster który równie chętnie wali z piąchy co sięga po pistolet. Nie ma dla niego zadania którego by się nie podjął. Nie ma kobiety która by się mu nie oparła - parę razów w twarz zwykle załatwia sprawę. Jedyna osoba wobec której jest lojalny to on sam. Słowem - Torpedo to skurwiel, bydlak i sadysta. No dobra, to trzy słowa, ale taki już urok tego bohatera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paradoskalnie czar serii polega w dużej mierze na negatywnym bohaterze, z perspektywy którego ogląda się Stany Zjednoczone doby Wielkiego Kryzysu. To bydlak, ale bystry i cwany. Wie ktoś jak na nasz język przetłumaczyć 'streetwise'? Bo koleś właśnie życie w półświatku ma opanowane do perfekcji. Może jest mało elokwentny i kaleczy język, nie zawsze jest lotny, to cham, ale biada temu kto nadepnie typowi na odcisk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Torpedo jako ciekawy negatywny bohater to bonus do lekkich, przyjemnie czytających się historyjek, poczucia humoru i kapitalnej kreski. Każdy fan Sin City powinien po to sięgnąć, bo u Millera w warstwie fabulaarnej zwykle mieliśy do czynienia zaledwie z pretekstami do zabawy formalnej, kompozycyjnej, kombinowania z kadrowaniem. Torpedo (tym razem komiks, nie bohater) pozbawiony jest tego postmodernistycznego szaleństwa, ale historyjki, zwykle 8-stronicowe, mają swój urok. Wciągają. Dodatkowo rządzi w tej serii kapitalna, klasyczna kreska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krótko na koniec: szczerze polecam. Torpedo to jedna z najlepszych serii wychodzących obecnie na naszym rynku (co potwierdzić może choćby nagroda zdobyta przezeń niegdyś w Angouleme). Zwyczajnie dobry rozrywkowy (acz nieobrażający inteligencji) komiks, po który sięgnąć warto, a jak lubi się te klilmaty to wręcz wypada. Jeszcze raz: szczerze polecam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-5093217572247146935?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/5093217572247146935/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=5093217572247146935' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5093217572247146935'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5093217572247146935'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/07/omg-znowu-pisze-o-komiksach.html' title='OMG. Znowu piszę o komiksach.'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-3241528760309472940</id><published>2010-07-28T14:53:00.004+02:00</published><updated>2010-07-28T15:17:24.966+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Midnight on a perfect show</title><content type='html'>Uwielbiam DJ Shadowa za jego pierwsze albumy. Entroducing to mistrzostwo, potem też było dobrze, Bombay the Hard Way na przykład ma urok nieziemski. Po czym przyszedł Outsider, i okazało się że po zajebistym intrze następują tłuste basy dla czarniawych miłośników baunsu wożących się podpimpowanymi brykami. Na koncert do Gdańska jechałem z mieszanymi uczuciami, zakładając trochę sennych bujaków przekładanych siermiężnym acz grubym bitem dla muzycznie wrażliwych inaczej. No i Shadow mnie zaskoczył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw beforek w Buffecie. Nie bywam w 3mieście często, ale to mój lokal #1. Bo jedyny fajny jaki znam. Jak nie gołe cyce na żywo, to trafia się na niewyżytego barmana który ma ciśnienie na mieszanie drinków. I miesza zajebiście. Różnorako. Bardzo smacznie, nie żałując tropical frutów. I liczy sobie za improwizowane niebo w gębie 10 dzika. Wielki szacuneczek, ja tam wrócę i będę wypatrywał tego pana. Ok, godzina 22 z hakiem, czyli do Shadowa godzinka z drugą połową haka, czas zalukać co się dzieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;OK, Centrum Stocznia Gdańska. Postindustrialna hala, jak zwykle dennie umiejscowiony VIP-sektor (gówno widać, pewnie średnio z za filarów też słychać, czasem dobrze nie być VIPem), za deckiem jakiś kolo w czapie miesza. Pomieszał, pomieszał, zero obciachu, ale i bez rewelacji. Na koniec pokrzyczał że DJ Shadow to zajebisty koleś, wytarł się ręcznikiem, i zanim zdążyłem powiedzieć 'no chyba nim nie rzuci w publikę...' zrobił dokładnie to. Chyba nie trafił w fanów, bo nikt się po mokrą szmatę nie rzucał. Może nie dojechali. Trudno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20 minut ciszy, techniczy regulujący wizuale. A zapowiadało się dziwnie. Telebim, a przed nim spora biała kula, średnicy ja wiem, 3-4 metrów? Z dwóch rzutników leciał obraz otulający kulę wizualem kontrolnym. A potem, ileś minut po północy Shadow po ciemku wlazł do kuli, i zaczęło się show. I z lekka oniemiałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spodziewałem się bujających czilałtów, przy których Shadow na żywo sobie poskreczuje. Że będzie znany materiał + trochę popisów. Nic z tych rzeczy. Pan Gwiazda postawił na niealbumowe miksy własnych utworów, jadąc w stronę skocznej elektroniki. Coś jakby w tych wszystkich winylowych antykwariatach dobrzegał się nagle do połowy lat 90tych, do Aphexa, Squarepushera, różnych szkół D'N'B. I było fajnie. I mocno. Były też kawałki szykowane na nową płytę, wypadające dużo lepiej niż przekrój Outsidera. Publika reagowała entuzjastycznie, kolo obk mnie był przez cały czas w ekstatycznym transie (nie, to nie były narkotyki, trzymał kontakt z rzeczywistością), a przy Organ Donnor wszyscy dostali pierdolca. Godzina dwadzieścia występu, Shadow podziękował za super przyjęcie w kraju w którym wcześniej nie grał, zlaz, aplauz, powrót, i kolejne ileś minut skakania przy połamanych bitach. Zero zachowawczości czy konserwatywnego podejścia do własnej twórczości. Six Days zaczęło się względnie normalnie tylko po to, by stać się kulkuminutowym przejazdem przez poszczególne gatunki drumów. Ach, zapomniał bym. Skreczowanie też było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddzielną kwestią były wizuale. Fajnie skrojone, przemieszane z widokiem z kamerki cyfrowej z wnętrza kuli, niezależne dla telebimu i dla tego baniaka w którym siedział Shadow. A patenty wykorzystania tego naprawdę były smaczne i zaskakujące, jak np. kula pokryta wizualizajcą kręcącej się metalowej kuli, w trakcie gdy w tle wirowały fabryczne robocie ramiona ze spawarką, ryjące po kuli, która opkrywa się jasnymi smugami, by w końcu pokryć się innym wzorem. Oczywiście Shadow nie siedział za parawanem cały czas, w trakcie odwrócono kulę, i ukazało się wycięcie z autorem zamieszania za deckami. Publika, podest, facio w kuli gurujący nad uchachanym tłumem. God is a DJ. DJ is a God.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koncert sponiewierał mnie wewnętrznie od pozytywnej energii przesuwającej się po gdyńskiej hali w obu kierunkach. Shadow zaskoczył innymi wersjami własnych kawałków i zacięciem do drumów, a jego wizualizacje to czyste mistrzostwo. Kto nie był, ten trąba. Powaga. Nie obyło się bez zgrzytów, jak np. nawalone drecholstwo rzucające na boki błędnym wzrokiem, któremu do Shadowa zachciało się pogować. Trzoda straszna. Podobnie fucki kieruję do bydła, które przesuwa się pod scenę mówiąc 'przepraszam, chcę tylko przejść', po czym na uprzejmość reaguje stanięciem centralnie na widoku. Bynajmniej nie cudzym. Bynajmniej nie dalej. Największe fucki natomiast dla PKP, które nie daje rady ani przy transporcie na północ, ani na południe kraju. I na Centralnej, i na Gdańsku Głównym działy się dantejskie sceny, i ludzie cieszyli się że udało im się wcisnąć i jadą na stojaka. Pomijam co działo się na dalszych stacjach. Może to taktyka, mająca zachęcić ludzi do kupowania droższych biletów z opłaconą miejscówką. Jak tak, to ja od następnej wycieczki wybieram LOT. Gońcie się, Koleje Mazowieckie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec coś, cośta przegapili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="81" width="100%"&gt; &lt;param name="movie" value="http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fsoundcloud.com%2Fkrispeac%2Fdj-shadow-live-2010-07-24-gdansk-excerpt"&gt;&lt;/param&gt; &lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt; &lt;embed allowscriptaccess="always" height="81" src="http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fsoundcloud.com%2Fkrispeac%2Fdj-shadow-live-2010-07-24-gdansk-excerpt" type="application/x-shockwave-flash" width="100%"&gt;&lt;/embed&gt; &lt;/object&gt;  &lt;span&gt;&lt;a href="http://soundcloud.com/krispeac/dj-shadow-live-2010-07-24-gdansk-excerpt"&gt;DJ Shadow (live 2010-07-24) @ Gdańsk [excerpt]&lt;/a&gt; by &lt;a href="http://soundcloud.com/krispeac"&gt;krispeac&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dajcie zać czy wklejka dziala, bo na kompie na którym siedzę i tak nic nie widać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-3241528760309472940?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/3241528760309472940/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=3241528760309472940' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3241528760309472940'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3241528760309472940'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/07/midnight-on-perfect-show.html' title='Midnight on a perfect show'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-7652927908900682636</id><published>2010-07-09T12:33:00.015+02:00</published><updated>2010-09-04T22:21:36.851+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znak jakości'/><title type='text'>No dobra, nie jest ze mną aż tak źle.</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.film.gildia.pl/_n_/komiks/komiksy/niedoskonalosci/1/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px 10px 10px 0px; float: left; width: 200px; height: 285px;" alt="" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/komiks/komiksy/niedoskonalosci/1/okladka-200.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Jednak jest dla mnie jakaś nadzieja. Nie mam alergii na wydawnictwa Kultury Gniewu. Prawdopodobnie nawet nie jestem aż tak stary jak się czuję. Po prostu pierwsze trzy pozycje z ostatniej serii mi nie podeszły (albo mam alergię na rodzime płody). Bez większych oczekiwań sięgnąłem po &lt;strong&gt;Niedoskonałości&lt;/strong&gt;, oczekując kolejnego &lt;strong&gt;Ghost Worlda&lt;/strong&gt; (na hipsterskie pitolenie jestem prawie tak wrażliwy jak na szczurzą filozofię), a tu niespodzianka. Późną nocką chciałem wessać jeden rozdział, po chwili okazało się że jestem w połowie, a chwilę później byłem po lekturze. I podeszło, choć nie lubię obyczajówek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Tomine w lekki, bezpretensjonalny i autentyczny sposób opowiada o ludzkich uczuciach, niezrozumieniu, rozpadzie związków, tworzeniu się innych, tożsamości etnicznej, seksualnej, problemach z pracą - czyli po prostu o życiu. Bez moralizatorstwa, bez nadymania się, za to z wyczuciem i kapitalnym zmysłem obserwacji ludzkich zachowań. Może nie jestem azjatą z fiksacją na punkcie samic rasy kaukaskiej, czekającym na przerwę w związku żeby sobie pofikać, ale trudno mi było się nie identyfikować z Benem. W końcu też jestem marudnym fiutem. Też przechodziłem takie zwykłe rozmowy z wybranką serca kończące się bezsensowną kłótnią o pierdoły. Też rozumiem obawę przed zmianami, i konsekwentną próbę wyprowadzania na prostą związku skazanego na smutny finał. Jak każdy. Życie. Po prostu.&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedoskonałości&lt;/strong&gt; nie uczyniły mego życia lepszym. Nie przeżyłem katharsis. Nie powaliły mnie. Ale to kawał dobrej komiksowej roboty, ciekawa (choć tak zwykła) opowieść, dobrze opowiedziana i kapitalnie narysowana czyściutką i precyzyjną krechą. Ta opowieść w jakiś sposób do mnie przemówiła na poziomie osobistym, i mam wrażenie (między wierszami) że może jej trochę nie doceniam, ale na pewno do niej i tak wrócę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja polecać. Znak jakości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TDciqWWtYOI/AAAAAAAAAOM/ma-6t15Jb_A/s1600/Dobre_kolor.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 198px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TDciqWWtYOI/AAAAAAAAAOM/ma-6t15Jb_A/s200/Dobre_kolor.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5491896381552287970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pod skryptem, bo zapomniałem: dodatkowy punkt za parę kadrów z laską w krawacie. Taki widok zawsze robi mi dobrze bez względu na formę i okoliczności&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-7652927908900682636?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/7652927908900682636/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=7652927908900682636' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/7652927908900682636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/7652927908900682636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/07/no-dobra-nie-jest-ze-mna-az-tak-zle.html' title='No dobra, nie jest ze mną aż tak źle.'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/TDciqWWtYOI/AAAAAAAAAOM/ma-6t15Jb_A/s72-c/Dobre_kolor.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-3020173747035501787</id><published>2010-07-07T17:03:00.015+02:00</published><updated>2010-07-07T17:21:25.605+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><title type='text'>Jestem stary i zblazowany. Coraz bardziej.</title><content type='html'>I coraz mniej jarają mnie polskie komiksy widać. Tylko jęczę i utyskuję. Rzadko się jaram. Jęczę że to nie to co kiedyś, że Miller, że Thorgale i takie tam. Można mnie w gablotce postawić i się ze mnie śmiać. Co nie zmienia faktu że wziąłem na warsztat polskie premiery Kultury Gniewu. Wessałem. Strafiłem. I nic. Nie czuję się ani trochę wewnętrznie bogatszy, tylko czuję że mi czasu nieco uciekło. Inni się jarają mniej lub bardziej. A ja jęcze. Oto dlaczego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kapitan Sheer&lt;/strong&gt; - jakoś nigdy nie przepadałem za tym cyklem. Jednoplanszowy format powodował że zanim dostroiłem się do fal mózgowych szczutów nie mówiących nic, choć mówią o wszystkim, plansza się kończyła. Cóż ma mi do zaoferowania pełen tomik? To samo, tylko że przez parędziesiąt stron. W pełni zgadzam się z recenzją &lt;a href="http://komiksomania.pl/publicystyka/dojrzewajaca-szczurza-filozofia.html"&gt;Pstrąga z Komiksomanii &lt;/a&gt;- zamiast intelektualnych głębi są mielizny. Od siebie dodam tylko nadętą parabolę, że z treścią rozważań szczurków jest jak z tym czym zajmują się w trakcie komiksu, czyli z podróżą morską. Ślizgają się po wierzchu. I podobnie mam wrażenie prześlizgnęli się Kolec z Robem. Zrobienie planszy na wzór pomieszanych puzzli nie jest jakoś dla mnie niczym więcej jak grą formalną która ze sobą wiele nie niesie. Podobnie plansza z labiryntem. Z co drugiej strony zawiewa pretensjonalnością, na przemian z licealnym emo (serce mam puste, i nikt już się szczerze nie uśmiecha, ach, gdzież są moje żyletki?). Szacun dla Kolca za kresję, bo gość ma w łapie petardę, jak poćwiczy skilla to petarda urośnie do rozmiaru dynamitu. No i drugi szacun za galerię. Dla galerników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Siedem tygodni&lt;/strong&gt; - podobnie jak poprzednio, ale zamiast metaforycznych szczurów które uosabiają zamęczonego współczesnego człowieka (lol) mamy po prostu umęczonego człowieczka. Który boryka się z rodziną, pracą, kolegami, psychoterapeutą, samym sobą. Znowu takie z lekka emo, momentami pretensjonalne, tylko że tematy jakby bliższe rzeczywistości, jak i doświadczenie życiowe dotyczące samoudręczenia wykraczające poza to jakie można nabyć w ogólniaku. Całość jednak jakaś taka... KRLowa. Ale bez tego pazura. Strona 50-ta to Kaerelek w czystej postaci, ale z gorszą płentą. Ponownie - szacun za rysunek, jakoś mi tak trondheimowym &lt;strong&gt;Alieenem&lt;/strong&gt; podśmiardujący.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wartości rodzinne #4&lt;/strong&gt; - czyli Śledź w końcu dociągnął do końca swoich Simpsonów. Chciał taką serię spłodzić, to mu się udało, acz jakoś do mnie nie trafiła. Wolę &lt;strong&gt;Osiedle&lt;/strong&gt;, wolę &lt;strong&gt;Na szybko spisane&lt;/strong&gt;, a to mi jakoś nie ten. No hm. No nie robiło bardzo. I finał mi tak też jeszcze mniej robi, bo zdążyłem zapomnieć o co cho. Śledź to klasa, poniżej poziomu pewnego nie schodzi, ale zdaża mu się wchodzić na dużo wyższy niż tu. Swoją drogą czwarty zeszyt to najmocniejszy akcent całej serii - czarno-białe dynamiczne kadry catfighta z finału. Ta konwencja robi mi dobrze. Łudzę się nadzieją że Śledziowi kiedyś się zachce, i wydusi w końcu &lt;strong&gt;Parisha&lt;/strong&gt;. To by mnie jarało dużo bardziej niż pseudostereotypowa rodzinna i Pan Dżej. A - drugi mocny akcent to plakat-zapowiedź spinoffa  Tucholskiego Patrolu. Liczę na to że kiedyś coś z tego wyniknie, bo trzecioplanowe leśne głupki były dla mnie najmocniejszym akcentem serii. Zabawniejszym niż pseudostereotypowa rodzina. Ciekawszym niż Pan J.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem stary. Spływam żółcią. Jęczę i utyskuję. Marudzę. Nic mi się nie podoba. Obiecuję w następnym wpisie ponarzekać na paradę gejów, lesbijek i feministek (heteroseksualnych, oczywiście).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-3020173747035501787?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/3020173747035501787/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=3020173747035501787' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3020173747035501787'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3020173747035501787'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/07/jestem-stary-i-zblazowany-coraz.html' title='Jestem stary i zblazowany. Coraz bardziej.'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-1123491939953944954</id><published>2010-06-17T14:25:00.004+02:00</published><updated>2010-06-18T00:39:54.966+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Hałas nastanie gdy Czwórka się zjednoczy</title><content type='html'>Mam za sobą muzyczne wydarzenie roku, a może i kurde całego życia, więc rozniesie mnie jeśli się nie podzielę refleksjami. Różnymi. Ponad miesiąc znowu milczałem i nawet mi się lansować nie chciało, więc tym razem sobie poużywam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Thrash metal to taki gatunek, którym już się nie jaram. Choćby dlatego, że wyrosłem. Dlatego też, że obecnie od łojenia na gitarze wolę mniej lub bardziej agresywną elektronikę. Pewnie też dlatego, że legendy thrashu sprzed lat niewiele mają już dziś wspólnego z tym, kim były kiedyś. Może i Metallica jest popularniejsza niż ever. Ale to już inne czasy, inna muzyka i inny zespół. Co nie zmienia faktu że. W ogólniaku się słuchało, oglądało teledyski w Headbangers Ball, trząsło się łbem razem z Beavisem i Butt-Headem. W środę na bemowskim lotnisku mnie zabraknąć nie mogło. W końcu to Wielka Czwórka, na Swaroga!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atmosfera festiwalu rozlała się w sumie po całej Wawie, nagle pełnej niedomytej i długowłosej szarańczy. W tramwaju był tak czarno, że aż prawie ciemno. Przy okazji przypomniałem sobie dlaczego nie trzymam z metalami. Rozbuchane, acz mało celne poczucie humoru, reagowanie hihotem na hasła 'Feel' i 'Britney Spears', czy porykiwanie hejsokołów ku uciesze gawiedzi i postrachowi Dobrych Katolików. Notmysortoffun.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na Bemowie atmosfera festiwalu nie tylko się rozlewała, ale i wręcz rozpełzała po czym się dało. Na własne oczy widziałem zastępy barbarzyńców, którzy przybyli do Polski napić się taniego piwa, splądrować stolicę, a potem uprowadzić gwiazdy wieczoru hen hen, w skandynawskie (czy insze) mrozy. Na szczęście piwo było tańsze niż się spodziewali i dla wielu z nich impreza zakończyła się na punkcie pierwszym programu. Widok kiwającego się z puchą w ręku młodzieńca krwawiącego powoli spomiędzy włosów nie był tam na miejscu czymś wyrwanym z kontekstu. Koledzy moi co zajechali na spęd trzody (połączony z celebracją dla tru-traszowców) nieco później, relacjonowali mi że widok zarzyganych kolesi śpiących na trawie przed bramkami wejściowymi nie był ewenementem. Melanż życia. Bilet za te 200 czy 400 dzika, przejazd do Polski za kolejne ileś tam, spożycie czego się dało, i sen sprawiedliwego na bemowskiej trawie. To się nazywa 'dobrze bawić'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mniejsza z mniejszością. Prawdziwych fanów też dopisało, i lotnisko konsekwentnie zapełniało się czarnymi zastępami. A potem zaczęło się show.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Behemoth - jak to Behemoth. Wszedł, rzygnął złem, ponapieprzał i zlazł. Nergal pokrzyczał, ale Dody pokazać nie chciał. Za to fucka o ile pamiętam i owszem. Jako 'Gość Specjalny' (kurtuazyjny ekwiwalent dla 'supportu') zagrali krótko i bez fajerwerków. To nie ich impreza w końcu. Jak mają własne show to dają lepiej, a i szatanowa publika też skuteczniej dostaje szajby. No ale ponapieprzali i zeszli. Swoją drogą oglądanie Behemotha live przy oślepiającym słońcu było dość groteskowym doświadczeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszedłem na browar. Zanim go wpiłem znowu ze sceny rozległ się huk. Szybko go w siebie wlałem, popędziłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Anthrax&lt;/span&gt; - nie wiedziałem, że na tej trasie będą z Belladonną :D Słysząc jak pieje, od razu na pysku wyrósł mi banan. Trochę mam polewkę z klimatów power i heavy metalowych, ale na koncertach to się sprawdza. Tu taka dygresja. Scott Ian (wyglądający obecnie jak CD Jack bez wącholi) w jakimś starym wywiadzie dla MTV (jak jeszcze grali nie tylko muzykę, ale nawet metal, czyli naprawdę stare dzieje) mówił, że w okresie współpracy z tym panem cały niemal zespół miał problemy z LSD. W ich przypadku był to skrót od Lead Singer Disease. Poradzili sobie wywalając typa. Zrobili reunite, i było w pytę. Stare kawałki, parę coverów, kapela widać że przeszła bez szwanku przez epokę grunge i daje radę (gacie 3/4, włóczkowa czapa itd), tymczasem Belladonna pozostał w latach 80-tych. Długie włosy, spodnie-rurki, ćwiekowany pas za który wpuszczony jest t-shirt. I pieje. I biega po scenie, skacze, miota się, macha kijkiem na kórym ma zainstalowany mikrofon. Dobrze że tour Big4 zaczął się w Wawie, bo jeszcze 2 takie koncerty i mu dysk wypadnie, biodro siądzie, w tym wieku nie ma żartów. A tak to miałem go okazję zobaczyć jeszcze na chodzie. Nie ważne. Anthrax zabił mnie starym wokalistą, jego scenicznymi popisami (przez chwilę biegał po scenie w indiańskim pióropuszu na przykład), jego kontaktem z publiką i ogarnięciem materiału (a przecież tych kawałków z Anthraxem nie grał od prawie 20 lat!!!), oraz energią. Facet cały czas się cieszył, machał rękami, pozdrawiał, widać było że bawi się jak dziecko śpiewając stare kawałki. Dla publiki. Z Anthraxem. Fajnym momentem było wykonanie "Only", kiedy to typ oświadczył że premierowo publicznie zaśpiewa kawałek Antraxów z okresu gdy nie był wokalistą. I dał radę. Trochę mniej piania, więcej chropowatości w głosie, i było gut. A na koniec wykonali "I am the law", i dla mnie to był szczytowy moment imprezy. Potem mi opadł, i już tylko momentami drygał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to piwo. OMG. Ogródek Carlsberga (niepoważna korporacja, oni nie wiedzą ile metale piją piwa???) zamknięty dla zwiedzających na kolejny kwadrans, ruch tylko out, nikt nie wchodzi dopóki się nie zluzuje. Cóż. Anthrax grał wcześnie, poza tym miał chyba najmniejszy odsetek fanów wśród publiki. Kto przyszedł o tej porze to lazł na piwo, i zapchał ogródek. To ja do dalej od sceny położonego, większego. A tam kolejka na pół godziny stania. To ja w stronę sceny, i w sam raz załapałem się na początek koncertu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Megadeth&lt;/span&gt; - Mustaine z ekipą zagrali większość swoich hitów z czasu jak grali hity. W końcu taki koncept imprezy. Technicznie potęga. Dave wielkim gitarzystą jest. Wokalistą już mniej. Natomiast powiedzieć że nie jest on demonem charyzmy, to prawie jak typa pochwalić. Pierwszym kontaktem z publiką było po trzecim kawałku głuche wymówienie 'thank you' w stronę publiki i podniesienie gitary na 15 centymetrów. Hm. Wow. Ogólnie koncert był statyczny, kontakt z publiką niemal zerowy, a Dave markotny. Albo znowu chleje, albo miał w głowie ciągle myśl 'kiedyś, kurwa, grałem w Metallice, a teraz gram jako druga kapela PRZED nimi...'. Rzemieślnicze i czerstwe to było. Polazłem na piwo. Jak chcę słuchać muzyki, to odpalam CD. Na koncercie chcę show. Którego tu zabrakło. Za to chyba widziałem gdzieś wśród publiczności potylicę CD Jacka i ćwierć jego brodziszcza. Albo jego klona. Albo Scotta Iana. A może to było na Slayerze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piwo. Piwo. O, koledzy! Piwo. A tu już Slayer ryczy. Nie jestem fanem w sumie, chciałem usłyszeć jeden kawałek live tylko, więc mogłem sobie odpuścić. Slayer jest dla mnie zbyt rzeźnicki, zbyt gęsty. Więc dopiliśmy na spokojnie, i poszliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Slayer&lt;/span&gt; - notmykindo'shiet, ale i tak klasa. Zdrowe łojenie, Kerry King z wymyślnymi mutacjami czegoś na kształt Flying-V, Arraya uśmiechnięty od ucha do ucha, co zabawnie kontrastowało z faktem, że zespół wykonywał w tym momencie np. utwór "God Hates Us All". Na koniec "Raining Blood". Zrobili mi przyjemnie. Acz nie przepadam, nie jaram się, ale i tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i dziura, czasowa, pochłonięcie czegoś co nazywało się Pajda Full Opcja, któren to produkt mi chyba później zaszkodził. Nie polecam. No i finał. GwiaZda, lol.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Metallica&lt;/span&gt; - na telebimach pojawiła się scena finałowa z "Dobrego, Złego i Brzydkiego". Aha. "Ecstasy of Gold", i zaczynamy. No i pieprznęli na początek "Creeping Death", czyli nie ma zmiłuj, odpuszczamy Loudy-Riloudy, i lecimy traszem. Poza przerywnikami typu "Fuel" (to naprawdę bardzo koncertowy numer) i wtrętu w postaci 3-ch kawałków z "Death Magnetic", chłopaki uszanowały nostalgiczny charakter imprezy. Jak już miałem ochotę wrzasnąć 'Skończyliście się na 'Kill'em All', chujki!' to odpuścili, i polecieli klasykami. Hetfield się okrutnie szczerzył, wyglądał jakby się naprawdę dobrze bawił, Ulrich naparzał w gary, Trujillo miotał się jak zwykle (czyli jak małpa), a Hammett tak sobie subtelnie z boczku solówki wycinał. Zagrali prawie wszystko co zagrać powinni, był ogień lecący w niebo, sztuczne ognie, był też fajny kontakt z publiką, która miała ogień - przysłowiowy - z dupy. Może mi przy Metallice nie dryga już aż tak, jak swego czasu na Gwardii, ale i tak to było porządne show, w którym przypomnieli co doprowadziło ich do szczytu. Na szczęście odpuścili sobie kawałki które na tym szczycie ich usadziły. Jak Wielka Czwórka to thrash, i starczy. I dobrze. Oczywiście na koniec dziękowali, szacunkowali, pozdrawiali, rzucali kostkami, ale też sporo gadali w trakcie. Że to historyczne wydarzenie. Że wyjątkowe. Do you feel it? Yeah! Że Warszawa była oczywistym miejscem na rozpoczęcie trasy wielkich śmiećmetalowców. I że stay tuned, jeszcze tu wpadniemy. No i git.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jeśli ten dzień to nie tylko lekcja historii, ale i konkurs, to w moim mniemaniu wygrał Anthrax. Za przypomnienie choćby skąd się thrash wziął - u żadnej kapeli nie było aż tak czuć mieszania się punka z heavy metalem. Acz to moja subiektywna uwaga. Ale też punkty za powrót do korzeni także w pogodzeniu się z Belladonną. W końcu za samego Belladonnę, który był momentami wręcz pocieszny, bawiąc się jak dziecko. To był ten koncert, na którym jarałem się najbardziej, choć słoneczko waliło, a publiki było najmniej. No i chłopcy też obiecali rychły powrót. I chętnie pójdę, przewaliwszy wcześniej całą dyskografię z Belladonna-era, bo nie znam poza wyjątkami prawie wogóle tego ich okresu. A na koncercie mnie to i tak ruszyło. I za to dodatkowe punkty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodatkowe rispekty dla władz Bemowa i ZTM-u za wzorcowy pokaz jak powinno się rozwiązywać logistykę po takich koncertach. Żmudny spacer przez zawalone ludźmi lotnisko (to nie ich wina), potem długawy spacer przez zalane długowłosymi ulice, by dojść do miejsca gdzie kursowały specjalne autobusy. Nie mogły podjechać w sumie bliżej, bo by ludzi rozjeżdżały, w końcu to było ponad 80 tysięci luda, for fucks sake! A więc autobusy, które jeździły jeden po drugim raz dwa trzy (uczcie się, Open'er, uczcie!), a potem stacja metra i podjazd podziemnej kolejki co 5 minut. MISTRZOSTWO! Przyjezdni mieli własne autobusy kursujące na Centralny. No po prostu wybornie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reasumując. Koncert życia? No nie wiem. jeszcze 15 lat temu bym się na nim obesrał z wrażenia. 20 lat temu pewnie mniej, ale też. A dziś? Been there, done that. Może za mało wypiłem piwa. Może jestem już dziadem. Może to straszmetalowcy zdziadzieli. Nie umarłem z wrażenia po skończeniu imprezy, jak z głośników poleciało bodajże "One" w wersji bluegrassowej (wszystkim polecam płytkę "Fade to Bluegrass"!!!). Było dobrze. Momentami świetnie. Momentami kiepsko. Ale to i tak było do cholery historyczne wydarzenie, i będę nudzeniem że byłem i widziałem męczył swoje dzieci. Bo nie wiem co jeszcze tego formatu z ogólniakowych kapel zostało mi do zobaczenia.  Chuba jedynym równorzędnym wydarzeniem był by koncert Pantery w klasycznym składzie. A potem długo długo nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na deser muzyczka. Nie będzie nic z tego co słyszałem na koncercie. A przynajmniej standardowych wersji. Na dobranoc zagra nam Amon Tobin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object style="background-image: url(http://i3.ytimg.com/vi/RZczWGe5ME4/hqdefault.jpg);" width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/RZczWGe5ME4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/RZczWGe5ME4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" allowscriptaccess="never" allowfullscreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-1123491939953944954?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/1123491939953944954/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=1123491939953944954' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1123491939953944954'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1123491939953944954'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/06/haas-nastanie-gdy-czworka-sie-zjednoczy.html' title='Hałas nastanie gdy Czwórka się zjednoczy'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-3087522078484591391</id><published>2010-05-11T12:11:00.010+02:00</published><updated>2010-05-11T12:17:32.991+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wywiad'/><title type='text'>Doza autolansu, odcinek któryśtam</title><content type='html'>Dziś będzie grubo, ale i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;popkulturowo&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.thebulletin.org/sites/all/themes/bas/images/clock.png"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 90px; CURSOR: hand; HEIGHT: 91px" alt="" src="http://www.thebulletin.org/sites/all/themes/bas/images/clock.png" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zegar Zagłady, czyli wirtualny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;pomiarownik&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;hipotetycznego&lt;/span&gt; czasu, który pozostał nam - ludziom - do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;dezintegracji&lt;/span&gt; na własne życzenie. Wymysł, a jednocześnie jeden z symboli Zimnej Wojny. Koncepcja o dość dużym wpływie na kulturę masową, żeby wspomnieć tylko dość bliskich komiksiarzom "Strażników" (wiecie, ten motyw zegarka w fabule i na bodajże wewnętrznej stronie okładki każdego kolejnego zeszytu). Poza tym budzi skojarzenia z takimi tytułami jak "Countdown to &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;extinction&lt;/span&gt;" czy "Two &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;minutes&lt;/span&gt; to &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;midnight&lt;/span&gt;". A więcej tych odniesień tu i tam jest. Ale o tym jak ten zegar mierzy i co rozmawiałem z doktorem Markiem Madejem z Polskiego Instytutu Spraw Publicznych. Oczywiście rozmowa z archiwów 5 programu Polskiego Radia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.polskieradio.pl/_admin/cm/polonia/_Sekcja184/_audio/2010021201192863.mp3"&gt;Do zassania o &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;tukej&lt;/span&gt;!&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-3087522078484591391?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/3087522078484591391/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=3087522078484591391' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3087522078484591391'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3087522078484591391'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/05/doza-autolansu-odcinek-ktorystam.html' title='Doza autolansu, odcinek któryśtam'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-1025077512960350356</id><published>2010-05-06T15:00:00.004+02:00</published><updated>2010-05-06T15:04:43.897+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Iron Many dwa</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.film.gildia.pl/_n_/film/filmy/iron_man_2/poster-200.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 296px; CURSOR: hand" border="0" alt="" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/film/filmy/iron_man_2/poster-200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;em&gt;In the fields the bodies burning&lt;br /&gt;As the war machine keeps turning&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Tony Stark uderza ponownie i nie ma wątpliwości: Downey Jr. nie gra Iron Mana, on nim jest. Rację miał Kolec mówiąc że tak samo jest z jego wersją Sherlocka - to taki wiktoriański Stark, w całej rozciągłości. Ale do rzeczy.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Jak wypada &lt;strong&gt;Iron Man 2&lt;/strong&gt;? Przyzwoicie, ale nie ubawiłem się jak poprzednie. Główne shock value - czyli kreacja Downeya - już nie poraża, nie zaskakuje. Jest taka jaka była, czyli świetna, ale to już nic nowego. A jak sam film? Rozwojem bohaterów czy zwodami fabularnymi zaskoczyć nie mógł, nie ten typ kina. Podobnie walki wiadomo żę nie wzbudzą emocji. W końcu Iron Man to nie tylko koleś nie do pokonania (jak i inni), ale wogóle nie do ruszenia. Dostaje, potem strzela laserem z dupy i zdrapuje kawałki przeciwnika z własnej zbroi. Autorom pozostało tylko zrobić to samo, ale więcej. W sumie tak zrobili.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Zamiast jednego Iron Mana jest więc dwóch, jeden wróg to też za mało, jest więc złowrogi Iwan w wykonaniu Rourke'a, i niezły Rockwell jako wyzuty ze skrupułów kapitalista. Jest więcej Samuela L. Jacksona (który jest bardziej badassowaty), a na deser dorzucono smętną Scarlett, która może jakaś rewelacyjna nie jest, ale za to dwa czy trzy razy w walce używa patentów z lucha libre. Ładne. Ale w &lt;strong&gt;Spiricie&lt;/strong&gt; i tak fajniej wypadła. Co poza tym? No to co już znamy. Bogaty gość o rozbuchanym ego, zbroje (tu fajnie wypada walizkowa wersja), drogie autka, wybuchy, niezłe onelinery. W jedynce były lepsze zresztą.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Przyznam że się ubawiłem tak po prostu, przyzwoicie, ale nie jakoś wyjątkowo zacnie. Było OK. I tyle. Czyli warto, ale na trójkę aż tak jak na dwójkę się nie jaram. Czy jest jednak tak bardzo średnio, że nie warto iść do kina? Pewnie że nie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Bo.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Jest Downey. Jest Jackson. Jest fajna scena w pączkowni zalatująca &lt;strong&gt;Pulp Fiction&lt;/strong&gt;. Bo jest kapitalna scena sprzedaży broni poleciana całościowo po &lt;strong&gt;Taksówkarzu&lt;/strong&gt; (tylko zaproponowania na koniec dragów brakuje). Bo efekty. Bo jest dobre mordobicie dwóch Iron Manów w rytm daftpunkowego &lt;strong&gt;Robot Rock&lt;/strong&gt;. No i bo Downey.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Spoko kinowa rozrywka, momentami głupawa, np. zbroja z innym pilotem w środku też działa, chociaż teoretycznie nie ma napędu, bo typ nie ma reaktora w klacie. O barwnej fantazji autorów dotyczącej fizyki nawet nie wspominam. Spoko się ogląda. Ale nic mi nie drgnęło. Scenka po liście płac (kiedy to widzom objawiony zostaje, uwaga uwaga bo spoiler - MŁOTEK!) zawodzi. Coś chciałem jeszcze napisać. Nie pamiętam. Zapomniałem. O czym to ja piszę? A tak. O &lt;strong&gt;Iron Manie 2&lt;/strong&gt;. Był kiedyś taki film. Ale do dziś prawie wszyscy co go widzieli zdążyli o nim zapomnieć.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Ok. Przesadzam lekko.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;No. Ale tylko lekko. Za miesiąc będzie to już fakt. OVER.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Ale na Avengersów i tak się jaram... &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-1025077512960350356?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/1025077512960350356/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=1025077512960350356' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1025077512960350356'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1025077512960350356'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/05/iron-many-dwa.html' title='Iron Many dwa'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-5392091005008624987</id><published>2010-05-04T14:57:00.003+02:00</published><updated>2010-05-04T16:02:14.224+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><title type='text'>Niezłymi zinami sypnęło. 5REAL.</title><content type='html'>Powaga. Sięgnąłem do torby z jelonkiem, wyszperałem zinowe zakupy żeby zabrać je na wycieczkę do miasta gdzie nawet psom bieganie szkodzi, i miło się sam zaskoczyłem. Tak bardzo, że aż byłem zdziwiony. No dobra, przesadzam, ale nie do końca. Było wiadomo że będzie porządnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasy rozłażących się kserówek to odległa przeszłość. Ba - nawet wyłażące na schludnie zadrukowanych stronicach &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;pixele&lt;/span&gt; są już tylko echem dnia wczorajszego, pozostając domeną tylko i wyłącznie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Egmontu&lt;/span&gt; (jak się zdarzy). Gdzieś po drodze zapodziały się artystowskie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;mazy&lt;/span&gt; i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;undergroundowy&lt;/span&gt; bełkot, znajdując dla siebie inne azyle - w internecie i na stronach &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Ziniola&lt;/span&gt; (cześć Dominik!). Zamiast &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;DIY&lt;/span&gt; samizdatów z rysuneczkami o mocy wywrotowej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;kinderpunka&lt;/span&gt;, dostajemy po prostu komiksowe magazyny typu '&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;konwentownik&lt;/span&gt;'. I dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.film.gildia.pl/_n_/komiks/fanziny/pirat/2/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 283px;" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/komiks/fanziny/pirat/2/okladka-200.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;PIRAT #2&lt;/span&gt; - czyli projekt Mikołaja &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;Spionka&lt;/span&gt;. Pierwszy numer zaskoczył mnie te 2 lata temu (rany, jak ten czas leci...) poziomem rysunków, zagraniczną ekipą i klasą wydania. Kolorowa, folią jakąś lepiona okładka z przykuwającym oko rysunek, porządnie polepione, równo pocięte. No nic wspólnego z komiksowym podziemiem sprzed lat, którego to i tak w sumie nie znam, więc lepiej się przestanę mądrzyć o tym, jak to trawa była kiedyś zieleńsza, a komiksy z xero fajniej klepały tonerem. A więc okładka znowu ładna (acz poprzednia ładniejszą była mi), no i w środku pokręcone, acz ładne różności. Część rzeczy mnie jakoś nie ruszyła, np. doceniam dynamikę epickiej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;rozpierduchy&lt;/span&gt; z "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Nepenthes&lt;/span&gt;", ale rysunek mnie nie paca. Co innego zalatujący(a?) mi mangą &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;podszym&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Moebiusem&lt;/span&gt; "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;Chicagua&lt;/span&gt;". "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;Preying&lt;/span&gt; the hunter" miło oko me łechce tłustą czernią, wyuzdaną przemocą, oraz oryginalnymi bohaterami o ksywkach Sade i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Masoch&lt;/span&gt;. Na poważnie dama z tego komiksu łechtała bardziej niż oni, ale orginalności braku nie dam się typom zarzucić. Potem Clarence, klasa sama dla się. Dwa &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;szort&lt;/span&gt;-szorty, za mało. Chcę nowy full metraż tego pana. Ktoś wie jak jego stan pracy nad tym, nad czym rzekomo dłubie? Dalej. "Absorber" - pojebane, skojarzenia z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;Anderssonem&lt;/span&gt;, tudzież Burnsem są jak najbardziej na miejscu. Bardziej mnie ruszyło jednak kolejne "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;Madadh&lt;/span&gt;: &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;Daughter&lt;/span&gt; of &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;Nothing&lt;/span&gt;" - w skrócie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;postapokaliptyczne&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;urban&lt;/span&gt; fantasy, kapitalnie rozrysowane, bym chciał jakiś full metraż pana &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;Mateo&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;Scalery&lt;/span&gt;, koniecznie w kolorze i na A4. "Ten, który nosił piękne mokasyny" - pierwszy tytuł polski, w dodatku znajomo &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;pretensjonalny&lt;/span&gt;, aż dziw że się nie zorientowałem że czytam komiks do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;scenara&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;Sztyba&lt;/span&gt;. Fachowa robota, fajne rastry, może oklepana wolta, ale dobre. Wolę jak chłopak takie fikołki strzela, zamiast eksperymentów formalnych czy zabaw formą niemą. No i rysunki porządnie historię niosą. Potem "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;Mokosz&lt;/span&gt;" - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;Spionek&lt;/span&gt;, też jakoś tak coś z tyłu głowy historia mi świta znajomo jakby, rysunek oczywiście bez zarzutu. Lubię. Potem "Angel" jakoś mi tak mocno jadące &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;Blainem&lt;/span&gt;, co jest tyle zaletą co wadą. Wolę jak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;Blain&lt;/span&gt; rysuje jak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;Blain&lt;/span&gt;, i starczy. Finał - "Zebra" - to pokłon dla "100 kulek", zarówno w formie narracji i fabuły, jak i rysunku. I jest dobrze. Czekam na trzeci wjazd zamorskich korsarzy na nasz ryneczek, a ich drugi występ wszystkim polecam. Na koniec dodatkowy punkt dla zbiorku za fotki autorów z ostatniej strony, a precyzyjnie rzecz biorąc za Murzynkę ubabraną &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;nieokreśloną&lt;/span&gt; bielistą substancją dokoła rozdziawionych ust. Sherlock w mojej głowie podpowiada mi że to pewnikiem pani Busami od &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;współfabułowania&lt;/span&gt; "Absorbera". Nice. Dodatkowe pół punktu za &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;Sztybora&lt;/span&gt; z glutem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.film.gildia.pl/_n_/komiks/fanziny/kolektyw/6/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 282px;" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/komiks/fanziny/kolektyw/6/okladka-200.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;KOLEKTYW #6&lt;/span&gt; - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;oprosz&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;netkomiksowe&lt;/span&gt; podwórko dorasta. Na bok poszły rewolucyjne hasła kolektywnej równości i braterstwa, po prostu powstał tomik składający się prawie w całości z rzeczy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;przynajmniej&lt;/span&gt; niezłych, zwykle też dobrze narysowanych. Wysoki poziom zrzucam na karb braku Dema na pokładzie przy okazji tej części zina. Bo się nie wyrobił rysownik. Trudno. Przy okazji kumpelskie badziewne pierdy nie przeszły widać testu jakości, i w końcu jest dobrze. Po kolei. "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;Najwydestyluchniejszy&lt;/span&gt;" Pałki i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;Sztyba&lt;/span&gt; - od kilku lat nie kumam tej serii, z wnikaniem poczekam na jakieś zbiorcze wydanie. "Drużyna A.K." - żarcik niewymuszony, kreska Wolskiego niebywale lekka, ja chcę jego jakiś &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;fulmetro&lt;/span&gt;, bardziej dopracowanego niż "Rycerz Janek". No coś jak to. "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;Sarkis&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;Karchazjan&lt;/span&gt;" - mistyków i okultystów nigdy dość, acz ten mógłby wyróżniać się czymś jeszcze poza byciem bucem. Constantina już znamy. Fakt że gość jest domatorem i nie wiadomo czy ma jakieś nałogi to za mała różnica. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;Trejnis&lt;/span&gt; jak to &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;Trejnis&lt;/span&gt;. Daje radę na luzie. "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_46"&gt;Recours&lt;/span&gt;" - czyli mieszanki "Lupusa" z "Firefly" ciąg dalszy, acz nie jest nowiną że Bele nie ma jaj jak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_47"&gt;Whedon&lt;/span&gt;. Całość się lekko ciągnie i brak nieco iskierki w tym wszystkim. Potem lecą &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_48"&gt;szorciaki&lt;/span&gt; - liderem w tym numerze jest zdecydowanie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_49"&gt;Spellcaster&lt;/span&gt;, który i pacnął zdrowo, i zabawnie. Ubawił mnie tradycyjnie Łazowski, ale tłumaczę to faktem że to kolega, więc zaśmiałem się z obowiązku. Dobra, okej, naprawdę jest śmieszny. Choć ponoć ma krewnych w Belgii. Wielki plusik dla &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_50"&gt;Sztyba&lt;/span&gt; tym razem z Jaszczem, ubawiłem się. Kajetan też fajnie poleciał, plus i dla niego. Plus i dla połączonych sił Mazura i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_51"&gt;KRLa&lt;/span&gt;. Minus dla połączonych sił Mazura i Jędrzejczak - rozumiem przeciąganie pointy, ale to niedostateczny powód by przez 3 strony lecieć ilustrowanym w kadrach opowiadaniem pociętym na ścinki i wrzuconym w ramki. Dopiero na ostatniej stronie robi się z tego nagle komiks (co jest być może większym zaskoczeniem niż docelowy gwóźdź programu). Ogólnie brawo, młodzież daje radę i za parę lat będzie zagrożeniem dla wyjadaczy, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_52"&gt;przynajmniej&lt;/span&gt; do momentu jak założy rodziny i nie będzie miała czasu na zabawę w komiks. Czekam na 7-kę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.film.gildia.pl/_n_/komiks/prasa/karton/3/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 282px;" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/komiks/prasa/karton/3/okladka-200.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;KARTON #3&lt;/span&gt;- znowu te same nazwiska, znowu poziom, ale dopiero teraz &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_53"&gt;wykminiłem&lt;/span&gt; co mi nie do końca w formule kartonu gra. Rusza mnie tradycyjnie Lachowicz, KRL oraz duet kreatywny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_54"&gt;Helhotelu&lt;/span&gt;. Bo robią odcinkowe &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_55"&gt;jednorazówki&lt;/span&gt;. Reszta leci dla odmiany cyklem w kawałkach. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_56"&gt;Sztyb&lt;/span&gt; z Jaszczem prezentują tym razem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_57"&gt;przysłowiowe&lt;/span&gt; jebanie kotka za pomocą młotka. Tylko że ja już nie pamiętam skąd się ten kot w komiksie wziął, i dlaczego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_58"&gt;przeszkadza&lt;/span&gt; reszcie. Tradycyjnie nie kumam ostatniej strony okładki autorstwa &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_59"&gt;Surpiko&lt;/span&gt;. Podobnie mam problem z komiksem Marcina Surmy, nie czaję. Nie pamiętam drugiego "Kartonu", ale po numeracji stron wnoszę że ta dziwna rzecz z poprzedniej części która nawet mi się podobała była tylko początkiem (środkiem? &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_60"&gt;niepamiętam&lt;/span&gt; O_o ) historii, a ja się nie zorientowałem. Teraz mam ciąg dalszy i mam za swoje, bo już nie pamiętam co się działo. Podobnie jestem zagubiony w cyklu &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_61"&gt;Asu&lt;/span&gt;. Może jednak Tomek puszcza pojedyncze historyjki, ale ja się w tym magazynie i tak gubię. Fajnie rysowane. Fajni autorzy. Jednak poza zwartymi, samodzielnymi historyjkami, takie cięcie dłuższych fabuł na 4-8planszowe części nie ma dla mnie sensu, bo nie pamiętam co było na poprzednich 4 planszach pół roku temu. Wolał bym te historyjki w pełnym metrażu, ale wiem że to dłużej wtedy powstaje, ciężej dociągnąć do końca, no i mniej osób kupi niż zbiorek gdzie to i KRL, i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_62"&gt;Patricio&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_63"&gt;Didlo&lt;/span&gt;, i nawet kobieta jakaś do grona się załapała. A tu pyk, skład porządny, sensowna cena. No okej. Ale ja zmieniam metodę czytania. Kupuję "Kartony" w ciemno, bo to dobrzy autorzy (no i koledzy...), ale zacznę czytać dopiero jak się &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_64"&gt;poszczególne&lt;/span&gt; serie będą kończyć - wtedy wszystko od początku na kolanka, i wsysam tą serię za jednym posiedzeniem. I wtedy w sumie będę wiedział czy warto było kupować. Bo inaczej to dla mnie nie ma sensu. A, jeszcze jedno - dodatkowy punkt znowu za ostatnią stronę, znowu za twarz, tym razem za &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_65"&gt;interpretację&lt;/span&gt; fizjonomii &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_66"&gt;arczyRedaktora&lt;/span&gt; Mazura, by &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_67"&gt;Asu&lt;/span&gt;. Rozczulił mnie. Nie wiem już czy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_68"&gt;Asu&lt;/span&gt; czy Redaktor. Ale wymiękłem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-5392091005008624987?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/5392091005008624987/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=5392091005008624987' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5392091005008624987'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5392091005008624987'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/05/niezymi-zinami-sypneo-5real.html' title='Niezłymi zinami sypnęło. 5REAL.'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-7772645576619737729</id><published>2010-04-30T02:28:00.003+02:00</published><updated>2010-04-30T02:56:06.289+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><title type='text'>Komiksowa Wa-wa #1</title><content type='html'>Fest już od paru dni za nami. Według mnie - udany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowanie zupełnie narcystycznie zacznę od własnego wkładu, czyli bitwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słyszałem różne opinie - od "chujowo", przez "okej", po "zajebiście", a na "najlepsza bitwa na jakiej byłem" kończąc. Osobiście uważam że wyszło dobrze, choć nie obyło się bez paru niedociągnięć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze - wielkie dzięki wszystkim co brali w bitwie udział za udział. Załoga dopisała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie - parę osób zarzuciło chaos na scenie, acz była to planowana anarchia. Wszyscy zawodnicy na scenie, na wyrywki wyciągani do mikrofonu i komentowania tego co się dzieje na sztalugach dodało dynamiki, czyniąc akcję mniej statyczną. To że 'się dzieje się' udzieliło się mnie, zawodnikom, i prawdopodobnie może nawet komuś z publiki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie - dostałem konferansjerskiej korby, i wpadłem w lekki amok. Nakręcało to hope so imprezę. Tu też zdania podzielone - parę osób gratulowało mi prowadzenia, które dodało coś do samego rysowania, ale pojawiły się też komentarze że mi 'odjebało', łotewa to znaczy. No cóż, wszystkich zadowolić się nie da.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po czwarte - tematy. I znowu zonk, bo część osób uznała tematykę warszawską za na miejscu, inni za z dupy, i za trudną dla osób spoza Polski. Tu zwłaszcza 'walenie w basenie' miało być wyzwaniem dla Igora Baranko (acz nie było, co potwierdza jego wygrana). Postaram się tematy dopracować następnym razem. Tak samo jak nie stać dupą do publiki, co jest jednak taką imprezę prowadząc o tyle trudne, że stanie brzuchem do publiczności i gapienie się na sztalugi gwarantuje skręcenie karku. Ale się postaram.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po piąte - zarzuty różnorakie. Że mi publika narzuca tematy, że cośtam, a ja się daję. Dla mnie argument tyleż niedorzeczny, co tłumaczony brakiem rozeznania bitewnego klimatu. Ja to tylko prowadzę. Jurorem jest publika. Chce głupawego tematu 'walenie w basenie' - to go ma. Wyje za znajomymi - to wygrywają. Domaga się pozostania jednego rysowników na scenie po oddaniu walkowera - jej wola. Ja to tylko prowadzę, zresztą nie dla wyłonienia mistrza pisaka, a dla ubawu publiki, autorów i mego własnego. Niektórzy chyba potraktowali akcję zbyt poważnie. Zarzut że naginałem werdykty pominę, bo to wogl bzdura jakaś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że mi 'odjebało'. No ciekawe. Za rok odwalę twardego jak skała Strasburgera. Malkontenci będą kontenci (a ja walę rym normalnie jak w dym).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parę rzeczy do dopracowania, hostessy do wymiany, burza mózgów w parę osób odnośnie tematów, i będzie coraz lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co poza tym? KW to godny następca WSK. Może i nie dopisała frekwencja, ale z takim pechem (zerowe wsparcie spoza stowarzyszenia niemal, budżet, żałoba, chmura wulkanicznego dymu) i tak się udało. Basen to fajne miejsce, tu znowu uważam za pieprzenie argumenty że miejsce festiwalowe połączone z afterparty to wtopa. JAK TO? Nigdzie nie trzeba iść, wszystko na miejscu, pod kontrolą. Git. Jeśli w okolicach aftera po festiwalu kręciły się dzieci, to wg mnie nie wina najtlajfujących komiksiarzy, a kwestia podejścia do tematu rodziców, co na aprty wzięli dzieci. I tyle. Zresztą after się udał. Nie wiem jak większość spotkań, ale to z Maćkiem Łazowskim i Bartkiem Szymkiewiczem też chyba wypadło spoko (acz sennie jeszcze, bo to okolice południa były). Ciekawostką był panel o komiksie kobiecym, z którego w efekcie jak dla mnie nie wynikło nic, poza tym że niektórzy uważają że komiks takowy istnieje, ale nie potrafią się podać na inne argumenty niż 'menstruacja', a przy okazji potwierdzają stereotypy dotyczące mniejszości seksualnych. Były też nagrody stowarzyszenia, które już zostały zjechane że to skandal, bo poszły między innymi na ręce stowarzyszenia prezesa. Tak. Przyznaję. Siedzę w kieszeni Timofa. Po to założył stowarzyszenie i zaproponował organizację festa, żebyśmy mu nagrody wręczali. Ech. Chrzanienie. Nawiązuje do określenia nagród skandalem, przy jednoznacznym zwróceniu uwagi na niereprezentatywność stowarzyszenia i gównianą rangę przez to nagród. Ale skandal jest. Niektórzy mogli by się zdecydować co im wadzi, i przestać wierzgać na oślep na wszystkie strony. Ale. Wracając do tematu. Było miło, majówkowo (bo ciepło), jedyne czego mi zabrakło do szczęścia to grilla z kiełbachą i karkówą. No i mniejszej dowcipności kolegów. Poza tym git, miejsce idealne, organizacja całkiem ogarnięta, zapał młodzieńczy, jak się za rok da wydębić kasę od na przykład miasta czy kogoś, oraz ominąć chmury wulkanicznego dymu (i ściągnąć zagranicę), to wogóle będzie bąba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Impreza ogólnie upłynęła w niemal rodzinnej atmosferze, której dali się poddać ci którzy chcieli się poddać, zamiast topić siebie i swoje otoczenie w żółci. I tu dowód. Rodzinnie. Po bitwie, zwijając fraki, zaprzepaściłem gdzieś za kanapami pakę z komiksami. Byłże tam wypasiony Baranowski nowy, numerowany, i ziny. Następnego dnia już oczywiście nie było. Wniosek - ktoś zajumał. Wywiad środowiskowy szybko wskazał kto widział pakę ostatni - Śledź, KRL i Jaszczu między innymi. KRL chciał zgarnąć, przechować i oddać zgubicielowi. Śledź pogrążył go retorycznie rozkminą, że (o ile pamiętam) rannego jelonka z lasu się nie rusza, a matka go i tak znajdzie. Chuj. Do rana jelonka nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płenta - wyszło na to że jestem w plery między innymi dlatego, że trafiłem na uczciwych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płenta #2 - nie jestem w plery, bo trafiłem na uczciwych ludzi. Okazało się że komiksy zgarnął ze sceny jeden z barmanów po imprezie, po czym podrzucił mi je na miasto i oddał. Nikt nie zajumał. Nikt jelonka nie ruszył. Jak w rodzinie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-7772645576619737729?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/7772645576619737729/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=7772645576619737729' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/7772645576619737729'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/7772645576619737729'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/04/komiksowa-wa-wa-1.html' title='Komiksowa Wa-wa #1'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-1407050845712599598</id><published>2010-04-22T12:35:00.009+02:00</published><updated>2010-04-22T12:50:14.762+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><title type='text'>Starcie Tytanów na Komiksowej Wawie i jeszcze więcej autolansu</title><content type='html'>Więc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bitwa - przypominam - w sobotę wieczorem w CBA. Muzykę dawkować będzie imć Szymkiewicz. W starciu wezmą udział tacy zawodnicy jak KRL, Bele, Olaf Ciszak, Maciek Łazowski czy Mikołaj Spionek. Lista jest pełna, ale nie zamknięta (z powodów m.in. technicznych), nie podaję więc wszystkich nazwisk. W rękawie jeszcze parę osób, między innymi komiksowy niszczyciel jeden z zagranicy. Będzie się działo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji czas na reklamę. Osobistości biorące udział w bitwie będą oczywiście występować w barwach swoich własnych bierzących projektów. KRL to choćby Karton Skład, podobnie Łazo, który - jako debiutant- powinien na plecach mieć logo Kultury Gniewu ("Boska Tragedia"). Tak jak i KRL zresztą. Jako niedebiutant. Olaf to oczywiście team Jeża Jerzego. Kolega Spionek przedstawi się w akcji jako spiritus movens zina PIRAT, którego część pierwsza zaskoczyła mnie swego czasu poziomem rysunków. Chcę więcej, 2# dostępna będzie już w sobotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z innej beki. Po kwartale z hakiem maltretowania PS3, za najlepsiejszą grę na tę platformę uważam Little Big Planet. Więcej na ten temat naklepałem dla Poltera. &lt;a href="http://konsole.polter.pl/LittleBigPlanet-c21487"&gt;Klikutu klikata klikendi&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracam i do wywiadów i klimatu Komiksowej Warszawy. Niedawno przeprowadziłem całkiem chyba fajny (a na pewno sympatyczny) wywiad z Elvisem Presleyem polskiego komiksu, czyli ze Śledziem. Do odsłuchania, jak zwykle ze strony waszego ulubionego programu radiowego (czyli PR dla Zagranicy), &lt;a href="http://www.polskieradio.pl/_admin/cm/polonia/_Sekcja184/_audio/2010042004033376.mp3"&gt;o tukej&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-1407050845712599598?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/1407050845712599598/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=1407050845712599598' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1407050845712599598'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1407050845712599598'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/04/starcie-tytanow-na-komiksowej-wawie-i.html' title='Starcie Tytanów na Komiksowej Wawie i jeszcze więcej autolansu'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-5648983739396364784</id><published>2010-04-20T13:48:00.004+02:00</published><updated>2010-04-20T14:10:22.700+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wywiad'/><title type='text'>Doza autolansu, odsłona druga.</title><content type='html'>&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;Autolanserski&lt;/span&gt; wpis spotkał się z dość szeroką reakcją, a więc kontynuuję cykl, i dziękuję wam panowie za odzew, tak, tak, wszystkim czterem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://komiksowawarszawa.pl/"&gt;Komiksowa Warszawa &lt;/a&gt;już w ten weekend, tak więc dzisiejszy lans będzie w temacie.&lt;br /&gt;Ale najpierw o Komiksowej słów parę. Oczywiście będzie to największe tegoroczne &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;wydarzenie&lt;/span&gt; komiksowe od czasu Wąsaczy na Chłodnej. Kto wie. Może nawet i większe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chętni mogą pojawiać się już w piątek na meczu koszykówki (ja postoję z boku jarając szluga najwyżej), potem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;before&lt;/span&gt; party, ktoś coś gdzieś o &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Kawangardzie&lt;/span&gt; bąkał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sobota to najazd na CBA, spotkania z autorami, a na koniec oczywiście Bitwa Komiksowa. Listy nie mam pełnej, wiem że zabraknie na przykład Śledzia tym razem (pewnie pęka się że znowu odpadnie w pierwszej kolejce), ale na bank też będzie wesoło. Prowadzę ja. Za &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;laptokiem&lt;/span&gt; muzę zapoda DJ &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;Templah&lt;/span&gt;, czyli 1/2 &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;HellHotelsquad&lt;/span&gt;. Potem biba. Też w CBA.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedziela to kac i kolejne spotkania. Z czego jedno w kole południa poprowadzę ja. Wypytywał będę Macieja '&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Łazo&lt;/span&gt;' Łazowskiego o jego debiutancki komiks który wypuszcza Kultura Gniewu, obok Macieja będzie zasiadał wspomniany DJ &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;Templah&lt;/span&gt;. Temat to oczywiście &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;Hell&lt;/span&gt; Hotel i Bug City.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tegoroczny warszawski fest to oczywiście morze premier, w tym kolejnej antologii poświęconej Powstaniu Warszawskiemu, zbierającej najlepsze komiksy z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;zeszłorocznego&lt;/span&gt; konkursu Muzeum &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;PW&lt;/span&gt;. &lt;a href="http://polskieradio.pl/_admin/cm/polonia/_Sekcja184/_audio/2009112605154529.mp3"&gt;A o samym konkursie rozmawiałem z Szymonem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Holcmanem&lt;/span&gt;, który był jego jednym z jurorów.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec parę koniecznych &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;szczegółów&lt;/span&gt; natury formalnej, które poprzednio mi umknęły. Wywiady zostały &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;przeprowadzone&lt;/span&gt; dla i wyemitowane w Polskim Radiu dla Zagranicy. Wszystkim którzy to czytają i nie wiedzą co to za radio, czyli pewnie wszystkim co to czytają tłumaczę - to program Polskiego Radia skierowany do Polonii. Za granicę. Dlatego u nas się o nim mało słyszy. Bo nadaje się go za granicę. Przy linkowaniu też korzystam z serwerów tegoż programu, a więc winniście mu &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;rispekta&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;HOWGH&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;EDIT: ZAPOMNIAŁEM DOPISAĆ! INFORMACJA Z OSTATNIEJ CHWILI: &lt;strong&gt;!!!OLGA WRÓBEL JE MIĘSO!!!&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-5648983739396364784?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/5648983739396364784/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=5648983739396364784' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5648983739396364784'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5648983739396364784'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/04/doza-autolansu-odsona-druga.html' title='Doza autolansu, odsłona druga.'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-9002817629199216112</id><published>2010-04-19T11:34:00.003+02:00</published><updated>2010-04-19T11:42:07.332+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wywiad'/><title type='text'>Doza autolansu, odsłona pierwsza.</title><content type='html'>Arczu zapytał ostatnio dlaczego bloga zapuszczam, i zasugerował że mógłbym w sumie tutaj linkować jakieś moje poboczne (albo może też główne) działania. W sumie słusznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To może ja puszczę liniacze do paru wywiadów które popełniłem, może kogoś zainteresują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pierwszy ogień daję Jarosława Boberka, mistrza dubbingu, aktora filmowego, telewizyjnego i serialowego. Robi za Kaczora Donalda, Króla Juliana z "Madagaskaru", Nathana Drake'a z "Uncharted 2" czy Czerwonego z "Cow &amp;amp; Chicken", a i tak wszyscy kojarzą go tylko ze smętnym gliną z "Rodziny zastępczej". A w dubbingu jest mistrzem. No i zdaje sie Yarpena Zigrina w "Wiedźminie" grał, klęcząc gdzieś na kolankach (albo stojąc na pudłach w wykopanym dole), ale dialogi - jeśli miał - to wycięto. No to bach. Miszczu dubbingu. &lt;a href="http://polskieradio.pl/_admin/cm/polonia/_Sekcja184/_audio/2009121611394830.mp3"&gt;Smasznego.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy temacie animacji pozostając, druga rozmówka - z Tomaszem Bagińskim, autorem sławetnej "Katedry", przeprowadzona przy okazi premiery "Kinematografu". &lt;a href="http://polskieradio.pl/_admin/cm/polonia/_Sekcja184/_audio/2009072302123769.mp3"&gt;Też smasznego.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle na razie, dajcie znać czy kogokolwiek interesują takie pogadanki, czy linkowanie sobie odpuścić i lansować się gdzie indziej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-9002817629199216112?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/9002817629199216112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=9002817629199216112' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/9002817629199216112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/9002817629199216112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/04/doza-autolansu-odsona-pierwsza.html' title='Doza autolansu, odsłona pierwsza.'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-8559910779971891469</id><published>2010-04-18T12:08:00.011+02:00</published><updated>2010-04-18T13:49:38.744+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>"Kick-Ass" nigdzie mi jakoś nie nakopał...</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.film.gildia.pl/_n_/film/filmy/kick-ass/poster-200.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 295px" alt="" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/film/filmy/kick-ass/poster-200.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Może jestem za stary, może zblazowany, może faktycznie jestem hipsterem (LOL), a może zwyczajnie ten film nie jest tak zajebisty, jak obiecywał to reklamujący go plakat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Kick-Ass"&lt;/strong&gt; to bardzo przyzwoita rozrywka. Porządna. Fachowa. Dobrze skręcona. Momentami dość zabawna. Ale dupy mi ten film - zgodnie z zawartą w tytule obietnicą - nie skopał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość, jeśli ktoś jeszcze nie wie, opiera się na dość fajnym pomyśle. Millar wziął na warsztat &lt;strong&gt;"Strażników"&lt;/strong&gt;, i przerobił ich na pastisz. Zarówno dzieła Moore'a, jak i całego super-hero genre. Głównym bohaterem jest komiksowy geek, który łazi w towarzystwie podobnych mu pacjentów. Ślini się na widok lasek które są poza jego zasięgiem, daje się kroić z kasy i ubolewa że na świecie nie ma prawdziwych zamaskowanych vigilante. W końcu ma dość, kupuje kostium, przebiera się, idzie w miasto szerzyć sprawiedliwość i dostaje soczysty wpierdol. Poharatanie nie załamuje go, tylko utwierdza się w przekonaniu o tym że jego misja jest potrzebna. Idzie znowu w miasto. Ktoś puszcza film z jego wyczynami na jutuba. Staje się gwiazdą. Pojawiają się kolejne indywidua, które tak jak on, w przebraniu, chcą nieść swoją wizję społecznej harmonii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Punkt zaczepienia fajny, zwłaszcza że całość podano z humorkiem i dość dużym dystansem, w dodatku podtopiono to w fanbojskim sosie, co chwila mrugając okiem do osób w komiksowych klimatach kumatych. Humor jest, akcja jest, komiksowość jest, nuda momentami niestety też jest. Niby coś się dzieje siągle, jak nie biją to gadają, ale jakieś to takie rozciągnięte. Film niestety trwa dwie godziny, a to jak na ilość zgromadzonej akcji zbyt dużo chyba, bo się ciągnie zwyczajnie. Po drugie - właśnie tej akcji aż tak dużo nie ma. Fakt że jak jest, to jest ładna i dynamiczna, ale zwykle szybko się kończy. &lt;strong&gt;"Kick-Ass"&lt;/strong&gt; jest niestety takim dzieckiem Frankenstaina, pozszywanym z różnych kawałów mięsa, i spójnej całości toto nie tworzy. Bo zdziebko akcji. Nieco humorku. Dramat rodzinny gdzieś w tle. Nawet dwa. Trudne relacje ojciec-dorastająca córka. Rodzinna zemsta. Gangsterzy. Spisek i zdrada. W końcu wysuwające się niestety na pierwszy plan wątki osobiste głównego bohatera, który jest miałkim fiutkiem. Ogólnie ja miałem w tym filmie problem z bohaterami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dave - czyli tytułowy Kick-Ass - to taki zwykły szary typek, bez powodzenia u lasek, geek, z podwójną tożsamością i wogóle. W efekcie to Peter Parker niedziabnięty przez pająka. Nijaki typ. Nieciekawy. Fajnie wypada Mark Strong jako szef mafii, ale on zawsze fajnie wypada. Czerwona Mgła, inny wariat z peleryną, to dla mnie jednak jest ciągle McLovin z &lt;strong&gt;"Superbad"&lt;/strong&gt;, tylko że w masce. Cały czas robi tak samo głupkowate miny. I temu aktorowi to łatwo nie przejdzie. Dużo ciekawiej wypada wątek Big Daddyego i jego córeczki Hit-Girl. Nicholas Cage jest po prostu świetny jako podstarzały były gliniarz z konkretnym wąsem, drętwiak o czerstwym poczuciu humoru. Jego córeczka jest rezolutna, wysportowana i brutalna. Ich relacja rodzinna jest co najmniej pokopana, bo to niekończący się survival camp ze szkoleniem z zakresu broni ciężkiej. Efektem tego jest działanie jako teamu superbohaterskiego. Cage ma wdzianko jak Batman z obciętymi uszami, czyli wychodzi taki niegejowski Midnighter z &lt;strong&gt;"Authority"&lt;/strong&gt;. W którym zresztą Millar palce maczał. Córeczka wymiata, skacze, bije, trochę taka Robin z millerowskiego DKR. Urocze. Niestety, są tylko postaciami drugoplanowymi, bo na plan pierwszy wychodzi niezmutowany Peter Parker wbity w zielonego kondoma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W efekcie najciekawszy motyw zostaje zepchnięty w tło, pierwszy plan to nieciekawa pierdoła i jego problemy sercowe, akcja jest rzadko, humor też nie tak często, choć momentami się rechocze. Dla mnie ten film jest zwyczajnie niewyważony, czego najlepszym przykładem paczka którą na finałową rozpierduchę zamawia Tatuś z Córuś. Raz się jarają zamówieniem patrząc w ekran. Potem patrzą do pudła i się jarają. Potem ktoś inny zagląda i się jara. Oczywiście nie jest pokazane co jest w paczce. Reżyser się jara jak fajnie pogrywa z ciekawością widza, a ja nie daję faka, za drugim razem żarcik jest zbędny, za czwartym mocno drażni, w efekcie jak pokazują o co cho to efekt zawodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jadę sobie i jadę, ale &lt;strong&gt;"Kick-Ass"&lt;/strong&gt; złym filmem nie jest. Przyzwoitym jest. Przeleciał przeze mnie jak przysłowiowe gówno przez kaczkę. Nic mi po nim w głowie nie zostało, za tydzień nie będę pamiętał zeń nic, poza Cagem i jego słodką córeczką znającą na pamięć wszystkie modele amerykańskich karabinków i filmografię Johna Woo. Mam taką dziwną refleksję, że &lt;strong&gt;"Kick-Ass"&lt;/strong&gt;, chociaż jest rated R (przemoc, dymanko, słownictwo), jest filmem dla gówniażerki. Bohaterowie to nastolaty, mają problemy nastolatów, jarają się nastolatowym superbohaterstwem, z problemami też w wyjątkowo nastolatowy sposób sobie radzą. Inne wątki są zepchnięte na dalszy plan. No ale wiadomo, że na superhero flicki łażą do kina głównie pryszczaci kolesie przed 20-tką, i nawet ograniczenie wiekowe ich jakoś szczególnie nie zniechęci. Zapuszczą wąsa, i się na bezczela do kina wbiją. I się ubawią. Bo na &lt;strong&gt;"Spider-manie"&lt;/strong&gt; też się bawili. Ja się nie bawiłem. I tu też umiarkowanie. Komiks Millara chętnie wchłonę, ale do adaptacji już nie wrócę. W przeciwieństwie do naładowanego akcją &lt;strong&gt;"Wanted"&lt;/strong&gt;. Wrócę też ponownie do &lt;strong&gt;"Blade'a"&lt;/strong&gt;. Do &lt;strong&gt;"Iron Mana"&lt;/strong&gt;. Jaram się nadchodzącą jego kontynuacją. Ale albo na &lt;strong&gt;"Kick-Ass"&lt;/strong&gt; jestem za stary, albo zwyczajnie ktoś zmarnował lekko fajny potencjał.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod skryptem: Nie ma mnie, nie dzisiaj, kochany, wszystko jutro, jutro kochany, ale nie dzisiaj, zarobiony jestem. I dlatego blog lekko kwiczy i prosi o coup de grace. Jako że multimedialnie realizuję się chyba na 5 frontach, to chyba ograniczę się tu do pisania sobie o ekranizacjach filmu... tfu, komiksów, i albo jak się czymś naprawdę naprawdę podjaram, albo mnie coś masakrycznie zażenuje. Stay Tuned.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod skryptem2: przeżywam renesans zauroczenia &lt;strong&gt;Guitar Hero&lt;/strong&gt;. Jako prawdziwy, testosteronowy mężczyzna jadę na hardzie, nie ma letko, ale masteruję swoje stare wyniki, co by w koncu harda dokończyć (5 songsów chyba zostało). Katuję hard i ślinię się w głowie do marzenia, jakim jest full zestaw &lt;strong&gt;GH: World Tour&lt;/strong&gt;. Perkusja. Taaaa...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-8559910779971891469?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/8559910779971891469/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=8559910779971891469' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/8559910779971891469'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/8559910779971891469'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/04/kick-ass-nigdzie-mi-jakos-nie-nakopa.html' title='&quot;Kick-Ass&quot; nigdzie mi jakoś nie nakopał...'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-4459776883482421342</id><published>2010-03-29T10:32:00.007+02:00</published><updated>2010-03-29T10:44:38.803+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><title type='text'>Czy 'biopady' brzmią jak 'odpady'?</title><content type='html'>Na początek depesza, którą wrzucam za IARem, który wrzucił ją za BBC.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Biologiczny pilot na dłoni?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amerykańscy naukowcy opracowali sposób wykorzystania impulsów nerwowych ludzkiej ręki do sterowania elektronicznymi urządzeniami codziennego użytku.&lt;br /&gt;Chris Harrison z Biologiczny pilot na dłoni?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amerykańscy naukowcy opracowali sposób wykorzystania impulsów nerwowych ludzkiej ręki do sterowania elektronicznymi urządzeniami codziennego użytku.&lt;br /&gt;Chris Harrison z prywatnego uniwersytetu badawczego w Pittsburghu twierdzi, że już wkrótce dotykając palcem różnych części dłoni lub przedramienia będziemy mogli uruchamiać umieszczony w kieszeni telefon komórkowy, odtwarzacz plików muzycznych, a nawet urządzenia w sąsiednim pokoju. Impulsy, generowane przez zakończenia nerwowe, zostaną zebrane przez specjalną opaskę na ramieniu i drogą radiową przekazane do odpowiednich urządzeń. Zdaniem pomysłodawcy liczba obsługiwanych w ten sposób funkcji nie odbiega od tych, które uruchamiamy tradycyjnym pilotem.&lt;br /&gt;Chris Harrison zapowiada również zastosowanie w nowym systemie miniaturowego rzutnika laserowego. Sterowany bioprądami wyświetlałby, na przykład, na skórze wnętrza dłoni, odpowiednik telefonicznego ekranu z interaktywnym menu.&lt;br /&gt;Naukowcy z Pittsburga poinformowali że prototypowe wersje nowego aparatu działają bardzo skutecznie i sprawdzają się w 95 przypadkach na 100. Oswojenie się z nowym typem "biologicznego pilota" i wymaga, według nich, mniej więcej 20-tu minut ćwiczeń. Jego zastosowanie mogłoby znacznie ułatwić życie i rehabilitację osobom z ograniczoną sprawnością ruchową - na przykład po wypadkach.&lt;br /&gt;Członkowie zespołu, pracującego nad nową technologią, nie chcą wypowiadać się kiedy urządzenie trafi do sklepów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BBC/zr&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to teraz krótki komentarz. Niech oni tylko dopracują te 5%, a potem po opasce na każdy nadgarstek, i Microsoft może sobie schować tego całego Natala w kieszeń, podobnie Sony ze swoją alternatywą dla Wii. Siedzicie na kanapie, ręce zrelaksowane spoczywają gdzie chcecie, i tylko ruchami palców i samych dłoni prowadzicie bohatera w Doomie część 666. Zwijacie palce w pięści, odpalacie Tekkena. Ustawiacie dłonie, jakbyście trzymali kierownicę, i Burnoucik. Fantastyka? Nieee. System jest, i pewnie za parę lat będzie w sklepach. Przynajmniej w USA i w Europie. Bo w Japonii na bank mają coś takiego od pięciu lat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-4459776883482421342?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/4459776883482421342/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=4459776883482421342' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/4459776883482421342'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/4459776883482421342'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/03/na-poczatek-depesza-ktora-wrzucam-za.html' title='Czy &apos;biopady&apos; brzmią jak &apos;odpady&apos;?'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-1283859309881908048</id><published>2010-03-26T23:50:00.003+01:00</published><updated>2010-03-27T00:43:27.130+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>OMG, it's alive!!!</title><content type='html'>Na wstępie zainteresowanych informuję dlaczego mało piszę. Bo miałem urlop. Bo pracy mam od zatrzęsienia. Bo jak o grach (jak znajdę czas na granie, żeby mieć co opisać), to na Polterze się od przypadku do przypadku publikuję. Bo jak coś komiksowo chcę popłynąć czasem, to na stronę działu Kultura portalu Polskiego Radia wrzucam (pewnie coś niedługo o Osiedlu poleci). Bo ogólne przemeblowanie w życiu jako takim. W efekcie prawie nie czytam komiksów, prawie nie zaspokajam nowej mej konsoli potrzeb, mało oglądam też cokolwiek, to i piszę mało bo: a) są pewne priorytety i b) nie mam w sumie o czym, a jak nawet mam (a miewam częstawo w sumie) to c) czasu ni diabła znaleźć nie mogę. Doba jest za krótka. Szukam sekretarza - terminatora (interpretując to słowo i współcześnie i oldskulowo), co by za mnie pisał i coś na blogu robił jak mam pomysł, zanim zapomnę, albo nowy znajdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ostatnio jednak parę rzeczy nadrobiłem w kinie, więc sporo odradzę, i jedną rzecz wbrew chórowi samozwańczych znawców tematu polecę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kolei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę boleśnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmmmm...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Trick&lt;/span&gt; - sam tego chciałem. Tytułowy trik polega chyba na tym, że obejrzałem trailer, powiedziałem 'łał, w pytę nawet obsada, no i thrillerek z twistem jak widzę, rzadko to się u nas robi, chcę to zobaczyć'. Krótko mówiąc - trik zadziałał, a ja się dałem zrobić w kanał. Ta produkcja to popłuczyny po Vabankach, taka piąta woda po kisielu, w dodatku bez jajec, obsadzie nie dano szans uratować tej produkcji. Tak jest debilna. Przykład? Kolesie wychodzą z paki by wykonać Super-Ważną-Misję-Dla-Ojczyzny. Mogą dać nogę, bo nikt ich nie pilnuje. Nie robią tego. Zamiast tego przygotowują sobie plan ucieczki na czas, gdy znowu trafią do pierdla. WTF? Czy ktokolwiek czytał ten scenariusz przed rozpoczęciem zdjęć??? Chyba nie. Poza tym twistów jest w filmie dla zmylenia uwagi parę, ale wcale mi to nie przeszkodziło w trakcie filmu wyliczać kto kogo robi w wała. Nudne to i obrażające inteligencję przeciętnego polskiego kinomana. A co dopiero moją...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecę konsekwentnie od dołu w górę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W chmurach&lt;/span&gt; - nuuu daaa aa aa aa. Taki sobie movie na Amerykę czasu współczesnego kryzysu. Clooney lata po USA, jest specem od zwalniania ludzi w korporacjach gdzie czyszczą. Z tego powodu fabuła wydawała mi się ciekawa, bo czekam aż i u mnie spadnie toporek. Ale efekt taki sobie. Cynik, ale o skitranym gdzieś tam pod grubą powłoką głębokim pokładzie wrażliwości. Pierdoli jakieś korporacyjne bełkoty z zakresu motywacji. Ale sam mało w nie wierzy, bo je sam w sobie wkręcił. W efekcie odnajduje w sobie człowieka. Ale okazuje się że życie to dziwka, a innym ani w głowie spod swojej powłoki wypełzać. Zraża się. Chowa głowę do skorupki. Pozostaje cynikiem. Kurtyna. A ja ziewam i pytam o czym był ten film... Chociaż początek był obiecujący. Sceny na lotniskach, korporacyjny monolog białego kołnierzyka, pulsująca lekko muzyczka, soczysty montaż. Prawie Fight Club. Czekałem tylko na gadkę o jednorazowych znajomych z samolotów. Po czym okazuje się że mocne wejście jest tylko dla uśpienia czujności, potem następuje długie i konsekwentne nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;The Hurt Locker&lt;/span&gt; - i toto dostało tyle Oskarów??? Zrobili to chyba głównie na złość Cameronowi, co by udowodnić że kino 2D jeszcze nie umarło. Nigdy akademii nie uznawałem za orłów intelektu. No chyba że chodziło o rewanż za Titanica. Wracając do - ciągnąca się jak glut i pozbawiona fabuły to historyjka o saperach z Iraku. W sumie to nie film, to ciąg scenek pokazujących bezsens wojny, oraz napięcie na jakie wystawieni są saperzy. Tak duże napięcie, że jednemu z kolesi przepala styki, czyniąc z niego kowboja i zupełnie wypalając mu instynkt zachowawczy. Film nie wyjaśnia czy facet ma wszystko gdzieś, czy jest adrenaline junkie - ważne że w innych realiach niż wojna działać nie potrafi. I faktem jest, że są sceny które ruszają mocno, jak na przykład akcja, gdy koleś ciągnie za lonty, i okazuje się być otoczony przez ładunki wybuchowe. Tylko że tak sobie poczyna (i nie ginie), że napięcia już potem nie ma, bo wiadomo że jest pojebem, nic go nie rusza, i nie kojfnie aż do końca filmu jako main hero. Sporo jest fajnych scen, jak na przykład random encounter z Brytolami na pustyni. Sporo jest też dupnych scen, jak wbicie do Irakijczyka na chatę z gunem w łapie, gdy ten mówi 'ależ uspokój się, odłóż broń, jesteś moim gościem'. Scen, które mają dać w ryj Amerykanom, mówiąc im 'co my, kurwa, robimy na tej wojnie??? Bo na pewno nie przynosimy pokoju'. Scen, które są tak grubymi nićmi szyte, że aż fundują mi bolesne obtarcia. Scen, które są przeplecione ze wspomnianymi świetnymi scenami, tylko że pomiędzy nimi nie ma zupełnie nic. Więc znowu ziewam, kurtyna zapada, a potem mówię że w Jarhedzie nie strzelili co prawda ani razu, ale za to byłem wkręcony w to co tam u chłopaków słychać, a przynajmniej strona psychologiczna była wiarygodniejsza. Kowboi takich jak ten z Lockera szybko wysyła się z powrotem do domu, bez biletu powrotnego na pole walki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Alicja w krainie czarów&lt;/span&gt; - powtórzę swój wpis z facebooka. Zawiodłeś mię, Tim. Co to to ma być, co? Dla kogo? Toć przeca animowana disnejowska alicja z lat 50-tych była mocniej popłynięta niż to. Mnie nie zaskakuje że po raz kolejny jest to kolejna twoja apoteoza indywidualizmu, pochwała nonkonformistycznego lajfstajlu, tylko że po tych 30 latach to już nudne, nie chwyta, wszystkie triki wizualne które serwujesz już znam, a wykorzystanie 3D jest jakieś takie ubogawe z deka. Depp też zawodzi. Pomysł na rolę 'niech sepleni, będzie głębiej', to trochę za mało by jego kolejny frik wyróżniał się na tle poprzednich 50 frików. Rickman i Fry jako głosy są wyborni, ale oni są samograjami, nawet z podkładania głosu pod nieświeży ser zrobią Kreację. Nudzą początkowe sceny w rzeczywistym świecie. Ja wiem, że bez nich nie da się tego indywidualizmu pochwalić. Ale nudzą one o-krut-nie. Krótko mówiąc, cytując kmh, za mało Burtona w Burtonie. A miało być tak pięknie. Świetny materiał wyjściowy, burtonowska fantazja, disneyowska kasa, świetna obsada. Wyszła lipa z Władcą Pierścieni w finale. A - no i mimozowata Biała Królowa to coś strasznego. Powinni takich rzeczy zabronić. Laska prawie jak z pythonowskiego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sensu Życia&lt;/span&gt;, ze sceny 'fishyyy fishyyy fishyyy FISH!'. No zawód, jako film do przyjęcia, jako Burton jednak wieeelki niedosyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nostalgia anioła&lt;/span&gt; - tak, wiem że tytuł odpycha, ale jakoś tak wyszło że to pierwszy film który mnie ruszył od czasu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wszystko co kocham&lt;/span&gt;. Jackson mnie zaskoczył. To nie kolejny wysokobudżetowiec, którego produkcji aż głupio mu było się nie podjąć, bo szansa jedna na milion. To bardziej kameralna historyjka nastolatki, która została zamordowana, ale wcale jej to nie przeszkadza być narratorem opowieści. Tak jak Burton międli temat odizolowanych od świata frikoli, tak jak Gilliam jedzie po mieszaniu fantazji z rzeczywistością, tak jak Lynch... No hm... No robi cokolwiek... Tak Jackson lubi temat życia i śmierci mieszać. Nie ważne czy to &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Martwica Mózgu&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Przerażacze&lt;/span&gt;. Czy smutna opowieśc o zamordowanej dziewczynce. Osoby spodziewające się kolejnego epickiego, czy też efekciarskiego show, na bank się zawiodły. Jak przypuszczam stąd ten chór krytyków jęczących że film jest do dupy. A nie jest. Przynajmniej dla mnie. Jackson poleciał dość mocno - historia jest brutalna, momentami ciężka, acz jemu nie przeszkodziło to w totalnym połamaniu konwencji. Jest więc historia brutalnego mordu, jest ciąg dalszy życia nastolatki w zaświatach, jest dramat rodziny pogrążonej w rozpaczy i rozkładzie,w dodatku czującej ciągle obecność nie w pełni odeszedłniętej córki, jest nieporadne śledztwo ojca, obserwacja taplającego się w rozkoszy psychopaty, jest też wątek komediowy w postaci babci, granej przez świetną Susan Sarandon. Morderstwo, choć pokazane skrawkami, jest dość przykre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu taki wtręt na marginesie. Panie Mossakowski. Na Boga. Parafrazując Scroobius Pipa: nie każda osoba po trzydziestce, bawiąca się z cudzymi dziećmi, jest od razu pedofilem - niektórzy po prostu mają ochotę je zabić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No więc morderstwo - okrutne. Zaświaty. Hm. Lekko kiczowate, ale i kapitalnie wyglądające, skojarzenia z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pomiędzy piekłem a niebem&lt;/span&gt; niemal gwarantowane. Jako pół-core-gamer miałem też skojarzenia z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Flower&lt;/span&gt; - kraina jakoś tak się kojarzyła, to drzewo na polu kukurydzy jak finał pierwszego świata, no i muzyka... Ambiencik znajomo brzmiał. Ale to potem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najmocniejszym zdecydowanie punktem programu było jednak nie obserwowanie śledztwa, zachowania poczciwego psychola z sąsiedztwa, czyli najbardziej przerażającego zła jakie pojawiać się może w filmach, czy Świat-Po-Śmierci. Najmocniej walącą w dekiel częścią filmu był sceny pokazujące rozpad rodziny. Matkę, zapadającą się samą w siebie. Ojca, który nie może się pogodzić z sytuacją, oddala się od rodziny, i stacza w obsesję wyjaśnienia zagadki zaginięcia córki. Siostry, którą też śmierć skrzywiła psychikę. Te sceny są po prostu przykre, poruszające. Albo trzeba być człowiekiem bez wrażliwości, by one po człowieku spłynęły, i by ten film potem jebać, albo ja mam ostatnio jakiś dziwny nastrój, i dałem się Jacksonowi zrobić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie polecam. Bardzo polecam. Nie to żebym się ubawił. To nie taki film. Poruszył mnie. Przejął smutkiem. Przez chwilę rozśmieszał. Przypomniał, że wszystko na tym świecie dzieje się po coś (tak jakbym to zapomniał). Podpasł estetycznie scenami ze statkami. I pewnie nie było by to tak łatwe, gdyby nie świetnie wykreowany świat z połowy lat 70-tych, ze świetną scenografią, kostiumami, i muzyką z epoki. A gdy nie było muzyki z epoki, to był Brian Eno. I było astralnie. Mistycznie. Nastrojowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie twierdzę że to mega-mega film. Opinie krytyków sugerują, że raczej każdemu się nie spodoba. Ale jeśli macie jakieś tam zaufanie do mojego gustu filmowego, to dajcie filmowi szansę, zignorujcie fatalny, odstraszający tytuł, i po prostu ten film obejrzyjcie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-1283859309881908048?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/1283859309881908048/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=1283859309881908048' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1283859309881908048'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1283859309881908048'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/03/omg-its-alive.html' title='OMG, it&apos;s alive!!!'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-1226367670611297285</id><published>2010-03-05T13:56:00.005+01:00</published><updated>2010-03-05T14:21:15.848+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><title type='text'>Wąsy na Chłodnej</title><content type='html'>Środa na Chłodnej 25 była po prostu udana. Nie dlatego, że wydano fajne komiksy, byli autorzy, i można się było napić piwa. Znaczy - dlatego też, ale nie tylko. Po prostu całościowo było bardzo miło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłe było pytanie dlaczego nie aktualizuję bloga. Musiałem się tłumaczyć, ale fajnie znaleźć sobie inne spojrzenie na własny intelektualny ekshibicjonistyczny onanizm, niż to właściwe. Piszę dla kogos. Mam followersów. Komentatorów. Czasem mnie cytują, albo nawet linkują. Więc to nie czcza masturbacja. Milo mie, blogersowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłe było ogólne zgromadzenie takiej ilości komiksiarzy z całej Polski (!!!) w jednym miejscu bez wymaganego w takich sytuacjach zwykle konwentu. Miło że ekipa potrafi się zmobilizować i nie tylko obiecać, ale i przyjechać. Chłodna o mało nie pękła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miło że część wyhodowała konkretne wąsy (fejkowców i golonych przemilczę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miło że pojawiły się kobiety. Więcej niż jedna. Zdecydowanie więcej niż dwie nawet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miło było parę znanych mi tylko z onlajna osób poznać w końcu w lajwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miło było zsocjalizować Windoma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miło było zmierzyć się z inną formą dziennikarstwa niż ta, którą uprawiam na codzień. Może wróciłem owszem, z tarczą, tylko że pod pachą, ale pierwsze koty za płoty, zresztą nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miło było zostać dobrym kolegą, co pomaga w potrzebie. To mile glaszcze ego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie mógłbym napisać że miło było uczestniczyć w spotkaniach z autorami, ale żeby pozostać przy miłej atmosferze wpisu, wspomnę tylko że moje wrażenia z tego fragmentu imprezy &lt;a href="http://kolorowezeszyty.blogspot.com/2010/03/389-wasy-kultura-i-gniew.html"&gt;pokrywają się w 100% z refleksjami ARCZy redaktora Zeszytów&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miło było sobie sączyć piwko przez ileś tam godzin, nie robiąc z siebie tym razem głupka, po prostu mieć fun z tłocznego spotkania, gdzie znajomych w bród, tylko żeby z wszystkimi pogadać nieco czasu za mało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólną harmonię zaistniałej sytuacji psuł mi tylko jeden nieznany mi wcześniej chamski element. A to przełażąc obok ślisko się o mnie otarł. A to parł na chama, widąc że wszyscy idą tam gdzie on. A to lazł z tacą wódy drąc ryja 'przepraszam, przepraszam', w momencie gdy tłum musiał by sobie na łeb wejść żeby zrobić miejsce. A to cośtam. Długa lista, a ja przypomniałem sobie co to znaczy tłumiona agresja. Aż do momentu, gdy przy wyjściu z toalety powitał mnie rzeczony element, tryskający wymiocinami na: lustro, zlew, podłogę, siebie samego. Widok, który przypomniał mi bardzo ważną rzecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karma istnieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja sam karmicznie po imprezie czuję się zdecydowanie do przodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze bardziej miło będzie tylko wtedy, gdy takie imprezy będą się pojawiać częściej niż standardowe 2 razy do roku. Ale to chyba na kolejną taką kumulacyjną okazję trzeba będzie poczekać aż pojawi się komiks o Czopkach, Jakub Rebelka zrobi wystawę w CSW, a Śledź wyda integrala z kolorową serią Osiedle Swoboda. A może się mylę, i uda się takie spotkania organizować w trybie kwartalnym? Było by sweetaśnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-1226367670611297285?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/1226367670611297285/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=1226367670611297285' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1226367670611297285'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1226367670611297285'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/03/wasy-na-chodnej.html' title='Wąsy na Chłodnej'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-6481462068940110293</id><published>2010-02-23T01:08:00.004+01:00</published><updated>2010-02-23T01:15:38.115+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Bo pisanie o muzyce...</title><content type='html'>...jest jak tańczenie o architekturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc embeduję:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/g0wkV5YAVak&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/g0wkV5YAVak&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod skryptem (ębędę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://rrrrysss.blogspot.com/2010/02/odmieniecplansza-11.html"&gt;Maro zapodał u się kolejną planszę "Odmieńca 2"&lt;/a&gt;. Można chyba zacząć traktować nasze dzieło, jako najrzadziej aktualizowany polski netkomiks. Jak dojdziemy do końca, to będziemy raczyć gawiedź stronami po kolei w kolorze, by po skończeniu serii rozpocząć po stronie dawkować wersje docelową z tekstem wpisanym w dymki. Roboty na lata. Ale ten, dupa w troki, korekta scenariusza, żelazna dyscyplina, i atakujemy z gotowym komiksem na festiwal komiksowy w Łodzi. Nie wiem tylko w którym roku, ale chyba prędzej, niż później, bo projektoz odżywa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-6481462068940110293?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/6481462068940110293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=6481462068940110293' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/6481462068940110293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/6481462068940110293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/02/bo-pisanie-o-muzyce.html' title='Bo pisanie o muzyce...'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2972000388329021013</id><published>2010-02-11T15:43:00.007+01:00</published><updated>2010-02-12T14:34:20.134+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Rzut okiem w kino</title><content type='html'>&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;Bląg&lt;/span&gt; zarasta powoli cyfrową formą kurzu, czy innej rzęsy wodnej. No niestety, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;pracapracapraca&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;przemeblowanie&lt;/span&gt; w innej sferze życia, szajba &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;grajstacjowego&lt;/span&gt; neofity nadrabiającego lata zaległości, rozdrabnianie się na poboczne projekty, i knucie, mające na celu zawładnięcie siecią. Cholera. Jest patent jakiś na klonowanie, przy zachowaniu spójności świadomości? No taki myk, jaki doktor Manhattan odwalał w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Łoczmenach&lt;/span&gt;? Nie? Szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to przegląd co ostatnio widziałem i co polecam póki z ekranów nie zdjęli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wszystko, co kocham&lt;/strong&gt; - wczorajsza wycieczka do kina, taka na pałę, bo niby dobrze o tym mówią i piszą, więc ciekawe co znowu polskie kino z siebie wydusiło. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;OMG&lt;/span&gt;! To jest naprawdę świetne!!! Świeża i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;bezpretensjonalna&lt;/span&gt; opowieść o nastolatkach z Trójmiasta, z początku lat 80-tych. Jest miłość, jest zawód, czas prób i inicjacji, dramat i tragedie rodzinne, bo i czasy ciężkie, ale wszystko takie naturalne i okraszone niewymuszonym humorem. W dodatku świetnie zagrane, młodzi aktorzy naprawdę są kapitalni (a jako bonus Chyra). Nie pamiętam też kiedy w polskim filmie widziałem tak naturalną i mięsistą scenę miłosną. Szczerze polecam, jako film, w którym stan wojenny to nie ciężka &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;martyrologia&lt;/span&gt;, a jedynie scenografia opowieści o ludziach i zmianach. Nie jest to historia o szarym &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;PRLu&lt;/span&gt;, ani tym bardziej czarno-białym. Tu są kolory. I optymizm, choć nie wszystko kończy się dobrze. Tak jak w życiu. I za to &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;Borcuchowi&lt;/span&gt; siekierka, to nie jest Rewers, który jest bardzo fachowy, ale mnie jakoś nie ruszył. To się po prostu świetnie ogląda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Księga ocalenia&lt;/strong&gt; - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Felis&lt;/span&gt; wlepił 2/6, więc fani &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;postapokalipsy&lt;/span&gt; i pokrewnych klimatów nie powinni potrzebować więcej zachęty. Dodam jednak coś od siebie, bo skoro już piszę, to piszę. Otóż jest to pierwszy film od nie wiem jak dawna, gdzie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Denzel&lt;/span&gt; mnie nie drażnił, ba, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;podpasił&lt;/span&gt; mi w tej roli. Więcej trochę spodziewałem się po &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;Oldmanie&lt;/span&gt;, ale co tam, aktorsko świetnie wypełniają resztę przestrzeni między innymi &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Waits&lt;/span&gt; i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;Flea&lt;/span&gt; z Red &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;Hotów&lt;/span&gt;. A przestrzeni do wypełnienia jest mnóstwo, podobnie jak i czasu. &lt;strong&gt;Księga&lt;/strong&gt; to &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;flegmatyczny&lt;/span&gt; western dziejący się na pustynnych &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;wastelandach&lt;/span&gt;, które powoli, acz &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;niestrudzenie&lt;/span&gt; przemierza wędrowiec, grany przez &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;Denzela&lt;/span&gt;. Są ładne i długie ujęcia pustych krajobrazów, nie tyle &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;flegmatyczne&lt;/span&gt; jednak, co &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;hipnotyzujące&lt;/span&gt; (w czym niemała zasługa ambientowego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;santraka&lt;/span&gt;). Fabuła kręci się dokoła tytułowej Księgi. Można powiedzieć że autorzy filmu &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;postapokaliptycznego&lt;/span&gt; odwołali się do korzeni literatury o &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;armageddonie&lt;/span&gt;, jaką jest w końcu Biblia. Wyszło &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;klimaciarsko&lt;/span&gt; i nastrojowo, na szczęście bez dewocji. Fajnie zasugerowano powód apokalipsy i jego związek z religią, fajnie poprowadzono postać i rolę wędrowca, który - jak głosi tytuł oryginalny - nazywa się Eli. Można pójść w ślepą uliczkę &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;interpretacji&lt;/span&gt;, i stwierdzić (za aramejskim) że główny bohater jest Bogiem. Ale było by to chrzanienie farmazonów, na które aż dziw że znajduje się miejsce w poczytnych gazetach. Raczej odwołania są tu do proroków, niesienia słowa bożego, zaczynania wszystkiego od nowa, zataczania koła itd. Nie piszę więcej, bo zepsuję twisty. Faktem jest, że ogląda się to fajnie, a brak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;dynamiki&lt;/span&gt; jest Kurosawą i Leone podszyty. Przynajmniej w scenach niedynamicznych. Polecam. No i ta świetna scena strzelaniny skręcona z jednego ujęcia... Dobre. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;Klimaciarskie&lt;/span&gt;. Fani &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;Fallouta&lt;/span&gt; i innych &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;postapokaliptycznych&lt;/span&gt; gier będą &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;wniebowzięci&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;EDIT: poprawka, to nie Flea, a impostor. W sumie nie impostor a aktor, ale podobny...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;Parnassuss&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; - z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;Gilliamem&lt;/span&gt; jest tak, że albo robi rzeczy świetne, albo fajne i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;gilliamowskie&lt;/span&gt;, ale takie trochę mniej. Dotąd łykałem go od góry do dołu (może poza Krainą traw), ale tym razem - jak dla mnie - po prostu coś mu nie wyszło, i nie mam tu bynajmniej na myśli zgonu w trakcie zdjęć. Jak zwykle Terry maca temat fantazji i płaszczyzn &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;rzeczywistości&lt;/span&gt;. Historyjka jest prosta, jest doktor &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;Parnassuss&lt;/span&gt; i jego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;Imaginarium&lt;/span&gt; (czyli taki, powiedzmy, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;psychoaktywny&lt;/span&gt; teatrzyk), jego córka, klasyczny motyw zakładu z Diabłem, niewinna miłość i gładki &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;przystojniak&lt;/span&gt; z amnezją, który pakuje się w ten cały cyrk. O ile fabuła nudzi, motyw wyzwania jakie rzucił Diabeł jest mało zrozumiały, a bohaterowie tacy se, o tyle sceny rozgrywające się w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;fantastycznym&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;Imaginarium&lt;/span&gt; są świetne i basta. Niestety, nie są one dominującą częścią filmu, a sama otoczka jest cokolwiek chaotyczna. W efekcie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;Gilliam&lt;/span&gt; jest jak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;Parnassuss&lt;/span&gt; - podstarzały, skapcaniały, chrzani o potędze wyobraźni, ale i nudzi, &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_46"&gt;przegrywając&lt;/span&gt; z nowoczesną technologią. Tak jak w filmie jakiś gówniarz od zagłębienia się w ś&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_47"&gt;wiat&lt;/span&gt; fantazji woli pykać na swoim Dual Screenie, tak samo gawiedź olała nowe dzieło ex-Pythona (odwołania do serialu &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_48"&gt;included&lt;/span&gt;), waląc masą na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_49"&gt;Avatara&lt;/span&gt;. Smutne to podwójnie, bo jestem po stronie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_50"&gt;Gilliama&lt;/span&gt;, który &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_51"&gt;reprezentuje&lt;/span&gt; dla mnie tą ambicję wskrzeszania tradycyjnej, coraz częściej zapominanej magii kina. Tylko że tak jak jego bohater - on już jest, niestety, zramolały i poza peletonem. Nie ten wiek, nie ta energia. A szkoda. Mimo wszystko warto, bo &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_52"&gt;Gilliam&lt;/span&gt; to &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_53"&gt;miszcz&lt;/span&gt;, a sceny z Tomem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_54"&gt;Waitsem&lt;/span&gt; jako krzywo ostrzyżonym Diabłem są po prostu bezbłędne. Gość ukradł film &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_55"&gt;Ledgerowi&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na deser polecam &lt;a href="http://dziwne-eony.blogspot.com/"&gt;bloga Gordona&lt;/a&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_56"&gt;świeża&lt;/span&gt; rzecz, mam nadzieje że będzie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_57"&gt;aktualizowany&lt;/span&gt; częściej niż mój, bo zamierzam na niego regularnie zaglądać, za zapowiada się ciekawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A grafik plakatów nie ma, bo mi blogspot fika. Bu :(&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-2972000388329021013?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/2972000388329021013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=2972000388329021013' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2972000388329021013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2972000388329021013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/02/rzut-okiem-w-kino.html' title='Rzut okiem w kino'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-6852682472427741379</id><published>2010-01-20T12:34:00.022+01:00</published><updated>2010-01-20T13:10:45.764+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><title type='text'>60 kilo i czcze pojękiwania</title><content type='html'>Blog zaliczył nocką okrągłe 60K wejść. Nie mam graficzki &lt;span id="SPELLING_ERROR_0" class="blsp-spelling-corrected"&gt;okolicznościowej&lt;/span&gt; tym razem, bo nikomu dupy nie zawracałem, zamiast tego zapraszam na blog &lt;span id="SPELLING_ERROR_1" class="blsp-spelling-error"&gt;Godaja&lt;/span&gt; (myślę po swojemu, więc odmieniam po swojemu), gdzie wisi obecnie &lt;a href="http://www.gniazdoswiatow.net/2010/01/19/jest-inaczej-niz-do-tej-pory/"&gt;fajny wywiad z niejakim Robertem Adlerem&lt;/a&gt;, kolejną nadzieją polskiego komiksu za granicą. Czytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to czas na czcze pojękiwania. Zasadniczo trudno uściślić kto pojękuje czczo, bo dotyczy to połowy środowiska konsolowego. Gracze, serwisy, no i oczywiście wydawcy. Dla &lt;span id="SPELLING_ERROR_2" class="blsp-spelling-error"&gt;nieogarniętych&lt;/span&gt; - Microsoft zainicjował akcję &lt;a href="http://nieprzerabiam-niekradne.pl/"&gt;"Nie przerabiam - nie kradnę". &lt;/a&gt;Idea akcji słuszna, gorzej z realizacją i &lt;span id="SPELLING_ERROR_3" class="blsp-spelling-error"&gt;argumentacją&lt;/span&gt;. Szybko powstała oddolna &lt;a href="http://kontrakcja.pl/"&gt;kontrakcja&lt;/a&gt;, z hasłem "Nie sprzedaję wybrakowanego produktu za pełną cenę - nie kradnę". Przy takich a nie innych pomysłach na akcję i &lt;span id="SPELLING_ERROR_4" class="blsp-spelling-error"&gt;argumentację&lt;/span&gt;, &lt;span id="SPELLING_ERROR_5" class="blsp-spelling-error"&gt;Micfosoft&lt;/span&gt; musiał się z tym liczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie o akcji niewiele mam do powiedzenia poza poparciem obu akcji i rytualnym &lt;span id="SPELLING_ERROR_6" class="blsp-spelling-error"&gt;zadeklarowaniem&lt;/span&gt; pogardy dla piractwa, bo wszystko zostało powiedziane, zanim zdążyłem wrzucić swój &lt;span id="SPELLING_ERROR_7" class="blsp-spelling-error"&gt;megaspasiony&lt;/span&gt; wpis na ten temat. &lt;span id="SPELLING_ERROR_8" class="blsp-spelling-error"&gt;Poleżakował&lt;/span&gt; nocą, i się &lt;span id="SPELLING_ERROR_9" class="blsp-spelling-error"&gt;przeterminował&lt;/span&gt;. W tym czasie poparcie dla kontrakcji na Facebooku &lt;span id="SPELLING_ERROR_10" class="blsp-spelling-corrected"&gt;wzrosło&lt;/span&gt; o paręset procent, i obecnie przegania ilość fanów akcji M$ o 50%. Nie dziwota. Deklaracje producenta &lt;span id="SPELLING_ERROR_11" class="blsp-spelling-error"&gt;Xboxa&lt;/span&gt; są przecież samobójcze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po latach zwodzenia graczy wychodzi na to, że Microsoft nie zamierza wprowadzić swojej ograniczającej piractwo usługi (banowanie przerabianych konsol, e-dystrybucja, &lt;span id="SPELLING_ERROR_12" class="blsp-spelling-error"&gt;DLC&lt;/span&gt;), ponieważ w Polsce jest piractwo. Kwadratura koła. Świetnie pointuje to Hitler, w &lt;span id="SPELLING_ERROR_13" class="blsp-spelling-error"&gt;świeżej&lt;/span&gt; przeróbce "Upadku". M$ tłumaczy się uzależnieniem inwestycji od rynku. Jakich, przepraszam, inwestycji? Chodzi o spolszczenie usługi, które dla &lt;span id="SPELLING_ERROR_14" class="blsp-spelling-error"&gt;nieistniejącego&lt;/span&gt; polskiego rynku istnieje już rok czy dwa? &lt;span id="SPELLING_ERROR_15" class="blsp-spelling-error"&gt;Infrastrukturę&lt;/span&gt;? Koszty magazynowania i transportu? &lt;span id="SPELLING_ERROR_16" class="blsp-spelling-error"&gt;WTF&lt;/span&gt;???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie kupuję argumentu zupełnie (pomijam to że definitywnie odmawia się czegoś od lat obiecywanego). &lt;span id="SPELLING_ERROR_17" class="blsp-spelling-error"&gt;Przypuszczam&lt;/span&gt; że za decyzją stoją zupełnie inne względy, których Microsoft podać po prostu nie chce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inną sprawą jest sam pomysł na akcję. Warto promować legalne granie. Warto mieć też na to fajny patent. Klipy z wypowiedziami publicystów konsolowych to pomysł sensowny, choć bełkot jednego z panów o jakichś glutach i dżdżownicach to jakaś żenująca pomyłka. To tak w ramach głosu rozsądku autorytetów. A co do graczy? Szafowanie &lt;span id="SPELLING_ERROR_18" class="blsp-spelling-error"&gt;padokrztałtnym&lt;/span&gt; mydłem, i konkurs, w którym można za podobny klip dostać zestaw gier, to pomysły które ode mnie odbijają się rykoszetem, i z wizgiem pędzą w próżnię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mydełko? W sensie że mam sobie brudne &lt;span id="SPELLING_ERROR_19" class="blsp-spelling-error"&gt;ręce&lt;/span&gt; obmyć z obmierzłej nieczystości piractwa? W momencie gdy ten skąd-&lt;span id="SPELLING_ERROR_20" class="blsp-spelling-error"&gt;inąd&lt;/span&gt; fajny gadżet ma iść do lojalnych i legalnych graczy? Skucha! Źle &lt;span id="SPELLING_ERROR_21" class="blsp-spelling-error"&gt;interpretuję&lt;/span&gt;? Jak tak, to jaki ma być tego wydźwięk?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30 gier, wydanych przez &lt;span id="SPELLING_ERROR_22" class="blsp-spelling-error"&gt;Micfosoft&lt;/span&gt;? Super. Za zakup legalnego &lt;span id="SPELLING_ERROR_23" class="blsp-spelling-error"&gt;oprogramowania&lt;/span&gt;, mam być nagrodzony tym samym legalnym &lt;span id="SPELLING_ERROR_24" class="blsp-spelling-error"&gt;oprogramowaniem&lt;/span&gt;? Przecież wiadomo, że jak tłumaczę dlaczego taplam się w oryginalnych kopiach, to albo kłamię, i wcale mi się nie należą, albo co chciałem, to zdążyłem przez te 3 lata zakupić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="SPELLING_ERROR_25" class="blsp-spelling-error"&gt;Podsumowując&lt;/span&gt;. Brawa za dobre chęci. PR-owo jednak ktoś tu sobie strzelił w kolano. Marchewka zawsze jest &lt;span id="SPELLING_ERROR_26" class="blsp-spelling-error"&gt;skuteczniejsza&lt;/span&gt; od kija, ale nęcenie marchewką i chowanie jej gdy przychodzi pora ją wręczyć, wydaje mi się szkodliwa po dwakroć. Świadczy o tym najlepiej różnica pomiędzy przyrostem akcji i kontrakcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może, &lt;span id="SPELLING_ERROR_27" class="blsp-spelling-error"&gt;paradkosalnie&lt;/span&gt;, &lt;span id="SPELLING_ERROR_28" class="blsp-spelling-error"&gt;PRowy&lt;/span&gt; samobój okaże się impulsem, który ułatwi wprowadzenie LIVE w Polsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta. Chciałbym w to wierzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec ciekawostka, do której chciałem ograniczyć ten wpis, ale mi się nie udało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zestawieniu sukcesów wydawniczych ostatniego roku Sony na łamach &lt;span id="SPELLING_ERROR_29" class="blsp-spelling-error"&gt;Polygamii&lt;/span&gt; (&lt;span id="SPELLING_ERROR_30" class="blsp-spelling-error"&gt;sory&lt;/span&gt; za brak linka, musiał bym szukać, a nie mam czasu - wierzcie na słowo) chwali się dobrą sprzedażą mocnych tytułów, oraz faktem, że najlepiej sprzedające się na naszym rynku konsole to PS2, PSP, oraz - najlepiej z nich schodząca - &lt;span id="SPELLING_ERROR_31" class="blsp-spelling-error"&gt;nieprzerabialna&lt;/span&gt; PS3.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Microsoft jęczy dla odmiany na piractwo które daje się we znaki coraz gorzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż - piractwo na tym rynku siedzi od początku. Są jakieś dowody na jego nagły przyrost? Nagła fala &lt;span id="SPELLING_ERROR_32" class="blsp-spelling-error"&gt;userów&lt;/span&gt; online, których konsolki nagle poszły pod ban? Czy chodzi o spadek &lt;span id="SPELLING_ERROR_33" class="blsp-spelling-corrected"&gt;sprzedaży&lt;/span&gt; gier? &lt;span id="SPELLING_ERROR_34" class="blsp-spelling-error"&gt;Moze&lt;/span&gt; to nagła migracja użytkowników zmęczonych awaryjnością sprzętu i odwlekaniem wprowadzenia i tak płatnej usługi online do konkurencji? W końcu w kategorii sprzedaży konsol PS3 jest rzekomo &lt;span id="SPELLING_ERROR_35" class="blsp-spelling-error"&gt;niekwestionowanym&lt;/span&gt; królem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tym &lt;span id="SPELLING_ERROR_36" class="blsp-spelling-error"&gt;optymistycznym&lt;/span&gt; akcentem finiszuję w sposób finałowy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-6852682472427741379?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/6852682472427741379/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=6852682472427741379' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/6852682472427741379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/6852682472427741379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/01/60-kilo-i-czcze-pojekiwania.html' title='60 kilo i czcze pojękiwania'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-6846933207974166456</id><published>2010-01-20T00:01:00.005+01:00</published><updated>2010-01-20T01:24:14.752+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='teatr'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Od dziś mówcie mi Laslo</title><content type='html'>Blog zapuszczony, jestem w stanie ogólnego rozjazdu, pogłębiającego się rozpadu osobowości, oraz szeroko rozumianego i profesjonalnego (zero fuckupów!!!) rozmieniania się na drobne. Liczniczek jednak nieodwołalnie dociąga do 60K klików, co działa na mnie, lenia, mobilizująco. Z boku, z telewizora, naćpany Johnny Depp postękuje w adrenochromowej malignie, a del Toro informuje go przy wtórze hendrixowskiej interpretacji "Gwieździstego Sztandaru", że wziął dużo za dużo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To znak. Znak, że czas podzielić się refleksjami ze sztuki &lt;a href="http://www.studiokolo.com/repertuar/9"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Trip 71"&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, która miała premierę 6 stycznia, a którą miałem okazję oglądać. Możliwe że Studio Teatralne Koło będzie ją jeszcze wystawiać (ostatniego dnia sala była pełna), a hasło 'sztuka na podstawie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Lęku i odrazy w Las Vegas"&lt;/span&gt; Thompsona' brzmi kusząco, więc moje postękiwania może się na coś komuś  zdadzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze - uważam że my, blogersi, produkując się w sieci o filmach, komiksach czy grach, popełniamy recenzje, nie ważne jak argumentują to osoby, które uważają że jest inaczej. Może nie robimy tego zgodnie z regułami sztuki (na szczęście), może nie zawsze mamy pełną wiedzę formalną i historyczną na temat poruszanego zagadnienia (dzięki bogu), ale nie da się odmówić, że te płody odpowiadają słownikowej definicji recenzji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to to coś poniżej to nie będzie recenzja, ani trochę. Z teatru jestem w lesie. Nie mam o nim minimum wiedzy, potrzebnej do wyrażania fachowych  opinii. Nie da rady pracować, regularnie grać, czytać książki i komiksy, jeść, pisać, łazić do kina, spać, wdrażać w czyn własną interpretację konstruktu znanego jako 'życie rodzinne', czasem odwiedzić galerię, i jeszcze być ogarniętym w teatrze. No ja, cholera, nie umiem. A żałuję. Poniższy tekst będzie więc nie opinią osoby wiedzącej coś o zagadnieniu które porusza, a raczej radosnym, fanowskim bełkotem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie - jestem fanem Thompsona. Wiadomo. Gonzo. Gdyby znalazł się ktoś dostatecznie pozbawiony wyobraźni i zaproponował mi stałą kolumnę, gdzie mógłbym wyżywać się publicystycznie na naszej rodzimej rzeczywistości, wynaturzając ją i naciągając jak gumową membranę, nie zastanawiałbym się ani chwili. Podobna propozycja co prawda zdążyła już paść, niestety nie poszły za nią żadne deklaracje dotyczące gratyfikacji pieniężnej*. No i Polska nie jest jeszcze na takie coś gotowa. Ale gonzo-żurnalistyka to JA. A przynajmniej chciałbym być gonzo-żurnalistą. Stop. Cholera. Zasrany determinizm, kryjący się w imionach i nickach. Ja jestem Gonzo. I jestem żurnalistą. Coś jest na rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc, jako fan adaptacji Gilliama, książki w wersji oryżynalnej i naszej (a nawet cyfrowy ziom jej tłumacza), lansujący się obecnie na osobnika wczytującego się w cegłę z felietonami Thompsona w oryginale, na adaptację jego najbardziej znanej książki nie pójść nie mogłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cholera. Ja to mam talent do wstępów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.studiokolo.com/photos/2010_01_04_21_56_14_photo_LGJWCUTVNP.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 388px; height: 272px;" src="http://www.studiokolo.com/photos/2010_01_04_21_56_14_photo_LGJWCUTVNP.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy kontakt - informacje prasowe, wypowiedzi reżysera dla mediów. I tu coś chrupie. Okazuje się że "Lęk i odraza..." to autobiografia Thompsona. Autorom tejże wypowiedzi totalnie pojebał się podmiot liryczny z autorem jako takim. Czyli gonzo-dziennikarstwo to niezmącony fantazją strumień świadomości osobnika, który po prostu lubi sobie przyćpać? Cóż, podchwytliwe zagadnienie, można się było pośliznąć, w końcu to oparte na doświadczeniu Thompsona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ok, kij z tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A towarzyszem doktora Duke'a jest doktor Laslo. Nagle zapasiony Meksykanin stał się Węgrem. Nie wiem dlaczego, nie wiem po co. No dobra, taka interpretacja artystyczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie interpretacja artystyczna była dość osobliwa. Kaziążka, która kondensuje pewien stan ducha w określonym miejscu i czasie (początek lat 70tych, west coast), okazała się być książką uniwersalną. Chemiczny kac hippisów po erze Wodnika daje się też interpretować jako zawód konsumpcyjnym stylem życia. Niektórzy potrafią tę książkę interpretować właśnie tak - ja nie. Ale ja jestem osobą mało otwartą i złośliwą (co piszę bez uszczypliwości wobec tych, co mają inaczej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy ma jednak prawo do interpretacji własnej, pomyślałem sobie wspaniałomyślnie, w końcu wielowymiarowość, nawet niecelowa, przedłuża życie dzieła i zwiększa jego wymiar, więc jest wartościowa. No może poza sytuacjami, gdy dziełu brak tego pierwszego, przemyślanego wymiaru, a autor żeruje na tym, że ludzie sobie coś mądrego dośpiewają, i jakoś to pójdzie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ok. Czarna scena, gasną światła, zaczyna się. Gonz... Laslo w stroju baletnicy wiruje na karuzeli, Duke się pęta. Retrospekcja. Hotel w Los Angeles, karły z telefonem, porady prawnika, który sugeruje hawajskie (o ile pamiętam nie padło hasło Acapulco) koszule. Duke na to przystaje, po czym zakłada czarny garniak na gołą klatę, i wygląda z markerowymi tatuażami jak Pająk Jeruzalem bez frymuśnych okularków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobry akcent na początek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem jest już gorzej. Do przedstawienia załapał się prawie ten sam komplet scen co do filmu. W efekcie ginie zupełnie przesłanie książki. Przepadła refleksja nad tym, że lata żarcia LSD zostawiły ślady nie tylko na mózgu, ale i na rzeczywistości, a wiara w siłę miłości okazała się naiwną maską zasłaniającą koszmary eozgrywające się na świecie. Wymowa antykonsumpcyjna (lol) też jakoś z za kurtyny, gdzie pewnie siedział Pan Lezysel, głowy nie wystawiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamiast tego, przez jakieś 90 minut, dwóch naćpanych po dziurki w nosie jegomości szlaja się po Vegas, walcząc z niesforną rzeczywistością. Jak wiadomo - rzadko wygrywają, raz śmieszno, raz straszno, momenty są, dobre dialogi też. A gdy całość zaczyna męczyć, to Duke nagle zostaje sam, zadziera głowę, patrząc gdzieś w bok publiczności, i w drewniany sposób wygłasza monolog o smutnym przełomie dekad i końcu czasu Dzieci Kwiatów. Zgrzyta to, jak jeżdżenie paznokciami po tablicy. Jako że publika pamięta już, po co tych dwóch dziwaków pojechało do Vegas i o co wogóle miało chodzić w przedstawieniu, to w finałowej scenie udaje im się szczęśliwie znaleźć Amerykański Sen. Koniec. Oklaski. Przestaję ziewać, kurtuazyjnie czekam aż aktorzy przestaną wyłazić po kolejne brawa i wracam do domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie twierdzę że to złe przedstawienie. Jest nierówne. Momentami się dobrze bawiłem, co chyba jest określeniem najlepszym. Katharsis nawet się o mnie nie otarło, intelektualnie stymulowany się nie czułem, natomiast momentami się mi całość ciągnęła. Nierówna też sztuka wydawała mi się aktorsko. Osłabiał mnie odtwórca głównej roli. Można powiedzieć, komplementując typa, że postawił na oryginalność, luźno traktując materiał źródłowy, oraz odcinając się od martwego już pierwowzoru postaci w jaką się wcielił. Osobiście skłaniam się raczej do stwierdzenia, że taki z niego Duke, jak z gumy do żucia szelki. Taki no... teatralnie nadekspresyjny, poetycki, wzniosły, zastraszony rzeczywistością. Wyszedł mu zaledwie  neurotyczny cień  bezczelnego i wrednego pismaka, uważającego się za śmietankę sportowej żurnalistyki. Dużo lepiej wypadł Gon... Laslo. Kolo krągławy, zapuszczony, momentami dosadny, acz daleki od grozy, jaką potrafił budzić del Toro w scenach, gdy gra kwasowe zamroczenie. Nie widziałem Acosty w żadnym filmie, mogę odnosić się tylko do książki i dzieła Gilliama. Może jego adaptacja mnie ukierunkowała - pewnie tak, dlatego stękam. Śmiem przypuszczać, że to odtwórca tej roli wpadł na pomysł ustylizowania Duke'a na najbardziej znanego komiksowego gonzo-dziennikarza. Typ miał bródkę wystrzyżoną na Ra's al Ghula. Nie znam przypadku takiego strzyżenia brody bez zajarania Batmanem, tudzież komiksem. Inna sprawa że motyw z Pająkiem załapałem ja, optymistycznie patrząc może jeszcze 2 inne osoby. Dla mnie fajne. Ale warto było? Raczej nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie na wszystkich jojczę. Pomyłką był udział pani Buzek, w rolach epizodycznych wpiętych raczej na siłę, dla dodania jej nazwiska do afisza. Pewnie lubi filmy z Deppem. Nie no, jestem złośliwy, pewnie to fanka wszystkich wydanych w Polsce książek Thompsona. Ale jak ktoś w niewiadomym celu wzbogaca swoją kreację nieśpiesznym stepowaniem, to u mnie się tak kończy. Rewelacyjny natomiast był delikwent który grał męskie epizody, niejaki Bartłomiej Bobrowski. Nie znam, nie wiem, ale gość ma klasę, nie ważne czy robił za prokuratora okręgowego w basenie, czy hotelową recepcję. Zasadniczo dziwne że nie zagrał Duke'a, ale najwyraźniej jak ktoś najmłodszy w ekipie, to musi swoją kolejkę zapychania dziur odbębnić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jeszcze było dobre? Scenografia. Prosta, ascetyczna, momentami nawet zerowa, bo wszystko załatwiało oświetlenie. Minimalizm jednak był w pełni zrozumiały, i zostawał więcej miejsca na scenie aktorom. Bardzo fantazyjne i błyskotliwe wykorzystanie pięciu rekwizytów na krzyż. No mistrz po prostu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całościowo - sztuka jak dla mnie średnio udana, warta zobaczenia tylko i wyłącznie ze względów poznawczych, na zasadzie 'co Polacy potrafią z Thompsonem na scenie zrobić'. No i ważna, by móc uchodzić za tegoż agregata fanboja, i jako taki się wozić. Z perspektywy fanboja jednak mało oddawało toto książkę, no i było w sumie zbędne, biorąc pod uwagę adaptację Gilliama. Przedstawienie nic nowego, poza Pająkiem, nie wnosi. Acz jest na scenie i na żywo. Co mi jakoś szczególnie dobrze nie robi, gdy się nudzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ja się nie znam, i jestem fanbojem. Nie kończyłem teatroznawstwa. Znajomy kończył. Jemu się podobało. Ale on nie czytał książki. I nie widział filmu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-6846933207974166456?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/6846933207974166456/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=6846933207974166456' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/6846933207974166456'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/6846933207974166456'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/01/od-dzis-mowcie-mi-laslo.html' title='Od dziś mówcie mi Laslo'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-5875876351078648678</id><published>2010-01-13T15:56:00.005+01:00</published><updated>2010-01-13T16:14:08.338+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><title type='text'>Strzyga atakuje!</title><content type='html'>Nie, nie jest to buńczuczna zapowiedź, że prace nad "Odmieńcem 2" są na ukończeniu, i już na WSK tomik będzie w sprzedaży. Czas mnie z tego wyleczył. Co nie znaczy że tomik nie powstanie na WSK. Na pewno jednak nie na to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panie i Panowie - zapraszam na &lt;a href="http://mateuszdrabik.blogspot.com/2010/01/strachy.html"&gt;blog Mateusza Drabika&lt;/a&gt;, zwanego też Drabem, a tu i tam także Dusiołem. Kto zaglądał na jego blog, ten wie że chłopak wymiata, w czerni i bieli, a także w kolorze. Polski rynek komiksowy tylko czeka, aż chłopak zdecyduje się żyć przez pół roku na chlebie ze smalcem, by narysować swoje debiutanckie dzieło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaroszenie do przeniesienia z moich skromnych net-progów na cudzą stronę to oczywiście nie tylko kurtuazja, ale też dwa gramy prywaty. Dusioł pracuje obecnie nad (jak sam to nazwał) ilustrowanym przeglądem wierzeń słowiańskich, która to książka ma być jego pracą dyplomową. Miło mi, że inspiracją - i podstawą tekstową do jego rysunków - jest mój własny dyplom, który popełniłem parę lat temu. Będę mógł się jednocześnie chwalić, że nie tylko mam z magisterki satysfakcję, ale też zaistniała ona w środowisku akademickim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze strony wyglądają oczywiście rewelacyjnie, a specyficzna kompozycja plansz kojarzy mi się z "Opowieściami Szeherezady" Toppiego. Wchodźcie, klikajcie, to naprawdę kapitalnie wygląda! Ja chcę całość - już!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://digart.img.digart.pl/data/img/vol1/44/46/download/4810801.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 366px; height: 183px;" src="http://digart.img.digart.pl/data/img/vol1/44/46/download/4810801.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-5875876351078648678?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/5875876351078648678/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=5875876351078648678' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5875876351078648678'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5875876351078648678'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/01/strzyga-atakuje.html' title='Strzyga atakuje!'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2604184445729416205</id><published>2010-01-12T11:37:00.015+01:00</published><updated>2010-01-12T13:12:18.518+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>the Kruk</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.impawards.com/1994/posters/crow_ver2.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 260px; CURSOR: hand; HEIGHT: 376px" alt="" src="http://www.impawards.com/1994/posters/crow_ver2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Każdy ma taką kategorię 'filmy mojej młodości', 'muzyka mojej młodości', 'lektury młodości'. Te z okresu ogólniaka, takie pierwsze 'dorosłe'. Nie muszę się tłumaczyć o co chodzi. "Kruk" to jedno z takich dzieł które zawładnęły wyobraźnią młodzieży wchodzącej w dorosłość pod koniec minionej dekady, a i wżera się w mózgi do dziś. I film ten - drodzy państwo - ano film ten się praktycznie nie zestarzał, choć skazy widzę dziś na nim dużo wyraźniej niż te 15 lat temu.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Dla urodzonych w połowie lat 90-tych: "Kruk" to coś, co można (z braku celniejszego określenia) nazwać gotyckim filmem akcji. W przeddzień (&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;przednoc&lt;/span&gt;?) &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Halloween&lt;/span&gt; z grobu powraca mściciel, anioł zemsty i kary. Rok wcześniej Erica &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Dravena&lt;/span&gt; i jego dziewczynę brutalnie zamordowano. Trasę wskrzeszonego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Dravena&lt;/span&gt; po mieście znaczą śmierci kolejnych oprawców sprzed roku. Na końcu czeka jednak ktoś więcej, ktoś kto ich wynajął, i kto wcale tego nie żałuje. O ile ciał bogatszy będzie cmentarz, nim noc dobiegnie końca...?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Film ten można zaliczyć do kategorii 'instant classic'. Swoje zrobiła tu na pewno tajemnicza śmierć wykonawcy głównej roli, Brandona Lee, syna Bruce'a. Wykonawca roli zmarłej gwiazdy zmarł na planie. Podobno to efekt klątwy, ciążącej na rodzinie Lee. Podobno jego ojciec przewidział śmierć syna, wychodząc swego czasu ze śpiączki. Podobno jak oddycha się do papierowej torby, to przechodzi czkawka. nie ulega jednak wątpliwości, że zgon na planie dodał filmowi aury &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;tajemniczości&lt;/span&gt;, a towarzyszącemu mu mrokowi dodał głębi.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Oczywiście "Kruk" to najlepszy film dla &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;niedorobionych&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;gociaków&lt;/span&gt;. Cmentarz, nagrobki, deszcz, róże na grobach, podążający za bohaterem Kruk, katedra, miłość silniejsza od śmierci, ubrany na czarno długowłosy facet w makijażu jak model na okładkę Lacrimosy, cytaty z Edgara Alana Poe. Mieszanka jaką zaserwował Alex &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Proyas&lt;/span&gt; jest na tyle dobrze &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;przyrządzona&lt;/span&gt;, że nie trzeba być &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;gothem&lt;/span&gt;, aby smakowała, zwłaszcza że &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;najtandetniejsze&lt;/span&gt; jej składniki z gotykiem niewiele mają wspólnego, ale o tym potem.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Na "Kruka" załapała się też rzesza fanów komiksu, w końcu to ekranizacja dzieła Jamesa O'&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;Barra&lt;/span&gt;. Jest to, z dzisiejszej perspektywy patrząc, jeden z najlepszych filmów na bazie literatury obrazkowej, i chyba jedna z niewielu adaptacji która przewyższa oryginał, który mnie akurat nie przekonał. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Proyas&lt;/span&gt; świetnie wstrzelił się w klimat początku lat 90tych, inspirując się &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;burtonowskimi&lt;/span&gt; batmanami, ale dodał też sporo od siebie. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Kluczem do popularności tego dzieła jest chyba czas w którym powstał. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;Proyas&lt;/span&gt; to też reżyser teledysków, a w "Kruku" jest sporo ducha MTV właśnie z tamtego okresu, kiedy zamiast debilnych reality show, pokazywała mięsiste teledyski, muzykę z kręgosłupem, i promowała pewną formę &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;intelektualnej&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;niezależności&lt;/span&gt;, a &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;przynajmniej&lt;/span&gt; podążania pod prąd. W końcu głównym bohaterem jest muzyk rockowy. Drogie dzieci. Były to lata, kiedy muzyk rockowy mógł być jeszcze ikoną popkultury, a także zostać bohaterem filmu. Poza tym teledyskom film zawdzięcza na pewno oprawę i montaż, oraz ogólne umuzykalnienie. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Tylko w tamtych latach film dla masowego widza (acz nie pierwszej kategorii) mógł atakować słuchacza zestawieniem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;RATM&lt;/span&gt;, the &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;Cure&lt;/span&gt;, Stone Temple &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;Pilots&lt;/span&gt;, NIN &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;kowerujących&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;Joy&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;Division&lt;/span&gt; (i udowadniających że z Trenta taki sam wokalista, jak z Curtisa - fani mogą we mnie rzucać wirtualnymi odchodami w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;komentach&lt;/span&gt;). Soundtrack do dziś się broni jako świetny zestaw. Załapała się Pantera, jest &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;Helmet&lt;/span&gt;, jest Heniek Rollins, jest the &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;Cure&lt;/span&gt;. Cholera, kiedy ja ostatni raz słyszałem the &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;Cure&lt;/span&gt; w filmie???&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/hyr5WdrEvGI&amp;amp;hl=" fs="1&amp;amp;" width="383" height="310" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Kruk to przede wszystkim klimat, w dużej mierze muzyka, ale jednak klimat stworzono nie dźwiękiem, a stroną wizualną. Ekipa, nie mając jeszcze do dyspozycji mocnych komputerów, zrobiła ten film w sposób &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;konwencjonalny&lt;/span&gt;, tradycyjnymi efektami, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;blueboxem&lt;/span&gt;, ale dzięki temu rezultat jest &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;ponadczasowy&lt;/span&gt;. Po prostu jakość &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;renderów&lt;/span&gt; się nie zestarzała, bo ich nie ma. Zamiast tego są świetne, długie ujęcia nad dachami miast, kamera &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;podąża&lt;/span&gt; za Krukiem-ptakiem, czasem też patrzy z jego oczu. Jak na prosty film akcji zmieszany z horrorem, to naprawdę rewelacyjnie wygląda.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Ostatnim z kolei (i w sumie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;najważniejszym&lt;/span&gt;) elementem, który złożył się na kultowy status filmu, jest na pewno Brandon Lee. Nie tylko dlatego, że dostał kulkę w momencie, gdy miał zostać ostrzelany ze ślepaków. Chociaż zwykle grywał w filmach klasy C, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;tandeciarskich&lt;/span&gt; filmach akcji, starając się &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;podążać&lt;/span&gt; drogą Małego Smoka, i może go kiedyś przeskoczyć, okazał się być dobrym aktorem. A &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;przynajmniej&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;charyzmatycznym&lt;/span&gt;. Jego Kruk to postać mroczna, ale nie zła. Sadysta, wobec tych którzy zasłużyli na ból, ale i przewrotny błazen. Brandon udowodnił, że ma w sobie coś więcej, niż nazwisko sławnego ojca. Niestety - za późno. Przypomina to bardzo sytuację &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;Ledgera&lt;/span&gt;, który swoje opus magnum też przypłacił śmiercią. Co ciekawe - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;Ledger&lt;/span&gt; wyraźnie inspirował się postacią Kruka. Fryzura, makijaż - to tylko subtelne analogie. Jeszcze więcej cech szczególnych można znaleźć w kreacji. W końcu obaj zagrali szalonego błazna, pełnego wewnętrznego bólu, którym obficie dzieli się z tymi, którzy go otaczają.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Skoro gotycki klimat - to róże, a jak róże - to i kolce. Film trzyma się kupy, o ile oczywiście przyjmujemy że ktoś może wrócić z zaświatów. Jest dobrze zagrany, ma świetną muzykę, kapitalnie wygląda. Ale jest zgrzyt. Dziewczynka, która przewija się przez cały film. Jest ona w sumie najbliższym łącznikiem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;Dravena&lt;/span&gt; ze światem żywych, powodem, dla którego następuje w filmie taki, a nie inny finał. Tylko że wątek jest mdły, nudny, tandetny, i zaburzający &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;konsekwentny&lt;/span&gt; mimo wszystko, mroczny klimat filmu. Szkoda. Ale na szczęście więcej zastrzeżeń nie mam.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;No i co ja mogę rzec? Jak ktoś nie widział, to niech się wstydzi i nadrobi, koniecznie część pierwszą, a nie którąś ze średnich kontynuacji, czy serial TV z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;Dacascosem&lt;/span&gt;. Ale pewnie większość widziała. To obejrzyjcie sobie ten film, pączusie, jeszcze raz, co by się przekonać że nie wszystkie filmy naszej młodości szlag trafia, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;rendery&lt;/span&gt; stają się biedne, a fabuła robi się po latach płaska. To dalej jest dobre. Wiem to ja. Wiedział do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;Ledger&lt;/span&gt;. Wie to &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;Shinichiro&lt;/span&gt; Watanabe (jak ktoś ma wątpliwości, to niech sobie powtórzy "Ballad of &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_46"&gt;Fallen&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_47"&gt;Angels&lt;/span&gt;", Cowboy Bebop Session 5). Wiecie to i Wy, ale musicie sobie co najwyżej przypomnieć. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Dziś bez znaku jakości. "Kruk" jest ponad to.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;No to na deser Kaubaju Bibappu, Sesja 5, końcówka, scenka rodem z finału "Kruka". Smasznego. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/18qm_D8OZWk&amp;amp;hl=" fs="1&amp;amp;" width="383" height="310" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-2604184445729416205?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/2604184445729416205/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=2604184445729416205' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2604184445729416205'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2604184445729416205'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/01/kruk.html' title='the Kruk'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-161106884816403202</id><published>2010-01-03T18:06:00.004+01:00</published><updated>2010-01-03T21:51:42.018+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Niezwykli Dżentelmeni prosto z Piekła</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img1.gildia.pl/_n_/film/filmy/sherlock_holmes/poster-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 296px;" src="http://img1.gildia.pl/_n_/film/filmy/sherlock_holmes/poster-200.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;O mojej sympatii do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;Guya&lt;/span&gt; Ritchiego świadczą choćby dwa ostatnie wpisy, nie będzie więc zaskoczeniem deklaracja że się i cieszyłem na jego najnowsze dzieło, i zakładałem że pierwszy raz kręcąc blockbustera obsunie mu się noga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z satysfakcją informuję że obawy moje były &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;bezpodstawne&lt;/span&gt;. Nowy film &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Guya&lt;/span&gt; nie ma nic prawie wspólnego z jego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;dotychczasową&lt;/span&gt; twórczością. To &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;wysokobudżetowy&lt;/span&gt; film kostiumowy z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;pierwszoligową&lt;/span&gt; obsadą, a nie kameralny obrazek z życia półświatka przestępczego. Dzieło sztuki to nie jest. Granic były maż Madonny nie przekracza żadnych. Ostatni raz jednak bawiłem się tak dobrze chyba na "Dystrykcie 9".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowa ekranizacja przygód &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;najsławniejszego&lt;/span&gt; brytyjskiego detektywa to bogaty miks gatunkowy, gdzie każdy znajdzie dla siebie co najmniej kilka składników. Oczywiście jest śledztwo, przygoda, szatański spisek, akcja, romans, humor. Są też ciekawi bohaterowie - wiadomo że &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Downey&lt;/span&gt; Jr. dał radę, ale świetny jest też jego adwersarz. Ciekawie wykreowano też jego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;niespełnioną&lt;/span&gt; miłość - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;kryminalistkę&lt;/span&gt;, która jako jedyna potrafi go zrobić w wała. Całość jest świetnie skręcona i doprawiona (co akurat chyba jako jedyne jest dla Ritchiego typowe) świetną muzyczką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Oddzielnym&lt;/span&gt; poziomem, ale i bohaterem filmu, jest sam Londyn. Spece od efektów specjalnych zrobili coś niesamowitego, to miasto wygląda staro, ponuro i autentycznie. Ujęcia &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;z panoramicznym spojrzeniem na stolicę Imperium&lt;/span&gt;, takie jak choćby w trakcie finałowej - epickiej i komiksowej - walki, po prostu kopią w szczenę niczym muł ze wścieklizną. Bez tak zrobionego miasta film pewnie tracił by dużą część swojej rozrywkowej siły &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;uderzenia&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec zboczenie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;fanboja&lt;/span&gt; - film trącał mi Moorem, i to konkretnie. Pewnie, że akcję osadzono w epoce, do której Alan lubi się odnosić, i w której świetnie się odnajduje. Jasne, że bohaterowie z cyklu o Holmesie budzą skojarzenia z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;LXG&lt;/span&gt;. Scenografia znana, i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;wogóle&lt;/span&gt;. Budowany właśnie most Tower jakoś tak strasznie mi się kojarzył z początkiem pierwszego tomu, i budową mostu nad kanałem w Dover. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;Powierzchowne&lt;/span&gt;. Naciągane. Tylko że spisek masoński (Temple of &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;Four&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;Orders&lt;/span&gt; my &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;ass&lt;/span&gt;, wolnomularze dobrze posmarowali, czy co?) to jazda klimatem "Prosto z Piekła" jak nic. Może i tyle ma to wspólnego że się kojarzy bo tu masoni, i tam masoni. Ale żeby tak a nie inaczej rozłożyć w Londynie miejsce śmierci kolejnych ofiar, no to trzeba było albo Moore'a czytać, albo sprawę Kuby Rozpruwacza zupełnie przypadkiem w międzyczasie analizować. Koncepty Alana tam się bujają nad tym wszystkim, słowo, i efekt jest &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;lepsiejszy&lt;/span&gt; niż ekranizacja &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;któregokolwiek&lt;/span&gt; jego komiksu. Tak, Holmes podobał mi się bardziej od &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;Łoczmenów&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i na koniec-koniec. Ja wiem, że &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;Downey&lt;/span&gt; jest w swojej roli naprawdę umiarkowanie brytyjski. Jest sobą, i trudno go nie lubić. Nie jest morfinistą. Jest alkoholikiem, jak Tony &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;Stark&lt;/span&gt;. Nie gra na skrzypcach, tylko sobie na nich pobrzękuje bez używania smyczka. Jest nie tylko mistrzem dedukcji, ale i dzięki temu klepie po ryjach lepiej niż Brad Pitt w "Przekręcie". Jest dekadentem w zafajdanych ciuchach, który ma mało wspólnego z graną przez niego klasyczną postacią w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;charakterystycznej&lt;/span&gt; czapie i pelerynie. Ale i tak jest git.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwie godziny dobrej zabawy. Znak jakości. I tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/S0EC70SBHnI/AAAAAAAAANs/mHqdHVsbkDY/s1600-h/Dobre_kolor.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 202px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/S0EC70SBHnI/AAAAAAAAANs/mHqdHVsbkDY/s320/Dobre_kolor.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5422618653000539762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-161106884816403202?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/161106884816403202/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=161106884816403202' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/161106884816403202'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/161106884816403202'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2010/01/niezwykli-dzentelmeni-prosto-z-pieka.html' title='Niezwykli Dżentelmeni prosto z Piekła'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/S0EC70SBHnI/AAAAAAAAANs/mHqdHVsbkDY/s72-c/Dobre_kolor.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-7561781661977723704</id><published>2009-12-30T15:56:00.008+01:00</published><updated>2009-12-30T16:18:43.152+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>"LOBO: the Snatch"</title><content type='html'>Idę za ciosem. Atakuję z pół-kompletną fabułą filmu który Ritchie mógłby zrobić, o ile &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;w ogóle&lt;/span&gt; będzie go robić.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://buchinsky.files.wordpress.com/2009/09/lobo.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 335px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://buchinsky.files.wordpress.com/2009/09/lobo.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Czołówka. Szybki, teledyskowy montaż, pulsująca muzyczka. Kolejne przejeżdżające komiksowo &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;przekolorowane&lt;/span&gt; ujęcia wprowadzają bohaterów. Lobo. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Brainiac&lt;/span&gt;. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Vril&lt;/span&gt; Vox. Lex &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Luthor&lt;/span&gt;. Paru innych &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;superkolesi&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Na Syriuszu ma miejsce kradzież kryptonu z lokalnego banku. Dokonują go... Kosmiczni Żydzi? Nie wiem, Żydzi mogą &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;sie&lt;/span&gt; czuć obrażeni. Ale nie wiem jak zmienić ten motyw (na kogo) żeby Żydzi obrażeni się przypadkiem nie poczuli. W każdym razie - bandyci dzielą łup, a nie jaki &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Frankie&lt;/span&gt; Frag &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;Fingers&lt;/span&gt;/&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;Frankie&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Frago&lt;/span&gt;-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;Palcy&lt;/span&gt; (&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Benicio&lt;/span&gt; del Toro, bo kto jak nie on?) bierze ze sobą duży okruch kryptonitu, który ma przewieźć dla &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;zleceniodawcy&lt;/span&gt; napadu na ziemię. Akurat galaktycznym centrum &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;wszechświata&lt;/span&gt; okazuje się być Londyn, a więc na tym ziemskim zadupiu ma on przekazać kryształ. Po drodze jeden z typów daje &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;FFF&lt;/span&gt; namiar na gościa z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;Londka&lt;/span&gt; - niejakiego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;KGBeast&lt;/span&gt;, który zaopatrzy go w co chce - broń, niezdrowe używki, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;whateva&lt;/span&gt;, w końcu loty &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;międzyplanetarne&lt;/span&gt; mają tak dobrą ochronę, że tylko studenci są w stanie coś nielegalnego wnieść na pokład.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alfa Centauri. Baza L.E.G.I.O.N.-u, trwają przygotowania do Galaktycznych Mistrzostw &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;Superherosów&lt;/span&gt; w Londynie, do których to zawodów wspomniana fundacja wystawia swojego zawodnika, Pięknego (zakuta &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;gęba&lt;/span&gt;, pierwszy lepszy brytyjski oprych). Konkurs jest ustawiony, ale to jedyna szansa dla "L" żeby się wkręcić i nieco &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;podpromować&lt;/span&gt;. Planowane jest Wielkie Wejście Pięknego (w skrócie), ma wlecieć na arenę na kosmicznym motorze. Który jednak się zepsuł, i działać nie chce. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;Vril&lt;/span&gt; Vox (pomalowany na zielono i wbity w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;spendex&lt;/span&gt; Jason &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;Statham&lt;/span&gt;) wysyła jednego ze swoich przydupasów na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;Czarnię&lt;/span&gt;, bo jak wiadomo Czarnianie świetnie znają się na kosmicznych motorach. Nie wiedzieć czemu, dowódca "L" nie wpada na pomysł posłania podwładnego do najbliższego dealera czy komisu kosmicznych motorów, co będzie miało &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;nieoczekiwane&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;konsekwencje&lt;/span&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Syriusz - wspomniany poprzednio bandzior dzwoni do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;KGBeast&lt;/span&gt; z informacją o kryptonie i że będzie go wiózł typ z zacięciem do hazardu.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Nowy Jork - Lex &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;Luthor&lt;/span&gt; dzwoni do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;FFF&lt;/span&gt;, który przyleciał na ziemię, i wysyła go do swojej londyńskiej filii i każe się trzymać z dala od hazardu. Następnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;Luthor&lt;/span&gt; dzwoni do filii i mówi że &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;FFF&lt;/span&gt; już jest na wyspie. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;FFF&lt;/span&gt; kupuje &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;guna&lt;/span&gt; od &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;KGBeast&lt;/span&gt;, a ten prosi go o zrobienie za niego zakładu przed meczem bokserskim u bukmacherów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://media.tumblr.com/tumblr_kswbqy02Y41qa4rak.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 211px; CURSOR: hand; HEIGHT: 330px" alt="" src="http://media.tumblr.com/tumblr_kswbqy02Y41qa4rak.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Przydupas &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;Vrila&lt;/span&gt; trafia na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;Czarnię&lt;/span&gt;, i kupuje używany motor od niejakiego Lobo (&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;Vinnie&lt;/span&gt; Jones - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;soory&lt;/span&gt; Jason... swoją drogą to jest myśl, ale &lt;a href="http://www.comicbookmovie.com/fansites/createthefuture/news/?a=9918"&gt;nie tylko ja na to widzę po szybkim &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;guglnięciu&lt;/span&gt; wpadłem&lt;/a&gt;). Jako gratis dostaje kosmicznego delfina, który po drodze mu ucieka. Przy odjeździe motor się psuje, przydupas chce się kłócić, ale obietnica nakarmienia go jego własnymi kiszkami zniechęca go do dalszej dyskusji. Do dialogu włącza się w jedyny znany sobie sposób Piękny. Lobo jednym ciosem haka uwala mu łeb, po czym robi sobie z niego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;popielniczkę&lt;/span&gt; na cygaro, i ze znudzeniem mówi 'no to spieprzać'.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Siedziba &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;Justice&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;League&lt;/span&gt; of Europe. Jeden z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;pierdołowatych&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_46"&gt;superherosów&lt;/span&gt; bawi się z latającym delfinem, którego kupił właśnie na Czarni. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_47"&gt;Ziomboje&lt;/span&gt; dostaną cynk, że pewien zbrodniarz z innego świata dybie na ziemię, i że będzie go można dorwać u bukmacherów, gdzie właśnie zmierza. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_48"&gt;FFF&lt;/span&gt; dzwoni ze swojego samochodu do centrali, że podrzuci paczkę po meczu bokserskim. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_49"&gt;JLE&lt;/span&gt; szykują się do akcji i blokują wyjście z samochodu &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_50"&gt;FFF&lt;/span&gt; pod centrum &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_51"&gt;bukmacherskim&lt;/span&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_52"&gt;Czarnia&lt;/span&gt;. Vox na wieść o zgonie Pięknego się wścieka, sam leci do Lobo, dogaduje się że ten będzie walczył w pojedynku za niego. Lobo się kłóci, kłóci i w końcu mówi 'chuj tam, mogę walczyć, ale kupujecie mi taki fajny motor, z zajebistymi głośnikami przy siedzeniu i czaszką na dziobie, dorzućcie tylko cebrzyk piwa i jestem IN. Nie pamiętam tylko dlaczego w następnej scenie macie być boso czy tam bez gaci, ale ma to coś wspólnego z królikami'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Londyn. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_53"&gt;Brainiac&lt;/span&gt; (&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_54"&gt;niezastąpiony&lt;/span&gt; Alan Ford, z procesorami przyklejonymi do ogolonego łba), który organizuje zawody, oczywiście się wścieka, bo zmiana zawodnika rozwala już ustawione zakłady, i każe &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_55"&gt;Voxowi&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_56"&gt;załatwić&lt;/span&gt;, co by Lobo dał dupy w 4tej rundzie, bo będzie źle.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;NY. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_57"&gt;Luthor&lt;/span&gt; rozmawia z londyńską filią, dowiaduje się że &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_58"&gt;FFF&lt;/span&gt; poszedł na mecz. Decyduje się sam przyjechać do Londynu, choć nie cierpi Wielkiej Brytanii (co ciągle powtarza), i samemu dopilnować interesu.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Zasadniczo to kręci się dalej w znany sposób (tak jak i wcześniej), a nie mam czasu teraz całą historię przerabiać. Dalej wystarczy tylko nicki zmieniać, z małymi wyjątkami. Bo...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zamiast &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_59"&gt;Kulozębego&lt;/span&gt; pojawia się &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_60"&gt;Metallo&lt;/span&gt; (Gerard Butler albo &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_61"&gt;Dolph&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_62"&gt;Lundgren&lt;/span&gt; - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_63"&gt;sooory&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_64"&gt;Vinnie&lt;/span&gt;...), który akurat bawi w Londynie. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Lobo postanawia rozpieprzyć mecz bo nikt mu nie będzie nic dyktował, a potem rozpieprzyć &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_65"&gt;Brainiaca&lt;/span&gt;, bo nikt nie będzie zabijał Czarnian, jeśli on sam tak nie zdecyduje. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_66"&gt;JLE&lt;/span&gt; to oczywiście sieroty, i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_67"&gt;KGBeast&lt;/span&gt; nie będzie miał problemu ze zrobieniem im z dup jesieni &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_68"&gt;średniowiecza&lt;/span&gt;. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Delfin który &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_69"&gt;połknie&lt;/span&gt; kryptonit wróci oczywiście do Lobo, dzięki czemu niebieski harcerzyk mu nawet nie skoczy. O ile ktoś wpadnie na pomysł filmowania starcia LOBO z S.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;A wspomniana &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_70"&gt;Czarnia&lt;/span&gt; która cały czas dycha, to tylko myk, dzięki któremu w kontynuacji filmu da się pokazać ludobójstwo w skali planetarnej, a potem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_71"&gt;zekranizować&lt;/span&gt; "Ostatniego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_72"&gt;Czarniana&lt;/span&gt;".&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Wiem że to ostro naciągane, ale który komiks o LOBO nie był???&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;No to teraz tylko pytanie - ma ktoś namiary na jakiegoś bonza z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_73"&gt;DC&lt;/span&gt; albo na Ritchiego? Sprzedał bym pomysł na scenariusz... może by z tego chociaż komiks przed premierą filmu ciachnęli...&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-7561781661977723704?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/7561781661977723704/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=7561781661977723704' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/7561781661977723704'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/7561781661977723704'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/12/lobo-snatch.html' title='&quot;LOBO: the Snatch&quot;'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-189811756531407903</id><published>2009-12-28T14:54:00.006+01:00</published><updated>2009-12-28T15:06:45.416+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Jaki będzie "Lobo", jeśli jednak zekranizuje go Guy Ritchie?</title><content type='html'>&lt;p&gt;-Lobo będzie narratorem z offu, będzie miał uliczny, brytyjski akcent, i będzie strzelał one-linerami jak popaprany;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-akcja będzie osadzona w jakimś gangsterskim zakątku Londynu;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Lobo będzie częścią grupki podobnych mu twardzieli (L.E.G.I.O.N.?), która na sam początek filmu zostaje wydymana, po czym musi skołować dużą kasę, bo jak nie to skonają w męczarniach; wróg jest &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;uber&lt;/span&gt; zły, obstawiam &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Brainiaca&lt;/span&gt;, albo &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Brainiaca&lt;/span&gt; 2 lol;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-fabuła będzie dotyczyła nie tylko &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;liczącego&lt;/span&gt; wiele zer długu w kredytach, ale też czegoś rzadkiego i bardzo wartościowego... hm, kryptonit?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-będzie więcej równoległych wątków i postaci 2-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;goplanowych&lt;/span&gt; niż fabuły, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;prawdopodobnie&lt;/span&gt; Ritchie upchnął by 1/4 &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;universum&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;DC&lt;/span&gt;, każdy &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;każdego&lt;/span&gt; robi w wała, a to wszystko splata się w jeden wielki Okrąg Życia, gdzie bohaterowie obrobieni przez X, obrabiają A, który obrobił B, który obrobił kogoś innego, aż dojdziemy do typa co obrobił X... Kto normalny kantuje &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;Brainiaca&lt;/span&gt;?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-na bank pojawi się jakiś Rosjanin, jako koleś nie do zajebania (Rusek-maska? &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;łiiii&lt;/span&gt;!!!); ktoś &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;kojarzy&lt;/span&gt; jakiegoś ruskiego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;villaina&lt;/span&gt; z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;DC&lt;/span&gt;?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-obowiązkowo pojawi się grupka kompromitujących się na każdym kroku &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;pierdołowatych&lt;/span&gt; pseudo-twardzieli, którzy cały film coś chcą, ale nie mogą, stawiam na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;JLA&lt;/span&gt;;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-ktoś będzie pozbywał się swoich ofiar, karmiąc nimi jakieś zwierzęta... kosmiczne delfiny Lobo?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-film na bank będzie miał dobry soundtrack i teledyskowy montaż;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-skoro to świat &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;DC&lt;/span&gt;, to pewnie będzie Killer &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;Croc&lt;/span&gt;, grany przez &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;Vinniego&lt;/span&gt; Jonesa;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-nie obędzie się bez ratingu R, nawet jeśli zamiast fuck będzie frag;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-no i na koniec, choć mało odkrywczo, Lobo zagra Jason &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;Statham&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Znowu mi blogspot na systemie na którym siedzę grafy blokuje, więc będzie bez mazanego przez Biza Lobo, pokazującego fucka.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-189811756531407903?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/189811756531407903/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=189811756531407903' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/189811756531407903'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/189811756531407903'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/12/jaki-bedzie-lobo-jesli-jednak.html' title='Jaki będzie &quot;Lobo&quot;, jeśli jednak zekranizuje go Guy Ritchie?'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-1361372486764259384</id><published>2009-12-22T13:01:00.006+01:00</published><updated>2009-12-22T13:13:41.484+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><title type='text'>Koniec Legendy</title><content type='html'>Umarłem towarzysko. Nie udzielam się. Nie bryluję. Nie uczęszczam. Nie czytam komiksów. Nie bloguję. Sprawiłem sobie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;przedwcześnie&lt;/span&gt; na gwiazdkę PS3, i oficjalnie dla reszty jestem martwy. Nie podzielam co prawda zdania Mara Oleksickiego i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Sztyba&lt;/span&gt; że trzeci &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;plejak&lt;/span&gt; to 'zupełnie inna kultura grania' (gra to gra, konsola to konsola), ale na nadrabianiu ekskluzywnych zaległości upłynie mi pewnie kolejne pół roku. &lt;p&gt;Na pierwszy ogień poszły &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Uncharted&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Heavenly&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;Sword&lt;/span&gt; i Metal Gear Solid 4. O ile pierwsze tytuły zapewniły mi całkiem fajną rozrywkę, acz czuć już że to nie premierowe pozycje, o tyle &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;MGS&lt;/span&gt;4... No frapująca to gra. Piszę to z pozycji &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;fanboja&lt;/span&gt; serii.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Uwielbiam pierwsze dwie części. Z racji &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;nieposiadania&lt;/span&gt; PS2, 3ki nie było mi dane nigdy dokończyć - popykałem, i mnie środek jakoś znudził. Fajny wstęp, wkręt w fabułę, a potem monotonne łażenie przetykane bossami, bez popychania historii do przodu nawet na centymetr.&lt;br /&gt;Co innego jedynka i dwójka. Zwłaszcza jedynka. Filmowa narracja. Bogaty wstęp, bazujący na poprzednich, 8-bitowych częściach, i co za tym idzie - rozbudowane tło wydarzeń. Zwroty akcji. Mnogość ciekawych postaci. Voice &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;acting&lt;/span&gt; (David &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Hayter&lt;/span&gt; moim #1), muzyka. Wrogowie. Nowatorska w końcu koncepcja gry '&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;skradanej&lt;/span&gt;'.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Obie części oczywiście też równe nie są, o ile dwójka jest ładniejsza i bardziej momentami epicka (na miarę filmów Michaela &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Baya&lt;/span&gt;), to jednak pierwszy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;MGS&lt;/span&gt; miał w sobie więcej dobrego. Dużo ciekawsze zacieranie granic gracz-interface. Dużo ciekawszych bossów (i fajniejsze z nimi pojedynki). Zwartą - jeśli chodzi o jedność miejsca i bohatera - fabułę. Nie łaziło się &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;metroseksualnym&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Raydenem&lt;/span&gt;, w robocie był tylko Solid Snake. Zasadniczo było lepiej. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;Najważniejszy&lt;/span&gt; jednak w cyklu jest chyba dla mnie bohater. Anty-bohater - wcześniej rzadki typ &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;protagonisty&lt;/span&gt; w grach. Żołnierz, który za sobą ma swoje Wielkie Bitwy, ale dla którego wojna nigdy się nie kończy. Zawsze jest kolejna walka, na którą nie ma już siły, ale musi do niej stanąć. Zwłaszcza że dla niego to cały czas to nie kolejne wojny, a jedna i ta sama. Gość ma w sobie coś z Clinta Eastwooda, coś z Bogarta, coś z Wiedźmina. Zwłaszcza że tak jak ten ostatni jest produktem, a nie człowiekiem, potworem stworzonym do walki. Który robi to, co ma robić, ale w to nie wierzy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://www.gamecheats.eu/boxshots/metal-gear-solid-4-guns-of-the-patriots--39778.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 230px; CURSOR: hand; HEIGHT: 267px" alt="" src="http://www.gamecheats.eu/boxshots/metal-gear-solid-4-guns-of-the-patriots--39778.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;No i ja tego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;zrezygnowanego&lt;/span&gt; typa który zagryza zęby i robi to co trzeba nie potrafię nie lubić.&lt;br /&gt;Po tym obszernym wstępie, mogę się w końcu podzielić refleksjami co do 4ki.&lt;br /&gt;Pierwsze wrażenie - zawód. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jako &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;fanboj&lt;/span&gt; (acz nie z tych die-hard fanów, w końcu nie kupiłem PS2 dla &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;MGS&lt;/span&gt;3) miałem problem z przełknięciem faktu, że Solid zdziadział. Co chwila niedomaga, pokasłuje, stęka. I ma wąsa. A to trudno &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;zaakceptować&lt;/span&gt;. Z drugiej strony ta gra to w końcu &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;pożegnanie&lt;/span&gt; z herosem. Trochę taki "Powrót Mrocznego Rycerza", gdzie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;Snejku&lt;/span&gt; co chwila dostaje palpitacji serca, ale i tak dalej pędzi ratować świat. To też trochę "Gran Torino", gdzie Eastwood żegnał się z Brudnym Harrym, i resztą twardzieli których zagrał. Co chwile warczy, pokasłuje. Ale w końcu jaki ma być na starość, w swojej ostatniej misji? &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;Przełknąłem&lt;/span&gt; to jednak (zwłaszcza że można założyć na twarz skórkę młodego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;Snejka&lt;/span&gt;, zupełnie niepodobnego do tego z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;MGS&lt;/span&gt;2).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zawiodły mnie też dwa pierwsze akty z pięciu, tworzących grę. Trochę skradania, trochę strzelania, można się &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;podjarać&lt;/span&gt; grafiką i symulacją pola walki (które po Modern &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;Warfare&lt;/span&gt; 2 jakoś mnie nie ruszyły). Ale fabuły to tam nie ma. Można się otrzeć o &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;Liquida&lt;/span&gt;/Ocelota. Pod koniec drugiego aktu pojawia się jedna z kluczowych postaci jedynki. No nie ma tego, co miały pierwsze części - historia nie wsysa, bo jej prawie nie ma. Jest tylko podstarzały heros, i nowe pole walki. Pewnie sporo złego robi grze fakt, że &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;każa&lt;/span&gt; misja to inny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;setting&lt;/span&gt;, inna część globu. Nie ma równomiernie rozkładanych akcentów fabularnych.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie ma też fajnych bossów. Death &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;squad&lt;/span&gt; znany jako &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;Beauty&lt;/span&gt; and the &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;Beast&lt;/span&gt; jest inspirowany bossami z jedynki, jednak tym brak zupełnie osobowości. Każda postać ma za sobą podobną łzawą historię (wrzucaną zresztą w sposób dość &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;nachalny&lt;/span&gt; w opowieść), co ma potęgować &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;pacyfistyczny&lt;/span&gt; wymiar gry, ale po mnie spływa. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;Mie&lt;/span&gt; ma tu postaci na miarę Ocelota, czy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;Mantisa&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Prawie nie ma też zabiegów typu 'podłącz pada pod inne gniazdo żeby zmylić przeciwnika', czy '&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;Fission&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;Mailed&lt;/span&gt;'. Są raczej odniesienia i nawiązania, a to już nie to. Żarcik z 'włóż drugą płytę' jakoś mnie nie ubawił, ani nie sprawił że &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;sie&lt;/span&gt; zdziwiłem że w pudełku była tylko jedna.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak już zaczynam od wad, to muszę wspomnieć też o słabiznach fabularnych. 4ka to klamra, spinająca poprzednich pięć części. Jako taka momentami nie dość ściśle je spina. Pełna jest luk. Na przykład scena, w której jeden z adwersarzy po spuszczeniu poniżającego łomotu zostawia spokojnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;Snejka&lt;/span&gt;. Chociaż konflikt między nimi jest na śmierć i życie, i wiadomo że dopóki go nie zabije, to nie będzie miał spokoju. No ale przecież epicki pojedynek trzeba przesunąć na późniejszą część gry, nie środek. Efekt idiotyczny. Tak samo jak idiotyczne są niektóre zwroty akcji, które mają zaskakiwać - i zaskakują - ale logiczne to one nie są. Motywacja &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;części&lt;/span&gt; bohaterów jest co najmniej niezrozumiała. Podobnie jak zbędny jest jeden finałowy efekt dramatyczny. Nie ma on sensu jak dla mnie. Spełnia pewną rolę narracyjną. Wali w dekiel efektem. I to ostro. Ale sensowny jest średnio. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;No i niech ktoś powie, tak szczerze, że zrozumiał do końca o co chodziło z tym wirusem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;FOXDIE&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;Przekombinowane&lt;/span&gt; toto.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nowe możliwości są fajne, grafika niezła, wstawki efekciarskie, akcja dynamiczna. Ale nie to jest &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_46"&gt;najważniejsze&lt;/span&gt; w tej serii. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_47"&gt;Najważniejsza&lt;/span&gt; (dla mnie) jest fabuła i jej prowadzenie.&lt;br /&gt;A to &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_48"&gt;sie&lt;/span&gt; zaczyna dopiero w akcie trzecim. Zaczyna się zagęszczanie wątków, splatają się motywy od lat 60-tych (czy nawet &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_49"&gt;wcześniejszych&lt;/span&gt;), do wydarzeń z 2ki. I robi się grubo. I dobrze. I ciekawie. I wkręca. Tylko bossowie jacyś tacy z dupy. Na &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_50"&gt;szczęście&lt;/span&gt; przewija się sporo ciekawszych typów z części poprzednich. Jest &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_51"&gt;Rayden&lt;/span&gt;, który tym razem jest prawdziwym techno-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_52"&gt;testosteronowym&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_53"&gt;madafaka&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_54"&gt;Liquid&lt;/span&gt;/Ocelot, jest EVA, jest też sporo &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_55"&gt;niespodzianek&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Największe zalety tej gry docenią tylko fani serii. Którzy znają wszystkie poprzednie gry. Sam części nie wyłapałem, bo nie znam 3ki. Jednak nagromadzono tego dużo, i robi z rozwijaniem się fabuły od aktu trzeciego, aż do epilogu, coraz lepiej. Sporo flashbacków wizualnych, sporo dźwiękowych wspomnień starych dialogów. Sporo scen nawiązuje do poprzednich wydarzeń. Wspomniałem o bohaterach. Odmienną sprawą są &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_56"&gt;nawiązania&lt;/span&gt; poza serię, jak zdanie "War has &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_57"&gt;changed&lt;/span&gt;", które &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_58"&gt;Snejku&lt;/span&gt; wygłasza na początku intra. Jednakowoż &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_59"&gt;najważniejsze&lt;/span&gt; są nawiązania do poprzednich &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_60"&gt;części&lt;/span&gt;, które splatają się w końcu w jedną całość. Nie do końca spójną. Nie całkiem logiczną i zrozumiałą. Ale w końcu saga &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_61"&gt;Snejka&lt;/span&gt; doszła do finału.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No i mam odczucia dość &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_62"&gt;ambiwalentne&lt;/span&gt;. Bo gra mnie samą &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_63"&gt;grywalnością&lt;/span&gt; wkręciła umiarkowanie. Bo miała być &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_64"&gt;mega&lt;/span&gt;, a zawiodła. Bo to. Bo tamto. Ale po finale, długim i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_65"&gt;wielosegmentowym&lt;/span&gt; jak w "Powrocie Króla", czułem się jak po powrocie z jakiejś długiej wycieczki. Nie będę kitował że dla mnie ta wojna zaczęła się dziesięć lat temu z pierwszym &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_66"&gt;MGS&lt;/span&gt; - zacząłem od dwójki, ale i tak była to wyprawa która mnie wciągnęła. Epilog 4ki ją kończy. Scena, którą zapowiadało tło do menu, mimo &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_67"&gt;przewidywalności&lt;/span&gt; i tak robi wrażenie. Po czym następuje epilog epilogu. Dostaję w twarz. Umieram. Uznaję &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_68"&gt;Kojimę&lt;/span&gt; za &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_69"&gt;hohsztaplera&lt;/span&gt; prawie na miarę Von Triera. Ale i tak genialnego.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ta seria jest wielka. Jest się czego czepiać. Nie jest dla każdego. Ostro momentami przesadza z patosem, humor zwykle mnie nie trafiał. Dla wielu za dużo jest wstawek filmowych (ale w końcu taka specyfika &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_70"&gt;emgieesów&lt;/span&gt;). Ale i tak to jedna z najlepszych &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_71"&gt;growych&lt;/span&gt; jazd jakie zaliczyłem ostatnio (mówiąc o 4ce), i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_72"&gt;wogóle&lt;/span&gt; (licząc całą serię). &lt;/p&gt;&lt;p&gt;A Solid Snake, we wszystkich swoich zupełnie niepodobnych do siebie wersjach, pozostanie dla mnie chyba &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_73"&gt;growym&lt;/span&gt; herosem #1. I kropka.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pod skryptem: po przejściu tej gry mam po prostu uczucie że warto było się przesiąść na PS3, zanim ta gra się zestarzeje. A może nigdy się nie zestarzeje? No dobra. Bez przesady...&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-1361372486764259384?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/1361372486764259384/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=1361372486764259384' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1361372486764259384'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1361372486764259384'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/12/koniec-legendy.html' title='Koniec Legendy'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-1266497742380312463</id><published>2009-12-13T22:16:00.007+01:00</published><updated>2009-12-13T22:33:08.538+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Zombieland</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img1.gildia.pl/_n_/film/filmy/zombieland/poster-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 297px;" src="http://img1.gildia.pl/_n_/film/filmy/zombieland/poster-200.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;O ile ostatnia produkcja z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;zombiakami&lt;/span&gt; jaką widziałem ("[&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;REC&lt;/span&gt;] 2") była dla mnie totalną lipą, o tyle najświeższa tego typu produkcja, która dziwnym zrządzeniem losu trafiła do naszych kin, idealnie trafiła w moje oczekiwania. No może z wrażenia się nie zachłysnąłem popcornem, ale ubaw był.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główny bohater tego filmu to nastoletnia wersja Woody'ego Allena, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;przynajmniej&lt;/span&gt; jeśli brać pod uwagę jego neurotyzm. Przemierza spustoszone przez plagę USA, by dotrzeć do swoich rodziców. Nie wie co dokładnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;przydażyło&lt;/span&gt; się stanom, i jak to się tak rozniosło. Nie wie tego widz. Nie wiedzą tego i autorzy dzieła, i szczerze mówiąc mają to chyba gdzieś. Ważne że swoje odegrała zapomniana już choroba szalonych krów, a młodzian przemierza Stany w towarzystwie przygodnie poznanych ocalałych. Wszystko jest tak naprawdę pretekstem do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;bezpretensjonalnej&lt;/span&gt; zgrywy i prezentacji paru scen soczyście napchanych rzezią. Jak ktoś pisuje np. do Co Jest Grane, i nie wiedzieć czemu liczy na jakąś głębię (w filmie o zombie? &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;WTF&lt;/span&gt;???), to się oczywiście srodze zawiedzie, i wlepi jedną gwiazdkę, ale miłośnicy kina z żywymi trupami powinni być zadowoleni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma sensu żebym rozwijał się o fabule (której nie ma), czy streszczał sposoby mordowania. Chodzi o podróż, taką nieco w stylu "Żywych trupów" &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;Kirkmana&lt;/span&gt;, tylko w wersji pastiszowej. Są poznani ludzie, opustoszałe miasta pełne gnijących spacerowiczów, jest &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;rekonstrukcja&lt;/span&gt; podstawy amerykańskiego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;światopoglądu&lt;/span&gt;, czyli oczywiście rodziny. Z jajem. Bez patosu. I z paroma &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;niespodziankami&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie najlepszym testem tego czy film może podejść jest początkowa lista płac. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Apokaliptyczne&lt;/span&gt; sceny w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;slo&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;mo&lt;/span&gt; połączone z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;Metallicą&lt;/span&gt;? Mnie to kupiło, sami sprawdźcie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="400" height="250"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/sJA3Sj4pfEA&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/sJA3Sj4pfEA&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="250"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spodobało się? No to polecam, w komplecie z filmem filmowcy przewidzieli jeszcze kapitalnego Woody'ego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;Harrelsona&lt;/span&gt; jako &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;redneckiego&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;masakratora&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;zombiaków&lt;/span&gt;, i fajnie prezentowaną listę zasad, dzięki którymi można przeżyć plagę zombie. Zapoznajcie się z nią, nigdy nie wiadomo kiedy ta wiedza może  się przydać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-1266497742380312463?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/1266497742380312463/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=1266497742380312463' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1266497742380312463'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1266497742380312463'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/12/zombieland.html' title='Zombieland'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-5412868485646950041</id><published>2009-12-10T11:46:00.007+01:00</published><updated>2009-12-10T11:50:52.896+01:00</updated><title type='text'>Takie tam</title><content type='html'>Blog półmartwy, więc czas na jakieś zombie. O takowe:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 272px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413557321155601250" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/SyDRs4qx42I/AAAAAAAAANk/3nfIWYPulJ8/s320/kadr+mniejszy.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym jestem świeżo po "Zombieland", ubawiłem się, refleksjami się podzielę wkrótce (na razie czas na trening cardio na mieście).&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pozdruffki z miasta żywych trupów.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-5412868485646950041?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/5412868485646950041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=5412868485646950041' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5412868485646950041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5412868485646950041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/12/takie-tam-bez-komentarza.html' title='Takie tam'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/SyDRs4qx42I/AAAAAAAAANk/3nfIWYPulJ8/s72-c/kadr+mniejszy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-4726177418386615450</id><published>2009-11-28T20:26:00.032+01:00</published><updated>2009-11-30T13:32:42.493+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><title type='text'>O Alanie kolejnych słów kilka...</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.comicscontinuum.com/stories/0604/17/promethea.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 385px; CURSOR: hand; HEIGHT: 382px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://www.comicscontinuum.com/stories/0604/17/promethea.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Tym razem nie zacznę od stwierdzenia że Moore to wariat. Bo to mało odkrywcze, niezbyt oryginalne, w dodatku powtarzał bym sam siebie. Zamiast pitolić po próżnicy przejdę do tematu.&lt;br /&gt;W końcu pochłonąłem Prometheę. 'W końcu' jest dosyć umowne, bo oznacza 'jakiś miesiąc temu', 'pochłonąłem' też jest mało precyzyjne, bo skonsumowałem 31 z 32 zeszytów serii. Ale mam alibi. Chyba całkiem niezłem. Ale to potem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tej zamkniętej serii, wydawanej w ramach America's Best Comics już wspominałem, przy okazji pierwszego i drugiego trejda. Po wchłonięciu kolejnych trzech mogę stwierdzić, że ten cykl jest kolejnym dowodem na to, że Alan to wizjoner o percepcji świata powiedzmy sobie że odmiennej od ogółu. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cykl zaczyna się od wprowadzenia tytułowej Prometei w alternatywną współczesność. Od naszego świata rzeczywistość komiksu różni się większą obecnością technologii, oraz istnieniem tak zwanych science heroes, czyli po prostu superbohaterów. Promethea to science heroina, niby Wonder Woman, ale taka inna. Ma atrybuty Hermesa i Thota, jego egipskiego odpowiednika, ma także nieco wspólnego z Prometeuszem oczywiście. Tak naprawdę Promethea to nie tyle postać, co idea. Idea opowieści, narracji, fantazji. Jako idea, nie jest konkretną postacią, nawiedza tylko co jakiś czas kolejną osobę jako 'nosiciela' idei, jej awatar. Zwykle nawiedza tych, którzy pielęgnują swoją twórczością pamięć o niej. Istnieje od setek, a nawet tysięcy lat, nawiedza kolejno malarzy, pisarzy, autorów komiksów, a oni, natchnieni duchem Promethei (uogólniając) walczą o sprawiedliwość i pokój na ziemi. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Szybko okazuje się, że tak naprawdę przygody superbohaterki to dla Moore'a tylko pretekst. Fabuła serii jest fasadą eseju o naturze rzeczywistości. Nie. Poważnie. Nie robię sobie jaj. Moore rozkręca się stopniowo. Najpierw mamy normalną dziewczynę, która poznaje moce wykraczające poza znaną jej rzeczywistość. Staje się Prometheą. Jako superbohaterka/bogini/apostoł/cokolwiek szybko odkrywa dualistyczną naturę wszechświata, pojmowanego dużo szerzej niż my na niego patrzymy. Jest świat realny. Jest też Immateria, sfera na krztałt Fantazji z "Niekończącej się opowieści" (jak poprzednio wspominałem - seria ma silne związki z tą książką/filmem). Obie sfery okazują się być dwoma stronami medalu. Immateria to coś jak Śnienie z "Sandmana". Nie da się istnieć tylko w jednym wymiarze, najwyżej się nie jest świadomym tego drugiego. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po czym okazuje się że to dopiero początek wykładu. Moore na przykładzie kart Tarota opowiada funkcję jego kart, historię świata, niezależnie od tego historię ludzkości. Dzięki temu bohaterka poznaje naturę magii. A wszystko to wierszem tłumaczją jej węże z kaduceusza.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Świadoma metafizycznej natury wszechświata, dopiero teraz zostaje rzucona na głęboką wodę, gdy podóżuje po zaczerpniętym z hermetycznej kabały Drzewie Życia. O ile poznanie Immaterii wydawało się poznaniem drugiej połowy wszechrzeczy, o tyle gry Prometea rozpoczyna wędrówkę po 'gałęziach drzewa', okazuje się że Immateria i świat realny to zaledwie tego drzewa korzenie. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Moore jedzie ostro. Po raz kolejny ma pole do popisu erudycją, i skrzętnie to wykorzystuje. Immateria to świat, gdzie przenikają się znane motywy literackie, ale też rzeczywistość. Parokrotnie pojawia się niejaki Crowley, zresztą związek całej serii z tą ciekawą postacią jest dość duży. Moore posiłkuje się hermetyczną kabałą, nawiązuje do działań brytyjskich mistyków, odnosi się do wspomnianego już tarota, magii... Cała seria ma co prawda fabułę, ale to tak naprawdę egzegeza na temat nadnaturalnej i niematerialnej istoty rzeczywistości. Jak wspomniałem - esej o tym, co wykracza poza możliwość poznania, zmierzenia, oznaczenia etykietką i odstawienia na półkę. Całość robi solidne wrażenie. Momentami jednak miałem wrażenie że autor z lekka bełkoce, zwłaszcza w totalnie zakręconym i zamotanym w supeł finale.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Moore, jak wiadomo, lubi wielkie BUM! na grande finale. Tak było w "Łoczmenach", "V jak Vendetta", czy "LXG:Czarne Dossier". Podobnie jest i tutaj. Biorąc pod uwagę naturę i wymiar tej historii, możecie wykombinować sobie skalę tego wybuchu. Bywa jednak, że finał, zamiast rozłożyć na łopatki, funduje zmarszczkę na czole połączoną z efektem 'WTF?', co miało w moim przypadku miejsce przy Dossier. No i podobnie jest tutaj. Warstwy rzeczywistości zaplatają się, przenikają, zachodzą na siebie, łączą wzajemnie. Moore nie tylko puszcza oko do czytelnika, jak ma to miejsce przez 30 zeszytów, ale po prostu parzy mu prosto w twarz. Zacierają się granice pomiędzy rzeczywistością odbiorcy, rzeczywistości dzieła, będącą jego światem wyobraźni, a światem wyobraźni bohaterów komiksu. A może to jedno i to samo? A może i nie? Nie zamierzam się wdawać w szczegóły (bo spoilery i wogl), ale bez względu na to czy nadinterpretuję czy nie, to chyba właśnie do tego typu rozważań chciał skłonić odbiorcę Moore. W moim przypadku się udało, chociaż nie jestem pewien czy dobrze go zrozumiałem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po wielkim wybuchu (dosłownie i w przenośni), następuje epilog. Łagodny i spokojny. Po nim, w ostatnim zeszycie, jest... Sam nie wiem co, bo jeszcze tego nie przeczytałem. Nie jestem gotów. Formalnie w każdym razie Moore znowu przyszalał. 32 zeszyt serii to taka komiksowa "Gra w klasy". Można czytać po stronie, można według numeracji, można też zeszyt rozbebeszyć (chyba, w trejdzie inaczej to rozwiązano), i ułożyć sobie z niego wielką planszę, z rysunkiem Prometei, i galaktyką hipertekstów. Rysunki postaci, dymki, linki, odniesienia, a wszystko to zaplata się po planszy złożonej z połowy stron komiksu. Druga połowa stron tworzy drugi rysunek pełen połączonych rysunków i informacji. Jak kupię kiedyś zeszytowe wydanie to rozłożę sobie na podłodze i przeczytam. Po stronie nie zamierzam dziubać. Pomniejszona wersja daje tylko wgląd na wygląd całości, ale sie to trudno czyta. Kiedyś to skonsumuję, może w końcu zrozumiem w pełni intencje autora.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wessanie tej serii zwróciło mi uwagę na prostą rzecz, której kiedyś nie byłem aż tak świadom. Moore to nie tylko klasyk, mistrz, komiksowy rewolucjonista i anarchista. To nie tylko klasa sama w sobie jeśli chodzi o pisanie fabuł komiksowych. Facet tak naprawdę wykorzystuje swoje seria komiksowe, by sprzedać swój punkt widzenia na jakiś temat w formie takiego zawoalowanego eseju. I robi to z zajebistym wdziękiem. "V4V" to rozważania na temat różnic między jednostką a społeczeństwem oraz wagi indywidualizmu i obywatelskiego sprzeciwu. "Łoczmeni" tak naprawdę dotyczą różnic między obiektywnym dobrem będącym subiektywnym złem, a subiektywnym dobrem, będącym obiektywnym złem, to także pytanie, na przykładzie dualizmu Rorschach/Veidt, które jest którym. LXG - fantazja, narracja, opowiadanie, zmyślanie. Przynajmniej w przypadku Dossier. "Promethea" - mistyka i fantazja, oraz ich umowna opozycja w stosunku do świata rzeczywistego. Po prostu zuch chłopak. Na koniec linek do Bane'a, który opisuje wrazenia z lektur innego murowego wykładu - &lt;a href="http://komiksofilia.blogspot.com/2009/11/69-lost-girls-alan-moore-melinda-gebbie.html"&gt;tym razem na temat (ogólnie sprawę ujmując) pornografii&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-4726177418386615450?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/4726177418386615450/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=4726177418386615450' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/4726177418386615450'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/4726177418386615450'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/11/o-alanie-kolejnych-sow-kilka.html' title='O Alanie kolejnych słów kilka...'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-7337057521301903755</id><published>2009-11-16T19:21:00.005+01:00</published><updated>2009-11-18T14:28:58.151+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><title type='text'>Microsoft my ass...</title><content type='html'>Choruję. Znowu. Siedzę w wyrze i się kiszę. Ho-ho! Rzekłby ktoś, że świetna okazja do popykania. Nie mam w co, wszystko przeszednięte, Live Gold nieopłacony (pokazuję Microsoftowi język). No to: ho-ho! Można odgrzebać jakąś fajną grę co straszy już jakiś czas faktem, że się jej nie skończyło, ale coś innego odwróciło od niej uwagę. Ta jasne, w przerwach między spaniem, kasłaniem, smarkaniem i resztą przyjemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ano w sumie - racja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygrzebałem na dysku popierdółkę z LIVE: "Braid" - kapitalny kawałek kodu, pięknego wizualnie i muzycznie, fajnie opowiedziana historia, no i co najważniejsze - to czysty oldskul, ale reanimowany wyjątkowo nowatorsko. Bracia Mario w 3D, zakładając że trzecim wymiarem jest czas którym można manipulować, gra dalej jest scrollowaną platformówką typu 'ciągle idź w prawo'. Ważniejsze od zręczności jednak są możliwości intelektualne gracza, późniejsze levele naprawdę dawały wyzwanie, gdy chciałem zebrać wszystkie puzzle (takie lokalne znajdźki), bawiłem się świetnie, po czym bodajże wymieniłem GTA4 za "Ninja Gaiden 2" (którego w końcu nie ksończyłem) i tyle miałem radości z tej świetnej gierki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i wracam po, nie wiem, roku? Chcę zagrać, i nie mogę. Bo nie mam full wersji. A miałem. WTF? Ha! Może naokoło opiszę sprawę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie dużo się działo, upadały rządy, powstawały nowe, zmieniła się nazwa epidemii której się aktualnie mamy bać, no i, hm, padł mi po raz trzeci Xbox. I dostałem nowego. Który ponoć resetuje gwarancję, znowu się może psuć, a ja go mogę reklamować (jest to przywilej, który cieszy każdego posiadacza 360-tki, a także zapewnia dodatkowe emocje).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po podłączeniu nowego klocka do telewizora, pierwszą grą, w którą grałem, było "Shadow Complex" - kolejna kapitalna gra z LIVE (ni to Castlevania SOTN, ni to Metroid, w 2,5D). Strzelanie, skakanie, bomba. Gra spłatała mi w sumie psikusa. Nie mogłem grać offline. Bo kupiłem tą grę na rynku LIVE, na swój twardy dysk, ale i na swoją konsolę. A Live ma taki głupi patent - przypisuje kupowane gry nie do loginu (co by ludzie sobie nie udostępniali nahalnie loginów z grami, i nie odzierali biednego M$ z zysków), nie do dysku (też można porzyczyć), a do konkretnej konsoli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oznacza to, że gdy swego konsola była permanentnie offline, i kupiłem grę za własne M$ punkty na własny twardy na konsoli kolegi, to i tak nie mogłem w grę grać. Bo była offline. A tylko jak jest online to konsol robi weryfikację, stwierdza że jest jeden mój login online, że na login kupiono tą grę, i to co mam na dysku to nie jest jednak wersia trialowa, a pełnoprawny full. Więc w tamtą grę sobie za dużo wtedy nie pograłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powoli dochodze do panczlajna. A więc niedawno zaliczyłem Ostateczny Krach Systemu Korporacji, w żargonie iksboksowców zwany Red Ridng Of Death. Konsola padła po raz trzeci, serwis, wymiana. Co to oznacza w kontekście gier z LIVE? Wszystkie mogę odpalać dopiero po podłączeniu konsoli do sieci, w końcu to nie Majkrosoftu problem że mi konsola padła, nie mój. I nie będą nic w swoich procedurach zmieniać. W sumie fakt, podpięcie kabla nie taki problem, nie we wszystkie gry jeszcze gram. Ale częśc chcę skończyć.  Ot, na przykład takie "Braid".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A takiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazuje się, że reguła z 'podepnij kabel' nie zawsze działa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazuje się że czasem w zabezpieczeniach antyklienckich coś przekombinowało. Efekt jest taki, że nawet z podpiętym onljajnem, i gdy gra niby nie jest trajalem w menu konsoli, gdy dojdę do końca pierwszego świata zabawa się kończy informacją, że teraz mogę wyjść z gry i ją kupić na rynku LIVE, albo zagrać od nowa w pierwszy świat. Bosssssko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będąc szajbusem z nadmiarem punktów może i bym to zrobił. Gra jest tego warta. Punktów nie mam. A nawet jeśli bym miał, to i tak przecież w systemie jest odnotowane że już tą grę kupiłem. I nie da się kupić znowu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc w ten sposób zostałem odgórnie pozbawiony możliwości grania w "Braid".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i ktoś przemądżały z pełnią wiedzy o prawach klientów wyskoczy teraz i powie: 'tempawy leszczu, a nie możesz po prostu zareklamować produktu? albo gdzieś tego zgłosić???'&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ano nie mogę. Ponieważ usługa LIVE od początku istnienia X360 na naszym rynku po prostu oficjalnie nie istnieje, co łamie unijne przepisy, ale M$ i tak sobie nic z tego nie robi. Fakt, że można ustawić język polski w LIVE, i że można kupić punkty do LIVE w Polsce (a na konsoli w momencie premiery było nawet zachęcające info o 3ch miesiącach LIVE gratis), czy że od premiery systemu obiecywano polskiego LIVE, nie ma żadnego znaczenia. Tak samo jak znaczenia nie ma fakt, że przecież M$ wie co oznaczają IP, spod których logują się w systemie ludzie (i że teoretycznie dla nich usługa jest jeszcze niegotowa) Microsoft udaje że nic o tym nie wie, bo usługa w Polsce jeszcze nie działa (nie można wybrać Polski jako miejsca zamierzkaina przy logowaniu), i tyle. No support. Ale kasę się od nich zbiera. A jak się ktoś w jakiś sposób na LIVE zalogował i ma jakieś jazdy... No to już jego problem. Usługi niet. Koniec rozmowy z supportem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc po raz kolejny czuję się pacnięty przez giganta w czoło jakimś jego wirtualnym członkiem. Nie wnikam którym, żeby sobie humoru bardziej nie psuć. I pozostaję przy nadziei że to chociaż któryś jego członek był, a nie co innego. Trudno. Decyzja zapadła, minimalizuję inwestycje w szarego klocka (punkty, zdrapki, śmieszne kontrolery), czekam na nadmierny przypływ gotówki (do którego coś czuję że jednak obecnie dalej niż bliżej), i kupuję chlebaka. Sory, Majkrosoft, ale biznes is biznes, a nikt nie lubi jak się go przy interesach seryjnie robi w wała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod skryptem: a następny post, może tak dla odmiany, będzie o komiksach? A to ci heca!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-7337057521301903755?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/7337057521301903755/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=7337057521301903755' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/7337057521301903755'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/7337057521301903755'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/11/microsoft-my-ass.html' title='Microsoft my ass...'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-968423108763767138</id><published>2009-11-12T15:53:00.044+01:00</published><updated>2009-11-12T16:44:29.944+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Powtórka z rozrywki (uwaga - żart słowny, rozrywkę traktować dosłownie)</title><content type='html'>&lt;strong&gt;[&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;REC&lt;/span&gt;]&lt;/strong&gt; był filmem, który miał wnieść świeżość w konwencję horrorów o zombie. First-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;personowa&lt;/span&gt; perspektywa reporterskiej kamery niczym z "Blair &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Witch&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Project&lt;/span&gt;" i demoniczna geneza żywych trupów nieco namieszały, mnie jednak ten film zwyczajnie znudził. Horrory z perspektywy ręcznej kamery to jednak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;rzadkie&lt;/span&gt; odkrycie, a jako &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;konserwatysta&lt;/span&gt; nie potrafię z zombie łączyć innego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;metafizycznego&lt;/span&gt; motywu niż voodoo. Są fani, którym część pierwsza skopała tyłki, ja się &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;wynudziłem&lt;/span&gt;, choć ostatnie 10 minut na stryszku miało naprawdę gęsty klimat, za który autorom należy się szacunek. Biorąc pod uwagę moją niechęć, mam za swoje, że polazłem do kina na dwójkę.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://img1.gildia.pl/_n_/film/filmy/rec-2/poster-200.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 288px" alt="" src="http://img1.gildia.pl/_n_/film/filmy/rec-2/poster-200.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;[&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;REC&lt;/span&gt;] 2&lt;/strong&gt; zaczyna się tam, gdzie jedynka się zakończyła. Zainfekowana przez zombie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;kamenica&lt;/span&gt; została odizolowana od reszty świata, bohaterowie jedynki zaginęli w akcji, na miejsce jedzie portugalski odpowiednik &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;SWATu&lt;/span&gt;, by zrobić porządek. Uzbrojeni po zęby spec-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;opsi&lt;/span&gt; z kamerkami &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;przytwierdzonymi&lt;/span&gt; do hełmów? Obcy 2, gdzie współcześni space-marines łoją do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;zombiaków&lt;/span&gt;??? MOJA CHCIEĆ!!!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Wyobraźnia oczywiście spłatała mi figla, bo spodziewałem się akcji, a nie biegania góra-dół po piętrach, jak to było poprzednio, ostrej jatki i częstych zgonów &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;SWATowców&lt;/span&gt;. Pierwsze minuty pozbawiły mnie złudzeń - jeśli kolesi jest 4-ech (plus 'człowiek z rządu'), to nie może być zbyt dużo jatki, gdzie kolesie po kolei giną, bo ich za mało. Znowu będzie zabawa w chowanego. Kolesie sprawdzają broń, kamery, biorą &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Taktyczny Taran&lt;/span&gt;, wchodzą. I zaczyna się gonitwa piramidalnych bzdur.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Po pierwsze - skoro jest kamienica, gdzie wiadomo że dzieje się coś dziwnego (a wspomniany 'człowiek z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;rządu&lt;/span&gt;' wie więcej niż mówi, a więc spodziewają się najgorszego), to dlaczego spec-team ma liczebność pojemności pasażerskiej Fiata 126P? Skoro wiadomo że będzie trudno, ostra amunicja, śrutówki, hełmy, maski gazowe, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;niespenetrowana&lt;/span&gt; lokacja, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;nieokreślone&lt;/span&gt; źródła &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;niebezpieczeństwa&lt;/span&gt;, to po kiego kolesie targają ze sobą Taktyczny Taran na piąte piętro, by zrobić Taktyczny Wjazd Na Ch&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;atę&lt;/span&gt;, jakby odbijali zakładników? Nie mogą rzucić tego w cholerę, i rozwalić zamka z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;shotguna&lt;/span&gt;? A może wiedzą, że scenarzysta założył, że aż do piątego piętra nic nie zaatakuje, i mogą to nieporęczne cholerstwo targać po schodach? Ok. Taktyczny Wjazd Na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;Chatę&lt;/span&gt;, dziwna muzyka z mieszkania z dołu. Jeden ze &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;SWATowców&lt;/span&gt; wchodzi na rekonesans. Dlaczego jego koledzy czekają aż go coś zje piętro wyżej? Bo miała być pierwsza ofiara, by wzbudzić dramatyczne napięcie, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;wynikające&lt;/span&gt; z poczucia zagrożenia? Bo portugalscy gliniarze z jednostek specjalnych nie mają procedur &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;bezpieczeństwa&lt;/span&gt; na takie sytuacje, że jeden wchodzi, drugi ubezpiecza, a ktoś zostaje przy wejściu, żeby ubezpieczać tyły? No &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;najwyraźniej&lt;/span&gt; ich procedury zakładają na takie sytuacje czajenie się na innym piętrze, żeby na wypadek &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;niebezpieczeństwa&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;zminimalizować&lt;/span&gt; ilość ofiar. Podobnie scenka jak typek włazi do kanału &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;wentylacyjnego&lt;/span&gt;. Sam - wiadomo - ciasno. Ale jak coś wychodzi z ciemności, to koleś nawet pistoletu nie ma w pogotowiu, a broń zostawił na dole. No bo przecież byśmy się tak nie spietrali, jak by rozwalił oponenta head-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;shotem&lt;/span&gt; na wstępie. &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Bzdury to nie tylko wykorzystanie bohaterów, ale i miejsca. Początkowo jest dobrze - znajoma klatka schodowa, znajome plamy krwi itd. Potem jest już gorzej. Okazuje się że siły nieczyste, czekając na policję, mają w zwyczaju zamykać za sobą nie tylko drzwi, ale także i wejście na stryszek, w dodatku zamykają zamek zewnętrzny, będąc w środku. Niby siły nieczyste mogą, tak? Ale to nie film o nawiedzonym domu, gdzie lewitują filiżanki, a portrety rodowe z hukiem wypadają z ram. Tu demon nawiedza ludzi, którzy - o ile mi wiadomo - nawet nawiedzeni nie potrafią dokonać takiej sztuki.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;W efekcie największy plus (twardziele z bronią) okazał się być wtopą, bo kolesie okazują się być harcerzami obwieszonymi bronią palną, błąkającymi się po kamienicy niczym &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;przysłowiowe&lt;/span&gt; dzieci we mgle. Dzieci zresztą też są. I też się błąkają, ale nie walą seriami w żywe trupy, chociaż w efekcie umieralność w obu ekipach i tak jest podobna.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;I tu przejdę do plusów, bo ich parę jest. Fabuła okazuje się być podana z dwóch różnych perspektyw, i to jest dobre, bo się zazębia. Dzieciaki okazują się być ciekawszym teamem - numer z petardą zaskoczył, acz całościowo za mało takich numerów. Kulka w niewłaściwy cel natomiast wcale nie zaskakuje. To typ filmu, gdzie spodziewamy się najgorszego i nigdy się nie mylimy - a to powoduje brak napięcia i zerową dramaturgię, i tak wiadomo że wszystkich szlag trafi. Na czym kończę wymienianie plusów, wracam do minusów.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;Pierwszoosobowa&lt;/span&gt; konwencja też miała w sobie pewną fajną obietnicę w dwójce - te kamery na hełmach. Po co one są? Nie ma centrum dowodzenia przecież (&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;ke&lt;/span&gt;???). Kamerzysta robi więc za montażystę czasami, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;przełączając&lt;/span&gt; nagle widok z własnego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;nagrywadła&lt;/span&gt;, na którąś z osobistych kamerek. Split-screen? Ekran podzielony na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;cztery&lt;/span&gt; części? Zapomnijcie. Czasami w rogu mały ekranik się tylko pojawia z innym widokiem, i tyle.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Oczywiście ja &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;mędzę&lt;/span&gt;, bo jestem ponoć zblazowany, i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;nie wiadomo&lt;/span&gt; czego mi się zachciewa. Wiem czego mi się zachciewa. Nieco &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;autodystansu&lt;/span&gt; i fajnego wykorzystania potencjału, który był tu wyższy niż poprzednio. 7 kamer w akcji (bo okazuje się że tyle obiektywów rejestruje akcję w różnych momentach i z różnych perspektyw), &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;testosteronowcy&lt;/span&gt; z bronią, dzieciaki z fantazją - dało się polecieć. Zamiast &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;rangersów&lt;/span&gt; dostajemy jednak skautów, ilość kamer zostaje wykorzystana w stopniu znikomym, ale za to całość przystrojona zostaje dosłownymi wręcz (i licznymi) nawiązaniami do kultowego "Egzorcysty". &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;No i niestety. Znowu się nie ubawiłem.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Pod skryptem: &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=q4pEKQ_zUBo"&gt;obczajcie ten trailer&lt;/a&gt;. To-nie-może-być-złe. Wizualnie daje radę, sceny akcji kopią dupę. Filmowa wersja Ninja &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;Gaiden&lt;/span&gt;? Bomba. To, co miało być najlepsze w filmowej Elektrze, ale zapodziało się w durnocie scenariusza? Świetnie. Bastard Samurai, tylko jako film i z nindżami? Kozak. Zresztą film o tytule Ninja &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;Assassin&lt;/span&gt; musi kopać dupę. Niestety. Tak mnie już &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;ukształtowały&lt;/span&gt; lata 80-te.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=F939ONg1pAg"&gt;I na deser drugi trailer&lt;/a&gt;. Fachowa obsada. Wampiry po &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;matrixowemu&lt;/span&gt;. Koniec chowania się po kontach, to ludzie są zwierzyną, nie wampiry. Do czasu. Zmierzch może w końcu zapaść, upaść, i nie wstawać. A na to dzieło czekam.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-968423108763767138?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/968423108763767138/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=968423108763767138' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/968423108763767138'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/968423108763767138'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/11/powtorka-z-rozrywki-uwaga-zart-sowny.html' title='Powtórka z rozrywki (uwaga - żart słowny, rozrywkę traktować dosłownie)'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-9085589386760166133</id><published>2009-11-10T12:31:00.004+01:00</published><updated>2009-11-10T18:20:25.232+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Arkham Asylum: A Serious Game on Serious Earth</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img1.gildia.pl/_n_/ggk/gry/batman_arkham_asylum_x360/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 285px;" src="http://img1.gildia.pl/_n_/ggk/gry/batman_arkham_asylum_x360/okladka-200.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;O tym, że najnowsza interaktywna przygoda Batmana, jest jedną z najlepszych gier z superherosami, jak i jedną z najlepszych gier roku, na bank już wiecie. Od premiery minęły już prawie dwa miesiące, mogę wobec tego oszczędzić Wam rozpoczynania tego wpisu od truizmów. Nie każdy jednak grał, i nie każdy wie skąd takie opinie - i o tym właśnie będzie ten tekst.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img1.gildia.pl/_n_/ggk/gry/batman_arkham_asylum_x360/okladka-200.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div&gt;Zanim jednak zacznę się rozpływać nad zaletami nowej produkcji z Gackiem, może (pathetic mode ON) podsumuję, skąd to zaskoczenie? Dlaczego pozytywne oceny gry z superhirosem są czymś rzadkim? Pudzian czy Najman? I kto pisze teksty Stachursky'emu? Na zadane pytania postaram się odpowiedzieć w wybranej przez siebie kolejności, oszczędzając Wam jednak niektórych rewelacji (pathetic mode OFF).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Gry z trykociarzami, niestety, zwykle są zwyczajnym krapem. To tak jak z ekranizac... ugrowieniami filmów. Bierzemy znany tytuł, ogólnie rozpoznawalnego bohatera, dorabiamy do tego uproszczoną fabułę która ma coś tam wspólnego z pierwowzorem, niech to jakoś wygląda, i wiadomo że ciemny lud to łyknie. Jest nieco wyjątków: starusieńki "Punisher" (z NESa? sNESa? automaty???), automatowy "Alien vs Predator" (jak i późniejsze, całkiem udane, permutacje pomysłu), czy jeden ze starszych "Batmanów", którym zagrywałem się jeszcze na Amidze. Zwykle jednak wszystko sprowadzało się do tego, że jak nawet wizualnie gra była jako-taka, to sama tak zwana 'grywalność' była położona. A to sterowanie do dupy, a to nudne i nie wciągające, a to monotonne scenografie i powtarzający się niemal identyczni wrogowie. Ale skoro jest hype na znaną markę, bo film właśnie trafił do kin, to dlaczego nie nachapać się i przy okazji gry? Tak było niedawno z Iron Manem, tak było z Hellboyem. Mogło tak być, podobnie jak wiele razy wcześniej, i z Batmanem, bo to przecież megapopularny heros, samo jego logo wystarczy, by żeby popchnąć sprzedaż największego nawet krapu. Na szczęście, okazało się że grową adaptacją zajęli się tym razem kolesie, którzy wiedzieli z jakim potencjałem mają do czynienia, i co można z nim zrobić.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Najłatwiej było spieprzyć Batmana, robiąc z niego kolejną adaptację filmu, który właśnie szaleje na listach kinowej oglądalności. "Batman Begins"  nawet miał swoją adaptację, która przeszła bez większego echa. "Batman: Arkham Asylum" został wydany zupełnie poza hypem, gdy podjarka niedzielnych fanów tej postaci jest wystudzona do temperatury prawie że zera absolutnego. Bo i ci niedzielni fani nie są do nakręcenia sprzedaży tej gry wcale potrzebni. Ani trochę. "Batman: Azyl Arkham" to gra dobra jako gra, nie jako gra z trykociarzem. Co już napisałem ze trzy razy po drodze. To teraz - może tak dla odmiany - w końcu napiszę dlaczego.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Jako komiksiarz, będę pisał oczywiście z takowej perspektywy, a nie tylko gracza.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Po pierwsze - fabuła i osadzenie jej w świecie. A więc miejsce. Azyl to legendarne już miejsce, znane z prozy Lovecrafta, spopularyzowane również dzięki serii o Batmanie. W końcu możemy wejść do tego zamkniętego ośrodka. To między innymi stara rezydencja, kompleks intensywnej terapii, ogród botaniczny, cmentarz - to nie tylko korytarze psychiatryka, tu nie jest nudno ani monotonnie. Gra oczywiście nawiązuje już samym tytułem do kultowego (według niektórych, acz wizualnie kopiącego zad raczej według wszystkich) "Azylu Arkham" Morrisona i McKeana. W komiksie Batman zostaje ściągnięty do psychiatryka przez bunt więźniów, w środku czeka go anarchia i wiwisekcja jego pokręconej psychy. Takie jakby rozwinięcie "Zabójczego żartu" (że Batman to psychopata, ale działający po Jasnej Stronie Mocy), ociekające od grubych (i grubo też ciosanych momentami) nawiązań do kabały, Junga czy Freuda. W grze jest podobnie. Grubszy przekręt, który przygotował Joker, ma na celu oczywiście sponiewieranie Nietoperza, przy okazji mieszając mu trochę pod deklem, w czym uczynnie pomaga Scarecrow. Są też inne nawiązania do komiksu - chociażby do postaci Amadeusza Arkhama. Konserwatyści jednak mogą sie co najmniej skrzywić. Dzieło McKeana i Morrisona to nie pierwowzór, a jedynie zbiór luźnych inspiracji, z którymi autorzy obeszli się po swojemu. I dobrze, mnie akurat wierne adaptacje nudzą. A to w ogóle nie jest adaptacja.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Po drugie - zbiór inspiracji jest dość szeroki. To nie tylko Azyl, to także wspomniany "Zabójczy żart" (z którym kojarzyło mi się już samo intro z pędzącym Batmobilem), to dziesiątki innych komiksów, z których wygrzebano pojawiające się postaci. Są Joker i Scarecrow, jest obowiązkowy Gordon, są Killer Croc i paru innych świrów. Niestety - mało z nich pojawia się osobiście, większość to statyści czy aktorzy drugoplanowi, a zwykle widzimy tylko celę czy jakiś przedmiot nawiązujący do jakiejś postaci (tego akurat jest sporo). Co ciekawe - autorzy nie ograniczyli się tylko do komiksów. Są nawiązania do filmów (kształt Batmobilu) jak i kreskówek (mocno wyeksponowana Harley Quinn). Szczególnie wyczuwalne jest nawiązanie do Burtona w pewnym momencie fabuły, gdy krajobraz wypełniają rozrośnięte korzenie, acz to raczej klimat jego animowanych filmów, czy też "Sleepy Hollow", a nie Batmanów".&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Po trzecie - oprawa. Gra wygląda kapitalnie, może nie powala, ale też nie ma się do czego doczepić. Zarówno budynki, wnętrza, dziedzińce, jak i postacie są świetnie zrobione, wymodelowane i obłożone zacnymi teksturami. Panorama Gotham, jaką można zobaczyć z poziomu wierzy zegarowej w Arkham, może też nie powala, ale wygląda solidnie (razem z górującym nad wszystkim snopem światła z Bat-sygnału). Minus - znowu kwestia wrogów, większość jest klonowana, a postaci komiksowe pojawiają się jako przeciwnicy dość rzadko. Nie zawodzi to jednak za bardzo, a na pewno wynagradzają to klimaty serwowane momentami przed doktora Jonathana Crane'a. Drugą, nie wiem czy nie ważniejszą sprawą, jest kwestia udźwiękowienia. Twórcy stanęli na wysokości zadnia, ściągając paru aktorów z planu kreskówki, w tym oczywiście Marka Hamilla do roli Jokera. Siekierka. Kapitalną robotę odwalił też jeden z aktorów, podkładający głos pod Arkhama. Brzmi niczym Gandalf Szary. Czy inny McKellen. Fachowa robota.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Po czwarte - rzecz chyba najważniejsza, czyli grywalność. Nawet najlepsza grafika i zbiór nawiązań nie robił by wrażenia, gdyby nie dało się w toto grać. Ostatnia growa adaptacja komiksu (czy przygód takowej postaci) która zrobiła mi dobrze, to Punisher sprzed paru lat, w którym chodziło tylko i wyłącznie o sianie porzogi. I łączenie killi w combosy. Była to prosta gra, ale radosna. Batman jest bardziej skomplikowany, ale nic nie schrzaniono. Autorzy postawili na bogactwo możliwości Najlepszego Detektywa Ever. Podstawą jest łażenie i stukanie przeciwników, są combosy, zwody z wykorzystaniem peleryny, ładowanie combo licznika i lecenie ze special moves. Są też sekwencje skradane, przemykanie w cieniu, ciche ogłuszanie oponentów, czajenie się na gargulcach, zeskakiwanie na plecy wartowników i temu podobne akrobacje. W końcu - jest też korzystanie z gadżetów, czy to chodzi o różne dziwaczne odbiamy Battarangów, czy korzystanie z linki z hakiem, czy też szybowanie na rozczapierzonej pelerynie. Wszystko to ma swój sens i wspólnie tworzy spójną całość. Kolejne odblokowywane gadżety i skille dodają nowe techniki, użyteczne w nowych okolicznościach. Nowe gadżety to też coraz lepsze możliwości eksploracji terenu, zaglądanie do dziur wcześniej niedostępnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jest po co szperać, bo gra to także ponad 200 bonusów, pokitranych na całym obrzarze przez Enigmę. Wyzwania enigmy to czasem tylko poukrywane znaki zapytania, czasem zagadka do rozwiązania, a czasem wkomponowany w architekturę pytajnik, który razem z kropką tworzy całość tylko z określonego punktu widzenia. Pierwszy raz szukanie mnie wciągnęło, i pierwszy chyba raz zrobiłem 100% bez pomocy ściąg. Fakt że z pomocą map, które też są skitranymi sikretami, i które i tak wszystkiego nie mówią. Dopingiem też są same 'unlockables', które mogą być taśmami z terapii któregoś z licznych pacjentów Azylu, modelami 3D postaci do obejrzenia z której strony się chce w trakcie przerwy w grze, fragmentem monologu Arkhama - ducha rezydencji, czy też wyzwaniem, przedłużającym zabawę grą po skończeniu linii fabularnej i załatwieniu Enigmy na 100%.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomniane gadżety mają jeszcze jedną śmieszną funkcję, upodobniającą grę do starych Metroidów, czy też do nowego, świetnego zresztą "Shadow Complex". Tak naprawdę teren gry nie jest duży. To trzy małe mapki, na których znajdują się po ok. 3 lokacje do spenetrowania. To niedużo do łażenia. Jednak fabuła miota Batmanem cały czas pomiędzy właśnie tymi lokacjami, ograniczając jednak jego wycieczkę do miejsc, na zwiedzenie których pozwalają mu dostępne w tym momencie wynalazki. Wszystko to sprawia że ograniczenia miejsca praktycznie nie czułem, a korzystanie z kolejnych gadżetów, zmieniających zarówno interakcje z otoczeniem, jak i z przeciwnikami, dawało mi kupę frajdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż mogę dodać? Gra się naprawdę gładko i zabawnie, gra jest pełna akcji, ale i ma fabułę, w dodatku ładnie wygląda i nie chrupie (przynajmniej na X360). Efektem ubocznym gry może być co najwyżej pragnienie przypomnienia sobie komiksowego AA. Wróciłem do tego komiksu i... No cóż, spodobał mi się dużo bardziej niż pierwotnie, bo fabuła wydawała się dużo mniej bełkotliwa. Może dlatego że wiedziałem czego oczekiwać, może po prostu gra zmieniła moją perspektywę, nakręcając mnie na przypomnienie sobie innych aspektów wariatkowa położonego pod Gotham. No ale to moja indywidualna reakcja i refleksja, po prostu nie miałem dość. Bo "Batman: Arkham Asylum" to naprawdę kapitalna gra. Chyba najlepsza, w jaką grałem w tym roku.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-9085589386760166133?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/9085589386760166133/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=9085589386760166133' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/9085589386760166133'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/9085589386760166133'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/11/arkham-asylum-serious-game-on-serious.html' title='Arkham Asylum: A Serious Game on Serious Earth'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2904802607171628830</id><published>2009-11-09T16:06:00.004+01:00</published><updated>2009-11-09T16:59:39.669+01:00</updated><title type='text'>"Zawsze chciałem zrobić film o zombie..."</title><content type='html'>Tony Sandoval uderza ponownie. Niestety nie jest to zapowiedź polskiego wydania "Nocturno", ale jego nowego internetowego komiksu, o którym &lt;a href="http://kolorowezeszyty.blogspot.com/2009/11/294-trans-atlantyk-62.html"&gt;wspomniał już Arczu na Kolorowych Zeszytach&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;a href="http://seasonofthorn.blogspot.com/"&gt;Season of Thorns&lt;/a&gt;" to blogowy projekt tego autora, znanego u nas już dzięki "Trupowi i sofie". Tytuł, który można tłumaczyć jako "Porę cierni", czy też "Czas cierni", to poetyckie określenie sezonu, w którym przychodzi śmierć. Pierwsze plansze, wstępnie zapowiadanego na 26 stron komiksu, zapowiadają że śmierć jest okrutna i mało łaskawa, a jeśli czegoś można być w tym komiksie bardziej pewnym niż smierci, to tego, że oprawca nie omieszka spożyć swoją ofiarę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/Svg2R4AZuTI/AAAAAAAAANc/97RV6A5mWp0/s1600-h/zombie.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 348px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/Svg2R4AZuTI/AAAAAAAAANc/97RV6A5mWp0/s400/zombie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402127433750657330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No to teraz parę słów od autora:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ten projekt narodził się z rysunków, które przygotowałem dla duńskiej kapeli death metalowej &lt;a href="http://www.executionroom.com/?page=news"&gt;DIE&lt;/a&gt;. Zostało mi sporo materiału, o którym pomyślałem, że nadał by się do małego komiksu z zombie, więc rozpocząłem rysowanie krótkiej historyjki. Takiej na 26 stron, po prostu do puszczenia w sieć, tworzonej dla czystej przyjemności tworzenia gorowego i mocnego komiksu. Nie mam w sumie na ten temat dużo do powiedzenia, po prostu uwielbiam ten gatunek, klimat ludzkiego osamotnienia i osaczenia przez naturę, odbierającą przestrzeń którą zagarneli jej ludzie. Ten komiks to efekt mojego uwielbienia dla tematyki zombie. Oczywiście główną inspiracją jest dla mnie Romero, zawsze chciałem zrobic film o zombie, ale teraz mogę pozwolić sobie na web komiks, więc go robię, i chociaż nie wiem do czego to wszystko zmierza, na pewno będę wrzucał rysunki które już wykonałem, jak i kolejne prace z tego cyklu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie w sieć poszło 5 plansz. Debiut cyklu miał miejsce oczywiście w meksykański Dzień Zmarłych. Czeka nas więc jeszcze co najmniej 20 stron tego komiksu, ale i tego nie można być pewnym. Jeszcze jakiś czas temu Tony rozważał rozkręcenie tego cyklu jako serię otwartą także dla innych autorów. Na razie tworzy sam, a w odwodzie czeka kolejnych 6 już gotowych plansz. Po ich opublikowaniu apdejty będą raczej wolniejsze, ale - nawiązując do jego wypowiedzi - kto wie co się z tego pomysłu urodzi w przyszłości. No to ja czekam na dalszy postęp prac, już jest na co patrzeć, a koło motywu zombie prawie żaden komiksiarz nie przechodzi obojętnie. To nie "Żywe trupy" Kirkmana, to epatowanie gore w skoncentrowanej formie. Smacznego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-2904802607171628830?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/2904802607171628830/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=2904802607171628830' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2904802607171628830'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2904802607171628830'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/11/zawsze-chciaem-zrobic-film-o-zombie.html' title='&quot;Zawsze chciałem zrobić film o zombie...&quot;'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/Svg2R4AZuTI/AAAAAAAAANc/97RV6A5mWp0/s72-c/zombie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-3331357759446478703</id><published>2009-10-28T16:52:00.008+01:00</published><updated>2009-10-29T00:54:09.159+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Seans z deszczykiem, czyli Raining Blood</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img1.gildia.pl/_n_/film/filmy/versus/poster-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 368px;" src="http://img1.gildia.pl/_n_/film/filmy/versus/poster-200.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Do &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;VERSUS&lt;/span&gt;a Kitamury zbierałem się coś z 5 lat. Lewar polecał, inni znajomi polecali, w dodatku japońszczyzna. Wystarczyło, żeby mnie zachęcić. Na rzecz filmu przemawiał sam opis: jakuzi trafiają do lasu i muszą walczyć z zombie. Krótko, głupio, ale jakże treściwie to brzmi... Okazuje się, że film prezentuje dokładnie to samo, co opis.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Fabuła ma znaczenie 2-gorzędne, bohaterowie wręcz 3-ciorzędne, przynajmniej w większości. Psychologia, historia postaci, czy nawet imiona nie mają znaczenia. Zresztą - szkoda na nie czasu. Skądś (więzienie? transport między więzieniami? co za różnica???) ucieka dwóch więźniów, mają się spotkać z jakuzami, których zna jeden z nich. Krótkie spotkanie z paroma gangsterami i szczerą antypatię szybko pieczętuje parę trupów (m.in. zdaje się że jednego z więźniów, zresztą - co za różnica, kto w tym filmie zliczy trupy?), powrót denatów z pozycji horyzontalnej do wertykalnej, oraz ucieczka drugiego z więźniów razem z więzioną przez jakuzów laską. Potem jest las, wyłażące zewsząd żywe trupy, oraz naparzanki i strzelaniny pomiędzy więźniem a gangsterami. I tak przez kolejną godzinę. Żeby nie było za łatwo - zombie mają broń palną. Jest gore, rzeźnia i wyrazy szacunku dla cyklu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;EVIL DEAD&lt;/span&gt;, nawet na płaszczyźnie pracy kamery. Są rispekty i dla &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;MATRIX&lt;/span&gt;a. Więzień szybko przebiera się w stylowy czarny płaszcz i takowe gatki, po czym spuszcza kolejnym trupom srogi łomot, i pojedynkuje się z gangsterami. Krótko mówiąc - czysta akcja, podana z jajem i dystansem, w zestawie ze splatterowym gore, i regularnym bryzganiem krwią z paszczy przez któregoś z bohaterów. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;W pewnym momencie pojawia się evil madafaka, z którym nie ma żartów. Okazuje się, że bohaterowie są uwięzieni w cyklu reinkarnacji od wieków (waaaat???), i to już ich kolejne spotkanie. Gra toczy się o wielką stawkę, wielką moc, i możliwość podróży po innych wymiarach. Słowem brednie, które Kitamura podaje z taką samą wnikliwością w zagadnienie, jak biografię głównego bohatera. Tym razem zamiast masakrować bezbronne zombie, bohaterowie zaczynają z różnych powodów bić się między sobą, a do akcji wkraczają dodatkowo niewydarzeni agenci nieokreślonych służb. Dzieje się. Oj, dzieje.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Pełnometrażowy debiut Kitamury to czysta akcja i humor, obie te rzeczy podane w stylu mało kontynentalnym. Szczątki fabuły tak naprawdę nawet nie proszą żęby je dobić, licząc na to że nikt nie zwróci na ich braki uwagi, bo tak naprawdę do niczego nie są tu potrzebne. Chodzi o jatkę i pojedynki. Całość jest dość dziwacznym miksem - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;EVIL DEAD&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;MATRIX&lt;/span&gt;, trochę siekanek na miecze, wszystko w klilmacie japońskiej metafizyki. Było by to mało strawne, gdyby nie humor i autodystans. I gore. Oraz gore. Krew tryska, bohaterowie co chwila zapluwają się krwią. Od obrażeń wewnętrznych? No nie wiem, bo potem hardo wstają i się leją. Po prostu Kitamurze tak się podobało. Taki ma gust. Podobnie jak pomysł z tym, żeby zombim w jednej ze scen po masakrze kopciło się z tyłków. Po co? Nie wiem. Kitamura tak sobie wymyślił, bo stwierdził że będzie śmiesznie. Nie kupuję żartu, ale myk z typem próbującym unikać pocisków niczym Neo, tylko po to by dostać kolejną kulkę i rozprysnąć się na kawałki - to było dobre. Podobnie jak dobry był jakuza pierdoła co ześwirował, co jakiś czas gubiący guna, i wyciągający z tej samej kieszeni jeszcze większą klamkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Filmowi rispekt za realizację, dynamiczne udźwiękowienie, a co ważniejsze - za dynamiczne walki. Tutaj rispekt dla Taka Sakaguchiego. Kolesia widziałem w nudnawej &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;AZUMI&lt;/span&gt;, fajnym, acz nierównym&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; SHINOBI&lt;/span&gt;, czy w kwasiarskim, i zbliżonym porąbanym klimatem do &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;VERSUS&lt;/span&gt;a &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;WOJOWNIKU BEZ STRACHU&lt;/span&gt;. Zawsze jest świetny, i kapitalnie się naparza, zwłaszcza w Wojowniku kopał zad (gdzie był takim trochę Django w klimacie feudalnej Japonii z automatyczną bronią palną... WAAAAT?). Morał - obejrzeć pozostałe filmy z Sakaguchim. Kuszą wszystkie produkcje, gdzie wystąpił u Kitamury, acz tam to zwykle na drugim planie. Kuszą te, gdzie był na pierwszym, czy które sam skręcił (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Yoroi: Samurai Zombie&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Battlefield Baseball&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Szkoła Samurajów&lt;/span&gt; czy jakoś tak). No i kusi filmografia Kitamury - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Aragami&lt;/span&gt;, jego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Godzilla&lt;/span&gt;, czy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nocny pociąg z mięsem&lt;/span&gt;. W końcu z Vinniem Jonesem. Ech. W sumie jego cała filmografia. A, no i Hideo Sakaki też był dobry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowem - polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec krótko, o innej produkcji. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tron 2.0&lt;/span&gt;, czyli...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;GAMER&lt;/span&gt; - nowy film kolesi od &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cranka&lt;/span&gt;. Niestety, tym razem postanowili zrobić film z fabułą, co nie wyszło filmowi najlepiej, ale i tak wyszło fajnie. Bliska przyszłość, lekki cyberpunk (+1 do oceny w moich oczach), i reality show/gra multiplayer przyszłości. Sieć, gdzie gracze łączą się z prawdziwymi, genetycznie sczipowanymi ludźmi, i tak skazanymi na śmierć, i prowadzą ich do multiplejowej walki w trybie FPP. Kto przetrwa określoną ilość walk, zostaje uwolniony. Gra jest dynamiczna, korporacja co tym kręci to szuje, główny bohater (postać z 'gry') został wrobiony, w powietrzu wisi ucieczka, 'złamanie systemu' i własnoręczne wymierzenie zemsty. W efekcie dostajemy miksik &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tronu&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Running Mana&lt;/span&gt; ze Szwarcem + elementy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Matrixa&lt;/span&gt; i parę innych nawiązań.  Fabułka naiwna, prosta, trochę się momentami ciągnąca. Ale za to jak jest akcja... O rany... Jeśli kiedyś będą produkować futurystyczny wariant "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Helikoptera w ogniu&lt;/span&gt;", to niech powierzą reżyserkę tym typkom. Dynamiczine, mięsiste, po prostu jak Gears of War w wersji filmowej momentami, tylko mi nadmiar chaosu na polu bitwy przeszkadzał, w grach czytelność tego co się dzieje to akurat podstawa. I koleś nie chodził bokiem ani tyłem w trakcie walki. W FPPowych multikach - prawie że samobójstwo. Ale to czepianie się zboka. Tak jak pisałem - o ile akcja daje radę, o tyle sama fabułka nie całkiem, dialogi z hakerami głupiutkie, i o ile koncepcja bliskiej przyszłości (wulgaryzacja mediów, kolejny etap internetowej rewolucji) jest fajna i dość prawdopodobna, o tyle bardzo mało odkrywcza. Będąc niejakim Felisem, też bym się o to dopieprzał, z drugiej strony na szczęście nim nie jestem, i tak jak nie jarają mnie produkcje o niewidomych irańskich dzieciach, tak samo jestem w stanie zauważyć że ten film jako pierwszy zwraca uwagę na pojawiający się fenomen współczesnych cyfrowych gladiatorów. Że już za jakiś czas ludzie nie będą jarać się skokami Małysza, i zamiast rozpoznawać kolesia wyglądającego na chudawego członka rodziny Mario, będą kojarzyć avatar albo skin z gry typka, co miał w ostatnim tygodniu 479 fragów, i zero K.O. Wie to część komputerowej i konsolowej braci, osoby które śledzą kulturę azjatycką, gdzie już do tego doszło, i wiedzą o tym autorzy Gamera. Nie wiedzą o tym recenzenci 'Co jest grane'. Co mnie nie dziwi. Ale ja nie o tym...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gamer&lt;/span&gt; udany nie jest - fabuła celuje raczej w starszą młodzież, za to ilość przemocy stawia ten film w kategorii dla starszych widzów. Pewnie to też dziwi recenzentów poczytnych gazet - w końcu to film o grach, a jest dla dorosłych facetów. I to kolejny kulturowy fenomen, który ten film uchwycił. Kolesie, co te 20-25 lat temu oglądali &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tron&lt;/span&gt;, jarając się grami na Atari, dorośli, skończyli studia, zarabiają, kupili telewizory full HD i nowoczesny sprzęt, i dalej łupią w gry, tylko że w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gearsy&lt;/span&gt; albo &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Halo&lt;/span&gt;, a nie w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pac-Mana&lt;/span&gt;. I ten film to właśnie taki &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tron&lt;/span&gt; dla tych, którzy towarzyszą tej rewolucji od początku, zanim filmowcy jeszcze wiedzieli do czego to wszystko zmierza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na deser - &lt;a href="http://www.blog.bownik.eu/"&gt;linek do bloga Bownika&lt;/a&gt; - fotografika który dokumentuje grową rewolucję na zasadzie: "To się zmienia, i to właśnie na naszych oczach!". Smasznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Geek corner - gram (no a jakże nie?) w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Batman: Arkham Asylum&lt;/span&gt; (no a jakże nie???). Śmieszne. Flashbacki Batmana  z dzieciństwa, komisariat w Gotham po zabójstwie jego rodziców. Mówi do niego Gordon, każe nazywać się Jim. ALEJAKTO??? Przecież Gordon trafia do Gotham równocześńie z powrotem do miasta dorosłego Wayne'a w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Year One&lt;/span&gt;? Z drugiej strony się czepiam, bo to psychodeliczna wizja tylko. Batman sobie to może sam wkręcać. Więc co za różnica...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-3331357759446478703?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/3331357759446478703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=3331357759446478703' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3331357759446478703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3331357759446478703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/10/seans-z-deszczykiem-czyli-raining-blood.html' title='Seans z deszczykiem, czyli Raining Blood'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2848490139973037323</id><published>2009-10-25T02:46:00.004+02:00</published><updated>2009-10-25T03:47:20.257+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Horror Festival</title><content type='html'>Nie jestem szczególnym fanem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;horrrrrorów&lt;/span&gt;. Tak samo jak nie jestem szczególnym fanem sensacji, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;SF&lt;/span&gt; czy komedii. Dobre filmy lubię, a kwestie gatunkowe zlewam. To podobnie jak z komiksami mam. Dobrym trykotem nie gardzę, acz to nie znaczy że wolę &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;kaptena&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;amerykę&lt;/span&gt; wbitego w kostium od &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Goona&lt;/span&gt; czy czegoś innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc trafiłem na Horror Festiwal, jedną z niewielu filmowych imprez tematycznych, I nie było źle, acz rewelacyjnie też nie. Poniżej mój raport dla &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;zainteresowanych&lt;/span&gt; programem, co się nie załapali, ale są gotowi zakupić filmy z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;amazona&lt;/span&gt;, albo posiąść je inną drogą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czwartek (22.10)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Diagnosis&lt;/span&gt;: Death&lt;/span&gt; - produkcja &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;nowozelandzka&lt;/span&gt;, jak się dowiedziałem - podpinająca się pod nurt Kiwi Gothic. Taka nazwa &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;zobowiązuje&lt;/span&gt;. Niemal kryminalna tajemnica, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;pałentająca&lt;/span&gt; się między wierszami, i para bohaterów, dwoje osób z nowotworem, decydujące się na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;eksperymentalne&lt;/span&gt; leczenie. Choroba, prochy, halucynacje, wizje, czarny humor i dobre dialogi. Przy tym filmie Tarantino wychodzi na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;trzeciorzędnego&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;tekstopisarza&lt;/span&gt;. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;Troche&lt;/span&gt; mroku, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;psychodela&lt;/span&gt;, zajebisty &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;autodystans&lt;/span&gt;. Dobra rozrywka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szorty:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Head to Love&lt;/span&gt; - takie dosyć oczywiste i klasyczne. Dobrze skręcone. Ciekawostka - w dużej części polska robota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;strong style="font-weight: bold;"&gt;Night of the &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;Hell&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;Hamsters&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; - pastisz, nawet zabawny, ale IMO pomysł okazał się lepszy od realizacji. W trakcie   seansu wywoływania ducha wredne bydle nawiedza chomika w klatce. Potem masakra, odgryzione genitalia i krew. Z humorkiem. Nie z humorem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;Das&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;Floss&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; - animka &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;plastelinowa&lt;/span&gt; o dwóch rozbitkach na tratwie. Nie wiem co komuś zasugerowało że toto ma cokolwiek wspólnego z horrorami. Takie tam. Głód, pragnienie i rekiny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong style="font-weight: bold;"&gt;Virtual &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;Dating&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; - biedne takie, pseudo &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;feministyczny&lt;/span&gt; bełkot mający (jak mniemam) ukazać &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;bestialastwo&lt;/span&gt; dyktatury samczych &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;szowinistycznych&lt;/span&gt; świń. Tylko że to zwyczajnie jest durne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;Eel&lt;/span&gt; Girl&lt;/strong&gt; - krótkie, bez głębi, ładnie zrobione i fajnie udźwiękowione. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;Cunningham&lt;/span&gt; by się tego raczej nie powstydził. No i to dzieło typka od Chomików.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;Welgunzer&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; - żaden&lt;/strong&gt; tam horror. Czyste &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;SF&lt;/span&gt; bawiące się paradoksem czasowym. Podwójnym. I z humorem. Jak dla mnie najlepszy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;szorciak&lt;/span&gt; w zestawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Brother's &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;Keeper&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; - &lt;/strong&gt;nudne i słabe, gdzieś taką historię już widziałem (bracia z boską misją, jeden widzi cel, drugi w imię boże zabija, aż do...). Taki tam bełkot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;Das&lt;/span&gt; Zimmer&lt;/span&gt; - &lt;/strong&gt;wariacja na temat "Zagubionej autostrady". Już to znam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;Mavela&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; - ostro pojebane.&lt;/strong&gt; Film dla każdego, kto chciałby zobaczyć typka o facjacie Miśka Koterskiego, dymającego sedes. I nie tylko. Nie wnikajcie. Obejrzyjcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piła VI - wbrew autorytetom pokroju Kamila Śmiałkowskiego, przy okazji premiery 2-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;giej&lt;/span&gt; części cyklu, stwierdziłem że to do chuja jest niepodobne. No może przesadzam, zwyczajnie mi się nie podobało, 1-ka wyczerpała pomysł. A tu już 6-tka. OLABOGA. Pozwoliłem sobie spasować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piątek (23.10)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najgorszy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;dzie&lt;/span&gt; tegorocznego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;festa&lt;/span&gt;. Bez kitu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sauna&lt;/span&gt; - groza po fińsku. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;XVII&lt;/span&gt; wiek, Szwedzi i Rosjanie wytyczają granicę, dopóki nie trafią na środku bagien na betonowy bunkier. Tajemnicze. Klimatyczne. O co chodzi? Nie wiem, i autorzy chyba też nie wiedzieli. "Niech będzie tak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;wieloznacznie&lt;/span&gt;, że widzowie sami sobie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;dopowiedzą&lt;/span&gt; co chcą, i zesrają się ze strachu...". Normalnie mnie ten film wnerwił. Dopuszczam w horrorach kosmitów, wampiry, zombie, wilkołaki, duchy, wszystko, tylko niech to z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;CZEGOKOLWIEK&lt;/span&gt; wynika. A w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Saunie&lt;/span&gt; to ot tak, ktoś coś szepcze, nie wiadomo co i po co, ludzie znikają &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;pozostawiając&lt;/span&gt; po sobie ubrania, czy pojawia się postać BEZ TWARZY krwawiąca z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;pustaj&lt;/span&gt; dziury. I nie wiadomo dlaczego. Ani po co. OK. Filmy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;Shyamalana&lt;/span&gt; są głupie, ale on sobie chociaż zadaje trud, żeby wyjaśnić o co mu chodziło. Autorzy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sauny&lt;/span&gt; sobie takiego trudu nie zadali. Chociaż &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;setting&lt;/span&gt; działał na ich korzyść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Open Graves&lt;/span&gt; - krzyżówka &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Oszukać Przeznaczenie&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;Jumanji&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_46"&gt;WTF&lt;/span&gt;??? Czy mam cokolwiek dodać? Debilne, w dodatku z bardzo tanimi efektami. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Oszukać Przeznaczenie&lt;/span&gt; miało chociaż fajne masakry. Odpuście sobie to coś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_47"&gt;Visions&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; - thriller ni to policyjny, ni to szpitalny. Dość oczywisty (acz ma podwójnego twista), dość głupawy. Kolo szpera po stronach poświęconych pewnemu &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_48"&gt;topicowi&lt;/span&gt;, i to starczy, co by go ktoś na czacie  złapał i zaczął podpytywać. Czat powiązany ze stronami które odwiedzał. Tak. Jasne. And the &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_49"&gt;pigs&lt;/span&gt; will &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_50"&gt;fly&lt;/span&gt;. Ten ktoś podaje się za pismaka, a bohater na to 'tak, jasne, powiem Ci wszystko co wiem'. Głupawe ostro. Ale nawet spoko opowiedziane, luźny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_51"&gt;bezpretensjonalny&lt;/span&gt; wyjątkowo ziom-błazen wprowadzony, taka postać &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_52"&gt;humorystyczna&lt;/span&gt; z wyjątkowym wdziękiem (nie wiem czemu, pewnie przez zapuszczenie, ale typ się &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_53"&gt;kojażył&lt;/span&gt; mi z Sethem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_54"&gt;Rogenem&lt;/span&gt;). Film &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_55"&gt;durnawy&lt;/span&gt;, ale ma u mnie +1 za agentkę FBI w garniturze i pod kołnierzykiem. Taki fetysz. Jak by miała na sobie krawat, to by pewnie +2 było. Ale film &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_56"&gt;gupawy&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sobota (24.10)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_57"&gt;Dying&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_58"&gt;Breed&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; - Tasmańska Masakra Nożycami do Owiec. Coś mam dodać? Najlepszy chyba i najbardziej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_59"&gt;horrrorrrowy&lt;/span&gt; film jak dotąd, idący w stronę tezy, że największym koszmarem są skryte zakamarki ludzkiego umysłu. Duchy i wampiry to pic na wodę dla estetów. Koszmarem jesteśmy My sami. I o tym jest ten film.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;My &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_60"&gt;name&lt;/span&gt; is Bruce&lt;/span&gt; - ktoś nie zna Bruce'a Campbella? To - jak głosiła swego czasu jego strona - most &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_61"&gt;famous&lt;/span&gt; B-movie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_62"&gt;actor&lt;/span&gt;. No i film jest o nim. Typ jest mistrzem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_63"&gt;tandeciarstwa&lt;/span&gt;, swoim &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_64"&gt;przekoloryzowanym&lt;/span&gt; 'aktorstwem' zawsze dodaje uroku nawet największemu gównu. Jestem fanem. Tu gra samego siebie, i nawet całość reżyseruje. Film to zbitka ze statusu tego dziwnego typka, z całego zestawu gówien w których wystąpił, i z wątpliwego statusu 'gwiazdy' którym się go darzy. Fabuła wyjątkowo głupia, ale ja się tam ubawiłem. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_65"&gt;Sztybor&lt;/span&gt; twierdzi inaczej. Ale on walczy o Grand Prix festiwalu w Łodzi. Jemu się nie wierzy. Radosny krapowy film, nie rozumiem tylko, dlaczego za każdym razem jak padała kultowa fraza '&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_66"&gt;give&lt;/span&gt; me &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_67"&gt;some&lt;/span&gt; sugar, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_68"&gt;babe&lt;/span&gt;...', to tłumacz (pewnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_69"&gt;onlajnowy&lt;/span&gt;, ale co tam), dawał inne tłumaczenie tego zdania... Ech. Dobry B-class &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_70"&gt;fun&lt;/span&gt;. Rechotałem się zdrowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Trailer Park of &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_71"&gt;Terrors&lt;/span&gt; - wykolejeni społecznie licealiści trafiają na nawiedzony camping na pojebanym płudniu USA. Są jakieś &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_72"&gt;retrospekcje&lt;/span&gt;, są sceny współczesne, nie wiadomo po co, bo przeszłość nie tłumaczy dlaczego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_73"&gt;gówniarzerka&lt;/span&gt; musi się zmierzyć z żyjącymi trupami (jak je odebrałem), ani dlaczego laska która zabiła swoich towarzyszy jest tak samo martwa jak swoi koledzy. Takie tam pierdoły. Bo film jest głupi. Mniejsza o to. Zasadniczo chodzi o klimat &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_74"&gt;zdegenerowanego&lt;/span&gt; południa skrzyżowany z przygłupio-radosnymi "Opowieściami z krypty". Jeśli chodzi o to pierwsze, to "Bękarty Diabła" są nie do zdeklasowania ('szefie, ja naprawdę nie jestem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_75"&gt;kurojebcą&lt;/span&gt;...'). Jeśli o to drugie... Opowieści z krypty, to Opowieści z krypty. Południowi kolesie bez nosów (w stylu &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_76"&gt;maidenowsiego&lt;/span&gt; Eddiego), grający gitarowe sola na dachach przyczep kempingowych, to fajni są, ale to za mało, żeby mnie kupić. Jest z dystansem, jest zabawnie, ale to chyba najsłabszy film soboty, która była najlepszym dniem festa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na marginesie - jeden z typów (co to gra na gitarce) jest najbardziej wolverinowym Wolverinem jakiego widziałem. Taki szorstko męski, ale i parszywy w sposób, którego Jackman nie osiągnie choćby chciał. Flanela, długie włosy i pekaesy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Over.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, to tyle.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-2848490139973037323?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/2848490139973037323/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=2848490139973037323' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2848490139973037323'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2848490139973037323'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/10/horror-festival.html' title='Horror Festival'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-6897709150444944341</id><published>2009-10-15T23:48:00.005+02:00</published><updated>2009-10-16T00:57:14.869+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>9 Dzielnica</title><content type='html'>Zacznę od &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;foteczki&lt;/span&gt;, której nie mogę sobie odmówić, prosto ze zbiorów &lt;a href="http://www.gniazdoswiatow.net/"&gt;Gniazda Światów&lt;/a&gt; (&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Godai&lt;/span&gt;, nie łam się, to nie Twoja wina że ta antologia ma tak fatalną okładkę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.gniazdoswiatow.net/wn/wp-content/gallery/mfk-2009/mfk_2009_03.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 600px; height: 450px;" src="http://www.gniazdoswiatow.net/wn/wp-content/gallery/mfk-2009/mfk_2009_03.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bułeczki Macieja made by Żona Macieja. Jedno zdjęcie, tysiąc słów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dystrykt 9&lt;/span&gt; - mam wrażenie że &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Blomkamp&lt;/span&gt;, zanim zrobił &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;szorta&lt;/span&gt;, o który oparł swój &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;pełnometrażowy&lt;/span&gt; debiut, oglądał &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;13 Dzielnicę &lt;/span&gt;Bessona (po angielsku - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;District&lt;/span&gt; 13&lt;/span&gt;...). Obejrzał sobie to luźne &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;SF&lt;/span&gt; o dzielnicy imigrantów, po czym powiedział sobie '&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Aliens&lt;/span&gt;... &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;Illegal&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;aliens&lt;/span&gt;... &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;LOLZOR&lt;/span&gt;!!!1!1!111&lt;/span&gt;', czy jakoś tak. No i wyszedł z tego pomysł na film o inności i wyobcowania, problemu imigrantów (z obu stron patrząc), wątpliwym &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;humanizmie&lt;/span&gt; mieszkańców Planety Ziemia, czy naszej gotowości na poznanie &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;przedstawicieli&lt;/span&gt; obcej cywilizacji. Film w dodatku luźny i lekki, dynamiczny i efekciarski, acz nie głupi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż pewnego razu nad &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;Johanesburgiem&lt;/span&gt; zawisł statek kosmiczny Obcych, nikt nie wiedział dlaczego (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Targi Nieśmiertelnych&lt;/span&gt;...?). Okazał się pełen zagłodzonych &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;alienów&lt;/span&gt;, którym - tak jak każdym przybyszom - zapewniono pomoc, jak zawsze - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;prowizoryczną&lt;/span&gt;. Przypominających koniki polne przybyszów spędziło się do getta, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;pozostawiając&lt;/span&gt; ich w sumie samym sobie na 20 lat. Populacja znacznie wzrosła, ludzie (poza lokalnymi bandytami) raczej się w okolicę dystryktu 9 nie zapuszczają, a biali osadnicy boją się kosmitów, bo ich nie rozumieją, czują się przez nich zagrożeni, czują do nich wyższość lub odrazę. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;Blomkamp&lt;/span&gt; nawiązał w swoim dziele do faktycznych wydarzeń z Afryki, gdzie to Biali przesiedlali Murzynów, traktując ich w podobnie zwierzęcy (sami jak zwierzęta, i traktując autochtonów jak zwierzęta) sposób. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;Main&lt;/span&gt; hero &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;Wikus&lt;/span&gt; Van De &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;Merwe&lt;/span&gt; - śliska i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;pierdołowata&lt;/span&gt; biurowa menda - ma dowodzić eksmisją kosmitów z getta które &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;zamieszkują&lt;/span&gt;. Eksmisja 'mająca zapewnić im lepsze warunki życiowe' to oczywiście pretekst żeby ich gdzieś dalej i ciaśniej upchnąć. Kosmici są nerwowi, a towarzyszący &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;Wickusowi&lt;/span&gt; i jego kolegom w białych kołnierzykach wojskowi czekają tylko na okazję żeby sobie postrzelać (jak w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Krwawej Niedzieli&lt;/span&gt;). Oczywiście sytuacja wymyka się w pewnym momencie spod kontroli, następuje zakażenie dziwnym czymś, co powoduje mutacje (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mucha...&lt;/span&gt;), nad zakażonym kontrolę &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;przejmuje&lt;/span&gt; korporacja (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;Aaaalieeeens&lt;/span&gt;...&lt;/span&gt;), a ten ucieka, by być zmuszonym dowodzić swojej niewinności (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ścigany&lt;/span&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielkim atutem filmu jest dynamika i brak monotonii. Reżyser często wprowadza zwroty akcji, które zupełnie zmieniają konwencję filmu. Zmienny też jest sposób podania historii. Zanim akcja się rozkręci, częstowani &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;jesteśmy&lt;/span&gt; reportażem z telewizyjnych wiadomości, z dziennikarzami, telewizyjną oprawą, wypowiedziami świadków, najbliższych itd. Potem, gdy reporterzy 'gubią' bohatera (lub też, traktując &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;reportaż&lt;/span&gt; jako robiony post factum, gry oglądamy go jak jest poza zasięgiem kamer), wstawki ustają, by wrócić na koniec. Akcja jest dynamiczna i pomysłowa, efekty są świetne, a historia pozostawia z pewną refleksją o naszym (Polaków, Europejczyków, Ziemian) otwarciu na przyjezdnych, którzy z jakiegoś powodu nie mogą wrócić do siebie. Dydaktyzmu raczej nie ma, ważniejsza jest dynamika, efekty i akcja, zwłaszcza finałowa sekwencja, gdy w obroty idą pancerz wspomagany (bojowa wersja wózka widłowego z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;Aliens&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;) i działko &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;antygrawitacyjne&lt;/span&gt; z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Half-Life 2&lt;/span&gt;. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;Blomkamp&lt;/span&gt;, jeśli ktoś nie wie, miał &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;kręcić&lt;/span&gt; ekranizację &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Halo&lt;/span&gt;, z której na szczęście nic nie wyszło, i Jackson &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;zaproponował&lt;/span&gt; mu 30 milionów $ za skręcenie tego, co chce. I dobrze, bo &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Halo&lt;/span&gt; to biedna seria, a &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dystrykt 9 &lt;/span&gt;to kawał dobrej i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;inteligentnej&lt;/span&gt; rozrywki. Gracze znajdą w niej jednak nieco &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;growy&lt;/span&gt; feeling, a może i coś więcej (w scenie ze świnią byłem pewien, że słyszałem w tle odgłos znany jako '&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;achievement&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;unlocked&lt;/span&gt;').&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddzielną sprawą są bohaterowie, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;rzadko&lt;/span&gt; dwuznaczni, najczęściej negatywni, poza drobnymi wyjątkami. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;Wickus&lt;/span&gt;, jak wspomniałem, to biurowa menda, jest wojskowy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;madafaka&lt;/span&gt;, bezduszny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;korporacyjny&lt;/span&gt; bydlak, czy czarni gangsterzy. Tak naprawdę jedynymi ludzkimi postaciami wydają się zaszczuci obcy, którym wydaje się kibicować reżyser. Tym bardziej głupie wydają mi się internetowe oskarżenia, że &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dystrykt 9&lt;/span&gt; jest rasistowski. Że zdziczali po 20 latach kosmici są przedstawieni jako prymitywna rasa, to dowód na rasizm autora? Przy tak prezentujących się przy nich ludziach??? Czy może &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;fakt&lt;/span&gt; że w filmie Murzyni to gangsterzy, a Biali to zwierzęta w garniturach, ma świadczyć o faworyzowaniu rasowym? Do cholery, przecież to jest właśnie film o segregacji na tle rasowej... Czekam na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;homoseksualną&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;interpretację&lt;/span&gt; tego dzieła...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film nie jest oczywiście pozbawiony wad. Postaram się &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;niespoilować&lt;/span&gt;. Dlaczego na przykład uciskani obcy nie zrobią pożytku ze swojej wypasionej broni? Jak jednemu kosmicie do spóły z drugim udało się zrobić w tajemnicy to, co zrobił. Dlaczego obcy nie bronią &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;nienarodzonego&lt;/span&gt; potomstwa O_o? Pomijam kwestię szybkości mutacji DNA, bo to nie jest raczej kino naukowe, tylko rozrywkowe, ale dziur &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_46"&gt;scenariuszowych&lt;/span&gt; nieco jest. Kij z tym. Bardziej odczuwalne jest spowolnienie akcji w połowie filmu (sekwencja ucieczkowa), a &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_47"&gt;nostalgiczne&lt;/span&gt; rozmowy przez telefon (i ta gadka z finału) to mdławe landrynki. Co nie zmienia faktu że od filmu o kosmitach-imigrantach nie oczekuję ani realizmu, ani głębi &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_48"&gt;psychologicznej&lt;/span&gt;, ani pełnej spójności, gdy chcę oglądać wybuchy i gigantyczne UFO na niebie. Tak samo landrynki łyka się bez bólu, zapijając je obfitością pozostałej zawartości dzieła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec krótko - szczerze polecam, i czekam już na &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dystrykt 10&lt;/span&gt; (w inny tytuł kontynuacji nie wierzę). Głosy malkontentów nie mają znaczenia, są w mniejszości. Nawet mojej koleżance z pracy się podobało, a ostatnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_49"&gt;SF&lt;/span&gt; jakie widziała to było &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ja, Robot&lt;/span&gt;. &lt;a href="http://film.gazeta.pl/film/1,22535,7122106,Dystrykt_9______.html"&gt;Ba, nawet Mossakowski się podniecił dając 5/6&lt;/a&gt;, co niektórzy znajomi skomentowali gdzieś tam znalezieniem sobie w końcu przezeń dziewczyny. Ja osobiście skłaniam się raczej do stwierdzenia że odrobił pracę domową, poczytał na Wiki, na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_50"&gt;IMDB&lt;/span&gt;, i w końcu omawiając kino rozrywkowe w końcu wiedział o czym pisze. Film rozrywkowy w Co jest grane oceniony na 5 gwiazdek... No przyznajcie sami, w tym naprawdę coś musi być.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod skryptem: nie, nie przepisałem tego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dystryktu 10&lt;/span&gt; od Mossakowskiego, to po prostu oczywiste, zwłaszcza że już reżyser kłapie dziobem o kontynuacji, a furtkę pozostawiono otwartą... Swoją pogranicze kina akcji i kina SF? Cholera... To prawie jak pogranicze literatury SF i literatury popularnej. Gaddemyt. A może się czepiam...?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-6897709150444944341?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/6897709150444944341/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=6897709150444944341' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/6897709150444944341'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/6897709150444944341'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/10/zaczne-od-foteczki-ktorej-nie-moge.html' title='9 Dzielnica'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-1487801132555272925</id><published>2009-10-10T06:06:00.003+02:00</published><updated>2009-10-10T06:42:42.042+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><title type='text'>takietam</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:85%;"&gt;/muz: La Roux - kijowy wokal, ale analogowy elektro pop mnie kupuje.../&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak wyszło, że odprowadziłem dziś Pankiego i Redaktora Babiela w okolicach 3-4 nad ranem do nocnego, i na stacji benzynowej zostałem zaatakowany przez dziwnego typa. Zerknął mi na kieszeń kurtki, i poznał (jak twierdził) znaczki Kolektywu, Motywu Drogi, Kultury Gniewu (dizajnerski znaczek z upiorem Misfitsów), i czegoś jeszcze, chyba Łaumy albo Aksamitnej Rękawicy Odlanej z Żelaza. Wyrwał mi sprzed paszczy tortillę z kurczakiem (za którą już niestety zdążyłem zapłacić), twierdząc że za nią bulnie, po czym zapytał co chcę jeszcze ( co chciałem, to już wziąłem...). W międzyczasie zapytał, czy te znaczki mam bo tak, czy czysto dla picu (nieee, noszę znaczek Kolektywu, bo kurwa znalazłem go na ulicy i ujął mnie surowym designem...). Jak twierdził - wiedział ococho i wogóle. Dziwne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sytuacja miała dziwną płentę. Wracjąc na stację z celem reklamacji zapalniczki (okazało się że nowoczesne bezpieczniki fajerstrarterów mnie przerastają), wszedłem z wyżej wspomnianym gościem w dziwną interakcję, z której wynikło że jestem niechybnie terrorystą (bo mam znaczki???), i mamy wspólnie deal. Ja nie detonuję się w towarzystwie świeżo poznanego kolegi, a on w moim. Popieram. Nawet jak się obudzę, i wytrzeźwieję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i przetrawiłem sytuację, i mam dwa wnioski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) Przypadkiem trafiłem na komiksowego fanboja. Typ się faktycznie zajarał badżami/znaczkami/jaktokufanazwać z Motywen, Kolektywem czy Kulturą Gniewu. Słowem - był ziomem, więdzącym-o-co-kaman.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ma marginesie: "Reflections are Protection" La Roux (kijowy wokal...) to najlepsza podróba Depeche Mode bez męskiego wokalu od czasu Depeche Mode...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2) Może wypadło że trafiłem na dziwnego typa, który utożsamiał się po prostu z kolesiami noszącymi znaczki na kurtkach. Wiem, dziwne, ale są takie typy, badzikami manifestujące gdzie mają główny strumień pop-kultury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I chociaż opcja 2 wydaje się mniej prawdopodobna, a gość sprawiał wrażenie konkretnie już zrobionego, to możliwe (choć maaaałooo) że w środku nocy spotkałem na stacji benzynowej komiksowego fanboja. Taaaaa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Acz oczywiście bardziej prawdopodobnym mi się wydaje, że typ zobaczył u mnie na klacie połyskujące, okrągłe przedmioty, i ot tak zapałał przyjaźnią. Faza sroki. Fajne, rysowane rzeczy. I błyszcały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Acz wolę sobie myśleć - spotkałem nawalonego jak szpak typka, co i 3-ciej w nocy kojażył i Kolekyw (!!!), i Motyw Drogi (!!!) i Kulturę Gniewu (!!!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak właśnie wolę myśleć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-1487801132555272925?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/1487801132555272925/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=1487801132555272925' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1487801132555272925'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1487801132555272925'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/10/takietam.html' title='takietam'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2350441865755833115</id><published>2009-10-09T13:42:00.003+02:00</published><updated>2009-10-09T14:58:24.991+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znak jakości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='importy'/><title type='text'>Alan Moore to wariat</title><content type='html'>Na początek jedna rzecz - miałem na blogu erratę machnąć. Rozmawiając na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;centralu&lt;/span&gt; z Maciejem Pałką, okazało się że hasło 'Au! Ty chuju!', czyli &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;diss&lt;/span&gt; na Adlera z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;dampcowych&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Strange&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Places&lt;/span&gt; nie jest autorstwa Jerzego Szyłaka. Co prawda sprawdziłem, i wyszło że mu tego na blogu nie przypisywałem, ale jak ktoś nie wie to informuję - najbardziej błyskotliwy tekst w tym komiksie jest autorstwa Macieja. Jeśli osoby czytające tego bloga o tym nie wiedziały (a co jak sądzę i tak mają w głębokim poważaniu), no to teraz wiedzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przechodzimy do dania dnia. Dziś będzie 'komiks, który każdy powinien przeczytać, ale nigdy nie doczekacie się jego polskiego wydania'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alan Moore to wariat. To geniusz. Ale także wariat. Taki właśnie - jedyny chyba do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;zaakceptowania&lt;/span&gt; - wniosek nasuwa się po lekturze &lt;span style="font-weight: bold;" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;From&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Hell&lt;/span&gt;. Wessałem w końcu, po roku &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;leżakowania na&lt;/span&gt; półeczce &lt;span style="font-weight: bold;" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;League&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; of &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Extraordinary&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Gentlemen: Black Dossier&lt;/span&gt;, no i dzieło to potwierdza tylko moje zdanie o tym zacnym autorze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;First &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;things&lt;/span&gt; first. Czarne Dossier to zbiór dokumentów i akt poświęconych działaniom Lig - zarówno tej dowodzonej przez Wilhelminę (&lt;span style="font-weight: bold;" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;LXG&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; #1&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;LXG&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; #2&lt;/span&gt;), jak i w innych okresach. Fabuła samego komiksu jest bardzo prosta - &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;przefarbowana&lt;/span&gt; na blond Mina i wyjątkowo młodo wyglądający &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Quatermain&lt;/span&gt; wbijają się do centrali Ligi, by podpieprzyć cenne dokumenty, dotyczące ich samych. Po drodze muszą tylko zbajerować agenta Bonda (tym razem TEGO Bonda), dać mu w łeb, a po ucieczce mogą spokojnie zagłębić się w aktach. Trzymają w ręku czarny tomik, z wytłoczonym logiem. Taki sam, jaki w ręku ma czytelnik. Otwierają tomik. Widać dokumenty. Przewracamy stronę. Mamy w ręku dokładnie to, co Wilhelmina przed chwilą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moore poszedł po bandzie. Fabuła komiksu jest pretekstem do przedstawienia momentów, w których bohaterowie szperają w aktach, i te akta najbardziej walą po czaszce. Poza nimi jest rozciągnięta na niemal cały komiks ucieczka, pozbawiona prawie zwrotów akcji, oraz totalnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;odjechany&lt;/span&gt; finał, kiedy to bohaterowie wchodzą poniekąd w czwarty wymiar, a czytelnik, by to wyczuć, musi samemu dodać sobie wymiar percepcji, założyć dołączone do komiksu okularki, i przejść z odbioru w 2D, do 3D. Nie wariat? Wariat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wspomniałem, podstawą są jednak same akta. Momentami to ciężka lektura, i dlatego część znajomych &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;wymiękła&lt;/span&gt;, choć dumnie posiada ten tomik na półce. Po kolei wybiórczo jadąc, Moore załączył: spis treści akt, artykuł okultysty poświęcony potężnym istnieniom nawiedzającym ziemię, komiks rozwijający historię Orlando, wymyślonego przez Virginię Wolf, zaginiony, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;niedokończony&lt;/span&gt; dramat Szekspira, czy inne cuda. Stylizując tekst na inną formę, bądź też autora, Moore opisuje historię Lig które działały przed i po tej znanej z poprzednich tomów. Historia cofa się do bohaterów &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;szekspirowskich&lt;/span&gt;, wieku &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;XVII-tego&lt;/span&gt;, i z tej perspektywy Moore pokazuje historię brytyjskiego wywiadu. Siedziba Ligi przy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;Voxhaull&lt;/span&gt; Cross to nic innego jak baza MI6 (nawet adres się zgadza), w końcu działa tam też Bond, jest M, wspomina się w komiksie o Q. Źródeł wywiadu UK doszukuje się autor w działaniach poprzedniej grupy, w której działał między innymi &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;Lemuel&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;Gulliver&lt;/span&gt;, czy Orlando, którego historia w wersji Moore'a zaczyna się już w antyku. Są więc kolejne wieki działania wywiadu, przeplatające się z postaciami z brytyjskiej literatury tamtego czasu, ale same rozważania i nawiązania Moore'a są dużo głębsze. Niemal każdy kadr komiksu jest napchany cytatami i nawiązaniami, których osoby &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;niewychowane&lt;/span&gt; w Anglii (w latach 50-tych zwłaszcza) w większości nie wychwycą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno nie wyłapać ciągłego odnoszenia się do &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;1984&lt;/span&gt; Orwella, da się zorientować że pod artykułem o bogach i demonach powinien być podpisany nie Oliver &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;Haddo&lt;/span&gt;, a &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;Aleister&lt;/span&gt; Crowley, a bóstwa o których ten pan pisze to oczywiście między innymi demony z Lovecrafta. Ale to łatwe, to proste, a tego jest w cholerę, co kadr. Szekspir jest tak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;wystylizowany&lt;/span&gt;, że ledwo przebrnąłem (co dla wielu okazało się tak samo trudnym sprawdzianem, jak pierwsze 100 stron Drużyny Pierścienia dla tych, co nie pochłonęli całej trylogii). Jest to więc literacka wersja historii brytyjskiego wywiadu, podparta kolejnymi artykułami, tekstami literackimi, czy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;wewnęntrzymi&lt;/span&gt; komentarzami agentów. Jest fragment biografii nieszczęsnego Bonda z poprzednich tomów, któremu drużyna Miny zniszczyła karierę. Jest kapitalny artykuł o zagranicznych odpowiednikach brytyjskiej Ligi - we Francji byli to kolesie tacy jak Arsen Lupin czy Fantomas, w Niemczech postaci z filmów &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;ekspresjonistów&lt;/span&gt;. Bomba. Moore wszystko wiąże z historią, wybuch Wojen Światowych łącząc z knowaniami niecnych kreatur z filmów niemych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idąc dalej - są elementy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;korespondencji&lt;/span&gt; pomiędzy agentami a biurem, pamiętnik Miny o jej pierwszym spotkaniu z kapitanem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;Nemo&lt;/span&gt; (czyli coś, czego w #1 zabrakło), czy kapitalne opowiadanie, stylizowane na opowieści o &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;Woosterze&lt;/span&gt; i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;Jeevesie&lt;/span&gt; skrzyżowane z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;Cthulhu&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;stories&lt;/span&gt;. Nie znam panów, ale mam Google. Bez internetu, Wiki i innych takich, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Black Dossier&lt;/span&gt; nie było by nawet w ćwierci tak dla mnie zrozumiałe, jak jest. Moore pokazuje też akta nieudanej Ligi która miała zastąpić tą &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;Murrayową&lt;/span&gt; (agenci zginęli, lub 'zaginęli'), po czym dobija opowiadaniem w stylu bitnikowskim, gdzie bohaterowie Kerouaca spotykają tych ligowych, i razem walczą z poczwarami z Lovecrafta. Cholera, dlaczego nie było macek w poprzednich Ligach, tylko w tych bonusach są? Trudno. Opowiadanie bitnikowskie jest czystym bełkotem, czytanie tego to masakra, ale Moore'owi udało się wyłowić ducha &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;spontanicznego&lt;/span&gt; pisania tych typków.  Czuć, że za bardzo ich nie poważa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;Ucieczka&lt;/span&gt; się oczywiście udaje, następuje &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;rzeczywistościowe&lt;/span&gt; 'PYK!', po czym zakładamy okulary 3D. I jest dziwnie, wszystko wygląda dziwnie, nawiązania się piętrzą, Moore załamuje płaszczyzny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;rzeczywistości&lt;/span&gt; i fikcji, tak samo jak połamana robi się perspektywa, by zakończyć dzieło swoim własnym (nie swoim?) monologiem, włożonym w usta &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;szekspirowskiego&lt;/span&gt; Prospero, wyglądającego jak podstarzały czarodziej Merlin z filmu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Excalibur&lt;/span&gt;. Wierszowany monolog jest o &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;rzeczywistości&lt;/span&gt;, fikcji, fantazji, i takich różnych. Też na różnych poziomach to płynie, można &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;interpretować&lt;/span&gt; z poziomu autora, z poziomu bohatera, trochę to już na koniec &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;przekombinowane&lt;/span&gt;, acz zamyka serię (której ostatni tom jeszcze do końca się nie ukazał).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moore to szaleniec. Wyłapanie przynajmniej 25% nawiązań jakie tam są, jest dla mnie mało możliwe, a i tego co wyłapałem mało bym ogarnął bez szperania w internecie, bo tak się czyta czarną Ligę. To praca na źródłach. Moore do ekstremum rozkręcił formułę erudycyjnego dialogu autora z czytelnikiem, znaną z poprzednich tomów. I pokazał Gaimanowi gdzie jego miejsce - w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;Sandmanach&lt;/span&gt; bohaterowie jadą nadętymi cytatami, ale nigdy nie jest to splecione w takiej ilości, i tak komiksowo, jak tu. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czarne Dossier&lt;/span&gt; to olbrzymia praca, to 16 tekstów, każdy w innym stylu i o innej specyfice, często przyozdobionych 'odręcznymi' przypisami szefów biura na marginesach. Wszystko to niesamowicie rozwija świat, historie bohaterów, zwiększa bliskość tej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_46"&gt;moorowej&lt;/span&gt; fantazji do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_47"&gt;rzeczywistości&lt;/span&gt;. Powala nawet strona wydawnicza, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_48"&gt;poszczególne&lt;/span&gt; wynalazki (jak na ten przykład &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_49"&gt;tihuańska&lt;/span&gt; biblia w klimatach orwellowskich) &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_50"&gt;różnią&lt;/span&gt; się od reszty komiksu formatem i papierem. Może i przegięty jest nieco finał z fajerwerkami które oślepiają, może sam cel wykradzenia dossier i pogoni za bohaterami jest  pretekstowy i za słabo umotywowany, ale to i tak świetny komiks (komiks..?), bogaty w treść, a jeszcze &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_51"&gt;bogatszy&lt;/span&gt; w nawiązania. Poza tym to świetny gadżet dla świrów-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_52"&gt;materialistów i gadżeciaży&lt;/span&gt;. Lubię posiadać ładne rzeczy. Lubię ładnie wydane komiksy, z tłoczeniem na okładce, z tasiemką-zakładką, lubię jeśli autor zaszaleje i zawartość komiksu jest powalająca edytorsko, a do całości dołączone są jeszcze okularki 3D (na marginesie - jeden z kolorów szkiełek był trochę słabo dobrany do koloru tuszu, który miał maskować...). Po prostu robi mi dobrze czytanie takiego czegoś, macanie, trzymanie na półeczce, pokazywanie znajomym, i chwalenie się tym na konwentach. I mówienie tym co mają, ale nie doczytali (znam takich więcej niż tych, co dobrnęli do końca), jakie to zajebiste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moore wciągnął mnie w swój świat, do końca nie rozumiem dlaczego co lepszych historii nie przedstawił w formie komiksu, z drugiej strony &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czarne Dossier&lt;/span&gt; to tak rewelacyjna rzecz od strony formy i realizacji, że nie dziwię się że nie mógł sobie tego odmówić. Poza tym nikt wcześniej czegoś takiego nie zrobił. To nie przypisy do "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_53"&gt;From&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_54"&gt;Hell&lt;/span&gt;", gdzie on - autor - dodaje szczegóły od siebie. Tu cała treść, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_55"&gt;dokumentacja&lt;/span&gt; którą czytamy, jest częścią świata komiksu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czarne Dossier&lt;/span&gt; to świetne zamknięcie serii, która jeszcze się nie skończyła. Akcja ma miejsce w latach 50-tych, czyli lata po tomach 1 i 2, a także trochę mniej, ale i tak później niż w ukazującym się właśnie tomie 3-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_56"&gt;cim&lt;/span&gt;. Pierwsza część 3-ki już jest od zeszłego roku, i nie mogę się doczekać aż położę na niej swoje łapy. Dossier zostawiło mi niedosyt. 2-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_57"&gt;ga&lt;/span&gt; i 3-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_58"&gt;cia&lt;/span&gt; część mają ukazać się w maju przyszłego, i kolejnego roku. Niektórzy czekają aż &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_59"&gt;całośc&lt;/span&gt; ukaże się jako &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_60"&gt;trejd&lt;/span&gt; - to sobie co najmniej 3 lata poczekają. Niby miałem czekać i ja. Moore to wariat. Ale i geniusz. I najnowszy numer ligi chcę przeczytać natychmiast. A kolejne w momencie premiery. I tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod skryptem: jak liczycie na wydanie Dossier w ramach 'miszczów komiksu' czy czegokolwiek innego, to nie czekajcie, kupcie orginał. Warto, choć momentami się trudno czyta (zwłaszcza stylizację na Szekspira i bitników), zwłaszcza że polsiej edycji nie będzie. Nie wiem kto odważył by się tak dopieszczoną rzecz wydać i za ile, ale nie to jest problemem. Problemem są rzekomo wątpliwości dotyczące praw autorskich, które w ilości hurtowej naruszył (lub też gibał się na ich granicy) Moore w tym dziele. Kupcie. Przeczytajcie. Broń-Boże nie ściągajcie skanów. Warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem dodać okładkę i znaczek 'Gonzo poleca', ale mi się blogspot zbiesił, dziś nie będzie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-2350441865755833115?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/2350441865755833115/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=2350441865755833115' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2350441865755833115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2350441865755833115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/10/alan-moore-to-wariat.html' title='Alan Moore to wariat'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2908652358927285048</id><published>2009-10-07T13:12:00.002+02:00</published><updated>2009-10-07T14:08:27.985+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><title type='text'>Wspominki z miasta gdzie nawet psom bieganie szkodzi i pałowanie się polską myslą informatyczną</title><content type='html'>MFK 2009 od paru dni należy już do przeszłości. Było jak? Było dobrze, stare znajome gęby, parę nowych. Niestety niedyspozycja, którą zawdzięczam łódzkiemu kebabowi (lub też 'lokalowi z daniami kuchni indiańskiej', co bardziej prawdopodobne), uniemożliwiła mi aktywne bratanie się z ferajną w główną, czyli sobotnią bibę. Ale i tak było ładnie. Acz nie tak ładnie jak rok temu (nie miałem niedyspozycji). Powoli chyba normą się robi moje wjeżdżanie na Krzyśka Ostrowskiego, którego w sumie ani nie znam, ani nic do niego nie mam (poza jego oprawkami od okularów), i który w tym roku nie pozostał mi dłużny, wypominając sympatię do Clawfingera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostrowski zagląda na mojego bloga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;WOW!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym programowo ignorowałem spotkania autorskie poza Rosińskim (chciało mi się siąść), żałuje trochę że nie było mnie na spotkaniu z KRLem jednakowoż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgodnie z obiednicą (o czym wspomina u siebie Olga), musze zdissować Siuxa, czym - mam nadzieję - doprowadzę do upadku tego pożałowania godnego lokalu. Pusty lokal, jeden kelner, 40 minut czekania na żarcie (sam pichcił???), zimne frytki, żeberka składające się z samych żeberek, czas oczekiwania na rachunek niewiele niższy od tego, który spędziliśmy w oczekiwaniu na papu. Filety z rybska ponoć miały ości. Zasadniczo lipa, i nie zdziwił bym się, gdybym sobotnie atrakcje zawdzięczał właśnie zacnym częściom karibu oprawianego nad Jukonem, czy jak to danie się nazywało. Nie jedzcie tam. Chyba że chcecie sobie zepsuć pół soboty na MFK. Niech sczezną!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tegorocznych plusów oczywiście nie sposób nie wskazać części towarzyskiej (w tym miła rozmowa z Igorem Baranko), paru ciekawostek wydawniczych (Cyrkielnia, w końcu dopadłem Straine'a, zapomniany odcinek Binio Billa, bezeceństwa Ojca Rene), paru zupełnie normalnych i spodziewanych, acz zacnych rzeczy (Łauma, tona makulatury z Multiversum), czy... hm, części towarzyskiej. Minusy? Mnie tradycyjnie nie przypasił lokal imrpezowy, hala jakaś, z początku megakolejka po piwo, trochę hałas i ciężko się rozmawiało. Ale ok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to pozdrawiam wszystkich i dozozarok, albo przynajmniej za pół w Wawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracam do tematu dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Call of Juarez: Więzy krwi&lt;/span&gt; - noooo, nasi chłopcy dali radę. Full polska gra, western, prequel znanego już Juareza. Poprawiono główny mankament - zamiast zmuszać gracza do zabawy Indianinem w MGS na Dzikim Zachodzie, jest dwóch braci-rewolwerowców. Jeden to szorstki bydlak, typowy zabijaka, rzuca dynamitem, strzela z dwóch coltów jednocześnie. Drugi to pies na baby, strzela z jednej klamki, ale za to lepiej wali ze strzelby na dystans, strzela z łuku, żuca nożami. Obaj to wredne bandziory, przez co nie sposób ich nie polubić. Towarzyszy im trzeci brat, pojękujący ciągle upierdliwy klecha po seminarium. Nie można go zgubić ani wyciszyć ani zabić, ale na szczęście nie można nim grać. Fabuła jest nieskomplikowana, co jest raczej pretekstem do rzucania gracza w różne typowo westernowe sceny. Jest walka na froncie wojny secesyjnej, potem szybka dezercja, i już można ostrzeliwać się w miasteczkach (takich teksaskich i takich meksykańskich), kopalniach, robić włamanie do więzienia by uratować więźnia, strzelać z dyliżansu do jeźdźców, czy robić Indianom wjazd na chatę. Z klasycznych motywów zabrakło mi chyba tylko napadu na bank.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza czystym strzelaniem do każdego po kolei, dostępne są też różne typy strzelania w slo-mo. Jeden brat w spowolnieniu zaznacza cele, a potem strzela ile ma naboi. Drugi automatycznie namieża cele, gracz musi tylko wcisnąć cyngiel pada i pociągać gałką jak młoteczkiem (Adler, jak to sie zwie???) rewolweru. Jest też dwuosobowe wpadania na 'HURRRA' do lokali, celowniki dwa same lecą z boków, trzeba je lekko przesuwać i oddawać w odpowiednim momencie strzał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i są pojedynki. Pojedynki-pojedynki. Łazi się w kółeczko z przeciwnikiem (jako pierwszy kulkę od gracza dostaje chyba szeryf), co by go trzymać w centrum pola widzenia. Rękę obsługiwaną jedną z gałek trzeba mieć przy rewolwerze, ale nie za blisko. Na odgłos dzwonu trzeba colta szybko wyjąć, i potem tylko w odpowiednim momencie pociągnąć za cyngliel. Nie jest prosto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grafika może nie powala (choć sepiowa kolorystyka świetnie wprowadza w klimat), rozgrywka może nie jest za bardzo urozmaicona, ale gra i tak ujmuje klimatem. Od samego początku nad całością unosi się duch Leone, przygrywa muzyka jawnie czerpiąca z dorobku Ennio Morricone, co chwila trafia się na jakiś filmowy patent. Ba, nawet spojrzenia jak z finału "Dobrego, Złego i Brzydkiego" się w pewnym momencie pojawiają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga część Zewu Juareza nie powala, nie jest na pewno hiciorem na miarę "Wiedźmina", ale to kawał dobrego kodu. W zabawę wkręcają na pewno bohaterowie - jeden z braci ma gębę Święego od Morderców, drugi Christiana Bale'a, a meksykanin Juarez wygląda jak z "Za garść dolarów" wyjęty, bohaterowie jednak nie tylko wyglądają, ale i faktycznie są. Ubawiłem się przy grze setnie, a teraz pewnie popykam nieco w nią w multi. Wciąga. Ciekawostką jest jeden z trybów rozgrywki, obdarzony scenariuszami - przypomniały mi się aż godziny spędzone nad "Wolfenstein: Enemy Territory".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli lubicie westerny to koniecznie dajcie tej grze szansę. Nie pożałujecie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-2908652358927285048?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/2908652358927285048/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=2908652358927285048' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2908652358927285048'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2908652358927285048'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/10/wspominki-z-miasta-gdzie-nawet-psom.html' title='Wspominki z miasta gdzie nawet psom bieganie szkodzi i pałowanie się polską myslą informatyczną'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-3741008578272144965</id><published>2009-09-27T17:50:00.003+02:00</published><updated>2009-09-28T01:32:15.012+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='importy'/><title type='text'>Popsieczka w skrócie telegraficznym</title><content type='html'>Dziś będzie dużo, ale krótko. Po kolei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Film&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;9&lt;/span&gt; - przerost designu nad fabułą? Wiem że to takie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;fantasowe&lt;/span&gt;, ale i tak naciągnięte i umiarkowanie logiczne. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Steampunkowy&lt;/span&gt; Wall-E? Coś jakby. Niby grafika kapitalna, ale się zawiodłem, jak się zorientowałem jak ubogie to jest od strony 3D, bo większość załatwiają HI-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;resowe&lt;/span&gt; tekstury. Jednak - do oglądnięcia, choć Burton tego za dobrze nie upilnował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Komiks&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;RG #1 Rijad nad Sekwaną&lt;/span&gt; - &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;łyknąłem&lt;/span&gt; ze względu na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Peetersa&lt;/span&gt; (w kolorze!), a ujęło mnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;bezpretensjonalną&lt;/span&gt; opowieścią Dragona, gliniarza z doświadczeniami, który pokazuje jak naprawdę wygląda praca francuskich tajniaków i policji. Efekt odmienny od tego, który lansuje francuska kultura popularna (gliniarze to bydlaki, albo pierdoły, które bez swojego kierowcy taksówki nawet by sznurówek nie zawiązały). Nie przepadam za klimatami specsłużb i gliniarzy w komiksie (poza &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;Loosersami&lt;/span&gt; chyba), ale tu mnie kupiono, czekam na kontynuację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Baśnie #5 Cztery pory roku &lt;/span&gt;- typowy tom przejściowy, lepiący wątki pomiędzy ważnymi &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;wydarzeniami&lt;/span&gt;. Atak drewnianych żołnierzyków za nami, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;prawdopodobny&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;kontratak&lt;/span&gt; pewnie będzie miał miejsce w #6, więc &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Willingham&lt;/span&gt; motywy obyczajowe zamyka (wybory na burmistrza, poród Śnieżki, takie tam). Mniej intensywny tom od tych z kluczowymi wydarzeniami, ale z perspektywy fana serii stwierdzam że nieodzowny. Tak że fani go &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;zaakceptują&lt;/span&gt;, a &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;niefanów&lt;/span&gt; i tak odsyłam do tomu pierwszego. Fajnym kwiatkiem jest kronika II wojny światowej z udziałem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;Bigbyego&lt;/span&gt;. Koleś jest &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;fejblowym&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Wolverinem&lt;/span&gt; i basta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Torpedo #1&lt;/span&gt; - zestaw mało &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;skomplikowanych&lt;/span&gt; gangsterskich szortów o jeszcze mniej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;skomplikowanym&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;bandziorno&lt;/span&gt;. Nowy Jork, lata 30-te, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;makaroniarski&lt;/span&gt; cyngiel, damulki warte grzechu (lub nie), porachunki mafijne, zlecenia, europejska kreska. Albo się w taki klimat wsiąka, albo nie. Z takiego klimatu wyrosło Sin City. Ja chcę więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Henri &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;Desire&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;Landru&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; - historia francuskiego seryjnego mordercy, działającego w okresie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;IWŚ&lt;/span&gt;. Elegancka kreska, Paryż z początku ubiegłego wieku, jedna z największych zagadek kryminalnych Francji minionego wieku. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;From&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;Hell&lt;/span&gt; to to nie jest, ale konsumuje się ze smakiem. A że serial &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;killaz&lt;/span&gt; niezmiennie nas fascynują, to na pewno album znajdzie fascynatów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Opowieści z Hrabstwa Essex&lt;/span&gt; - ani liczne nagrody, które album zdobył, ani tłumaczenie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;Sztyba&lt;/span&gt;, ani liternictwo Olgi, ani format, dzięki któremu tom ma zapewniony totalny spust fanów komiksu na pewnym forum i miejsce w zestawieniach na komiks roku, nie przekonały mnie do tego dzieła. To miła, i rozciągnięta w akcji na niemal wiek, opowieść o zagubieniu i osamotnieniu pośród ludzi, tylko że ja nie jestem targetem. O emocjach wolę czytać w powieściach czy opowiadaniach, niż widzieć je na planszach komiksu. Jakoś tak mam. Komiks odchylający się od głównego nurtu głównego nurtu celujący w ten klimat &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;rzadko&lt;/span&gt; trafia do mnie. Doceniam. Ale się nie jaram. Dlaczego nikt nikogo nie wybuchł? Dlaczego nie było laserów z dupy???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Importy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;Promethea&lt;/span&gt; #2&lt;/span&gt; - Moore, tak jak każdy geniusz, jest też wariatem. Drugi tom rozwija fabułę zarysowaną w tomie pierwszym zacnie, autor nie zapomina by swoje new age'owe rozważania złagodzić czasem co lepszym żartem, J.H. Williams szaleje formalnie, okładki olśniewają, ale i tak kopara do ziemi opada dopiero przy ostatnim zeszycie tomu. Moore &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;przedstawia&lt;/span&gt; istotę magii na przykładzie kart tarota, o których wierszem mówią węże z kaduceusza, którego trzyma &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;Promethea&lt;/span&gt;. Jedna strona zeszytu to opowieść o jednej z kart tarota i wykład o związanym z nią etapie powstania &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;wszechświata&lt;/span&gt; i rozwoju ludzkości. W dodatku we wszystko motyw węża wplątany jest jako mutujące się DNA. Tak, Moore to wariat, a ja czekam już na kolejne 3 tomy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ziny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Karton #1 &lt;/span&gt;- premiera sezonu, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;cartoonowy&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;magazin&lt;/span&gt; Jaszcza, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;Asu&lt;/span&gt; i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;Sztybora&lt;/span&gt;. Wyszło nieco z tego takie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;Jeju&lt;/span&gt; bis, i wychodzi na to że ilu zinów mieć w Polsce nie będziemy, to i tak za wszystkimi będą stały te same osoby. Pierwszy zeszyt nieco zawodzi, ale to chyba dlatego że część serii kartonowych zalicza dopiero swój start. Z dalszymi komentarzami wstrzymuję się do 2ki. Marek Lachowicz i KRL dają radę i tak, więc kupować, 5 zeta to żaden &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;piniądz&lt;/span&gt;. A, i album zawiera jedną z najlepszych reklam sponsora &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;ever&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kolektyw&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;#5 &lt;/span&gt;- temat przewodni Gra, kozakiem #1 antologii jest ponownie dla mnie Daniel Chmielewski, dający upust fascynacji &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;Darrowem&lt;/span&gt;. Szkoda że akcji i dynamiki za grosz, ale zamiast zaskoczyć mnie 13-zgłoskowcem, Daniel położył mnie na łopatki rysunkami machin, których się z jego strony nie spodziewałem. Chyba że źle zrozumiałem coś, bo tam nazwisko Szymkiewicz gdzieś się przewija, ale tegoż kolegę raczej o rastry &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;podejżewam&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak czy siak i Karton i Kolektyw w Łodzi kupić wypada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Over.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-3741008578272144965?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/3741008578272144965/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=3741008578272144965' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3741008578272144965'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3741008578272144965'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/09/popsieczka-w-skrocie-telegraficznym.html' title='Popsieczka w skrócie telegraficznym'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-446294492354831094</id><published>2009-09-26T01:02:00.006+02:00</published><updated>2009-09-26T01:35:31.506+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znak jakości'/><title type='text'>Sokół zaporoski</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img1.gildia.pl/_n_/komiks/komiksy/maksym-osa/1/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 283px;" src="http://img1.gildia.pl/_n_/komiks/komiksy/maksym-osa/1/okladka-200.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zdanie puenty na dobry początek, bo nie mogę się powstrzymać: "Maksym Osa" to świetny komiks, i MUSICIE go przeczytać. Kropka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to teraz od początku. Z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;timofowymi&lt;/span&gt; wydawnictwami miewam różnie, ale zdarzają się mu perełki, co trzeba przyznać, w dodatku atakujące mnie zupełnie znienacka. Tak jest właśnie z dziełem Igora &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Baranko&lt;/span&gt;, z którego dziełami nie dane mi było wcześniej obcować. Cieszę się, że nadrobiłem te pożałowania godne zaległości, i domagam się więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytułowy Osa to ukraiński kozak. Lubi wypić, dać w mordę, chętnie sięga po szablę - choć nie brak mu rozumu - tylko że on w gorącej wodzie kompany. Właśnie wrócił z rozbojów (taki lokalny zwyczaj) w rodzinne strony. W domostwie ukochanej powitały go nie otwarte ramiona lubej, a strzelba jej nowego męża, w dodatku narzeczona go nie poznała, twierdząc że zginął. Bo i mogiła jest, z nagrobkiem, na którym widnieje jego nazwisko. O co więc chodzi, może walcząc z Turkami poległ, ale tego nie wie? I co do tego mają zaginiony skarb i historia o wilkołaku?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Baranko&lt;/span&gt; wstrzelił mnie od razu w klimat Dzikich Pól. Wąsaci kozaccy awanturnicy, polska szlachta, prawosławni duchowni pierdzący ogólnie w stronę katolików, zabobon, tajemnice... Tworzenie klimatu ułatwił Igorowi imponujący &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;skill&lt;/span&gt; rysowniczy. Scenografia i kostiumy wyglądają jak na A.D. 1631 przystało, fizjonomie odpowiednio różnią się od siebie, mimika wyraźna, zrozumiała i nie przesadzona, a kreskowano-kropkowane detale przywodziły mi na myśl zabiegi stosowane przez &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Moebiusa&lt;/span&gt;, zanim odjechał w stronę minimalizmu. Może przesadzam z tym porównaniem. Może nie. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;Baranko&lt;/span&gt; i tak wytrzaskał mnie swoimi planszami po pysku. Głównym daniem jest tu historia, ale na bank wrócę do Maksyma, żeby napaść oczy rysunkami. Zacne są, to chyba właściwe określenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczególnie ubawiła mnie jednak fabuła, i zabiegi zastosowane w jej stopniowym ujawnianiu, zwroty akcji, poszlaki, mieszanie wątków. "Maksym Osa" jest bowiem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;pierwszorzędnym&lt;/span&gt; czarnym kryminałem w stylu Hammetta. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Main&lt;/span&gt; hero to tradycyjny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;noirowy&lt;/span&gt; detektyw. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;Wzgardzany&lt;/span&gt; przez większość wyżej sytuowanych, wplątany w większa sprawę ubogi cwaniak, ale jednak strzegący prawdy (którą gdy chce, to i tak nagina do swoich potrzeb) i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;sprawiedliwości&lt;/span&gt;. Zamiast popijać skocza i palić szlugi, kopci fajkę i uchlewa się bimbrem. Nie ma rewolweru ani colta 1911, ma szablę i samopały. Jest skarb, tajemnica, wszyscy są podejrzani, prawie każdy ma coś na sumieniu, jest femme fatale, jest w końcu głupek, może i nie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;kurduplawy&lt;/span&gt;, ale szpetny niczym Peter &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Lorre&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komiks jeszcze raz szczerze polecam. Na pewno we wrażeniu, które na mnie zrobił, miało swój udział moje zamiłowanie do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;noirów&lt;/span&gt;, skręt w stronę ludowych podań i metafizyki po chłopsku, czy świetna jakość wydania, na którą ten komiks sobie bez wątpienia zasłużył. Kupcie. Przeczytajcie. Jak dla mnie to jeden z komiksów roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/Sr1Sr8clKBI/AAAAAAAAANM/LHTtboVsbA8/s1600-h/Dobre_kolor.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 202px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/Sr1Sr8clKBI/AAAAAAAAANM/LHTtboVsbA8/s320/Dobre_kolor.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5385551644318836754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;GONZO POLECA. Bez kitu!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I poproszę więcej Baranki. "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;Eksterminatora&lt;/span&gt; 17" miał kiedyś Egmont wydać. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Taaa&lt;/span&gt;...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-446294492354831094?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/446294492354831094/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=446294492354831094' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/446294492354831094'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/446294492354831094'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/09/soko-zaporoski.html' title='Sokół zaporoski'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/Sr1Sr8clKBI/AAAAAAAAANM/LHTtboVsbA8/s72-c/Dobre_kolor.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-5088652336900733151</id><published>2009-09-17T23:49:00.005+02:00</published><updated>2009-09-18T00:03:37.699+02:00</updated><title type='text'>Spóźnione 44444 trafień</title><content type='html'>Wrzuciłem kiedyś na okrągłe 44444 kliknięć trybutową graficzkę autorstwa Daniela Chmielewskiego, a że coś nie tak miałem z kompem, to tylko miniatura zdaje sie trafiła. Miałem nadrobić. A miałem młyn niezgorszy. Nadrabiam teraz, tą czynnością inaugurując urlop, i czas na robienie tego co mi się chce, i nierobienie tego, czego mi się nie chce. Oto grafika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href='http://www.pict.com/'&gt;&lt;img src='http://img2.pict.com/cd/5f/2f/1633181/0/320/gnz44444.jpg' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Danielu, sory że dopiero teraz, bo cisnąłem co by na te kliknięcia graficzka była, a potem nie miałem kiedy odpowiedniej wersji wrzucić. Cóż. Ostatni miesiąc z hakiem mnie wyżął totalnie z energii (p0zbawiając też czasu). Pocieszam się faktem, że sam zawalasz ostatnio terminy. HA! Kiedy antologia bitewna...? &lt;span style="font-size:78%;"&gt;niepytaćoodmieńca...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;errata=error. Mimo najszczerszych chęci dupa, moje net-skillz ograniczają się do dobrego ogarnięcia gógli, a tu mnie przerasta coś. Ponowne zachowanie pliku źródłowego, zmiana jego rozdziałki na mniejszą przed wrzuceniem, grzebanie w kodzie HTML i dupa, blogspot i tak robi pomniejszoną, rozmydloną wersję. Teraz spać, rano pociąg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moment.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Działa, pictureshare działa cuda. Hope so nie oddałem komuś niechcący praw do struganej przez Daniela pracki z mła jako retro-skarfejsem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blog przechodzi w stan czasowej wegetacji. Nie ma mnie. Jestem odjechany. Zainteresowani do poniedziałku mogą mnie szukać w Kraku. Potem jestem w Zakopcu. Jak będę, to będę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Baj.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-5088652336900733151?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/5088652336900733151/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=5088652336900733151' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5088652336900733151'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5088652336900733151'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/09/spoznione-44444-trafien.html' title='Spóźnione 44444 trafień'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-4268459725420800591</id><published>2009-09-16T16:24:00.003+02:00</published><updated>2009-09-16T16:38:36.505+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Benkarty Quentina</title><content type='html'>Zacznę krótko, żeby było wiadomo o co mi chodzi. I przygotować tych, co sa gotowi obrać mnie za dalsze uwagi gnojówką. Albo to Tarantino jest już dla mnie za stary, albo to ja jestem za młody na obecny etap jego kariery filmowej. Wynudziłem się. Momenty są, nawet znakomite, tak że parskałem śmiechem, ale pomiędzy nimi się nudziłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 400px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://www.roughcutreviews.com/images/inglorious_basterds3.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Quentin podąża dalej ścieżką, którą wyznaczył sobie przy okazji kręcenia drugiej części "Kill Billa". Rozwleczona fabuła, plejada negatywnych lub co najmniej dwuznacznych postaci, dłużyzny, dialogi o niczym, okazjonalna przemoc (czasem nawet dynamiczna), Ennio Morricone w tle, momentami niezłe one-linery. Quentin znowu skręcił film dla siebie, złożony z jego ulubionych patentów z cudzych filmów, podlanych jego sosem (skomponowanym na składnikach cudzej produkcji), onanizuje się piętrząc cytaty i nawiązania które wyłapią hardkorowcy, w dodatku narcystycznie, bo momentami robi to przed lustrem, cytując samego siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jest to film zły? Nie, ja tak nie uważam. Gdyby nie był to film QT, to stwierdził bym że nawet niezły, a reżyser dobrze rokuje, choć nie ma wyczucia, przeciągając sceny tak, że mało rolka z cyfrową taśmą filmową nie pęknie. Ale to film autora "Pulp Fiction" i "Wściekłych psów", od którego oczekuję więcej niż kolejnych wprawek formalnych, łączących jego ulubione elementy gatunków do których nawiązuje. A właśnie to, mam wrażenie, otrzymałem już po raz czwarty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marsową minę funduje już scena z okupowanej Francji, gdy przesympatyczny naziol tropiący Żydów zawraca głowę tubylca. Jego oślizgła uprzejmość bawi. Ale gdy scena z pustym dialogiem trwa już szóstą minutę, to ręce opadają. Podobnie jest z muzyką, otwierającą scenę. Ennio Morricone. Znaczy się mamy wojenny spaghetti-western. Tylko że Leone potrafił robić gęste dłużyzny. W moim odczuciu Tarantino, choć by nie wiem jak chciał, tak nie umi. Oj, nie umi, nie umi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciąg nudnych i naciągniętych do granic (mojej, oczywiście) cierpliwości scen, przerywa rozpoczęcie 'Akcji Kino'. Przez pierwszą godzinę tak naprawdę zostają tylko wprowadzeni bohaterowie (czyli dzieje się tyle, co u Leone przez 5-10 minut). Jest więc drużyna tytułowych Benkartów, czyli Żydów, którzy na tyłach niemieckiego frontu mają skalpować nazioli, zadawać ból i ogólnie poniżać ubermenszów, mszcząc się za los swoich pobratymców. Czy świat już wiedział wtedy o Holokauście? O ile pamiętam nie, tak samo jak żabojadzcy mleczarze z tamtego okresu nie nalewali raczej mleka prosto od krowy prosto do szklanych butelek litrowych i nie zatykali ich kapslem. Ale co za różnica, to nie film historyczny. Gorzej, że Benkarty stanowią tak naprawdę scenografię i pretekst do wykrzesania postaci Aldo Raine'a, którego pierwszorzędnie zagrał Brad Pitt. Okazało się że potrafi on zrobić dla ludzkości więcej dobrego, niż adoptować kolejne dziecko z trzeciego świata. Raine to prosty brutal o akcencie południowca. Zna włoski. I domaga się skalpów faszystów. Pitt strzela one-linerami jakby pojono go nieustannie używkami. Wydyma dolną wargę, cedzi. I jest zajebisty. Przeciwwagą dla niego jest jedyny w teamie niemiec, Stiglitz, małomówny morderca, kapitalnie zagrany przez Schweigera. A reszta? No cóż. Są Żydami. I są okrutni. Podobno. I robią za tło dla Pitta. Huu huu, bojam siem. Bo ogólnie, postaci jest mnóstwo. Co jedna, to pomysł. Tylko ze na pomysłach się niestety kończy, a większość typków (np. bohaterski snajper) jest papierowa i nieciekawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc jest drużyna Benkartów, jest też młoda żydówka, która uciekła przed śmiercią, i chce odpłacić niemcom za mord jej rodziców, jest też planowana przez Brytoli operacja skasowania Niemiaszków, we współpracy z Benkartami. W połowie filmu splatają się losy tych pierwszych z Brytolem. No i historia zaczyna się rozwijać, a kilku Benkartów nawet ma szansę powiedzieć jakąś kwestię. Jest lepiej. Aż w końcu film się kończy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tarantino porwał się na przygodowe kino wojenne, z pod znaku "Tylko dla orłów", "Parszywej dwunastki", "Złota dla zuchwałych", i wielu innch produkcji. Gość z palmą porwał się na klasykę. I poległ. Bo w takim kinie liczy się akcja przemieszana z humorem. Owszem, jest i jedno i drugie. Zwykle występują naprzemiennie, jedno z nich co 5-10 minut. Dialogi się ciągną. A nie są to teksty formatu 'A jak mówią na Big Maka?'. One-linery trafiają. Trafia Pitt i gość grający wspomnianego poczciwego naziola. Efekt osłabia jednak długość całości, i ogrywanie zaskakujących patentów do znudzenia. Lipne jest lansowanie Eliego Rotha - z protegowanego QT jest nie lepszy aktor niż reżyser, charakterystykę Żyda-Niedźwiedzia (WTF???) otwiera fakt żę leje nazioli bejzbolem po łbach, a zamyka fakt, że naziole się go boją. Bojam się jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kłentin postanowił odbrązowić wojnę. W pewien sposób mu się to udało, bo zabarwił spiżowy pomnik podobną w barwie substancją, acz o dużo mniej szlachetnym pochodzeniu. Tylko że to też żadna nowość. Żydzi oprawcami, Hitler i Goebbels postaciami komicznymi, brytole klasycznie nadęci, a jedyną (WZGLĘDNIE) pozytywną postacią jest Murzyn, który decyduje się na masowe morderstwo zbrodniarzy z niewinnego powodu, jakim jest miłość. Nie czuję się zaskoczony, w "Parszywej dwunastce" jedyną nadzieję Aliantów stanowiła banda psychopatów i dewiantów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan QT zekranizował po prostu swój kolejny mokry sen. Złożył hołd kinu gangsterskiemu, azjatyckiemu, spaghetti westernom, grindhousom, przyszła kolej na kino wojenne. I są pozytywy. I są momenty. Ale szkoda że Tarantino jest gwiazdą tego formatu, że nikt mu nie powie 'Quentin, oberżnij przynajmniej 20 minut, bo to momentami w gardle staje'. Docenił bym to. A tak - doceniam tylko momenty. Ale to ja. Całość doceniają krytycy i fani. I pewnie jakaś część z nich doceni nie tylko dlatego, że to kolejny film Wielkiego Reżysera.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-4268459725420800591?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/4268459725420800591/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=4268459725420800591' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/4268459725420800591'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/4268459725420800591'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/09/benkarty-quentina.html' title='Benkarty Quentina'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-1709428601820246661</id><published>2009-09-15T15:00:00.006+02:00</published><updated>2009-09-15T15:06:17.439+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RROD'/><title type='text'>Karma Police day 20</title><content type='html'>Konsol iz bek, nuffkasztukanieśmigana, wypada przyznać ze wczoraj dojechała. Dołączono karteczkę w języku angielskim, w którym firma M$ zapewnia mnie, jak wazna dla nich jest obsługa klienta i działający serwis. Mam to gdzieś, wolał bym, gdyby konsola nie wysypywała się raz na półtora roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na osłodę mogę stwierdzić tylko, ze w końcu nie wyje jak się płytke wrzuci jak by miała odlecieć. Poprzednia miała skopanego drajwa od początku. No i chłodzi jakoś ciszej... Moze troche pozyje. Tymczasem definitywnie przestaję osoby zastanawiające się jaką konsole kupić do grania zachęcać do inwestycji w sprzęt M$. Bublom mówię nie. Obsłudze i firmie, która ma gdzieś zdanie klienta o marce, tez mówię nie. A slima chętnie powitam pod telewizorkiem, acz jeszcze nie teraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to tyle. No to w droge, a potem "Benkarty Wojny".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-1709428601820246661?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/1709428601820246661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=1709428601820246661' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1709428601820246661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/1709428601820246661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/09/karma-police-day-20.html' title='Karma Police day 20'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2333055373330428574</id><published>2009-09-09T10:40:00.006+02:00</published><updated>2009-09-09T10:46:17.156+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RROD'/><title type='text'>Karma police day 14</title><content type='html'>Klocka nadałem w czwartek (day 8), wyruszył w wycieczkę w piątek rano (day 9), dotarł do celu, co wiem ze strony UPS zdaje się wczoraj, a już dziś serwis informuje mnie że mają konsol na miejscu. No i mam czekać na reperację i takie tam. No to czekamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temczasem przyjemnie, ale nie jakoś specjalnie, spędziłem czas na kontynuacji "13 Dzielnicy", Besson zrobił z tego taką futurystyczną "Nienawiść" w konwencji kina akcji. Troszkę w inną stronę poszedł niż w poprzedniej części, gdzie to raczej o ile pamiętam europejska wersja "Ucieczki z NY" była. Za mało jednak akcji, a za dużo pieprzenia, jak schrzaniony finał gdy dobrotliwy prezydent Francji dziękuje imigranckim gangom za pomoc i mówi im że cała Francja jest z nich dumna. Besson przegiął, ale zawsze było wiadomo ze ma skręt w stronę holiłuda.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-2333055373330428574?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/2333055373330428574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=2333055373330428574' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2333055373330428574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2333055373330428574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/09/karma-police-day-14.html' title='Karma police day 14'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-8078321812105486118</id><published>2009-08-31T11:15:00.014+02:00</published><updated>2009-08-31T11:34:23.690+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RROD'/><title type='text'>Karma police day 5</title><content type='html'>Odezwał się serwis i potwierdził przedłuzenie gwarancji. Teraz muszę tylko druknąć list przewozowy i wysłać konsolę UPS-em. A serwis naprawi albo prawdopodobne ze wyśle mi nową (nie potwierdzają czy tak będzie czy nie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako klient który zaliczył drugiego pada, zgodnie z tym co mi powiedział serwisant przy poprzednim RROD, spytałem czy mogę oczekiwać ze strony M$ rekompensaty w postaci jakiejś gratisowej gry. W końcu konsol mi pada, nie działa ileś tam, w dodatku ponownie, a mnie to oczywiście wkurwia. Pani na chwilę odwiesiła się na konsultacje (jak by nie wiedziała co się w takich przypadkach robi/mówi), po czym poinformowała mnie, ze obecnie procedura wygląda tak, ze dopiero za trzecim razem firma M$ czuje się zobowiązana, i daje dozywotnią gwarancję na pudło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Super. Argument jak mnie wcześniej poinformowali w serwisie nie miał znaczenia, bo deklaracja się przeterminowała. Wyglądało to tak, jakby babeczka z linii odwiesiła się, zawołała menadzera na zasadzie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Hej, Janek, kolesiowi zdech Xbox i chciałby jakiegoś bonusa.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- To mu powiedz, ze dostanie jak mu zdechnie drugi raz, się ludziom we łbach poprzewracało, ma 3letnią gwarancję na RROD i niech się cieszy...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Ale jemu juz drugi raz zdechł...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- A to czekaj... Ile mu zostało gwarancji...?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Półtora miesiąca.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- A to obiecaj mu coś większego jak mu sie konsola po raz trzeci zbiesi, niech będzie na przykład dozywotni serwis. Rzuć mu kwotą ile to u nas kosztuje, niech sie cieszy ile zaoszczędzi, jeśli zarznie tę konsolę w rekordową czasie.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Super. 91 oiro za naprawę. Czyli prawie 400 dzika, niemal 2/3 ceny Arkejda. Drogawy ten serwis firmowy, w kanałach nieoficjalnych wymiana pasty i poprawa chłodzenia oraz podlutowanie odklejonego procka to wydatek rzędu 75-200 zeta (zalezy gdzie pytać). Mniejsza z tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli to ma być pozytywne podejście do kliena, któremu się wcisnęło bubla, no to ja specom od PRu gratuluję. Moze zbyt duzo osób zaliczało podwójny zwis i wymiękli z dawaniem gratisów. Moze to nie ogólna procedura, a tylko osoby z wygasającą gwarancją tak traktują, nie wiem, wali mnie to, nie zamiezam się wykłócać o gratisa w ramach przeprosin, skoro firma się nie poczuwa. Gwarancja to psi obowiązek tej korpo w końcu. Poprzednio mi chociaz zdrapkę LIVE na miesiąc dorzucili, teraz i na to nie liczę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-8078321812105486118?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/8078321812105486118/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=8078321812105486118' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/8078321812105486118'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/8078321812105486118'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/08/karma-police-day-5.html' title='Karma police day 5'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-4351274627986677447</id><published>2009-08-29T15:43:00.011+02:00</published><updated>2009-08-29T16:03:17.914+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='importy'/><title type='text'>Nadrabiam komiksowe zaległości...</title><content type='html'>...bo to niby &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;przeca&lt;/span&gt; blog komiksowy, a o komiksach piszę mało. Parę &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;tforów&lt;/span&gt; z za wielkiej wody ostatnio wchłonąłem, więc wiedzą się podzielę. Oczywiście zero nowych rzeczy, po &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;świeżynki&lt;/span&gt; to nie do mnie. Ja teraz czytam Herodota, słucham pierwszych albumów Komet, i przymierzam się (jak mi &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Xboxa&lt;/span&gt; zreperują/wymienią) do obejrzenia &lt;strong&gt;7 wspaniałych&lt;/strong&gt;, &lt;strong&gt;Nosferatu&lt;/strong&gt; i &lt;strong&gt;Obcych&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;A, wessałem jeszcze parę polskich premier, ale raczej na mnie wrażenia pozytywnego nie zrobiły zanadto, poza &lt;strong&gt;Dworcem Centralnym&lt;/strong&gt;, ale o nim to może kiedy indziej. &lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;p&gt;Jazda z tym żużlem. Lecę po kolei według subiektywnie określonej przydatności do spożycia.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://www.coverbrowser.com/image/bestselling-comics-2007/936-1.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px" alt="" src="http://www.coverbrowser.com/image/bestselling-comics-2007/936-1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Universe&lt;/span&gt; X&lt;/strong&gt; - po pierwsze - dzięki dla &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;Arcza&lt;/span&gt; za użyczenie tytułu do wessania (tak samo jak &lt;strong&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;Earth&lt;/span&gt; X&lt;/strong&gt;). Tytułem wstępu, dla leni, parę słów co było w poprzednim odcinku. &lt;strong&gt;Ziemia X&lt;/strong&gt; w kapitalny sposób spinała często sprzeczne zawiłości mitologii &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;universum&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;Marvela&lt;/span&gt;. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;Celestialsi&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Inhumansi&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;Eternalsi&lt;/span&gt;, Obserwatorzy, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Galactus&lt;/span&gt; i jego specyficzna dieta, mutacje, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;supermoce&lt;/span&gt;, bogowie greccy i nordyccy - wszystko to świetnie do siebie pasowało, i tworzyło łącznie ciężki, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;postapokaliptyczny&lt;/span&gt; klimat świata &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;superbohaterów&lt;/span&gt;. Dodatkowo świetnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;przefasonowani&lt;/span&gt; zostali wszyscy znani i lubiani jako ci sami, ale 30 lat później - Kapitan A to zmęczony życiem wojownik który nie wierzy w swoją walkę, zwłaszcza że nie ma już tej Ameryki o którą zawsze walczył, Peter Parker ma depresje i wyhodował &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;bemben&lt;/span&gt;, a Daredevila (który zginął) zastąpił nowy Śmiałek, który nie może umrzeć (&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;Deadpool&lt;/span&gt;-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;stajli&lt;/span&gt;). Wszystko się świetnie splata, acz zostawia furteczkę, przez którą autorzy przeszli z poziomu Ziemi, na poziom &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;Wszechświata&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I tu wchodzę ze swoją pinią o kontynuacji. O ile wcześniej wszystko się rewelacyjnie zazębiało, tak tutaj jest po prostu naćkanie wszystkich tych elementów &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;universum&lt;/span&gt;, co pozostały po produkcji tomu pierwszego. Lepią się one średnio. Wszystko się toczy ponownie dokoła Kapitana, tyle że nie Ameryki (który jest tylko opiekunem), a &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;Marvela&lt;/span&gt;. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;Marvel&lt;/span&gt; jest jednocześnie w świecie martwych (bo kojfnął), i żywych (bo się odrodził), i gdzieś poza czasem, bo część jego mocy wróciła się &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;gdzieśtam&lt;/span&gt; po &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;cośtam&lt;/span&gt;. W sumie Trójca Święta. I kolo jednocześnie działa na dwóch światach, bo chce hm... Zniszczyć? Odbudować? Nie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;odpowiem&lt;/span&gt;, sami się domyślacie. Oczywiście martwi nie wiedzą że są martwi, a żywi wiedzą że są żywi. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;Marvel&lt;/span&gt; robi sobie dzięki płaszczowi &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;Cloaka&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;warpowe&lt;/span&gt; skoki po pogrążonej w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;apokaliptycznej&lt;/span&gt; zimie kuli ziemskiej. Potrzebuje jakieś artefakty, by zyskać pełną moc. I jest tu Kosmiczna Kostka, parę innych gadżetów, po co właśnie mu one - nie wiadomo, ważne żeby wkomponować kolejne tajemnicze elementy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;universum&lt;/span&gt;. Są skoki po ziemi (&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;Savage&lt;/span&gt; Land, NY, twierdza &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;Dooma&lt;/span&gt;), są też poza ziemię (wspomniane zaświaty, Piekło, Limbo, przewija się &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;Microverse&lt;/span&gt;, i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;cośtam&lt;/span&gt; jeszcze), wszystko to tak, by upchnąć więcej, ponad poziom ziemski, w końcu to &lt;strong&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;Universe&lt;/span&gt; X&lt;/strong&gt;, na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;Teutatesa&lt;/span&gt;!!! A więc przez całe 12 zeszytów (no i przez zerowy, i przez X, i przez pobocznych 5...) toczy się jakaś bełkotliwa gra, w której stawka jest duża, zasady nieznane, a wróg &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;nieokreślony&lt;/span&gt;. Ot, takie wtapianie w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;warpowe&lt;/span&gt; skoki kolejne postaci i elementy mitologii. Średnio do siebie pasujące. Czasem jest głupio (&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;Marvel&lt;/span&gt; równocześnie tu i tam), a czasem jeszcze bardziej głupio (płaszcz do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;warpowania&lt;/span&gt; w parę osób po kuli ziemskiej - tak, bo skraca podróże itd., płaszcz do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;warpowania&lt;/span&gt; całej ekipy która robi pielgrzymkę do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;Savage&lt;/span&gt; Land - nie, bo nie uda się zrobić efektu dramatycznego gdy po drodze zostaną zaatakowani), czasami dużo bardziej głupio (nieśmiertelny Daredevil II po rozerwaniu na kawałki okazuje się być wieloma &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;Daredevilami&lt;/span&gt; II, totalny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;cartoon&lt;/span&gt;, albo np. członkowie ekipy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_46"&gt;Marvela&lt;/span&gt;, którzy raz się pojawiają, raz znikają, po jakimś czasie znów się pojawiają, czy ktoś tego pilnował???). Tak naprawdę trwający te prawie 20 zeszytów bełkot ma jeden cel - określić że jest jakaś ważna walka, i wykreować wroga, którego zabrakło w sumie w &lt;strong&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_47"&gt;Earth&lt;/span&gt; X&lt;/strong&gt;, i to wykreować tak, żeby na koniec wyskoczył on niby z dupy. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_48"&gt;Liipa&lt;/span&gt;. Żałością natomiast jest bandycka praktyka &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_49"&gt;Marvela&lt;/span&gt; i autorów z zeszytami pobocznymi. Niby to są &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_50"&gt;spinoffy&lt;/span&gt; dotyczące pobocznych postaci, które jak się ich nie lubi, to można je olać. Ale jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego kolejny zeszyt zaczyna się od pogrzebu kluczowej postaci, która była w poprzednim zeszycie jeszcze w pełni sił, no to cóż... kupcie zeszyt poboczny. Kit straszliwy, bo to zwyczajnie jest podzielenie fabuły i wciskanie kitu że seria ma tylko zeszytów 12 (a ma jeszcze 0, X i te nieszczęsne &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_51"&gt;spinoffowe&lt;/span&gt;). Ogólnie - nie polecam tej serii, choć &lt;strong&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_52"&gt;Earth&lt;/span&gt; X&lt;/strong&gt; cały czas zachwalam i zachwalał będę. Strach się bać co przynosi &lt;strong&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_53"&gt;Paradise&lt;/span&gt; X&lt;/strong&gt;. A, i grafika - o ile nie pasowała mi grubo ciosana krecha &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_54"&gt;Earth&lt;/span&gt;, to jednak grała ona z ciężkim klimatem tej serii. A tu... Taki klasyczny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_55"&gt;superhero&lt;/span&gt; rysunek... Lekki, miałki, zwyczajny. Takiej całości nie ratują oczywiście wcale okładki Rossa, składające się na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_56"&gt;duużą&lt;/span&gt; mozaikę.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://www.dccomics.com/media/product/2/9/2962_400x600.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px" alt="" src="http://www.dccomics.com/media/product/2/9/2962_400x600.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Gotham Central #1&lt;/strong&gt; - czyli takie "Zawód Policjant" osadzone akcją - jak tytuł wskazuje - w Gotham. Codzienne śledztwa, akcje i zawodowe rozterki ekipy jednego z komisariatów w Gotham. Czyta się to dobrze, jest to po prostu - klimat kryminalnych seriali telewizyjnych o nowojorskich gliniarzach - tylko że w świecie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_57"&gt;DC&lt;/span&gt;. A więc - kompleksy wynikające z działalności Batmana (który zamiata po gliniarzach gdy nie dają rady), dziwacy, a bywa że i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_58"&gt;superłotrzy&lt;/span&gt;, z którymi trzeba się mierzyć, choć jest się 'tylko' policją i takie tam. Porządne, ciekawi mnie co dzieje się w kolejnych tomach, bo to takie prawdziwe życie jest na uboczu świata &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_59"&gt;superbohaterów&lt;/span&gt;, tylko że... No jak dla mnie mało komiksowe toto. Wolał bym to przeczytać w postaci powieści. Albo obejrzeć serial telewizyjny. Jak mam komiks w świecie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_60"&gt;superherosów&lt;/span&gt;, to wolę z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_61"&gt;superherosami&lt;/span&gt;, którzy odwalają &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_62"&gt;superheros&lt;/span&gt;-akcje, nie pocą się, i po spuszczeniu w pojedynkę &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_63"&gt;wpierdolu&lt;/span&gt; naćpanym gangsterom z triady &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_64"&gt;puentują&lt;/span&gt; wszystko czerstwym one-linerem. Tak czy siak - dobre, moja polecać, kiedyś (jak przerobię wszystkie a-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_65"&gt;must&lt;/span&gt;-ready) chętnie nadrobię pozostałe tomy. &lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://www.dccomics.com/media/product/1/1/1105_400x600.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px" alt="" src="http://www.dccomics.com/media/product/1/1/1105_400x600.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_66"&gt;Promethea&lt;/span&gt; #1&lt;/strong&gt; - no &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_67"&gt;łaaadnie&lt;/span&gt;... Najlepsza seria Moore'a to to może nie jest, ale po pierwszym &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_68"&gt;trejdzie&lt;/span&gt; zapowiada się smacznie. Z typową dla siebie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_69"&gt;oryginalnością&lt;/span&gt; (&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_70"&gt;hehe&lt;/span&gt;) Alan wymieszał formułę komiksu &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_71"&gt;superbohaterskiego&lt;/span&gt; z tekstami kultury, jest tu sporo mitów, legend i baśni (powstało toto przed &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_72"&gt;Fables&lt;/span&gt;, jak ktoś szuka spisku), wszystko w sosie New Age i lekkiego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_73"&gt;SF&lt;/span&gt;, czy też cyberpunku, cokolwiek. Tytułowa &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_74"&gt;Promethea&lt;/span&gt; to postać z mitów, opowiadań, podań, wierszy i komiksów, której istnienie uzależnione jest od tego, że ktoś w nią wierzy, o niej czyta, wymyśla jej historie. Jest to powiedzmy sobie postać przechodnia (co jakiś czas kolejne pokolenie ma swoją nową &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_75"&gt;Prometheę&lt;/span&gt;), której potęga wynika z siły fantazji. Jej siła powiązana jest z greckim Hermesem i egipskim Horusem. To jednak nie wszystko - potęga tej bohaterki powiązana jest z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_76"&gt;surrealistycznie&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_77"&gt;ukazaną&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_78"&gt;Immaterią&lt;/span&gt;, czyli światem zbudowanym na ludzkich marzeniach i fantazjach. Skojarzenia z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_79"&gt;gaimanowskim&lt;/span&gt; Śnieniem jak najbardziej właściwe. Z &lt;strong&gt;Niekończącą się opowieścią&lt;/strong&gt; jeszcze właściwsze. Historię obserwujemy z perspektywy nowego wcielenia tej wojowniczki, która nawiedziła cichą i spokojną, acz nazbyt ciekawską studentkę. Oczywiście to &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_80"&gt;początek&lt;/span&gt; gry o wielką stawkę, nie wiem jeszcze jaką, bo to tajemnicze, &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_81"&gt;czyhają&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_82"&gt;różni&lt;/span&gt; magowie, &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_83"&gt;czyha&lt;/span&gt; organizacja (kult?) co nazywa się Temple. Czyta się znakomicie, zwłaszcza że Moore postanowił pogiętą mistykę przełamać dystansem i poczuciem humoru (świetne wejście postaci z 6-tego zeszytu - owocu grafomańskich pomysłów scenarzystów pulpowego komiksu o &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_84"&gt;Prometei&lt;/span&gt;). Całości dopełniają zacne rysunki J.H. Williamsa III. Miłośnicy wynajdywania &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_85"&gt;popkulturalnych&lt;/span&gt; puzzli, czy to z zakresu sztuk plastycznych, czy też czerpiących z komiksu - znajdą tu sporo dla siebie - każda okładka to nawiązanie raz do Muchy, raz do Warhola, są odniesienia do &lt;strong&gt;Alicji w krainie czarów&lt;/strong&gt;, są nawiązania do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_86"&gt;Nemo&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_87"&gt;McKay&lt;/span&gt;'a. No i są świetne wstawki z komiksem w komiksie, o płaczącym gorylu... Ale to nie ma sensu tłumaczyć. Szczerze polecam, a kolejne tomy cyklu zawędrowały u mnie do górnej części komiksowej listy zakupów. &lt;a href="http://www.dccomics.com/media/excerpts/1105_x.pdf"&gt;A tu macie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_88"&gt;prewiu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-4351274627986677447?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/4351274627986677447/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=4351274627986677447' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/4351274627986677447'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/4351274627986677447'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/08/nadrabiam-komiksowe-zalegosci.html' title='Nadrabiam komiksowe zaległości...'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-9121689286136814752</id><published>2009-08-28T12:33:00.017+02:00</published><updated>2009-08-28T15:42:04.951+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RROD'/><title type='text'>Karma police day 3... tfu, 2!!!</title><content type='html'>Jeśli ktoś się jeszcze nie zorientował - archiwizuję właśnie zupełnie na bieżąco jak wygląda obsługa padniętego boxa, a że taka karma, to Karma police będzie tytułem cyklu dopóki nie dostane z powrotem sprawnej maszyny (hope so).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maila z fotą paragonu i info że mi zasilacz domaga posłałem nocą, poprawiłem rano, dryndnąłem na linię, i co? Wszystko doszło, ale chodzi o to, że datę gwarancji wprowadzono kiedyś na pałę przy pierwszym padzie mego klocka, na początek tego roku. Pewnie wszystkie pady pierwsze tak traktowano, bo było tego dużo, konsole dopiero co puszczone na rynek i dwa lata do wygaśnięcia gwarancyj wszelakich. No to posłałem ten fiskalny mailem, i teraz jakiś przełożony czy ktoś z ekipy testującej maile z paragonami na autentyczność ma to obadać, zdecydować, w efekcie zmienić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serwis do środy ma się odezwać. Hura.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To potem pewnie zajedzie do mnie kurier, weźmie padniętego boxa, zawiezie do serwisu, który ponad wszelką wątpliwość udowodni że ten RROD to naprawdę RROD. I odeślą mi z Czech nową (bądź zreperowaną, ale tego nie chcę) maszynką. I już za miesiąc będę sobie mógł pograć, albo nawet jakiś film obejrzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne info na bierząco, jak coś się ruszy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-9121689286136814752?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/9121689286136814752/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=9121689286136814752' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/9121689286136814752'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/9121689286136814752'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/08/karma-police-day-3.html' title='Karma police day 3... tfu, 2!!!'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-5362273014888718496</id><published>2009-08-27T11:22:00.003+02:00</published><updated>2009-08-28T12:39:23.545+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RROD'/><title type='text'>Karma police day 1</title><content type='html'>Mało lotny się człowiek robi jak widzi 3 diody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przecież Xbox miał w Polsce premierę niecałe 3 lata temu, a gwarancja na pady totalne (RROD, błąd 47 czy coś takiego też) została wydłużona w stosunku do 2-ch lat o rok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmowa z infolinią, zdalne wyszukanie rachunku w szpargałach (listopad 2006! przecież pamiętam że po premierze GOW!!!), no to teraz sprawdzić jak działa zasilacz (czy zielona dioda - a nigdy nie szwankował), skan rachunku wysłać mailem, i czekać na usługę gwarancyjną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hellyeah. Dokończę Shadow Complex. Slim będzie musiał jeszcze chwilę poczekać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-5362273014888718496?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/5362273014888718496/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=5362273014888718496' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5362273014888718496'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/5362273014888718496'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/08/karma-police-day-1.html' title='Karma police day 1'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2426453158975788795</id><published>2009-08-26T19:32:00.005+02:00</published><updated>2009-08-28T12:39:34.838+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RROD'/><title type='text'>Karma police</title><content type='html'>Radiohead zaliczone. Nie jaram się, momentami smutni Brytole zamulali, ale od końca pierwszej części (przed bisem #1) zaczęło się robić coraz lepiej, a i wcześniej były momenty. Ogólnie wypad do Poznania okazał się całościowo dobry, a że pakując się do pociągu jakoś tak farciarsko udało mi się ulokować siebie i Olę na miejscach siedzących, za co pewnie ci, co do pociągu się wogóle nie zmieścili, i ci, co do Wawy siedzieli/stali na korytarzu, życzyli mi rychłego skręcenia kostki, wrzodów w niefajnym miejscu albo/i innego problemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i sytuacja wygląda tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/SpVzRBaN74I/AAAAAAAAAMw/1FUJ8ig_TsQ/s1600-h/ROD.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374328466609926018" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: pointer; HEIGHT: 240px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/SpVzRBaN74I/AAAAAAAAAMw/1FUJ8ig_TsQ/s320/ROD.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Owszem, moja wina. Jak się grał procek graficzny i wywalał dwie diody czerwone, to nie oddałem do modyfikacji chłodzenia bydlaka. Acz nie miałem kiedy się z tym bujać ostatnio, taki młyn. I bydlak padł, i to właśnie wtedy, gdy wkręciłem się w przezajebiste Shadow Complex. Pierwszy raz po dwóch dobach odpalam Boxa, a on 3 minutki i padł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu ciekawostka, wyczytana w sieci. Nie wiem na ile prawdziwa (w sensie - nie wygłaszam swojej opinii, jak by to przypadkiem ktoś z polskiego M$ w sieci znalazł): ponoć Microsoft, tnąc koszty w swej maszynce jak się daje, zastosował nie tylko kiepskie chłodzenie, średnie drajwy, czy resztę kaprawych podzespołów, ale też nawet kiepskie pasty przewodzące do tych części systemu graficznego, co się szybko grzeją. Efekt jet taki, że pasta po 2-3 latach (czyli po wygaśnięciu gwarancji) się wykrusza i nie przewodzi. A system, nawet jak miał wymieniane bebechy po RROD, bierze się i przepala. Dziękujemy Ci, Redmond.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugiej 360-tki już nie kupię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec pytania dwa:&lt;br /&gt;- czy ktoś może polecić jakiś serwis w Wawie, który reperuje Boxy z RROD?&lt;br /&gt;- kiedy oficjalnie wychodzi slimowy PS3?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-2426453158975788795?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/2426453158975788795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=2426453158975788795' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2426453158975788795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/2426453158975788795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/08/karma-police.html' title='Karma police'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/SpVzRBaN74I/AAAAAAAAAMw/1FUJ8ig_TsQ/s72-c/ROD.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-3530346336025160614</id><published>2009-08-21T13:04:00.035+02:00</published><updated>2009-08-21T13:32:55.074+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><title type='text'>Polska-Anglia 1:0?</title><content type='html'>Z góry informuję osoby które mogą mieć co do tego wątpliwości, że nie będę obiektywny, bo Maro to mój ziom. Ba, bawet rysownik komiksu do mego scenariusza, który jeszcze parę lat i ma szansę stać się polskim komiksowym Duke Nukem Forever. O ile oczywiście ukaże się kontynuacja Funky'ego Kovala. Bo jak nie, to mamy zaklepane 2-gie miejsce.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://www.mynerdcore.com/wp-content/uploads/2009/08/frankensteins-womb.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 160px; CURSOR: hand; HEIGHT: 250px" alt="" src="http://www.mynerdcore.com/wp-content/uploads/2009/08/frankensteins-womb.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"Frankenstein's Womb"&lt;/strong&gt; to długo oczekiwany debiut Marka w Stanach i w reszcie cywilizowanego świata, debiut o tyle ważny, bo (o ile ktoś nie wie), do scenara Warrena Ellisa. Tego od Transmetropolotana, Desolation Jonesa i Authority. Biało-Czerwoni dali radę. Obywatele Zjednoczonego Królestwa nieco mniej. Po kolei.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Historia opowiedziana jest z perspektywy Mary Shelley, przyszłej autorki powieści o najsławniejszym chyba człowieku poskładanym ze zwłok. Shelley podróżuje po Niemczech razem ze swym przyszłym mężem i kuzynką. Zatrzymują się przy zamku Frankenstein, i coś kusi Shelley by wejść do środka, gdzie spotyka Potwora. Potwór, echo dawnych wydażeń, nie wiadomo żywy czy tez nie (o ile można go rozpatrywać w tych kategoriach), przemawia. Gada, gada i gada, i tak do końca komiksu. Pokazuje przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, prawie jak by go Dickens wymyślił. Wizje innych czasów jakoś tak mi się też z "From Hellem" skojarzyły, choć to nie ta klasa ani trochę. Więc Potwór gada o alchemii, nieco bełkotliwie filozofuje, a także wieści rewolucje naukową, której on - wskrzeszeniec - jest początkiem i zarazem symbolem. Dlaczego to mówi właśnie Shelley? W sumie nie wiem, mam tylko po przeczytaniu domysły. Po co? No wiadomo, po co mówi się takie zeczy pisarce. Co z tego wynika? Też nie wiem. Chyba liczyłem na co innego - jakąś oryginalną genezę Frankensteina, jakiekolwiek zwroty akcji, a nie trwający przez 2/3 komiksu dialogomonolog o związkach mistyki z nauką.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Ellis niby sobie oryginalnie wykombinował, bo inaczej niz wszyscy, ale żeby to jakoś fascynowało, to przyznać nie mogę. Duszny, gotycki klimat dobrze oddał swymi rysunkami Marek, szkoda tylko że przy takiej fabule nie miał zbyt dużego pola do popisu. Splash z pędzącą karetą robi wrazenie, fajnie narysowany jest Frankenstein, podobnie mroczne wejścia zamku, zabawa cieniem, ale smutna pani pojawiająca się w większości kadrów i dziwująca się zasłyszanej opowieści wrażenia nie robi, bo i jak - po prostu jest fachowa. Tak samo jak fachowo i z klasą narysowany jest komiks. Nieco tajemniczy, ponury, ale i poprzez treść pozbawiony raczej scen, które mogą porwać sposobem rysowania. Co nie znaczy, ze Maro nie próbował, i nie zrobił co się dało, gdy się dało. Szacuneczek&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Płenta - Maro pokazał możliwości, to pewne, choć komiks rynku nie zawojuje raczej. Fani Ellisa po niego sięgną, i dobrze, może ktoś inny też, i nazwisko Oleksicki pójdzie w świat. Może za lat parę doczekamy się jakiejś porządnej serii w Vertigo czy w Marvelu rysowanej przez Polaka? Nie wykluczone. Wystąpienie w jednym komiksie jako współpracownik Ellisa i pokazaniek klasy to osiągnięcie które zwraca uwagę, i to jest chyba przy okazji "Frankenstein's Womb" najwazniejsze.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-3530346336025160614?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/3530346336025160614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=3530346336025160614' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3530346336025160614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/3530346336025160614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/08/polska-anglia-10.html' title='Polska-Anglia 1:0?'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-6962462488893955960</id><published>2009-08-15T01:47:00.006+02:00</published><updated>2009-08-15T23:35:12.902+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Żyd, Arab i Murzyn idą na miasto...</title><content type='html'>Wpis otwiera zdanie jak z rasistowskiego żartu, ale tak naprawdę to pomysł (w uproszczeniu, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;duuużym&lt;/span&gt;) na fabułę jednego z najlepszych filmów minionej dekady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img1.gildia.pl/_n_/film/filmy/la_haine/dvd/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 282px;" src="http://img1.gildia.pl/_n_/film/filmy/la_haine/dvd/okladka-200.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"Nienawiść" to historia o trzech kumplach. Vincent, Hubert i Said znają się z osiedla. Życie na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;przedmieściach&lt;/span&gt; nie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;rozpieszcza&lt;/span&gt;, zwłaszcza że trwają właśnie zamieszki ('my' kontra Policja). Perspektyw zero, pracy zero, co najwyżej można dostać pałą w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;plery&lt;/span&gt;, albo &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;dilować&lt;/span&gt; prochami jak Hubert. Można też ćwiczyć boks w hali sportowej, ale w takiej dzielnicy trzeba się liczyć z tym, że każdego dnia może ona spłonąć. Nastroje ogólnie kiepskie, wszyscy nerwowi, a gliniarze skorzy do nadużywania uprawnień, zwłaszcza że któryś z nich zgubił swoją klamkę, a jeden z chłopaków ją znalazł... Każdy kto odpowiednio kojarzy nazwisko Hitchcock wie, co oznacza ten znaleziony pistolet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mathieu &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;Kassovitz&lt;/span&gt; swoim dziełem ponad dekadę temu pieprznął mnie prosto w czoło. Skręcił film prawie że idealny. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;Wielopłaszczyznowy&lt;/span&gt;. Dosadny. Życiowy. Świetnie skręcony. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Wogóle&lt;/span&gt; nie nudny, w dodatku utkany na dobrych i zabawnych, choć niby &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;błachych&lt;/span&gt; dialogach. Wspomniane już trio od popołudnia do późnych godzin porannych przez niemal dobę włóczy się po &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;przedmieściach&lt;/span&gt; Paryża. Dzieje się i dużo, i nic. Po kolei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Kassovitz&lt;/span&gt; skręcił film o pewnym miejscu w pewnym czasie. To okres zadym pomiędzy imigrantami a &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;żabojadzką&lt;/span&gt; policją, po tym, jak przykuty do kaloryfera tubylec obcego pochodzenia dostał kulkę od gliniarzy. Sprawa prawie jak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Rodneya&lt;/span&gt; Kinga, ale tamten tylko dostał wpierdol, a i tak w L.A. zawrzało. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;Przedmieścia&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;Paryżewa&lt;/span&gt; też się zatrzęsły w posadach, upadając w końcu na jedno kolano po parunastu latach - w roku 2005. Sceny z płonących &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;przedmieść&lt;/span&gt; w Wiadomościach widział chyba prawie każdy. "Nienawiść" zagląda za kulisy zadymy, pokazuje pozbawioną perspektyw egzystencję w betonowym getcie, narwanych gliniarzy, wynikającego z braku możliwości &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;wkurwa&lt;/span&gt; mieszkańców, biedotę, długi, i - dalej tym tropem idąc - drogę do drobnych, a potem większych &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;przestępstw&lt;/span&gt;. To dzielnica ludzi, którzy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;zosali&lt;/span&gt; wpuszczeni do wielkiego europejskiego mocarstwa, a potem pozostawieni sami sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nienawiść" to też bardziej uniwersalny film o kulturze miejskiej, nie tylko tej francuskiej. Jest tu miejsce na skrecze w miejskiej dżungli (świetne wejście &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;Cut&lt;/span&gt; Killera), break dance, czy tagi na radiowozach. To opowieść o chłopakach z betonowego zadupia, dla których oznaką tego że się żyje jest to, że się buntuje i robi swoje. Inne. Własne. Takie, jak grillowanie na dachu mrówkowca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nienawiść" to też &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;opowieść&lt;/span&gt; o przyjaźni. O trzech, zupełnie różnych od siebie kolegach. O przyjaźni mimo wszystko - pomimo różnic psychicznych i etnicznych. Vincent, Żyd, jest ostro narwany, naoglądał się za dużo filmów z De Niro i kozaczy. Jest jak Vega z Pulpa, wozi się i ma dziwne spojrzenie na szacunek, którym każdy powinien go &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;dążyć&lt;/span&gt;, bo jak nie, to będzie źle. Czarny Hubert jest - podobnie jak Jackson w Pulpie - głosem rozsądku. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;Diluje&lt;/span&gt; dragami, bo życie nie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;rozpieszcza&lt;/span&gt;, ale to on wydaje się na świat patrzeć w najbardziej zrównoważony sposób. Said, Arab, jako Trzeci Muszkieter, jest mediatorem pomiędzy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;przeciwieństwami&lt;/span&gt;, jakimi są jego koledzy. Pomijając Saida, pozostali koledzy wydają się być jak wspomniani &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;Winfield&lt;/span&gt; i Vega, zwłaszcza że jedno imię się powtarza, choć to ślepy zaułek, w końcu każdy z bohaterów ma imię wzięte od swojego prywatnego imienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"N" jest więc opowieścią o przyjaźni, tolerancji i lojalności, stawaniu za sobą ramię w ramię, nie ważne czy trzeba dać komuś w ryj czy ukraść samochód. Owszem, są tarcia, ale w końcu takie jest życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"N" to film który w &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;nienachalny&lt;/span&gt; sposób drąży sprawy moralne. Pistolet w ręku, a kolega właśnie umiera. Co dalej? Jest narwany Vince, jest stonowany Hubert, są &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;nornalni&lt;/span&gt; i są &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;zdegenerowani&lt;/span&gt; gliniarze. Co &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;najwazniejsze&lt;/span&gt; - jest też świetny i gęsty jak smoła finał, który drąży te sprawy bardziej niż całe poprzednie 80 minut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"N" to film świetnie zrobiony, na każdym poziomie. Od samego początku robi wrażenie. Otwierają go czarno-białe sceny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;dokumentalne&lt;/span&gt; z zamieszek, po czym przechodzi w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;monohromatyczną&lt;/span&gt; (bo niby &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;paradokumentalną&lt;/span&gt;) &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;rzeczywistość&lt;/span&gt;. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;Kassovitz&lt;/span&gt; jedzie fenomenalnymi długimi ujęciami z ruchomą kamerą, które co jakiś czas kazały mi mówić cicho pod nosem ' ja jebię...'. To film nowoczesny, dosadny, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;naturalistyczny&lt;/span&gt;, ale nie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;przekombinowany&lt;/span&gt; formalnie, jednak w montażu czuć pazur, wymagany w filmie o trudnym życiu na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;przdmieściach&lt;/span&gt;. Kopie dupę scena gdy chłopaki idą ze zdewastowanej hali Huberta by Czarny zrobił deal. Zaskakuje scena, gdy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;Cut&lt;/span&gt; Killer czesze na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;tarntejblach&lt;/span&gt;, a kamera jedzie nad osiedlem. A wszyscy go słyszą. A Vince &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;sie&lt;/span&gt; wkurwia, że gość przegina. Bo w tym filmie (jak w nieszczęsnej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;dogmie&lt;/span&gt;, czy świetnym "Zapaśniku"), starającym się w końcu być blisko &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;rzeczywistości&lt;/span&gt;, muzyka jest obecna tylko wtedy, gdy słyszą ją bohaterowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="320" height="240"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/735wM9ZAWWk&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/735wM9ZAWWk&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="240"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddzielną sprawą są właśnie bohaterowie - swojscy, osiedlowi, autentyczni. Kolesie szlajają się odziani w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;dresiwa&lt;/span&gt; i gadają o czym się da. O odcinku "Ukrytej Kamery", o tym który pierdnął, czy o tym, kto kogo ostatnio posunął. Gadki z życia, bez nadęcia, bez &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;obsceny&lt;/span&gt;, trochę jak z Kevina Smitha, ale bez jego błazenady. Galeria pozostałych postaci też jest niekiepska. Spotykają lokalnych &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;ziombojów&lt;/span&gt;, narąbanego typa na mieście, &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_46"&gt;nachalnie&lt;/span&gt; starają się rwać dupy na wernisażu, wbijają do lekko &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_47"&gt;odjechanego&lt;/span&gt; zioma Saida o swojskiej ksywce 'Asterix', czy wysłuchują życiowych mądrości staruszka, który dopiero co wyszedł ze sracza, i wspomina Syberię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film ogląda się świetnie i mógłbym tak teraz długo wymieniać za co. Strona wizualna, dialogi, fabuła, składająca się na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_48"&gt;paropoziomową&lt;/span&gt; przypowieść o rzeczach różnych, klepiący w dekiel finał. Widziałem ten film lata temu do ogólniaka łażąc, w telewizji, i pamiętałem, że zrobił na mnie duże wrażenie. Oglądałem wtedy sporo kina nocnego, a było wtedy na czym w TVP oko zawiesić. Do dziś pamiętam że "Taksówkarz" (do którego tu &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_49"&gt;Kassovitz&lt;/span&gt; kilkakrotnie nawiązuje) obrócił moje postrzeganie kina o 180 stopni. A "Nienawiść" po prostu mnie zmiażdżyła, i uważałem ją za jeden z najlepszych filmów, jakie widziałem. Nie pamiętałem za co. Już pamiętam. I - choć tego raczej nie robię - tym razem szczerze wszystkim polecam zakup. Film w 200% wart tych 20 dzika, jakich sobie za niego życzą. Wielkie kino.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/SoYBcT1ftBI/AAAAAAAAAMo/DWXIP6JqNSE/s1600-h/Dobre_kolor.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 202px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/SoYBcT1ftBI/AAAAAAAAAMo/DWXIP6JqNSE/s320/Dobre_kolor.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5369981191558509586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-6962462488893955960?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/6962462488893955960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=6962462488893955960' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/6962462488893955960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/6962462488893955960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/08/zyd-arab-i-murzyn-ida-na-miasto.html' title='Żyd, Arab i Murzyn idą na miasto...'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/SoYBcT1ftBI/AAAAAAAAAMo/DWXIP6JqNSE/s72-c/Dobre_kolor.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-8031958829196623276</id><published>2009-08-12T11:29:00.021+02:00</published><updated>2009-08-12T11:52:11.678+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>G.I.Joe</title><content type='html'>&lt;a href="http://blog.newsok.com/nerdage/files/2008/10/trakker_01__scaled_600.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 232px; CURSOR: hand; HEIGHT: 348px" alt="" src="http://blog.newsok.com/nerdage/files/2008/10/trakker_01__scaled_600.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;No i wykrakałem. Kolejny letni chicior, czyli ekranizacja... zestawu zabawek, okazał się niewypałem. Ba, wpadką sezonu tak naprawdę. Co nie zmienia faktu, że bawiłem się na nim świetnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zasługa pewnie leży po stronie ekipy z którą poszedłem (&lt;a href="http://motywdrogi.pl/"&gt;Łukasz&amp;amp;Konrad, czyli Motyw Reprazent&lt;/a&gt;, i połowa załogi &lt;a href="http://2guys1.blogspot.com/"&gt;2guys1blog, czyli Makowiec&lt;/a&gt;). Bez celnych uwag pokroju 'a więc on jednak to przeżył' ten film nie byłby taki zabawny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może po kolei. Szał na zabawki G.I.Joe dotarł do Polski pod koniec mojej podstawówki. Miałem dwóch kolesi z Tiger Force, paru z G.I., najwięcej jednak z Cobry, ba, nawet pojazd Cobry miałem. Zresztą Cobra jako bardziej wykręcona (czasem w niebezpieczną jak na fantazję dziecka stronę) ciekawiła mnie zawsze dużo bardziej. Były komiksy, albumy z nalepkami (te dotarły do nas dzięki kolegom z rodziną w USA jeszcze w latach 80-tych), serial animowany dość kwaśny animowany pełen metraż. Po prostu szał jak transformersy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i skoro zmieniające krztałty roboty doczekały się własnej produkcji, która okazała się być sukcesem, to dlaczego nie zerkanizować i opowiesci o dzielnych amerykańskich wojakach, walczących z popaprańcami mówiącymi z dziwnym akcentem? Wykorzystując podobną formułę dla małych u duzych chłopców?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Jak pomyślano, tak zrobiono, reżyserią zajął się facet od Mumii, zakładając że ta produkcja będzie dla niego przepustką do wymażonego Bonda. Naiwniak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc jest źle. Zamiast zróżnicowanego teamu przekoloryzowanych indywidualności, mamy tak naprawdę przekrój przez szereg płaskich postaci. Jest dzielny amerykański Heros Z Przeszłością, jest Twarda Laska, jest Wielki Szef, jest Śmieszny Murzyn. Tyle po stronie Dobrych. Źli to Druga Twarda Laska, Szalony Naukowiec, Geniusz Zbrodni, i Armia Anonimowych Kolesi Z Durszlakami Na Ryjach. A, zapomniałem, obie strony mają po nindży, dla niepoznaki dobry jest na czarno, zły na biało. Koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła jest hardkorowo głupia, od spisku, aż po poszczególne rozwiązania (amerykańska baza szkockiego producenta broni w Kirgistanie? heloooooł? tonący lód???). Dialogi są marne, one-linery i żarciki czasem bawią, ale to głównie nieporadnością. Facepalm gwarantowany. Łukasz się kulił z wrażenia na fotelu. Akcja nie za często, i nie za ładna, fajne bywają wybuchy i dwie scenki w sumie (naparzanka dzieci-ninja i coś jeszcze). Efekty żenują, takiej taniości dawno nie widziałem. Piewsi X-meni byli lepiej zrobieni.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Zasadniczo jest bieda, ale rechotaliśmy zdrowo, podobnie jak i reszta sali. Inaczej się nie dało. Przypuszczam że to dzieło nabiera uroku w miarę picia, i okaże się kamerlanoimprezowym killerem na następny rok.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Co dziwne, ten radosny gniot okazał się hitem tygodnia w Stanach, i będzie dwójka (a może i trylogia). Dennis Quaid się wkopał. A wszystko z miłości do własnego dziecka, fana G.I.Joe. To chyba koniec jego kariery.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Ten film jest denny. Jest gorszy od nowego Terminatora i Transformerów. Dzieli je przepaść jeżeli chodzi o wykonanie. Co nie zmienia faktu, że - jak pisałem - bawiłem się przednio. Ale nie o taki odbiór chyba chodziło autorom. Pamiętajcie że ostrzegałem. To film na wyjątkowo niskim poziomie, który jednak daje niezły fun.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-8031958829196623276?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/8031958829196623276/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=8031958829196623276' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/8031958829196623276'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/8031958829196623276'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/08/gijoe.html' title='G.I.Joe'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-7441532068733958896</id><published>2009-08-07T16:56:00.034+02:00</published><updated>2009-08-09T03:11:32.075+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>"Wrogowie publiczni"</title><content type='html'>Kolejny film, który zapowiadał się na wakacyjnego killera, okazał się wtopą. Zaczyma się powaznie bać o "G.I.Joe"...&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img1.gildia.pl/film/filmy/public_enemies/poster/w200"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 288px;" src="http://img1.gildia.pl/film/filmy/public_enemies/poster/w200" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Michael Mann to fachura, który nie raz pokazał swoją klasę, czy to kręcąc rozbuchany pojedynek gangster-glina/aktor-aktor w "Gorączce", czy kameralne starcie taksiarza z zabójcą w "Zakładniku". Potrafił formę scalić z treścią, a aktorzy do których ma szczęście tylko mu zawsze pomagali. "Wrogowie..." to film oparty na podobnym patencie jak "Gorączka". Znowu akcja pokazana jest z dwóch perspektyw - zwierzyny, która nic sobie nie robi z zagrożenia, i psa gończego. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Tym razem pościg jest głębszy, bo oparty na historycznych faktach, a emocji dodają świetni aktorzy - tym razem młodego pokolenia, Depp i Bale. Mało tego - na korzyść Manna działa cały drugi plan, czy to kojarzony z pierwszego "Blejda" Stephen Dorff, czy znany z "Z Archiwum X" i "Szeregowca Ryana" ultracharakterystyczny Giovanni Ribisi, znany z "Władcy Pierścieni", ale nie obdarzony chyba nawet jedną linijką dialogu David Wenham, czy znany jako Tommy z "Przekrętu" Stephen Graham, czy nawet Branka Katić, którą po "Czarny kot, biały kot" Kusturicy trudno zapomnieć. Co postać, to znana i lubiana gęba. Nawet te nieznane mordy, to goście charakterni, kwadratowe twarze, przerost brody i testosteronu, włoscy mafiozi albo brutalni gliniarze jak w mordę strzelił.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Ktoś, kto zajmował się obsadą, zasłużył na nagrodę.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;A Mann na zapomnienie, za położenie takiego tematu do tego stopnia, że nawet obsada nie jest w stanie nic uratować.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Problem z "Wrogami..." polega na tym, że to film o niczym. I o nikim. Choć przewija się przed ekraniem mnóstwo postaci, tak naprawdę nie różnią się prawie niczym, poza ksywami. O ile o Dillingerze z filmu można się dowiedzieć mało (trochę pozer, bardziej ryzykant, typ Hana Solo), o tyle o goniącym go stróżu prawa (Purvis? Penis? jak mu było?) nie wiadomo nic. Taki nieobecny na planie duchem Bale. Z resztą postaci jest podobnie. Jako ze podstawy konstrukcji, czyli protagonista i antagonista (który jest którym???) są psychologicznie płascy, to o jakiejkolwiek relacji, czy starciu psychologicznym, nie moze być nawet mowy. To, co miało być motorem napędowym i spoiwem filmu, po prostu zaginęło gdzieś w trakcie kręcenia zdjęć. Sporą winę za to ponoszą marne dialogi, które wygłaszają panowie w prochowcach i fedorach. Albo dialogi są banalne (prostackie pierdy o niczym), albo banalne, ale z pretensjami (dęte pseudodwóznaczności Dillingera jakie puszcza do lasek i kolegów). Nuda i nienaturalność. Dillinger przynajmniej coś mówi, Bale najczęściej tylko robi z ust kurzą dupkę i kiwa głową. Jedyną konkretną postać zagrał tak naprawdę Billy Crudup, jako J. Edgar Hoover. Jedyna w filmie konkretna postać z jajami. Reszta to scenografia dla drewnianego Bale'a i Deppa.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Spoiwa łączącego dwa wątki (śledztwo i beszczelne poczynania gangstera) brak, i całość się rozłazi. Jedni sobie, drudzy sobie. Zamiast fabuły jest ciąg ustawionych naprzemiennie scenek. Dillinger napada na bank, Hoover zjebywuje Purvisa za danie dupy, Dillinger byczy się w Miami, Purvis przedstawia agentom nowoczesne metody śledcze, które mają wdrożyć. Bleeee. Największy problem polega jednak na tym, ze film trwa, i trwa, i nie chce się skończyć, chociaż jest okrutnie nudny. Gdy miałem nadzieję ze koniec juz niedługo, okazywało się ze jednak nie, bo Mann postanowił mi zafundować jeszcze więcej swego najnowszego produktu, jednocześnie racząc mnie niesamowitą głupotą niektórych scen. Na przykład ta, kiedy to reżyser stara się wmówić widzom, ze gliniarze byli (a może i są) tak tępi, ze nie poznali by Dillingera nawet, jeśli by wyszedł na nich z wyciągniętą z bronią, a przynajmniej do momentu, w którym by kogoś postrzelił. Mało przekonuje historia dziewczyny, która w dobie Wielkiego Kryzysu rzuca pracę, bo przystawia się do niej koleś twierdzący że napada na banki, ma kasę i się nią zajmie. Romans ssie. Durne są dialogi jak pisałem, i to momentami podwójnie, jak gadka umierającego zioma do Dilla: "Johnny, przyznaj się, że nigdy nie widziałeś jak umiera twój przyjaciel", czy coś takiego. Problem polega na tym, że Mann zapomina czym zaczął własny film...&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Z deka głupawe jest też umiejscowienie akcji w dobie wspomnianego Wielkiego Kryzysu. Ani to widać, ani to czuć. Banki mają klasę, dworce są odpicowane, nie widać biedaków ani związenego z tym doła, natomiast w nocnych klubach życie kwitnie i dla tych co kradną, i dla tych co ledwo wiąrzą koniec z końcem. Ogólnie historia została potraktowana po macoszemu, co biorąc pod uwagę pustkę fabularną dzieła strasznie dziwi. Mann napomyka o tym, ze równoczesnie z polowaniem na Dillingera rodziła się w Stanach prawdziwa przestępczość zorganizowana, utworzone zostało też FBI. Kawałek ciekawej dla mnie i pewnie też dla wielu historii USA. Historii zepchniętej na bok i zamiecionej pod dywan nudy, drętwych dialogów i smętnej fabuły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc jest płaska fabuła, płaskie postaci, do tego dochodzi co? Oprawa. Mannowi się rzuciło po "Zakładniku", bo obrał drogę quasi-dokumentu, kręconego z ręki. Daje to filmowi sporo realizmu, ale też odziera go z efektowności. Powiem wprost - idąc do kina, nie oczekuję realizmu, mam to za oknem. A tu proszę, kamera rozdygotana, z łapy, prawie że dogma. Ba, nawet w scenie z konfrontacją (jedyną) Dillingera i Penisa, nie ma ani jednego ujęcia, w którym by było widać dobrze obu panów, bo pewnie scena kręcona była w jednym podejściu, z dwóch kamer, tak żeby żadna nie zarejestrowała drugiego operatora. W efekcie widać albo czuprynę Deppa i twarz Bale'a, albo ucho Bale'a i twarz Deppa. Nie robi to wrażenia. A można by takie fajne ujęcie machnąć, z lewej glina, z prawej gansta, a oddzielają ich kraty. I ze sobią dialogują (w sposób drętwy). Ale nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mógłbym tak jeździć do bólu, bom się wymęczył (a wiem że tylko ja), i było nudno okrutnie. Kończąc epistołę tylko wspomnę o niewdzięcznej roli muzyki w tym dziele. Patetyczne, nadęte cosie, rodem z biednych horrorów z lat 30-tych, psujące swym nadęciem część scen. W filmie broni się tak naprawdę (i jest to, poza obsadą, druga rzecz warta naprawdę zapamiętania) jeden kawałek, niejakiego Otisa Taylora. "Ten Million Slaves". Taki południowy blues, grany na banjo i elektryku. Brzmi jak stary Clapton. Nie znam jegomościa, ale muszę się z nim zapoznać. Zajebiste. Odpalcie toto: &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=fhiO8rT_LnA"&gt;O TO&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ja mogę powiedzieć? Szkoda czasu, zwłaszcza że to dwie i pół godziny życia, wypełnione tak naprawdę niczym, pretekst, żeby sobie Mann mógł nakręcić kolesi w fedorach i prochowcach, prójących do siebie z tommy gunów, uczepionych do drzi pędzących samochodów retro. Macie tego niedosyt? Chcecie gangsterki? To oglądnijcie "Nietykalnych". Albo "Ojca Chrzestnego", "Życie Carlita", "Człowieka z blizną", czy "Gorączkę". Ani z Deppa, ani z Bale'a nie jest Al Pacino. Czy De Niro. Niestety. A Man to ani Coppola, ani De Palma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może niech kino gangsterskie robią makarony, i niech gangstarsów grają też makarony. Tak chyba jest najlepiej dla wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-7441532068733958896?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/7441532068733958896/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=7441532068733958896' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/7441532068733958896'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/7441532068733958896'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/08/wrogowie-publiczni.html' title='&quot;Wrogowie publiczni&quot;'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-8024235675235065415</id><published>2009-08-06T01:45:00.000+02:00</published><updated>2009-08-06T01:46:02.244+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Złote Myśli'/><title type='text'>Tłiter strajks bek</title><content type='html'>Nie ogarniam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcę w Tatry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję i dobranoc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-8024235675235065415?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/8024235675235065415/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=8024235675235065415' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/8024235675235065415'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/8024235675235065415'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/08/titer-strajks-bek.html' title='Tłiter strajks bek'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-8040820738538409925</id><published>2009-08-03T13:53:00.021+02:00</published><updated>2009-08-03T14:03:39.933+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rekreacja'/><title type='text'>44444</title><content type='html'>No i po raz kolejny, dzięki uprzejmości osób w mój blog klikających, oraz zwodniczości serczy w góglach, obchodzę okrągłą, bo 44444 rocznicę kliknięcia kogoś na mój blog. Z tejże okazji - grafika Daniela Chmielewskiego. Na razie mini, bo mi psoci coś komputer, potem wrzucę we właściwych rozmiarach, o. &lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365706665343968754" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 166px; CURSOR: hand; HEIGHT: 320px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/SnbRyIzF5fI/AAAAAAAAAMg/byBO0zBdbDs/s320/44444.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Poza tym skucha będzie, jak tym razem nie napiszę nic o weekendzie w tonie 'ale z nas fajna ekipa'. Ale taka jest prawda, że integracji środowiskowej to Warszawie komiksiarze z miast innych mogą tylko zazdrościć. Zbiórka zgodnie z planem o 12-tej, szybka wizyta w Tesco, krótki spacer, no i cały Powsin nasz. W badmintona pograli, Prawo Dżungli pouskuteczniali, potoczyli boule. TeO to Miszcz Wstecznej Rotacji, a Wonder kozaczył jeśli chodzi o zbieranie kart w Prawie. Nie ważne że chodziło o coś zupełnie odwrotnego. Przyroda, piwo, żarło z grilla i metalowe kule. No i gra w Super Farmera. Dziwna. Co chwila przychodził jakiś zwież i mi wpieprzał całą plantację królików. A, no i nie zawiódł Daniel - co pół godziny, godzinkę sie zasanawialiśmy kiedy dotrze, bo ponoć jest w drodze, no i dobił jak już wracaliśmy. No ale gdyby nie to, to nie miał bym tak fajnego rysunku na okrągłą rocznicę, nah?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Potem popas w Sfinksie, uzupełnienie niedoborów zawartości plecaków gdzieś na Powiślu, no i zabawa do dzikiej pory w Porcie Czerniakowskim, przy jakiejś cygańskiej kapeli z Węgier. Szacun dla TeO za wyprowadzenie nas właśnie na piaseczek i leżaczki przy Herbatniku. A potem jeszcze piwo jakieś z Wonderem robiliśmy. Chociaż chyba lepiej było pójść spać. Ale natarczywy byłem. I było dobrze. A potem pół niedzieli zgon.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Dobrze było, pewnie się z tego tradycyja jakaś zrobi. Jestem za powtórką, byle nie za szybko.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-8040820738538409925?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/8040820738538409925/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=8040820738538409925' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/8040820738538409925'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/8040820738538409925'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/08/44444.html' title='44444'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RHwr_Qt-7O8/SnbRyIzF5fI/AAAAAAAAAMg/byBO0zBdbDs/s72-c/44444.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-6503574465064963617</id><published>2009-07-31T14:26:00.004+02:00</published><updated>2009-07-31T14:30:20.867+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rekreacja'/><title type='text'>Palec pod budkę czyli lista obecności</title><content type='html'>Racje miał Repek, pisząc ze w wakacje treść komiksowych blogów to raczej kronika towarzyska, niz pseudointelektualne wymądrzanie się na temat narracji obrazkowej. No z paroma wyjątkami, oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto będzie, i na kogo czekać do 12-tej pod Metrem Kabaty, a kto dobija potem i nie czekać?&lt;br /&gt;Czy wszyscy wiedzą, ze idziemy do Powsina, a nie do drewnianej szopy z grillem przy pętli autobusowej?&lt;br /&gt;Ktoś jaką piłkę bierze?&lt;br /&gt;Betanka - TeO, Prawo Dżungli (i pewnie coś jeszcze) - Panki, badminton - Olga. Więcej deklaracji jak na razie brak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-6503574465064963617?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/6503574465064963617/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=6503574465064963617' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/6503574465064963617'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/6503574465064963617'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/07/palec-pod-budke-czyli-lista-obecnosci.html' title='Palec pod budkę czyli lista obecności'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-7291042992803036210</id><published>2009-07-29T21:37:00.004+02:00</published><updated>2009-07-29T21:50:25.492+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Ćwiczenia formalne</title><content type='html'>Siedzę na paru forach. W ciągu minionego roku w końcu dojrzałem do założenia sobie bloga. W tym roku wlazłem na fejsbuka. W pewnym momencie dojrzeję do tego, żeby wleźć na Twittera. Ale to za jakiś czas, jestem jeszcze cyfowo za mało multimedialny. Dziś natomiast poćwiczę mikroblogowe wpisy. W wersji skoncentrowanej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Król Wilków&lt;/span&gt; - złaaa, złaaa, złaaa niedobra manga. A myślałem że Timof mędzi jak zwykle. Unikajcie tej lipy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Łajka&lt;/span&gt; - po lekturze już wiem dlaczego ten komiks dostał Eisnera właśnie w kategorii dla młodzieży. Raczej nie jestem targetem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ile waży koń trojański?&lt;/span&gt; - 'dzień świstaka, kurde'? Chciałbyś, panie Machulski, chciałbyś...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Chłopaki też płaczą&lt;/span&gt; - wytrzymałem 15 minut. Totalnie nieśmieszna komedia. Dalej słucham jednym uchem, ale jak słyszę nic nie tracę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na dziś starczy raczej. Jak już dorosnę to założę sobie Twittera i zarządzę siecią.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/415301585529056959-7291042992803036210?l=przemekp.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemekp.blogspot.com/feeds/7291042992803036210/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=415301585529056959&amp;postID=7291042992803036210' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/7291042992803036210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/415301585529056959/posts/default/7291042992803036210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemekp.blogspot.com/2009/07/cwiczenia-formalne.html' title='Ćwiczenia formalne'/><author><name>Gonzo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07498135112163509120</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_RHwr_Qt-7O8/R8GFVlpd9sI/AAAAAAAAAAo/oRiI4AdG0Kg/S220/gonz.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-415301585529056959.post-2259702941110112934</id><published>2009-07-29T11:09:00.011+02:00</published><updated>2009-07-29T16:36:29.349+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rekreacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Kabacka sobota + Crank 2</title><content type='html'>Po pierwsze - do tych co się dobrze bawili w pamiętną niedzielę pod parasolkami - robimy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;riplej&lt;/span&gt;. Ale w sobotę, nie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;zniese&lt;/span&gt; drugiego takiego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;poniedziałku&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprawkoerrata. To nie tylko do tych co sie bawili wtedy zaproszenie, ale tez do tch co sie nie bawili bo nie wiedzieli, nie mogli, nie dotarli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plan jest podobny - widzimy się pod metrem Kabaty, stroje plażowe, piłki do siatki, rakietki do badmintona, gry planszowe (Panki - bez Prawa Dżungli nie przychodź, bo w pałę!), no i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Teo&lt;/span&gt; weźmie kulki do rzucania w Betankę. Na miejscu ponownie - gry zespołowe, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;indywidualne&lt;/span&gt;, zabawy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;intelektualne&lt;/span&gt;, oraz piwo i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;grilowane&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak pogoda dopisze - to do tego Powsina dojdziemy. Jak nie, to znowu &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;się&lt;/span&gt; schowamy pod parasolami, i będzie nie gorzej. Jak &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;się&lt;/span&gt; znudzi, to pójdziemy w miasto grać w kalambury. Do oporu. Z tego tez powodu proponuję spotkanie się wcześniej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;niz&lt;/span&gt; poprzednio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sobota, godzina 12:00, metro Kabaty od strony Tesco. Danielu, jak jedną nockę krócej pojeździsz na rowerze po mieście, to nic złego się nie stanie. A więcej rekreacji za dnia zaliczymy. Kto późno przychodzi ten sam sobie szkodzi i mus
