poniedziałek, 16 listopada 2009

Microsoft my ass...

Choruję. Znowu. Siedzę w wyrze i się kiszę. Ho-ho! Rzekłby ktoś, że świetna okazja do popykania. Nie mam w co, wszystko przeszednięte, Live Gold nieopłacony (pokazuję Microsoftowi język). No to: ho-ho! Można odgrzebać jakąś fajną grę co straszy już jakiś czas faktem, że się jej nie skończyło, ale coś innego odwróciło od niej uwagę. Ta jasne, w przerwach między spaniem, kasłaniem, smarkaniem i resztą przyjemności.

Ano w sumie - racja.

Wygrzebałem na dysku popierdółkę z LIVE: "Braid" - kapitalny kawałek kodu, pięknego wizualnie i muzycznie, fajnie opowiedziana historia, no i co najważniejsze - to czysty oldskul, ale reanimowany wyjątkowo nowatorsko. Bracia Mario w 3D, zakładając że trzecim wymiarem jest czas którym można manipulować, gra dalej jest scrollowaną platformówką typu 'ciągle idź w prawo'. Ważniejsze od zręczności jednak są możliwości intelektualne gracza, późniejsze levele naprawdę dawały wyzwanie, gdy chciałem zebrać wszystkie puzzle (takie lokalne znajdźki), bawiłem się świetnie, po czym bodajże wymieniłem GTA4 za "Ninja Gaiden 2" (którego w końcu nie ksończyłem) i tyle miałem radości z tej świetnej gierki.

No i wracam po, nie wiem, roku? Chcę zagrać, i nie mogę. Bo nie mam full wersji. A miałem. WTF? Ha! Może naokoło opiszę sprawę

W międzyczasie dużo się działo, upadały rządy, powstawały nowe, zmieniła się nazwa epidemii której się aktualnie mamy bać, no i, hm, padł mi po raz trzeci Xbox. I dostałem nowego. Który ponoć resetuje gwarancję, znowu się może psuć, a ja go mogę reklamować (jest to przywilej, który cieszy każdego posiadacza 360-tki, a także zapewnia dodatkowe emocje).

Po podłączeniu nowego klocka do telewizora, pierwszą grą, w którą grałem, było "Shadow Complex" - kolejna kapitalna gra z LIVE (ni to Castlevania SOTN, ni to Metroid, w 2,5D). Strzelanie, skakanie, bomba. Gra spłatała mi w sumie psikusa. Nie mogłem grać offline. Bo kupiłem tą grę na rynku LIVE, na swój twardy dysk, ale i na swoją konsolę. A Live ma taki głupi patent - przypisuje kupowane gry nie do loginu (co by ludzie sobie nie udostępniali nahalnie loginów z grami, i nie odzierali biednego M$ z zysków), nie do dysku (też można porzyczyć), a do konkretnej konsoli.

Oznacza to, że gdy swego konsola była permanentnie offline, i kupiłem grę za własne M$ punkty na własny twardy na konsoli kolegi, to i tak nie mogłem w grę grać. Bo była offline. A tylko jak jest online to konsol robi weryfikację, stwierdza że jest jeden mój login online, że na login kupiono tą grę, i to co mam na dysku to nie jest jednak wersia trialowa, a pełnoprawny full. Więc w tamtą grę sobie za dużo wtedy nie pograłem.

Powoli dochodze do panczlajna. A więc niedawno zaliczyłem Ostateczny Krach Systemu Korporacji, w żargonie iksboksowców zwany Red Ridng Of Death. Konsola padła po raz trzeci, serwis, wymiana. Co to oznacza w kontekście gier z LIVE? Wszystkie mogę odpalać dopiero po podłączeniu konsoli do sieci, w końcu to nie Majkrosoftu problem że mi konsola padła, nie mój. I nie będą nic w swoich procedurach zmieniać. W sumie fakt, podpięcie kabla nie taki problem, nie we wszystkie gry jeszcze gram. Ale częśc chcę skończyć. Ot, na przykład takie "Braid".

A takiego.

Okazuje się, że reguła z 'podepnij kabel' nie zawsze działa.

Okazuje się że czasem w zabezpieczeniach antyklienckich coś przekombinowało. Efekt jest taki, że nawet z podpiętym onljajnem, i gdy gra niby nie jest trajalem w menu konsoli, gdy dojdę do końca pierwszego świata zabawa się kończy informacją, że teraz mogę wyjść z gry i ją kupić na rynku LIVE, albo zagrać od nowa w pierwszy świat. Bosssssko.

Będąc szajbusem z nadmiarem punktów może i bym to zrobił. Gra jest tego warta. Punktów nie mam. A nawet jeśli bym miał, to i tak przecież w systemie jest odnotowane że już tą grę kupiłem. I nie da się kupić znowu.

Tak więc w ten sposób zostałem odgórnie pozbawiony możliwości grania w "Braid".

No i ktoś przemądżały z pełnią wiedzy o prawach klientów wyskoczy teraz i powie: 'tempawy leszczu, a nie możesz po prostu zareklamować produktu? albo gdzieś tego zgłosić???'

Ano nie mogę. Ponieważ usługa LIVE od początku istnienia X360 na naszym rynku po prostu oficjalnie nie istnieje, co łamie unijne przepisy, ale M$ i tak sobie nic z tego nie robi. Fakt, że można ustawić język polski w LIVE, i że można kupić punkty do LIVE w Polsce (a na konsoli w momencie premiery było nawet zachęcające info o 3ch miesiącach LIVE gratis), czy że od premiery systemu obiecywano polskiego LIVE, nie ma żadnego znaczenia. Tak samo jak znaczenia nie ma fakt, że przecież M$ wie co oznaczają IP, spod których logują się w systemie ludzie (i że teoretycznie dla nich usługa jest jeszcze niegotowa) Microsoft udaje że nic o tym nie wie, bo usługa w Polsce jeszcze nie działa (nie można wybrać Polski jako miejsca zamierzkaina przy logowaniu), i tyle. No support. Ale kasę się od nich zbiera. A jak się ktoś w jakiś sposób na LIVE zalogował i ma jakieś jazdy... No to już jego problem. Usługi niet. Koniec rozmowy z supportem.

Tak więc po raz kolejny czuję się pacnięty przez giganta w czoło jakimś jego wirtualnym członkiem. Nie wnikam którym, żeby sobie humoru bardziej nie psuć. I pozostaję przy nadziei że to chociaż któryś jego członek był, a nie co innego. Trudno. Decyzja zapadła, minimalizuję inwestycje w szarego klocka (punkty, zdrapki, śmieszne kontrolery), czekam na nadmierny przypływ gotówki (do którego coś czuję że jednak obecnie dalej niż bliżej), i kupuję chlebaka. Sory, Majkrosoft, ale biznes is biznes, a nikt nie lubi jak się go przy interesach seryjnie robi w wała.

Pod skryptem: a następny post, może tak dla odmiany, będzie o komiksach? A to ci heca!!!

4 komentarze:

adler pisze...

oj nie martw się. małomiętki Cie w sumie nie rznie na kasę pod hasłem "kup znowu", tylko nie chce żebyś grał i już. ksiażkę poczytaj, film obejrzyj, idź pobiegać, i ciesz sie, że masz takie problemy, a nie na ten przykład, że Ci ZUS nie chce emerytury wypłacić.

Mr. Herring pisze...

Ej, a co z opcją pobierz ponownie? Próbował? Sam może takiej wielkiej hecy nie mam, ale na moim drugim klocku, aby pograć w erkejdy, które kupiłem muszę być online, jednak pobrane po raz kolejny działają już offline, po staremu. Nie mam pojęcia, co ci się jebło.imean

Przemek pisze...

spóbuję, ale u mnie to jakoś tak chujowawo zawsze działało. czekerałtnę.

kubiak pisze...

"Choruję."

obowiazkowy dowcip o ah1n1:
to swinska grypa jest koszerna?
hihihihihihi