- Pisz, Barney. 65% ludzi lubi piosenki o miłości, 40% piosenki o mamie, a 34% piosenki o przyjaźni...
- Ale Fred, to daje łącznie prawie 140%...
Nie ważne.
A jak nowe Transformersy? Słabiej niż jedynka, ale to nie dziwi, kontynuacje często są pozbawione czegoś nieuchwytnego, co zadziałało na widzów w 'jedynce'. Tym razem chyba nie o to poszło. No to zaczynamy wiwisekcję dzieła hulającego właśnie po kinach. Nie to żebym się silił na skromność, że co recenzja to nie ja, biedny niedorobiony intelektualista o ubogiej elokwencji. Nie no, jakoś tak zwykle wychodzi, że jak biorę coś na warsztat, i mi nie podejdzie do końca, to to bardziej ćwiartowanie wieprza przypomina.Może od pozytywów zacznę. Czyli najpierw schabik i karkówka.
Produkcja armii rzemieślników, w którą wpompowano około 200 milionów zielonych oczywiście nie zawodzi realizacyjnie. Kasy nie zmarnowano. Sceny akcji są dynamiczne, efekty są mocarne, epickie i wizualnie kapitalne, a roboty to mistrzostwo świata. Desant z użyciem składającego się w locie Optimusa, bodajże w Szanghaju (czy to ważne...?) zrobiony na długim ujęciu rządzi. A potem jest tylko lepiej. Jest sporo nowych robotów (do gustu przypadły mi te małe, transformujące się w motory), jest mega-robot, składający się z paru pomniejszych, robi to wrażenie. Na plus zaliczam też zmniejszenie ilości linii dialogowych, które wypowiada biseksualne wcielenie George'a Clooneya. Bay zorientował się że pani Fox najlepiej wygląda, a poza tym to nic, ograniczył więc jej rolę głównie do eksponowania siebie samej, ewentualnie biegania. No more mało wiarygodny rozdziaw z 'jedynki'.
Swoją drogą to fenomen ta dziewczyna, co za brednie ona wygaduje. Gdyby urodziła się w Polsce, to pewnie trafiła by do sztabu Renaty Beger. Kurwiki w oczach i lubi seks jak koń owies. Te sprawy.
Doszliśmy do szynki, a więc koniec wieprza.
No to teraz te mniej fajne części, płucka, podroby, golonka (wiem że są jej fani, ale to tak jak z rzeczami co zaraz wymienię, co amatora znajdą, ale ja się do nich nie zaliczam).
O ile pierwszy film po prostu fajnie się oglądało jako całość, o tyle 'dwójka' jakoś tak sztucznie naćkana jest motywami wyjętymi z dupy, średnio komponującymi się jako całość. Tu właśnie dochodzimy do nieszczęsnego (acz zabawnego) cytatu z "Flinstonów", od którego zacząłem, a którego Bay chyba nie słyszał.
Pierwszy problem to fabuła. Wiem, że nie mogę od filmu o transformujących się robotach z kosmosu oczekiwać wiarygodności. Przegięcie jest wpisane w konwencję. I okej. Po cholere jednak aż tak rozbudowano nudziarską mitologię robotów? To było by fajne, naprawdę, ale gdyby było ciekawe i ciekawie zrobione. Nie jest.
Kwestią rozprawienia się przeze mnie z fabułą jest też chyba obowiązkowe wytknięcie motywów obyczajowych.
Ja wiem, że już jedynka była filmem o inicjacji. Bliskie spotkania trzeciego stopnia z gadającymi dwuśladami były tak naprawdę osnową historii o inicjacji, wejściu w dojrzałość (także płciową), bo w końcu o to chodzi w amerykańskiej kulturze z symbolem samochodu który dostaje się nastolatkiem będąc. Ma się auto, można na nie wyrwać laskę, ma się tylne siedzenie, a więc jest i score.
Tu autorzy poszli dalej. Po pierwsze - młodzian idzie na studia, odcina pępowinę. następuje więc nudny ciąg scen jak to zbierają się z rodzicami na jego uniwerek, jak poznaje świra od siebie z pokoju, jak to matka w mało śmieszny sposób świruje po zeżarciu ciasteczek z trawką, jak to trafia na imprezę, mentalnie oddala się od lubej. Równocześnie - to po drugie nienawidzę jak ktoś mówi po pierwsze, i na tym kończy wyliczankę...) - ich związek, przez odległość, jest na rozdrożu, to próba, która - jeśli ją przejdą pomyślnie - wyniesie ich relację na nowy poziom. Po tym, jak już na koniec filmu któreś wykrztusi że kocha to drugie. Które to wykrztusiło? A, pamiętam. Zresztą i tak nie ważne. Wątek obyczajowy, sklecony pod małolaty, nudzi niemiłosiernie i jest totalnie zbędny.
Po czym zawiązuje się akcja, wparowują (ponownie, po głupawej scence z początku) roboty, i bohaterowie muszą dużo jeździć. I się poruszać. I to wszystko kupy się trzyma średnio, ale napędza akcję. Ja nie oczekuję w sumie, jak wspomniałem, realizmu, czy nawet rozsądku, ale minimum logiki, którą miała jedynka, było okej. Nawet Tama Hoovera fajnie się komponowała jako budowla (jak z Akiry), która miała ukryć dziwadło przed światem. Tu takich patentów nie ma. Jest ciąg głupot, jak np. transformer-terminator. Do cholery. Jeśli roboty mogą się transformować w ludzi, to po kiego zmieniają się w gadające ciężarówki??? Przecież tak było by im prościej zrobić ludzkość w wała. Słabe to, zwłaszcza że bez tego wątku (podobnie jak bez motywów ze studiami) film by znacznie nie ucierpiał. Prawie w ogóle.
Praktycznie tak samo było by bez Bliźniaków - pary skretyniałych robotów. Wrzucono je chyba w dwóch celach - śmieszne głupkowate roboty pokroju Jar Jara to lep na pięciolatki, co będą chciały koniecznie taką zabawkę (a nawet dwie, cóż za cynizm...), a małe zgrabne Chevrolety w które się transformują (a które mają już niedługo trafić do produkcji), to lep na tychże dzieciaków mamusie. Wyrżnięcie niezabawnych samochodów z fabuły wyszło by jej tylko na zdrowie.
Fabuła jednak jest cienka jak dupa węża, i trzeba było ją poupychać czymś. Motyw romantyczny pod małoletnie dziewczęta. Emocjonujący skok w dorosłość w akademiku dla pryszczatych 15-latków. Bliźniaki dla maluchów. Jak tak, to ja poproszę do kompletu dla siebie w trzeciej części wilgotną scenę miłosną z udziałem Megan Fox i na przykład australijskiej blond hakerki z jedynki. Albo nawet z jakąś inną damą, bez Megan. Nie pogardzę. Jak dla wszystkich, to dla wszystkich.
Napychanie filmu tego typu drobiazgami nie mogło pominąć kolejnych dwóch istotnych wątków.
Na przykład produkt placement. O szewroletach wspomniałem. Inny patent to gość śledzący informacje z tv przez stream na własnej komórce. Marki LG. Nie da się nie zauważyć. Czy walącego po oczach loga VOLVO na statku. Nie wiem na czym jest to logo, i czy to coś sie w cokolwiek transformuje i jeszcze się potem pojawia. Ale logo jest. I tak dalej. Acz bez wchodzenia na poziom Bondów.
Druga sprawa to patriotyczna propaganda. Arabowie oczywiście przepuszczają Amerykanów 'na ładne oczy' bo ich lubią, a w ogóle to na każdym posterunku granicznym na zadupiu, gdzie nawet nie ma prądu, mają bezpośrednie połączenie z CIA, z którą współpracują. Poza tym to pastuchy. Ale kumple USandA. Żołnierze w barwach gwieździstego sztandaru są niezłomni i w ogóle, ale to wiemy nie od dziś. Poza tym bywa, że prezydent zbłądzi, a jego administracja to szuje, ale prawdziwi ludzie, sól ziemi amerykańskiej (ta napływowa, nie rdzenna oczywiście) naprawią ich błędy i uratują świat. Hm. Bay jest republikaninem? Nie wiedziałem.
No i ten patos, ten patos. W 'jedynce' go humorek maskował, tu jest ciężko. Jak jeden z robotów się poświęca pod koniec, to nie wiem czy ktokolwiek się wzruszył, za to ochota brała mnie potem by krzyknąć OMG, Terminator 4, LOOOOL.
Sztuczność, bzdury, nielogiczności (zerknijcie tu, listę machnięto, acz zapewne kwasów jest ze 2 czy 3 razy tyle), czerstwy humor. Brak tego fajnego autodystansu z jedynki lekko. Rozpierducha rasowa, zwłaszcza ta wręcz, jak Optimus czy Bumblebee stukające się w stylu WWF z Decepticonami. Miodzio. No i co, iść do kina? Pewnie, bo jak nie w kinie to oglądać, to gdzie? W domu, na divixie? Bez jaja. Dla tego typu filmów robi się kina z dolby digital. Może sporo temu dziełu brakuje, bo po jaskinowemu zrobili co się dało dla poszerzenia kręgu odbiorców i chapnięcia kasy za product placementy, ale jak już w końcu coś się dzieje, to dzieje się z wykopem. W pozostałym czasie jednak czuć że ktoś zapomniał, że na blockustery chodzą nie tylko 12-latki z rodzicami. A właśnie brak takiego podejścia był dla mnie siłą części pierwszej.
Pod skryptem: tradycyjnie, jak zwykle w przypadku premier pierwszoligowych blockbusterów, pozdrawiam tłumacza. Kung fu grip, to nie cios, do cholery. Ball sack to nie cycek, na miłość boską. Więcej tego było, ale wyparłem z pamięci.

11 komentarze:
Jak przeczytałem Twoją opinię, to zdałem sobie sprawę, że mam o filmie takie samo zdanie i to samo mi przeszkadzało, to samo się podobało. Ale po wyjściu z kina (fri tiket, raczej bym na to nie wydał równowartości ramy fajek i wieczornego Carlsberga) pomyślałem tylko: no coż, 2 godziny rozpierduchy plus pół godziny bzdur, a mogłem siedzieć sobie z dziewczęciem w knajpie. Dziewczęciu też nie przypasiło. To ja już wolę dramaty i obyczajówki, zdrzemnąć się można.
Fabuła strasznie kuleje. Ale rozpierduchy fajne. I bliźniaków lubię :P
Kto się poświęcił na końcu? o.O Zapomniałem.
Film, jako rozrywka za 15 zlotych się sprawdza znakomicie. Te wybuchy, te eksplozje, te cycki Megan, te walki w każdym środowisku... Awesome.
Kilku uwag- Transformersy nie mogą się zmieniać we wszystko co chcą, prawdopodobnie z prostej przyczyny, są różnych wielkości. ta Laska w akademiku jest wielkości człowieka, a już taki Ironhide czy inny wojownik taki mały nie jest (vide Transformers część pierwsza, jak spadali w kapsułach).
Większość żartów to było rzeczywiście, niezłe przegięcie, w ogóle to film powinien być tylko z robotami, bez ludzi. No dobra, Megan mogłaby zostać.
po pierwsze, to niestety płaciłem za bilet dwie dychy. bardziej wart kasy był popcorn z colą. z drugiej strony do żadnego filmu w tym roku tak dobrze by nie smakował jak do transformerów.
sie poświęcił ten samolot z muzeum.
że transformery mogą sie zmieniać proporcjonalnie do krztałtu -okeeeej, so whaaa? wystarczy odpowiednio dużo tych wielkości człowieka posłać na ziemie. reszta zrobi w odpowiednim momencie wjazd z buta. a jak nie ma dość takich małych to zawsze można naprodukować.
a megan ssie.
Oczywiście, w tym dosłownym słowa znaczeniu? ^^
Hehe, kolejna trafiona recenzja Gonzo!Chociaż za mało pojechałeś, bo film jest dnem totalnym.Nawet mega rozpierducha nie pomaga.No i botoks się wylewa z ekranu jaka Megan się pojawia...
i tam botoks, za młoda jest w końcu to na zmarszczki. chyba że do braku mimiki twarzy się odnosisz. ale skalpela się wykluczyć nie da.
gonzo:
>a megan ssie.
CHCIAŁBYŚ:D
Jar jar binksowe roboty bliźniaki - dno. Nosz kurde.
Ale.
płeć żeńska: przecież to gówno będzie
płeć męska: moja droga, jasne, że gówno. Ale gówno Michaela Baya ma spoiler, alusy i napierdala 200 km/h po muszli.
odnoszę się do ust. Wygladają ja dwie gorące parówki
ciekawa analogia. ale fakt, coś w tym jest. aktorka z niej jak z koziej dupy trąba.
już żem pisał na proforum ale się powtórzę
rozpierducha pierwszorzędna, efekty świetne, fabułę udało się zauważyć w minimalnym stopniu
a mojej kobicie się podobało (chyba też lubi roboty :D)
Prześlij komentarz