Lecimy dalej z koksem.
Komiks. Część pierwsza. Najpierw ciekawostki przyrodnicze.
Nie pisałem o tym wcześniej (bo i tak pisali o tym wszyscy), ale że akcja jeszcze trwa, a nikt już nie pisze - to przypomnę. Łukasz z Motywu rozkręcił akcję komiksową dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jest okazja nabyć drogą aukcyjną Mikropolisów z autografami autorów chociażby. A nikt się jakoś nie kwapi. Kamaaan, to akcja dobroczynna, sięgnijcie do portfeli. Sam dzień finału Orkiestry uważam za najgorszy dzień roku (jednodniowy festiwal nagle sztucznie rozbudzonego współczucia, szarańcza na ulicach, wieczorem w środkach komunikacji miejskiej uwalone mięśniaki), ale kasą wesprzeć i tak warto. Klikajta.
Druga rzecz - śmieszny wywiad z Alei Komiksu. Nic od siebie nie dodam, swoje napisał KRL, pięć złotych dorzucili też Śledź, Adler i Kamil. Wywiadywany gość chrzani jakieś dyrdymały o obecnej sytuacji polskiego komiksu. Wydawało się że większych bzdur niż dotąd na ten temat nie da się już spłodzić. Pan Kopeć dał radę. Może niech zamiast rysować scenariusze pisze? Oczywiście na wysokim poziomie merytorycznym?
Swoją drogą sytuacja zilustrowała coś, co już od dawna wiadomo - gdzie się w sieci toczą dyskusje o komiksie. Na forach? Po co, nikomu się nie chce. Komentarze na Alei pod tekstem pozostały prawie martwe, Jastrząb coś tam napisał, ale kolejny juzer załapał się już na cięcie i ostrzeżenie. I tak niemrawo jakoś. Blogerzy pieprznęli od razu u siebie, bo po co sie bawić w autocenzurę na jakimś drewnianym forum, gdzie moder czepnie się wycieczek osobistych do gościa co ewidentnie bredzi, czy też do wulgaryzmów co się same cisną na usta? No i komentarzy u KRLa posypało się w pip. Ktoś to czyta, ktoś na to żywo reaguje. Na forach pieprzy się o tym w jakich folijkach trzymać komiksy, jak je katalogować, czy Egmont ma prawo wydać jeszcez raz w formie niekolekcjonerskiej komiksy wcześniej wydane jako kolekcjonerskie i o tym, że nowe premiery Manzoku są jeszcze zajebistsze od ostatnich premier Manzoku, i że zajebistością swą przebijają Mistera T. Choć to niemożliwe. Nie wspominając wywiadów z dyrdymalami na portalach. Tymczasem komiks żyje w blogosferze, a fora komiksowe schną. Obważan - czekamy na reaktywację Wraka.
No to teraz wyliczanka, co dobrego mi wpadło w łapki.
Zacząłem Motywem, to i pitolenie komiksowe zacznę Motywem. Bo się nie zgadzam z trzema kolejnymi tekstami Pawła, co już zresztą w kommentach wyraziłem. Ale u siebie nie, więc czas nadrobić.
"Originals" - Gibbons, rysownik legendarnych "Strażników" popełnił niedawno dla Vertigo dzieło do własnego scenariusza. A że Vertigo łykam w ciemno, to obadałem, i mi dzieło podeszło. Oridżinalsi to opowieść o przyjaźni, gangach i miłości w konwencji retro-SF. Historia mocno wzorowana jest na starciach pomiędzy modsami a rockersami, które miały miejsce w UK w latach 60-tych, tylko że Gibbons zdecydował się na oldskulową wizję przyszłości. Można się czepnąć że to wtórne, bo wziął na warsztat znane zajścia (z 'drugą bitwą pod Hastings' włącznie), tylko podrasował trochę technologię. Niby niewiele, ale mi to podeszło, właśnie dzięki skojarzeniom. Po pierwsze - wspomniana historia gangów motorowych, którą Gibbons zna częściowo z autopsji (sam był modsem). Po drugie - odniesienia inszej treści, na przykład Akira, z którym okładka kojarzyła mi się dużo dłużej, zanim sięgnąłem po ten komiks, a lektura skojarzenia pogłębiła. Po trzecie - bo to historia jednak uniwersalna. Kiedyś się lali kolesie jeżdżący na motorach z pacjentami śmigającymi na obdarzonych kółkami suszarkach do włosów. W przyszłości pewnie też będą podobne gangi. Albo i nie. Ale podobnie jest i teraz, jeśli ktoś nie widział to polecam znakomity film "Football Factory", o eskalacji konfliktu pomiędzy brytyjskimi kibolami. Nie mylić z fatalnymi "Hooligans". Proste. Programowo wtórne. Ale mi podeszło.
"Testament" - oż w mordę, no... To mi nie podeszło ni grzyba. Fajny pomysł - paraboliczna, równoległa jazda pomiędzy opowieściami biblijnymi, a wizją bliskiej, rozwiniętej technologicznie przyszłości. Biblia to w sumie spora dawka przemocy, testosteronu i wszystkiego tego co świetnie się sprawdza w komiksach i grach, więc patent trafiony, zwłaszcza że każda opowieść ma co najmniej dwa albo i trzy dna, i można to ładnie potraktować fantastyką. Gożej że Rushkoff podlał wszystko lewackim sosem, i całość jest pieprzeniem trudnostrawnym dla kogoś po gimnazjum. Przynajmniej mnie się tak wydawało. Bredzenie momentami przybiera rozmiary gargantuiczne (zapuszczeni lewacy z jakiejś obleśnej piwnicy planują rozsadzić światową gospodarkę... KE???), i już nie wiem czy autor jest idiotą który święcie wierzy w te idee, w rewolucję według zasad niesubordynacji obywatelskiej i DIY, czy z tego jawnie kpi, podważając przekaz własnego dzieła. Poza tym media klamia, rząd chce wsztstkich kontrolować, nie dawaj się, pieniądz to Szatan wcielony i cala litania żali rodem z tekstów System Of A Down. Znaczy się bunt, bunt i w ogóle. Wizualnie... No rysunki robią niezłe wrażenie, ale z kolorami to już autor zaszalał. Landryna. Dzieła nie polecam, ale po kontynuację i tak sięgnę, bawi mnie zawsze kombinowanie z biblijnymi kontekstami. Tylko dlaczego ten komiks, przy całym swoim infantylizmie, jest oznaczony jako 'dla dorosłego czytelnika'..?
"Za garść posoki" - łohohohoho (włączcie sobie vibrę w telefonie, żeby poczuć jak przenoszą się na Was w tym momencie wibracje z mojego brzucha). Prosta jak budowa cepa fabuła "Straży przybocznej" w wersji na Leone i Eastwooda, megacycata niema lala zamiast Clinta, zombie, wampiry i kosmici. I Biz na ołówku. Jak to nie może bawić, jak bawi??? Dobrych wrażeń z parokrotnej lektury nie psuje mi nawet fakt, że ni cholery nie pamiętam zakończenia. Jest rzeź, klimat filmów kategorii Z ("Zombie Strippers", te klimaty), i ołówkowe rysunki Biza. Mało tą techniką rysowanych komiksów ostatnio widziałem, więc się jaram, nawet jeśli padają zarzuty że rysował na 'odwal się'. Nie zauważyłem. Buzia laski wygląda jakby była dmuchana (rozumiejcie to na sposób, jaki przyjdzie Wam do głowy), rysunki momentami pokraczne, momentami nie, ale mnie to pasiło. A. No i gdyby w ten sposób wydał to Egmont (gruba oprawa i te sprawy) to by album pewnie 2x droższy był. Tylko to fatalne logo wydawcy...
"Boże zachowaj Królową" - no ja nie wiem. Carreyowy "Lucyfer" i pierwszy tom przygód Castora Polluxa (czy jakoś tak, apropo - drugi tom już wyszedł) mi podszedł. A to jakoś tak... No nie wiem. Malunki Bollanda rozbuchane, ale jakieś takie... No nie wiem. Nie przekonał mnie ten komiks do końca, kiedyś wrócę i albo się zawiodę doszczętnie, albo stwierdzę że to całkiem przyzwoite. Prawdopodobnie. Ale nie powinno się chyba tak reagować na komiks wydany jako część ekskluzywnej kolekcji dla kolekcjonerów?
Tyle na dzis, reszta wkrótce.
Benefity
-
[image: Benefity]
Specjalne podziękowania dla mojego kolegi Antoniego, który podsunął mi
pomysł na ten odcinek.
17 godz. temu

0 komentarze:
Prześlij komentarz