środa, 6 sierpnia 2008

Guitar Hero 2 vs Guitar Hero 3

Jakiś czas temu, przy okazji pykania na atrapach gitar, gadaliśmy sobie z Konradem, że czas porównać obie części Guitar Hero, jakie wyszły na X-boxa. W międzyczasie pojawiła się kolejna pod-część "GH Aerosmith", a my dalej w lesie. Chwila w końcu nastąpiła, zapraszam do naszego dialogu. Ostrzegam, że dla osób niezainteresowanych może być to ciężkie, acz może częściowo zrozumieją fenomen tych prościutkich w końcu gierek. Niekumatym tłumaczę (są tacy? o GH było nawet w South Parku): zabawa polega na 'graniu' na plastikowej gitarace. Na ekranie leci znany numer, pokazując 'nutki/struny' jakie mamy trafić. Trzeba wcisnąć odpowiedni guzik (bądź parę) na gryfie, i trącić w odpowiedniej chwili 'strunę' drugą ręką. Prościzna? A tak, ale tylko na poziomie 'easy'. Hard to twardy orzech, expert to już hardcore. Ale i tak chce się w to grać, nie ważne że te same kawałki grało się już po parę razy. A jakie są różnice pomiędzy częściami? O tym poniżej. A, i oczywiście ten sam tekst do przeczytania (ale opatrzony innymi fotami) na Tanim Motywie. No i Konrad podlinkował teledysk Marka Bilińskiego który mu na GG podrzuciłem w trakcie gadki. Miłego czytania.


GONZ: Mieliśmy porozmawiać o porównaniu GH2 i GH3, ale jest w ogóle po co? przecież to tak naprawdę prawie ta sama gra, ale z innymi kawałkami.

KMH: Wydaje mi się, że tak. Po pierwsze, oba tytuły są robione przez inne ekipy, po drugie, GH3 przychodził niejako na gotowe, Xboksowcy już wiedzieli, że pykanie na plastikowej gitarce nie jest głupie, więc druga część byłą tą pierwszą, świeżą i pionierską. I mam wrażenie, że obie te gry reprezentują nieco odmienną filozofię.

GONZ: Okej, niech b ędzie że jestem złym gliną. Jedynka... Przepraszam, DWÓJKA aż tak bardzo nie różni się od kontynuatora, a różnice na pierwszy rzut oka wydają się kosmetyczne. Poprawiono grafikę i animację ludków przy instrumentach, co akurat nie ma zbytniego znaczenia. Polepszono wygląd 'nutek' na gryfach, dzięki czemu granie jest mniej upierdliwe, ale to jest zmiana godna patcha. Dodano zestaw parudziesięciu innych kawałków, z których tym razem jeszcze mniejsza część to covery, a jeśli już covery to lepiej wykonane. W przypadku poprzedniej części nowe kawałki dawało się ciągać z sieci za microsoftowe kredytki, więc wydanie trójki wydaje mi się być raczej sposobem na ponowne wyłudzenie kasy za sprawdzony patent. Tak naprawdę jedyną główną zmianą wydaje mi się w yjście w stronę multi, social gamingu, grania w parach na imprezach i przez sieć.


Poniżej - fotka stjuningowanego samochodu jakiegoś tota lnego krejzola z jazdą na punkcie Guitar Hero

KMH: Może jestem uprzedzony do Nervesoftu przez ich odcinanie kuponów od Tonego Hawka, ale mam wrażenie, że GH3 jest robione wg tego samego schematu: więcej, bardziej błyszcząco i koniecznie z udziałem znanych twarzy. I tak, zamiast popracować nad ciekawym rozpisaniem nutek, panowie zainwestowali w udział Slasha i Toma Morello. Tak samo podtytuł.. "Legends of Rock"? Dobór piosenek nie ma z nim za wiele wspólnego. Zaraz, chyba też jestem złym gliną.

GONZ: Dobra, to gdzie ta Twoja 'odmienna filozofia'?

KMH: W dużym uproszczeniu: GH2 polega n a pykaniu na plastikowej gitarce i robieniu z siebie głupka, GH3 to jakiś cholerny power gaming w błyskach fleszy z dwoma emerytowanymi gitarzystami pod pacha. Niby i to i to to produkt czysto komercyjny, ale jakoś mam wrażenie, że w GH3 "Hero" przysłoniło "Guitar".

GONZ: Ano fakt. Postawili na Herosów , będących jednocześnie Legendami gitary, czyli Slasha i Morello. Nie wiem, chyba tak należy rozumieć podtytuł. Z 3-ki niby przy zabraniu się za nią bardziej brokat i cekiny od padają, ale niby jak można rozwinąć rozpykiwanie znanych kawałków na zabawkowej gitarze? Gitara jest jedna, a guzików jest pięć. Są cztery tryby trudności, łatwy to banał, ekspert to wyzwanie dla wariatów. Ale jednak drobiażdżek - możliwość przedzierania się przez muzyczną karierę w duecie, w sieci czy siedząc na tej samej kanapie - to fajne rozwinięcie. Może to drobna, ale jednak ewolucja, zresztą starannie wykalkulowana, bazując na graniowych trendach.

KMH: I w sumie pytanie, od kogo bardziej zależy, że kolejne części, zamiast być do ściągnięcia przez sieć, wychodzą jako droższe pudełka? Od wydawcy czy twórców? Ja bym wolał kupić jedną działająca podstawkę i możliwość kupowania masy kawałków, najlepiej po sztuce, bez płacenia za trzy.

GONZ: Na zestawie 70 kawałków łatwiej zarob ić, inaczej każdy by kupił 10-15 utworów i basta. Z drugiej strony - mamy pewien rozwój. Pewnie niedociągnięcia 2-ki poprawiono. Jest mniej coverów, cudze wykonania są lepszej jakości, jest wsp omniany tryb wspólnej kariery, podczas gdy w 2ce dało się grać razem tylko pojedyncze kawałki. Czyli niby co, 2-ka jest lepsza?

KMH: Tak, jest lepsza

GONZ: Bo?


Poniżej - fotka kontrolera zrobionego z klocków lego, ponoć działa bo bebechy są oryginalne.



KMH: Trójka jest jak Tony Hawk - sukces polega na zdolności do wyklepania długich kombosów. Mniej kombinowania, więcej wytrzymałości i zdolności do utrzymywania tempa. Piosenki są po prostu nudno rozpisane.

GONZ: Pitolicie Hipolicie, ja tam akurat aż takiej różnicy nie widzę. Na wyższych poziomach trudności jedyne co momentami może uratować to odpalenie Star Guitar, i w 2ce i w 3ce. W obu ilość punktów zależy od czesania combosów. Nie wiem, może to kwestia tego że zaczynałeś od 2ki, a ja od 3ki. Przesiadka na mniej gładko ociosaną grę była dla mnie odczuwalna, a tego żeby kawałki były rozpisywane ciekawiej jakoś nie poczułem. Dla mnie to kosmetyka, w obu grach chodzi o to samo, zestaw kawałków jest inny, 3ka jest pozbawiona części błędów poprz ednika (toporne multi), ale za to jestem posiadaczem gorszej - bo wadliwej - gitary.

KMH: Owszem, multi jest o wiele lepiej zrobione w trójce, ale odpal sobie choćby "Anarchy in UK" na medium. Ja rozumiem, że to jest punkowy przebój i dwa akordy na krzyż, ale po to się wrzuca takie piosenki, aby nie klepać przez pół minuty po jednym kolorze w jednym rytmie. To samo z "Lay down" i wieloma innymi. Ale okej, masz rację, to kosmetyka, pozostaje pytanie, czemu tak lubimy w to grać?

GONZ: Masz na myśli singlowo, czy grupowo na posiadówach z dwoma gitarami?

KMH: Poproszę o obie kategorie.


Co-op mode on, czyli (od lewej) GONZ i KMH w akcji.

GONZ: Singiel - parę powodów. Po pierwsze - prawie każdy chciał być kiedyś gwiazdą rocka, biegał z rakietą tenisową jako gitarą po pokoju słuchając Metaliki, albo śpiewał Queenów do ogórka. Jest nawet coś takiego jak 'air guitar' - zabawa/sport, polegający na graniu na nieistniejącego kawałka, lecącego w tle. Kolesie i laski robią to dla zabawy, ale jest też federacja i mistrzostwa. To po prostu jest w ludziach. Jak sądzę w 'air guitar' bawią się ludzie trzymający się z dala od konsol, albo twierdzący że pykanie na plastikowej gitarze jest infantylne (w momencie gdy gra na nieistniejącym wiośle to oryginalna i zajebista zajawka).

KMH: Albo numetale, na dyskotekach w Parku!

GONZ: Jakby zagrali to pewnie też by grali w Herosów Gitary.
Poza tym - naprawdę fajne kawałki w większości są dobrane, których się miło słucha, to bardziej wkręca. RATM, Ironi, parę innych kapel, włącznie z tymi które dzięki tej grze poznałem - lepiej się pyka na gitarce kawałki które się lubi.
Kolejna sprawa - gra zajebiście wchodzi na ambicję. Po normalu ciachnąłem dla czila easy, po easy męczyłem się z hardem, którego w 2ce niedawno zdusiłem. A pierwsze dwa poziomy trudności oczywiście cisnąłem, aż każdy kawałek był oceniony na 5 gwiazdek. To gra którą prosto przejść, ale za to ciosanie w nią aż palce odpadają, ale za to wynik jest dobry, dopiero daje zajebistą frajdę

KMH: Ja właśnie nie miałem zbyt wielkiego ciśnienia na granie znanych mi kawałków. Fakt, nie nie znam za bardzo tych wszystkich modnych w latach 90 kapel jak RATM, Metalica czy późniejszy Slipknot, więc pomijając tych nudziarzy poznałem dzięki obu częściom masę fajnych zespołów i kawałków, których zacząłem słuchać ot tak, na co dzień. Jednocześnie, rzeczywiście, gra strasznie pobudza ambicje, choć w moim przypadku w obu grach dochodziłem do punktu dy ani me, ani be i rodziła się frustracja

GONZ: Powiem jak mistrz Joda. Nie ma frustracji, jest cierpliwość. Nie ma rezygnacji, jest ambicja. A kawałki się trzaska aż się je zagra, inaczej się nie da. Obecnie męczę 'Freebird' Skynyrdów po to, aby zagrać 1000 nut pod rząd, i nie zrezygnuję, dopóki tego nie zrobię, a gra nie nagrodzi mnie acziwmentem. Acziwmenty. Wynalazek szatana. Temat na inną rozmowe. Nie ważne. Tak czy siak - gra potrafi zaleźć za skórę, ale nawet dawno przerobione łatwiejsze poziomy dają potem olbrzymi fun jak się gra na 2 gitary.

KMH: Fakt, granie w dwie osoby jest świetne, ale to co mnie najbardziej męczy w tej grze, to tempo, w jakiej wychodzę z formy. Miesiąc przerwy i nie nadaję się do niczego bez tygodnia ostrego treningu. Z tego względu trafienie na odpowiednią formę przy grach w kilka osób jest trudne. I wydaje mi się, że jednak najfajniej się gra z kumplem, gdy ma się przed sobą jakąś nową piosenkę lub wyzwanie. Granie tego samego kawałka bez końca zostawiam sobie na samotne sesje.

GONZ: No nie wiem - morderczy kawałek Dragonforce gramy za każdym razem jak się widzimy z gitarami, i za każdym razem obiecujemy sobie że następnym razem popłyniemy z nim na hardzie. Magnetyzm tego kawałka polega chyba jednak na tym że jest niesamowicie upierdliwy, i pykanie go w duecie jest zabawniejsze, samemu się nie chce. A co do skilla - mało to takich gier? W pierwszego Ninja Gaiden jak grałem to też, jeden miesiąc i dostawałem w pałę od każdego po drodze. Wracając do tematu - granie bez skilla grupowo chyba bardziej się sprawdza. Głupio być jedynym w ekipie cyborgiem co leci na 100%. Z wyzwaniem zabawniej.


Poniżej - filmik z najbardziej upierdliwym kawałkiem z 2ki na easy - banał, nie? Nudno? To zapodajcie filmik z końca tekstu.

KMH: Ano to chyba jest najlepsza sytuacja - gdy do gry dobierają się świeże osoby. Choć jakieś mecze drużynowe według w miarę równego poziomu umiejętności mogłyby być ciekawe. Ale tak czy siak wydaje mi się, że Guitar Hero to jedna z tych gier, gdzie bardziej liczy się współpraca, niż rywalizacja. Ale tak czy siak, gdy wiem, że potrafię być w miarę rozegrany na hardzie, to potem powrót do gry po jakimś czasie i problemy ze średnim poziomem trudności mnie wkurzają.

GONZ: No i nie zapominajmy że nawet jak się w grę pyka, to są fani relaksacyjnego pykania na gitarce, i tacy co lubią wyzwania. Przy spotkaniu z gitarami, przy piwku, grając w duecie Dragonforce wychodzimy potem na wariatów. Ale to i tak nic w porównaniu do wyczynowców, klepiących ten kawałek na ekspercie i wyciskających 5 gwiazdek. Tak czy siak - zabawa chyba dla każdego.

KMH: Dla każdego, oprócz prawdziwych gitarzystów, którzy nie kumają, że to tylko gra i szukają głębszej filozofii

GONZ: Obaj rozpykaliśmy 2kę i 3kę, na pewno z każdej jeszcze sporo wyciśniemy. Przejście tych gier w dwa wieczory nie równa się wyciśnięciu z nich całej przyjemności. A co dalej? Rock Band? Guitar Hero World Tour? Czy może odsłony 'zespołowe', z GH Aerosmith na czele?

KMH: Ja szczerze mówiąc, mam nieco dość Guitar Hero. W Trójkę pykałem już nieco przeżarty formułą i chyba muszę sobie zrobić dłuższą przerwę. Koniec końców w obu grach zostały mi nietknięte tryby dla ekspertów, więc mam jeszcze nieco do osiągnięcia. Ale wydaje mi się, że przyszłość należy do Rock Band i internetowego systemu dystrybucji. Choć z drugiej strony, o ile więcej zachodu jest potrzebne, aby ustawić się na grę w cztery osoby?

GONZ: Nie mówiąc o forsie potrzebnej na zakup zestawu, acz perkusja kusi, oj, kusi... Szkoda mi jednak kasy i na Rock Banda, i na World Tour, którego cena z całym sprzętem pewnie zbliży się do tysiąca. GH Aerosmith nie wiem dla kogo wyprodukowano, większość fanów tych spróchniałych dinozaurów jest raczej w wieku 'niekonsolowym'. I nie mam tu na myśli wieku stereotypowego. GH Metallica raczej sobie nie odpuszczę. A tryb ekspert sobie jednak odpuszczę, szkoda mi nerwów, i czasu - wolę już w coś innego pograć. Do 2-ki i 3-ki pewnie będę zresztą wracał już tylko imprezowo. No to jaka jest przyszłość tych gier? Normalne edycje stoją w miejscu, a nowe dopasione części będą dla burżujów? Przecież za cenę Rock Banda można kupić Wii, ba, można nowego X-boxa za to kupić...

KMH: Pamiętasz szaleństwo związane z Dance Dance Revolution? Też ludzie kupowali sobie maty, gibali się jak durnie przed telewizorami, a potem jakoś przycichło. Tak pewnie będzie i teraz, formuła zostanie zarżnięta i ją odświeża za kilka lat. W sumie nie mam pomysłu, co można by więcej do tej gry dodać, poza nowymi piosenkami. Dwa kolejne kolory dla masochistów?

GONZ: Daj spokój, już piąty, pomarańczowy guzik na ostrzejszych solówkach potrafi zepsuć dzień. Nie wiem. Nie mam pojęcia co oni z tą znoszącą złote jaja kurą zrobią. Wygląda na to że chcą ją sprzedawać jako minfermę za potrójną cenę. Trudno. Tymczasem na X-boxa zbliża się pierwsza gra karaokowo-mikrofonowa, a na PS3 pewnie się Singstar zbliża, nie wiem, nie znam się. I się zacznie szał imprezowy na coś zupełnie innego.

KMH: Myślę, że szał mikrofonowy to coś, co koniecznie musimy przeżyć.

GONZ: Ba. DDR z matami tylko raz zahaczyłem po pijaku i wiem że to nie moja bajka. Mikrofonom nie odpuszczę. O matko. Ola mnie zabije.


A na koniec filmik z tym samym kawałkiem na expercie. Poczekajcie jakoś do trzeciej minuty. O_O

9 komentarze:

klc pisze...

A co jest takiego fajnego w myzianiu plastikowego gryfu przy tych rzygliwych kawałkach? Bo jakoś nie rozumiem fenomenu. Czy to easy, czy to ekspert, to jakieś po chuju nudne jest.

Gonzo pisze...

Wybacz szanowny kolego, ale się nie znasz, przecież i tak gardzisz dla zasady wszystkim czego się nie obsługuje mychą i klawiaturą. Znając Cię, zakładam że stwierdzasz że to lipa nawet nie zagrawszy w grę, oświeć mnie jeśli jest inaczej.

Mysza pisze...

wyglądacie jak jakieś przerośnięte niedorozwoje z tymi małym, gitarkami >:D
tak na marginesie nasuwa mi się także luźne stwierdzenie- "twoja stara przeszła Quake'a gitarą":>

lewar pisze...

khe, też bym sobie popykał.
Ale granie na prawdziwej gitarze daje więcej frajdy. Co prawda nie tykałem ustrójstwa od baaaardzo dawna, ale spoko sprawa, można sąsiadó straszyć riffami Pantery jak się nudzi. Nie mówiąc już o licealistkach co_to_lubią_chłopaków_z_wiosłem. Nie poderwiesz takich na ten plastik, nawet jak masz rozducpone na expert:D
A ten odcinek South Parku świetny:)

Natomiast pomysł na Rock Band to jest już poroniony.

Gonzo pisze...

te, to sie ustawimy i możesz wbić popykać przy piwie. z kmh sie ustawimy i będą 2 gitary. o.

A co do Quake i gitary - to to nie wiem, ale widziałem na jutubie typka ciskającego w DMC na gitarze. O_o

Mr. Herring pisze...

soooo casual (on easy)

GH w pytkę sprawa. Swego czasu byłem wielkim fanem konsolowych gadżetów, miałem nawet bongosy do GCN, ale mi przeszło. Co nie zmienia faktu, że GH to w pytkę sprawa.

/P/ alias Verminard pisze...

Gitara z Lego to jak rozumiem dla punkowców, do rozpierdolenia o podłogę. :)
Nie grałem, spróbowałbym, ale raczej w ramach rozrywki imprezowej, niż jako lone wolf ciskający wszystko na expert na 101%.

klc pisze...

Rozgryzłeś mnie jak zwykle :D
Przecież gołym okiem widać, że to lipa dla gejów, co to nigdy nie grali na prawdziwej gitarze i chcą poczuć, jak to jest. :p
Daj mi mysz i klawiaturę, to wtedy pogadamy, bro.

Gonzo pisze...

Granie w GH myszką to karkołomne zadnie jest. Jest darmowy klon GH na peceta (frets of fury?) ale to jakieś dziadostwo. Da się pykac na klawiaturze, ale... kto w gry gitarowe gra na klawiaturze???