Kiedyś, przy piwie, Głowonuk pokazał mi jeden ze swoich pasków. Według autora - najzabawniejszy, jaki mu się udał. Przeczytałem. No i pomyślałem sobie - jeśli to ma być najzabawniejsze (a nie uchachałem się ani tyci) - to ja chyba nie chcę więcej. Głowonogi szalejące na trzech planszach ostatniego Jeju zdawały się to potwierdzać. Czasem jednak robię coś bez sensu, i kupuję komiks w który zupełnie nie wierzę. "Paproszki" potwierdzają że kupowanie 'na pałę' miewa sens.Świdziński szaleje. Jedzie sobie luźną, butenkowską (jak to zdaje się Maciej Pałka zauważył) krechą i - przepraszam za wyrażenie - epatuje absurdem. I abstrakcją. Krecha, choć prosta, kreślona jest ze sporą dawką luzu. Jak śmiem przypuszczać - tak jak Świdziński chce, i kiedy chce, a nie dlatego że nie umie inaczej. Zresztą realistyczny rysunek zwyczajnie gryzłby się z pokopanymi pomysłami, jakie serwuje autor. Jak ludek który wykluł się z gila z nosa. Czy dialog gówien. Komiks o głowonogu-boi nie rozśmieszył mnie za pierwszym razem, nie rozbawił i w zbiorku. Podobnie jak i inne głowonogi - ta część twórczości Głowonuka do mnie nie trafia, ani ascetyzm rysunku, ani problemy popiskujących ludków (jak ktoś nie wie, to wyglądają mniej więcej tak: @ ). Pozostałe, ostro pojechane patenty nie raz fundowały mi jednak sporą dawkę ubawu. Uber-miszczem jak dla mnie pozostaje 'dialog' dwóch babć w pociągu. Parę plansz z tą samą perspektywą, połowa kadrów pozbawiona jakichkolwiek dymków, i dwie baby pitolące o torbach. Rżałem. Albo jestem cymbał że się na to dałem złapać, albo Głowonuk naprawdę potrafi. Oby więcej tego typu rzeczy. Bo głowonogom to ja akurat dziękuję.
Jak kupować 'na pałę', to jak leci. No to do kompletu poszły "Przygody Powstania Warszawskiego", duetu Głowonuk + Mazol (którego gościnny występ można wyczaić w "Paproszkach"). Panowie pojechali znowu absurdem, odnosząc Powstanie Warszawskie do różnych miejsc, czasów, a także komiksów. Przewija się Orient Men, pojawia Tytus z załogą. Kolejne kilkuplanszówki produkowane są naprzemiennie, to przez Mazola, to przez Głowonuka. No i jakoś tak... No... Sory Mazol. Komiks z udziałem Koziołka Matołka, Małpki Fiki-Miki, Władysława Bartoszewskiego i innych postaci pozostanie w mej pamięci bom się obśmiał. Z Twoich to pamiętam Orient Mana głównie. Bo był Orient Man. Nic więcej w głowie nie zostało. Nie to żebym się czepiał, ale jak jest przekładaniec, to zawsze ktoś w nim będzie na wierzchu. Moim Zdaniem padło na Głowonuka.Druga sprawa. Kreska. Świdziński jedzie prostym rysunkiem, jak w "Paproszkach". Jak bawi się Kapitanem Ameryką, i rysuje niby to 'na poważnie', też się akurat sprawdza. Głównie jednak rysuje paproszkowo, nie wiem, może mi jego butenkowski stajl tak podszedł, że rysunkowy ascetyzm Głowonuka bardziej mi pasował do konwencji.
"Paproszki" - jeśli jeszcze są (bo nakład niewielki), a lubicie dziwaczne patenty - to kupujta. "Przygód Powstania Warszawskiego" już tak gorąco polecał nie będę, chociaż z drugiej strony - jak wydawnictwo Mazoleum coś wyda - to i tak kupię. Więc brać. Ale nie mówcie że nie ostrzegałem.

1 komentarze:
Nie ma sprawy. Ja z Glowonukiem nie mam szans konkurować i zdaje sobie z tego bardzo dobrze sprawę. Jak przeczytałem komiks o Bartoszewskim to od razu pomyślałem, ze tak powinna wyglądać recenzja moich wypocin przy tym dziele.
Pozostaje mi tylko cieszyć sie faktem, że zanim ta recenzja (za która bardzo dziękuje) pojawiła sie w necie, nakład PPW się wyczerpał(za co też dziękuje).
p.s. A co do dalszych pozycji 69 Mazoleum to spodziewał bym sie dwóch rocznie, wiec będzie jeszcze co kupować...
Prześlij komentarz