Szaweł wyskoczył przed wueskiem z pierwszym numerem swojego zina, mieszającego komiks z hiphopem, gaffiti i ogólnie klimatami ulicznymi. Tytułowy hardkor zlepia zawarte w zinie komiksy - brutalne, ordynarne, obleśne, do wyboru - do koloru. Ogólnie jazda po bandzie, klimaty raczej undegroundowe, fachowy wydawca raczej by tego nie wydał. No i dobrze że są takie ziny, bo w środku załapali się Fil, Termos, Filip Myszkowski czy Gierek, a tu tylko bardziej znane osoby wymieniam. Okładkę machnął masta flamastra Maro Oleksicki. A, zapomniał bym najważniejszego - parę planszek Filipa jest do mojego... trudno to scenariuszem nazwać, do mojego pomysłu po prostu. Problem jest - tradycyjnie w przypadku antologii i zinów - z ogólnym poziomem zawartości, która jest nierówna. Są perełki pokroju 2-planszówki Artmaca i Templera, rozbawił mnie komiks Fila (jak zawsze), wyluzował mnie do rechotu komiks Jaszcza i Sztybora pod wszystko mówiącym tytułem "Kapitan Mineta - inwazja zmutowanych sromów". Z resztą komiksów było już różnie. Ale to zin, wiadomo.Jak wspomniałem - nie chodzi tylko o komiks w swojej nie dla każdego strawnej odmianie. To też hiphop, graffiti. Można się czepić - ziomki, ziomboje, ogoleni chłopcy z podwórek, czy idąc dalej - spadkobiercy dresiarstwa. Po co oni nam? Po co komu zin komiksowo-hiphopowy? My robimy swoje, oni niech robią swoje, po co się zadawać ze sobą? Błąd.
Od dwóch lat w Warszawie łażę na spotkania z autorami, na jakieś minispotkania komiksowe itd, i poza WSK ciągle te same twarze. Ta sama grupka, której skład prawie się nie zmienia. Środowisko komiksiarzy też się chyba nie rozrasta (acz to wydawcy mogą poświadczyć albo zdementować, ja sobie gdybam). A tu pyk, Szaweł machnął zina dla dwóch (trzech?) środowisk. Premierę zorganizował razem z koncertem z okazji premiery jakiegoś hiphopowego albumu (sory, ale nie znam typów, nie słucham), była też druga bitwa komiksowa. Niby za mało czasu na pojedynek na flamastry, brak finału, blebleble, ale było wydarzenie.
Coś się działo, rysownicy z poza ekipy spotykającej się przy browarze co tydzień. Byli dziennikarze. Pod sceną w trakcie pojedynków była niemała jak na tak skromne niby wydarzenie publika, która była naprawdę zainteresowana zmaganiami na scenie. I nie byli to sami znajomi. Zina też kupowali. Znaczy się - było wydarzenie. Szaweł zamieszał. Za to mu ristekpa. Bo na WSKu i po księgarniach komiksowych zin trafi do tych co zwykle - co kupują wszystko jak leci, co kupują raczej ziny/underground, do fanów poszczególnych autorów, do znajomych znajomych. Ale w międzyczasie komiks trafi gdzieś poza środowisko. Pytanie tylko - jaki procent pójdzie do niekomiksiarzy i czy to pozwoli Szawłowi wydać HCorporację2? Obaczym. Ja trzymam kciuki.
Jutro postaram się coś o nowym Jeju napisać, premiera na WueSKu.
Pod skryptem: w trakcie imprezki promocyjnej byłem wywiadywany przez dziennikarzy z portalu jednego. Może się czepiam, ale sam jestem dziennikarzem i jak z kimś rozmawiam to staram się wiedzieć wcześniej kim ta osoba jest, żeby nic nie palnąć. Takie potknięcie świadczy o niekompetencji, podważa autorytet na wejściu. Myślałem że mnie biorą na spytki, bo prowadziłem bitwę, a pytanie dostałem odnośnie rysowania na bitwie. Przecież ja do diabła nic nie rysuję! Scenariusz czasem wypocę, w bitwach osobiście udziału nie brałem. Co drugie pytanie musiałem meldować że nie odpowiem, bo nie mam w tym temacie nic do powiedzenia. Mistrzem było pytanie: co zrobić, żeby wymyślić postać na miarę Tytusa. Nosz kurwa, do Papcia z tym, nie do mnie, jak bym wiedział, to już bym miał swoją serię z tak chodliwym bohaterem! Ale to już inna kwestia chyba, postrzegania komiksu przez część dziennikarzy. I temat na inny wpis. Zamykając podskrypta - ponoć wyglądałem jakbym chciał pismaka pobić...

5 komentarze:
Oj tam, Gons, nie badz taki skromniacha. Jak cie pytaja o przepis na postac na miare Tytusa, to mowisz: "bierze sie dwie frytki..."
Albo odpowiedz krótko pytaniem: "KE?"
Jeszcze za mało znany jesteś po prostu, zagryź zęby i wytrzymaj.
Bo co do wydawania komiksów tylko dla znajomych, to mam podobne przemyślenia po przeczytaniu Paproszków.
znany nie znany, wystarczyło sie spytać 'a pan to co tu robi wogóle' przed wywiadem, spytać kogoś innego z kim warto rozmawiać i po co, albo patrzeć na bitwy, zamiast potem na pytaniach się wypieprzyć głupio.
Oj tam. Jak z portalu to pewnie studenciaki na stażu, posłani tam przez przypadek a nie z chęci. Chyba ,że to portal komiksowy był, wtedy już faux pas :-)
Prześlij komentarz