piątek, 29 lutego 2008

Wieści jeszcze innej treści

"Lwy..." wrzucę jednak potem. Na razie mam ochotę pomarudzić. Na marginesie - rozmawiałem o tym albumiku z Holcmanem i Sztyborem. Wyszło że jestem niewrażliwym chujem, bo nie poruszyło mnie oczywiste zakończenie, i wogóle o co kaman? Świetna fabuła. A ja się upieram że nie świetna, a wyświechtana, zero odkrywczości od strony treści (mam tu na myśli głównie kontekst), nieświeże i banalne refleksje, a ukręcenie tego na bajkę Ezopa też nie wieje oryginalnością. Ładne, ale płytkie. Więcej w następnych wpisach.


Niech ktoś powiesi za jaja ludzi robiących dźwiękowe bannery i popupy! Będę wdzięczny.


Słaby koniec tygodnia mam. Dziwne jakieś rzeczy w pracy, uwalałem się kebabem, dzień zacząłem od założenia tiszerta na lewą stronę i zderzenia moich planów z okrutną rzeczywistością (mała komplikacja, ale jednak!), i tak sobie mogę wyliczać. Niech już będzie weekend, niech następny tydzień minie i będzie urlop...


A w niedzielę Warszawiaki do Kawangardy! Będę pewnie z Markiem, ale będzie też prezentacja albumu "Zostawiając powidok wibrującej czerni", co najważniejsze - będzie oczywiście autor Daniel Chmielewski, a także inne ciekawe osobistości. Oto linek do niusika na Gildii. Warto wpaść.

Sam albumik wydał Timof w serii Komiksowa Alternatywa, co chyba nieźle charalteryzuje samą grafikę komiksu, normalnie bym kręcił nosem, ale nie ma sensu, grafika spełnia funkcję jaką jest opowiedzenie pewnych historii. Połowa albumiku to zbiór szortów, o życiu, miłości i innych plagach. Autor strzela ciekawymi, zabawnymi, refleksyjnymi, albo (najczęściej) przewrotnymi konkluzjami, co do mnie trafiło. Druga połowa to epilog, spinający niby niezależne szorty z pierwszej połowy w jedną całość. Spina fajnie, ale momentami nie nadążałem za tokiem myśli autora. Wyszedł fajny debiut dość oryginalnego autora, komiks jest niedrogi, nakład niewielki, kupujcie. I przyjdźcie w niedzielę do Kawangardy.


No to tela. W weekend pewnie klepnę "Lwy..." i machnę raporcik o Odmieńcu jak obiecałem, z filmikiem vidioł o roboczej nazwie 'dzień z życia grafika'. Jou.

1 komentarze:

Vincent van Blogh pisze...

Jestem za tym, żeby powiesić za jaja ludzi odpowiedzialnych za dźwiękowe banery. Lepiej, za jaja w lesie, żeby owady zrobiły resztę.